Zgrany duet: brioche i pigwa


 W zeszlym roku podzielilam sie z Wami przepisem na pudding z ciasta drozdzowego, ktory jest swietnym pomyslem na wykorzystanie lekko czerstwego chleba albo ciasta, zamienajac je w prosty, smaczny deser. Dzisiaj mam dla Was ulepszona wersje tamtego przepisu – pudding z brioche z lekko karmelizowanymi owocami pigwy i kruszonka z brazowego cukru.

 W Anglii klasyczny „bread and butter pudding” przyrzadza sie z chleba tostowego, ale ta wersja do mnie zdecydowanie nie przemawia. Swoj postanowilam przygotowac z dodatkiem brioszki, ktora nadaje deserowi delikatnego, maslanego posmaku.

Pudding ma kremowa i wilgotna konsystencje, ktora swietnie kontrastuje z warstwa chrupiacej kruszonki na wierzchu. Postarajcie sie nie rezygnowac z dodatku brazowego cukru do kruszonki, ktorego lekko miodowego smaku nie da sie zastapic zwyklym, bialym cukrem.

Jako urozmaicenie w deserze pojawiaja sie karmelizowane owoce pigwy i rodzynki. Jako, ze pigwa jest trudno dostepna, mozecie ja zastapic gruszka albo jablkami. W kazdej wersji pudding bedzie smakowal swietnie, a owoce nadadza mu ciekawego akcentu.

Deser mozna podawac na cieplo albo na zimno. Szczerze mowiac, nie wiem, w ktorej wersji smakowal mi bardziej 🙂

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Skladniki
przepis wlasny
500 g brioszki albo ciasta drozdzowego (1 duza keksowka)
300 ml smietanki kremowki 30%
400 ml mleka
3 jajka
4 lyzki cukru
1 lyzeczka esencji waniliowej
80 g miekkiego masla + do wysmarowania formy
Lekko karmelizowane owoce pigwy:
 500 g owocow pigwy (2 sredniej wielkosci owoce)
1/2 lyzeczki cynamonu
2 lyzki masla
3 lyzki cukru
250-350 ml wody
4 lyzki rodzynek

Kruszonka z brazowym cukrem:
170 g maki pszennej
110 g brazowego cukru
6 lyzek roztopionego masla

Przygotowanie owocow: Pigwe obrac ze skory i pokroic w drobna kostke, usuwajac gniazda nasienne. Do rondla z grubym dnem dodac maslo. Kiedy maslo sie roztopi, dodac cukier. Podgrzewac na srednim ogniu, az cukier sie rozpusci, uwazajac, zeby sie nie przypalil. Dodac owoce i cynamon. Dokladnie wymieszac i podsmazac przez okolo 3-4 minuty. Dodac rodzynki i taka ilosc wody, zeby przykryla owoce. Dusic na malym ogniu przez okolo 15 minut lub do czasu, gdy owoce zmiekna, w razie potrzeby dodajac wiecej wody.

Przygotowanie kruszonki: Make wymieszac z brazowym cukrem. Dodac roztopione maslo i utrzec ciasto palcami do otrzymania konsystencji kruszonki.
Przygotowanie puddingu:  Naczynie zaroodporne/nieduza prostokatna blache dobrze wysmarowac maslem.
Jajka utrzec do bialosci z cukrem. Do ubitych jajek dodac mleko, smietanke kremowke i esencje waniliowa.
Brioszke pokroic w sredniej grubosci kromki i kazda z nich posmarowac cienka warstwa masla. Na dnie naczynia zaroodpornego ulozyc pierwsza warstwe brioszki (okolo 4-5 kromek), w razie czego przycinajac kawalki ciasta. Zalac 1/3 sosu jajeczno-smietanowego i posypac polowa duszonych owocow pigwy z rodzynkami. Przykryc kolejna warstwa brioszki, zalac 1/3 sosu i posypac pozostalymi owocami. Pozostale kromki brioszki przeciac na pol po ukosie, tak zeby otrzymac trojkaty. Trojkaty ulozyc na wierzchu puddingu. Zalac reszta sosu. Posypac kruszonka.
Pudding wstawic do piekarnika nagrzanego do 180C (bez termoobiegu). Piec przez 30 minut. 
Przed podaniem odstawic na 15 minut, zeby pudding nieco stezal. Podawac lekko cieple, w temperaturze pokojowej albo nawet na zimno – jak kto lubi 🙂
Smacznego!
Reklamy

Tiramisu z cynamonem i tonką

Jako, ze nie wyobrazam sobie dnia bez deseru, wyprobowalam juz setki przepisow na slodkosci. Czesc byla smaczna, kilkadziesiat mnie zachwycilo, a o reszcie juz dawno zapomnialam i wole o nich nie pamietac. Wciaz przerzucam kartki ksiazek kucharskich i zakladki w przegladarce internetowej w poszukiwaniu nowych, wartych wyprobowania przepisow na slodkosci, rzadko wracajac do tej samej propozycji dwukrotnie. Sprawa ma sie jednak zupelnie inaczej w przypadku tiramisu, ktore od wielu lat niezmiennie plasuje sie w czolowce moich ulubionych deserow i jego pozycja jest tak silna, ze prawdopodobnie nigdy jej nie utraci (chociaz w gotowaniu nigdy nie mowi sie nigdy! :)).

Najbardziej lubie klasyczne, najprostsze tiramisu na bazie dobrego jakosciowo mascarpone i swiezych zoltek, z dodatkiem mocnego espresso, amaretto/frangelico i gorzkiego kakao. Nigdy nie pojawia sie w nim smietanka kremowka, bo wedlug mnie deser traci przez nia zarowno na smaku, jak i konsystencji. Czasami jednak dodaje do tiramisu roznego rodzaju male urozmaicenia – owoce (np. truskawki czy figi), karmelizowane orzechy, starta gorzka czekolade, czy przyprawy. Tym razem postanowilam przygotowac nieco zimowa wersje tego deseru wzbogacona o aromat cynamonu i tonki. Obydwie przyprawy swietnie skomponowaly sie ze smakiem mascarpone, zoltek i espresso, a tiramisu przypadlo mi do gustu tak bardzo, ze postanowilam podzielic sie z Wami przepisem.

Skladniki na 3 porcje:

250 g serka mascarpone
3 zoltka
4 lyzki cukru
1/2 lyzeczki cynamonu
szczypta swiezo startej tonki
9 podluznych biszkoptow do deserow
150 ml mocnej kawy, przestudzonej
40 ml amaretto
gorzkie kakao do oproszenia
Zoltka ubic z cukrem do bialosci. Stopniowo dodawac mascarpone, miksujac na niskich obrotach miksera, az do uzyskania gladkiej i gestej masy. Dodac cynamon i tonke. Ponownie zmiksowac.
Biszkopty namoczyc w kawie, uwazajac, zeby sie nie rozpadly.
Na dnie trzech pucharkow ulozyc po jednym biszkopcie, najlepiej zlamac go na pol. Przykryc polowa masy z mascarpone i zoltek i oproszyc cienka warstwa gorzkiego kakao. Nastepnie ulozyc kolejna warstwe biszkoptow (po 2 na pucharek) i masy. Wierzch oproszyc kakao. 
Schlodzic w lodowce przez 3h.
Smacznego!

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Zimowy pudding z kaszy manny

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lubicie gotową kaszkę mannę z owocami, którą produkuje pewna polska firma? Jeśli tak, jest to przepis dla Was. Pudding z tego przepisu bardzo przypomina kupne desery, a nie ma żadnych konserwantów ani sztucznych dodatków. Jest prosty w przygotowaniu, niedrogi i naprawdę smaczny. Możecie podać go z dowolnymi owocami albo dodatkami – np. konfiturą wiśniową, sosem czekoladowym, czy powidłami śliwkowymi. Ja zdecydowałam się na zimową wersję z sosem z suszonych owoców i jabłek.

Składniki na 6 porcji:
500 ml mleka
60 g cukru
szczypta soli
75 g kaszy manny
1 jajko, żółtko i białko oddzielnie

Sos z suszonych owoców i jabłek:
5 suszonych śliwek
4 suszone morele
3 suszone daktyle
1 duże jabłko
4 łyżki brązowego cukru
1/4 szklanki wody
1/3 łyżeczki cynamonu

Dodatkowo:
cynamon do oprószenia
miód do polania deseru

Przygotowanie puddingu: 400 ml mleka zagotować z 40 g cukru i szczyptą soli. Resztę mleka wymieszać z kaszą manną. Gdy mleko się zagotuje, od razu zmniejszyć ogień i powoli wlać kaszę mannę, ciągle mieszając, żeby nie powstały grudki. Gotować przez 2 minuty i zdjąć z ognia. Do puddingu dodać żółtko. Białko ubić na sztywno i pod koniec ubijania dodać pozostałe 20 g cukru. Pianę z białek delikatnie wmieszać do reszty masy.  Masę przełożyć do małych silikonowych foremek, ramekinów albo miseczek. Ostudzić, a następnie schłodzić w lodówce przez 2h. Po tym czasie albo można spróbować bardzo delikatnie wyjąć deser z foremek albo zaserwować go w miseczkach/ramekinach. Wyjmowanie puddingu polecam Wam tylko wtedy, jeśli używacie foremek silikonowych. Pudding podawać z sosem z suszonych owoców i jabłek albo z ulubionym dżemem/konfiturą. Przed podaniem można oprószyć deser cynamonem albo polać odrobiną miodu.
Przygotowanie sosu: Jabłko umyć, usunąć z niego ogryzek i pokroić je w cienkie plasterki. Suszone owoce pokroić na nieduże kawałki. W rondlu zrobić jasny karmel z 4 łyżek brązowego cukru. Dodać jabłka, suszone owoce i cynamon. Karmelizować przez minutę, ciągle mieszając, a następnie dodać wodę. Dusić aż jabłka zmiękną, a część płynów odparuje – przez około 5 minut.
Smacznego!

Elegancka kutia z pęczaku na pierniku w gorzkiej czekoladzie

Uwielbiam wszelkiego rodzaju desery z dodatkiem masy makowej i chętnie jadłabym je przez cały rok, nie tylko w krótkim okresie świąt Bożego Narodzenia. Jednym z moich ulubionych jest kutia, która jest jedną z dwunastu potraw wchodzących w skład tradycyjnej, wschodniosłowiańskiej wieczerzy wigilijnej. Swoją kutię przyrządzam tak jak podobno robi się ją na Białorusi, czyli z dodatkiem kaszy jęczmiennej pęczak. Robi się ja zdecydowanie szybciej niż tę z łuskanymi ziarnami pszenicy, a poza tym moim zdaniem w takiej wersji smakuje lepiej. Kutia to nie tylko smaczny, ale także zdrowy deser – zawiera kaszę, miód, mak, suszone owoce i orzechy, które są bogate w witaminy i mikroelementy.
Niestety tradycyjnie przyrządzona i podana kutia jest dość niefotogeniczna i nie prezentuje się ani smakowicie ani elegancko. Z tego względu swoją kutię postanowiłam zaserwować w zupełnie inny sposób – na lukrowanym pierniku z gorzką czekoladą i z sosem miodowym z domową kandyzowaną skórką pomarańczową. To był strzał w dziesiątkę. Deser nie tylko wyglądał ładnie, ale także smakował jeszcze lepiej. Miękki, aromatyczny piernik doskonale skomponował się ze smakiem kutii, nadając jej jeszcze bardziej świątecznego charakteru. Podając kutię w ten sposób, możecie zaserwować ten z pozoru prosty i nieco przaśny deser nawet na zakończenie eleganckiej kolacji.

Chciałabym także życzyć Wam wszystkim wesołych Świąt, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze i przy stole zastawionym samymi przysmakami :) 
Tym samym, biorę kilka dni blogowego urlopu i wrócę do Was z nowymi przepisami już 27 grudnia 🙂
Składniki na 6 porcji
przepis własny
3/4 szklanki kaszy pęczak
2 szklanka mleka
1 szklanki wody
szczypta soli

1,5 szklanki masy makowej (domowej albo kupnej)
1-2 czubate łyżki miodu (ja użyłam miodu z kwiatem pomarańczy), ilość miodu zależy od słodkości używanej masy makowej
5-6 łyżek pokrojonych suszonych owoców: żurawin, fig, moreli i śliwek
2 łyżki drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki wiórków kokosowych
szczypta cynamonu
4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza

Dodatkowo:
domowa kandyzowana skórka pomarańczowa
6 pierników w gorzkiej czekoladzie*
płynny, klarowny miód
6 orzechów włoskich

*polecam pierniki w gorzkiej czekoladzie firmy Fine Food dostępne w halach Makro
Mleko i wodę wlać do garnka, dodać odrobinę soli i zagotować. Do gotujących się płynów wsypać kaszę. Zmniejszyć ogień i gotować, aż kasza zmięknie – powinno to zająć około 20 minut. Po tym czasie odcedzić kaszę na sitku, zachowując 4 łyżki płynów, w których się gotowała. Odstawić kaszę do ostudzenia.
Ostudzoną kaszę wymieszać z masą makową. Dodać miód, dostosowując jego ilość do słodkości używanej masy makowej. Dodać pokrojone suszone owoce, orzechy, wiórki kokosowe, cynamon i 4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza. Dokładnie wymieszać.
Na talerzu  umieścić piernik. Używając pierścienia cukierniczego (polecam, znacznie ułatwia sprawę, ale jeśli nie macie, to możecie uformować masę ręką) lub postawionego na pierniku, na wierzchu ciastka ułożyć kutię, dokładnie ją dociskając, tak żeby masa była dość zbita i trzymała formę. Delikatnie zdjąć pierścień. Na wierzchu kutii położyć orzecha włoskiego i odrobinę kandyzowanej skorki pomarańczowej. Udekorować talerz płynnym miodem i kandyzowaną skórką pomarańczową.
Deser podawać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!

Fondant czekoladowy z coulis truskawkowym z tonką

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lubicie fondanty czekoladowe? Ja uwielbiam! Są esencją czekoladowości i dobrze smakują o każdej porze roku i na każdą okazję, bez względu na to czy to samotne pyjama party z maratonem filmowym, czy deser na zakończenie eleganckiej kolacji. Do tego przygotowuje się je bardzo szybko – można zrobić je nawet dzień wcześniej, odstawić do lodówki i wyjąć dopiero na 15 minut przed planowaną konsumpcją. Można także zamrozić nie upieczone fondanty i potem wstawić  je od razu do piekarnika, piekąc je jedynie 5 minut dłużej niż w oryginalnym przepisie. Fondanty spokojnie leżakujące w zamrażalniku przydają się w awaryjnych sytuacjach, np. podczas wizyty niezapowiedzianych gości albo chwili smutku, kiedy najdzie nas ochota na coś intensywnie czekoladowego i bardzo kalorycznego 🙂
Sekretem smacznego fondanta jest dobrej jakości gorzka czekolada i dopilnowanie czasu pieczenia, tak żeby deser miał idealną konsystencję – ściętą na zewnątrz i płynną oraz kremową w środku. Fondant na zdjęciach zdążył się już nieco zsiąść (ciężka jest praca fotografa w fatalnie oświetlonym mieszkaniu! :)), bo od wyjęcia go z piekarnika minęło już dobre 15 minut. Uwierzcie jednak, że konsystencja była dokładnie taka jak być powinna.
Swój fondant podałam z lekko kwaskowatym coulis truskawkowym z dodatkiem tonki i odrobiną domowej roboty cukru bazyliowego.
Bardzo Wam polecam ten deser np. jako zwieńczenie świątecznego obiadu. Uwierzcie, że będzie to świetna  odskocznia od wszechobecnych pierników i makowców, a wszystkim gościom posmakuje.
Składniki na 4 duże porcje albo 8 mniejszych

Fondant czekoladowy
przepis Gordona Ramsaya
50 g roztopionego masła
1 łyżka ciemnego kakao
200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości, najlepiej o 70% zawartości kakao
200 g masła
200 g cukru trzcinowego
4 jajka i 4 żółtka
200 g mąki pszennej
Foremki (np. silikonowe na muffinki albo małe ramekiny) posmarować grubą warstwą roztopionego masła i wstawić je do zamrażalnika na około 10-15 minut, do czasu gdy masło się zsiądzie. Następnie nanieść kolejną warstwę masła i wysypać foremki kakao.Wytrząsnąć nadmiar kakao.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej wraz z masłem. Odstawić do przestudzenia na 10 minut. 
W misce utrzeć jajka i żółtka wraz z cukrem, aż masa będzie jasna, gęsta i puszysta. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Następnie dodać czekoladę, w trzech turach, za każdym razem dokładnie miksując wszystkie składniki. Masa powinna być gładka. Masę przełożyć do foremek. Wstawić do lodówki na minimum 20 minut. W lodówce można je przechowywać maksymalnie przez całą noc. Jeśli chcecie przechowywać je dłużej, to możecie je zamrozić i przechowywać przez maksymalnie miesiąc (należy je wtedy wstawić zamrożone do piekarnika i dodać 5 min do czasu pieczenia).
Nagrzać piekarnik do 200C (180C z termoobiegiem). Wstawić fondanty i piec przez 10-12 minut, aż na wierzchu utworzy się cienka skorupka, a desery zaczną odchodzić od foremek. Wyjąć z piekarnika i odstawić do odpoczęcia na 1 minutę.
Bardzo delikatnie wyjąć fondanty z foremek na talerzyki – polecam używać silikonowych foremek, bo z nich jest zdecydowanie łatwiej wyjąć ten delikatny deser. Oprószyć cukrem pudrem albo cukrem bazyliowym. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. sosem karmelowym, lodami albo coulis owocowym.
Coulis truskawkowe z tonką:
200 g truskawek (mogą być mrożone)
5 łyżek wody
3-4 łyżki cukru
odrobina startej tonki
Truskawki umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Ustawić na palniku i zagotować. Gotować na małym ogniu przez 10 minut. Po tym czasie odstawić truskawki do ostudzenia. Ostudzone truskawki zmiksować na gładką masę w blenderze. Dodać świeżo startą tonkę.

Dodatkowo:
cukier bazyliowy/cukier puder/gałka lodów waniliowych (lub bazyliowych :))

Fondanty oprószyć cukrem bazyliowym przed podaniem. Można podać go z innymi dodatkami.

Smacznego!

Eleganckie, warstwowe makówki (makiełki)

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

W moim rodzinnym domu makiełki (makówki) zawsze przygotowywało się z masy makowej wymieszanej z makaronem i bakaliami. Odkąd pamiętam było to, zaraz po pierogach z kapustą i grzybami, moje ulubione wigilijne danie, na które nawet jako mała dziewczynka czekałam przez cały rok. Kiedy jednak sama zaczęłam gotować i przeglądać bezkresne zasoby internetu w poszukiwaniu inspiracji na świąteczne dania, dowiedziałam się, że w innych rejonach Polski, np. na Śląsku, makówki przygotowuje się z dodatkiem namoczonej w mleku bułki/chałki. Pomysł ten bardzo mi się spodobał, szczególnie, że jestem fanką wszelkiego rodzaju dziwnych zup mlecznych i bardzo lubię mleko z bułką, ciastem drożdżowym, a nawet pączkiem 🙂


Nie byłabym jednak sobą gdybym trochę nie pokombinowała i nie przygotowała śląskich makówek po swojemu. W mojej wersji zostały podane w indywidualnych pucharkach, dzięki czemu prezentują się bardzo elegancko i na pierwszy rzut oka nikt nie spodziewa się, że to tak naprawdę dość prosty i „swojski” deser. Mnie i wielu innym osobom prezentacja deseru od razu przywiodła na myśl tiramisu. W smaku to jednak zupełnie inna bajka, choć również bardzo smaczna. Trzy warstwy chałki moczonej w mleku przekładanej budyniem waniliowym i masą makową pełną bakalii.  Dla mnie pychota! Mogłabym jeść ten deser przez cały rok, nie tylko w okresie świątecznym 🙂 W sekrecie zdradzę Wam, że takie makiełki najlepiej smakują…jedzone na śniadanie.

Składniki na 6 dużych pucharków
Masa makowa:
300 g suchego mielonego maku
60 g miękkiego masła
4 łyżki cukru
1/3 szklanki miodu
40 g rodzynek
40 g suszonej żurawiny
4 suszone śliwki, pokrojone na małe kawałki
3 łyżki wiórków kokosowych
30 g posiekanych orzechów włoskich
4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżka naturalnego ekstraktu migdałowego albo pomarańczowego

Budyń:
1 opakowanie budyniu waniliowego
2 łyżki cukru
2 łyżki masła
400 ml mleka

Dodatkowo:
9 kromek chałki
300-400 ml mleka
suchy mak do dekoracji
Przygotowanie masy makowej: Mak zalać wodą wymieszaną z mlekiem w proporcjach 1:1. Odstawić do namoczenia na 4-5 h, a najlepiej na całą noc. Po namoczeniu dobrze odsączyć z nadmiaru płynu. 

Masło utrzeć z cukrem do białości, a następnie dodawać partiami namoczony mak. Dodać miód, próbując czy masa jest wystarczająco słodka. Wmieszać bakalie i ekstrakt.

Przygotowanie budyniu: 300 ml mleka zagotować wraz z cukrem i masłem. W pozostałych 100 ml mleka dokładnie rozprowadzić proszek budyniowy, a następnie dodać do gotującego się mleka. Zmniejszyć ogień  i, ciągle mieszając, gotować, aż budyń zgęstnieje. Zdjąć z ognia i przestudzić.

Przygotowanie deseru: Każdą kromkę chałki przekroić na pół i przed ułożeniem w pucharkach zanurzyć w mleku, uważając, żeby chałka się nie rozwaliła i zbytnio nie rozmiękła. Na dnie każdego z pucharków ułożyć po połowie namoczonej w mleku kromki chałki. Przykryć warstwą budyniu, a następnie masą makową, starając się ją równomiernie rozprowadzić. Cykl powtórzyć jeszcze raz, układając w pucharkach najpierw namoczoną w mleku chałkę, potem budyń i masę makową. Na koniec na wierzchu ułożyć po ostatnim kawałku namoczonej chałki. Posypać suchym makiem. Wstawić do lodówki na 3h, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!

Mus czekoladowy z warstwą sernikową

Lubie robic skomplikowane ciasta i desery, ale czasami mam ochote na cos szybkiego i wzglednie prostego, co zaspokoi moja ochote na slodycze, ale przygotowanie czego nie zajmie mi wiecej niz kilkanascie minut. Wtedy zazwyczaj siegam po moje ulubione tiramisu, domowy budyn albo mus czekoladowy.

Przepisow na ten ostatni jest juz na blogu kilka, kazdy z nich jest nieco inny i niekiedy wystepuje jako element innego deseru:

Dzisiaj podziele sie z Wami kolejnym pomyslem na mus czekoladowy, tym razem w polaczeniu z kremem sernikowym z biala czekolada. Delikatny i puszysty mus o intensywnym smaku gorzkiej czekolady swietnie kontrastuje z ciezka, kremowa i slodka warstwa sernikowa. Krem sernikowy swoja konsystencje i smak w duzej mierze zawdziecza dodatkowi serka Philadelphia, wiec radzilabym nie wymieniac go na zaden inny. W samym srodku deseru kryje sie mala niespodzianka – odrobina konfitury owocowej (u mnie wisniowej). Latem mozna dodac do deseru swieze maliny, wisnie, porzeczki, jagody albo truskawki.
Deser robi sie szybko, a efekt jest naprawde smaczny. Jest na tyle elegancki, ze z powodzeniem mozna go podac gosciom na zakonczenie dobrej kolacji (albo tak jak ja zjesc go w pizamie na kanapie ;))
Skladniki na 4 duze albo 6 mniejszych porcji

Mus czekoladowy:
120 g gorzkiej czekolady o 70% zawartosci kakao + do oproszenia
3 jajka, bialka i zoltka osobno
2 lyzki cukru pudru
3 lyzki mocnego espresso
200 ml smietanki kremowki
Krem sernikowy:
250 g kremowego serka Philadelphia
100 g bialej czekolady
Dodatkowo:
6 lyzek konfitury truskawkowej/wisniowej/malinowej
Przygotowanie musu: Czekolade roztopic w kapieli wodnej. Zoltka ubic do bialosci wraz z cukrem pudrem, a nastepnie dodac do nich czekolade, zmiksowac. Bita smietane ubic na sztywno. Polowe smietany i espresso zmiksowac wraz z masa zoltkowo-czekoladowa, a nastepnie bardzo delikatnie wmieszac do powstalej masy reszte smietany, najlepiej przy pomocy lyzki. Bialka ubic na sztywno i bardzo delikatnie wymieszac z reszta masy.

Przygotowanie kremu sernikowego: Biala czekolade rozpuscic w kapieli wodnej i zmiksowac z serkiem na gladka mase.

Przygotowanie deseru: Na dno szklanek/pucharkow wylozyc krem sernikowy. Na kremie delikatnie rozsmarowac konfiture i przykryc go musem czekoladowym. Wierzch udekorowac starta gorzka czekolada. Schlodzic w lodowce przez minimum 2-3h, a najlepiej przez cala noc.
Smacznego!

Bubble Tea Panna Cotta

Piliscie kiedys Bubble Tea? Ja, wiedzona ciekawoscia, mialam okazje sprobowac kilku smakow tego popularnego ostatnimi czasy napoju i o ile przeslodzone herbaty o smaku owocowym w ogole mi nie podeszly, o tyle mleczna z dodatkiem taro bardzo mi posmakowala. Jakis czas temu kupilam paczke tapioki i mimo, ze poczatkowo chcialam zrobic domowa wersje bubble tea, potem zrezygnowalam z tego pomyslu i postanowilam pojsc o jeden krok dalej i przygotowac „babelkowa” herbate w formie panna cotty.

Jako, ze najbardziej smakowala mi mleczna herbata z taro, o wlasnie takim smaku byl przyrzadzony przeze mnie deser. Taro (kolokazja jadalna) to roslina uprawiana w strefie tropikalnej i subtropikalnej, konsystencja nieco przypominajaca ziemniaki. W smaku jest slodkie i lekko orzechowe, mnie nieco przypomina jadalne kasztany. Swietnie sprawdzilo sie jako dodatek do deseru, nadajac mu aksamitnej konsystencji i ciekawego smaku.

Dodatek tapioki do panna cotty rowniez okazal sie strzalem w dziesiatke – lekko zelkowate kuleczki zaskakuja podczas jedzenia i nadaja deserowi oryginalnej konsystencji. Jako, ze bubble tea czesto jest podawane takze z kulkami o smaku owocowym, swoja panna cotte dodatkowo urozmaicilam kawalkami mandarynek. Wyszlo pysznie i wszystkim bardzo smakowalo.

Polecam, nawet jesli nie lubicie bubble tea. Uwierzcie, ze w formie deseru „herbata” jest o wiele smaczniejsza!

Skladniki na 4 porcje

przepis wlasny
200 ml smietanki kremowki
60 ml mleka
1,5 lyzeczki zelatyny w proszku
1 lyzka cukru pudru
1/3 szklanki tapioki
1 male taro (okoo 150 g)
4 mandarynki
Tapioke ugotowac zgodnie z instrukacjami na opakowaniu. Ja najpierw namoczylam ja przez 20 min w zimnej wodzie, nastepnie dokladnie oplukalam i odcedzilam i ugotowalam do miekkosci. Gotowanie tapioki zajelo okolo 20 minut. Gotowa tapioka powinna byc przezroczysta i miekka (nieco „zelkowata”), ale nalezy uwazac, zeby jej zbytnio nie rozgotowac, bo straci ksztalt i nabierze nieprzyjemnej konsystencji.
Taro obrac ze skory, pokroic na nieduze kawalki i ugotowac do miekkosci. Nastepnie utluc tluczkiem/zmiskowac na gladka mase.
W rondelku umiescic smietanke kremowke, mleko i taro. Zagotowac i natychmiast zdjac z ognia. dodac cukier puder i zelatyne. Intensywnie mieszac, zeby w masie nie powstaly grudki. Nastepnie zmiksowac calosc blenderem, zeby w deserze nie bylo kawalkow taro.
Na dnie malych ramekinow/silikonowych foremek ulozyc ugotowana tapioke. Zalac masa smietankowa i wymieszac, tak, zeby tapioka znalazla sie takze w srodku deseru. Ostudzic do temperatury pokojowej, a nastepnie schlodzic w lodowce przez 2-3h.
Przed wyjeciem deseru z foremek delikatnie oddzielic mase od brzegow przy pomocy noza do masla. Podawac z filecikami z mandarynek – mandarynki nalezy bardzo delikatnie obrac z przezroczystych blon, tak zeby zachowaly ksztalt.
Smacznego!

Mus czekoladowy z woda

Dzisiaj mam dla Was bardzo ciekawy pomysl na deser, wykorzystujacy niezwykly mus czekoladowy z przepisu Hestona Blumenthala. Dlaczego niezwykly? Mus jest wykonany jedynie z czekolady i zimnej wody, a caly sekret jego konsystencji lezy w ubiciu masy w misce obloznej kostkami lodu. Dzieki temu, ze nie ma w nim ani smietanki kremowki ani zoltek, mus jest esencja czekoladowosci. Jest bardzo intensywny w smaku, wrecz lekko wytrawny. Ma puszysta, ale dosc ciezka konsystencje, nieco przypominajaca trufle. Koniecznie wyprobujcie ten przepis – mus przygotowuje sie niezwykle szybko i jest duzo tanszy w przygotowaniu niz klasyczny mus czekoladowy, a do tego jest o wiele smaczniejszy.

Mus czekoladowy podawalam w towarzystwie kremu waniliowego na bazie zoltek, mascarpone i zmielonego twarogu. Dzieki dodatkowi twarogu krem nabral aksamitnej konsystencji i zyskal lekka kwaskowatosc, ktora swietnie kontrastuje z intensywnym smakiem musu czekoladowego. Calosci dopelniaja karmelizowane orzechy wloskie i ciasteczka amaretti.

Deser jest bardzo prosty i szybki w wykonaniu, a jest na tyle elegancki, ze z powodzeniem mozecie go podac na specjalna okazje albo podczas wizyty wyjatkowych gosci 🙂

Skladniki

Mus czekoladowy:
(wg Hestona Blumenthala)

250 g gorzkiej czekolady (najlepiej o 70% zawartosci kakao)
200 ml zimnej wody
duzo kostek lodu

Krem waniliowy:
250 g mascarpone
150 g zmielonego twarogu do sernika
2 zoltka
2 lyzki cukru pudru
1 lyzeczka esencji waniliowej

Karmelizowane orzechy wloskie:
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki orzechow wloskich, lekko posiekanych

Dodatkowo:
ciasteczka amaretti

Przygotowanie musu czekoladowego: Czekolade roztopic w rondelku wraz z zimna woda, do uzyskania gladkiej masy. Nastepnie rondelek umiescic w wiekszej misce, wylozonej kostkami lodu – kostek lodu powinno byc tak duzo, zeby siegaly wysokosci masy czekoladowej. Ubic czekolade mikserem, az do uzyskania puszystej masy.

Przygotowanie kremu waniliowego: Zoltka ubic z cukrem do uzyskania puszystej, bialej masy. Dodac mascarpone, esencje waniliowa i twarog. Ubijac do polaczenia sie skladnikow i do momentu, w ktorym masa bedzie gladka i puszysta.

Karmelizowane orzechy: Cukier rozpuscic w rondelku o grubym dnie i podgrzewac, nie mieszajac lyzka, do uzyskania zlocistego karmelu. Dodac orzechy, dokladnie wymieszac i karmelizowac je przez kilka minut. Wyjac z rondla, wystudzic i lekko wysuszyc. Po wystudzeniu mozna je pokruszyc w mozdzierzu na mniejsze kawalki.

Przygotowanie deseru: Wszystie skladniki deseru ulozyc na talerzu, najlepiej uzywajac pierscieni cukierniczych. Mozna tez podac deser w pucharkach – 2-3 ciasteczka amaretti przykryc kolejno  kremem waniliowym i musem czekoladowym, oproszyc karmelizowanymi orzechami i udekorowac dodatkowym ciasteczkiem. Podawac schlodzony.

Smacznego!

Panna cotta. Trawa cytrynowa. Mango. Ananas.

Bardzo lubię panna cottę, bo daje duże pole do eksperymentowania. Jest świetnym nośnikiem wszelkich smaków, a sama w sobie jest na tyle neutralna, że można ją śmiało łączyć z przeróżnymi dodatkami. „Podstawowa” panna cotta jest naprawdę prosta i szybka w przygotowaniu, więc bez problemu poradzą z nią sobie nawet osoby, które nie są mistrzami w przygotowaniu słodkości. 
Ja tym razem postawiłam na połączenie ze sobą kilku egzotycznych smaków – trawy cytrynowej, mango, cytryny i ananasa. Kremowa panna cotta z subtelną nutą trawy cytrynowej występuje w duecie z galaretką-musem z mango, do której, dla orzeźwienia smaku, dodałam sok z cytryny. Całości dopełnia ananas występujący tutaj w dwóch formach –  lekko karmelizowanej i suszonej. 
Deser nie tylko dobrze smakuje, ale także ładnie wygląda. Jest utrzymany w słonecznej, letniej tonacji, przywodzącej na myśl jakieś odległe, ciepłe kraje. W szarobure, listopadowe dni warto przenieść się gdzieś daleko, chociażby myślami. Jak wiadomo, dobre jedzenie pobudza wyobraźnię.
Składniki na 4 porcje
przepis własny
Panna cotta:
200 ml śmietanki kremówki 
60 ml mleka
1 łyżka cukru pudru
1 źdźbło trawy cytrynowej, przekrojone wzdłuż
1,5 łyżeczki żelatyny
Galaretka z mango:
1 duże dojrzałe mango
1 łyżka cukru
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
2 łyżeczki żelatyny
8 łyżek wody
Lekko karmelizowany ananas:
6 krążków ananasa
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki zalewy z ananasa
Dodatkowo:
4 krążki suszonego ananasa
Przygotowanie panna cotty: Śmietankę umieścić w rondelku wraz z mlekiem i trawą cytrynową. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i dodać żelatynę i cukier puder. Dokładnie wymieszać – należy uważać, żeby nie zrobiły się grudki z żelatyny. Przelać masę do foremek, wystudzić i wstawić do lodówki na 2h. Kiedy masa stężeje wylać na nią galaretkę z mango.
Galaretka z mango: Mango obrać ze skóry, pokroić w kostkę i zmiksować blenderem na puree, wraz z cukrem, sokiem z cytryny i 6 łyżkami wody. Żelatynę rozpuścić w 2 łyżkach ciepłej wody i dodać do puree z mango. Puree wylać na schłodzoną panna cottę. Schłodzić w lodówce przez 2h, aż galaretka stężeje. 
Panna cottę z galaretką delikatnie wyjąć z foremek, obkrawając brzegi nożem do masła. Podawać z lekko karmelizowanym ananasem i płatkiem suszonego ananasa na górze.
Karmelizowany ananas: Ananasa pokroić w kostkę. W rondlu zrobić karmel z cukru. Dodać zalewę z ananasa i bardzo szybko i intensywnie mieszać, żeby karmel się nie zbrylił. Dodać ananasa. Karmelizować na małym ogniu przez 5-6 minut, aż sos się zredukuje i zgęstnieje, a ananas się lekko zezłoci.
Smacznego!

Panna Cotta "Herbata Lipowa z Malinami i Miodem"

Gdy któregoś dnia mama zrobiła mi herbatę lipową z miodem i malinami, pomyślałam sobie, że jej smak, w całej swojej prostocie, jest wspaniały. Delikatny, lekko ziołowy, ze słodyczą miodu i lekką kwaskowatością malin. Do tego nic tak nie rozgrzewa w zimny dzień jak kubek takiej herbaty. Wtedy pomyślałam też, że skoro często przyrządza się desery z zieloną herbatą albo herbatą Earl Grey, to dlaczego by nie zrobić jakieś słodkości z lipą? Tylko co? Sernik odpada, babka również … i nagle „EUREKA” – panna cotta! Z wizją w głowie udałam się do kuchni i postanowiłam odtworzyć smak herbaty lipowej z miodem i malinami w formie panna cotty.

Herbatę zaparzyłam w mieszance śmietanki kremówki i mleka z dodatkiem ziarenek wanilii, a całość posłodziłam miodem lipowym. Delikatna i bardzo kremowa, lipowo-miodowa panna cotta na talerzu świetnie dogadała się ze słodko-kwaśną redukcją malinowo-miodową z odrobiną czerwonego wina. Całości dopełniły świeże maliny i mięta. Smak lipy jest subtelny i jedynie delikatnie wyczuwalny, ale według mnie wystarczająco intensywny, by jedząc deser pomyśleć o herbacie, która była inspiracją do jego powstania.

Deser smakował mi bardzo; zresztą wszystkim, którzy mieli okazję go próbować również. Polecam, bo to łatwy i efektowny deser.

Składniki na 4-5 porcji (w zależności od wielkości foremki)
Panna cotta lipowo-miodowa:
400 ml śmietanki kremówki
120 ml mleka
3 torebki herbaty lipowej*
2 łyżki miodu lipowego
1 laska wanilii
3 łyżeczki żelatyny
Sos malinowo-miodowy:
1 szklanka malin
2 łyżki miodu
30 ml czerwonego wina
Dodatkowo:
garść malin
liście świeżej mięty
* użyjcie herbaty dobrej jakości, o intensywny w smaku i w dużych torebkach, bo to właśnie niej w dużej mierze zależy smak deseru

Przygotowanie panna cotty: W rondelku umieścić kremówkę i mleko. Dodać ziarenka wanilii (wanilię przekroić w poprzek i tępą stroną noża delikatnie wydłubać wszystkie ziarenka) i torebki z herbatą lipową. Zagotować i pogotować na małym ogniu przez 2-3 minuty. Wyjąć herbatę i dodać miód oraz żelatynę. Intensywnie mieszać, żeby żelatyna i miód się rozpuściły i nie powstały grudki. Przelać do foremek*, najlepiej silikonowych, ostudzić i  wstawić do lodówki na 2-3h, aż deser stężeje. Przed wyjęciem z foremki,  delikatnie oddzielić brzegi deseru od formy nożem do masła.
Sos malinowo-miodowy: Maliny umieścić w rondelku wraz z miodem i winem. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu przez około 10 minut, aż sos się zredukuje.
Podanie deseru: Na talerz wylać sos malinowo-miodowy. Obok delikatnie ułożyć schłodzoną panna cottę. Na talerzyku ułożyć świeże maliny i listki mięty. Podawać od razu.

*jeśli chcecie, żeby tak jak w moim deserze, ziarenka wanilii były na górze, wyglądając trochę jak ziemia (to zamierzony efekt wizualny :)), odcedźcie śmietankę na gaziku o drobnym splocie, a następnie same dno foremek posypcie ziarenkami wanilii i delikatnie wylejcie na nie masę śmietankową.

Smacznego!

Tartaletki z kremem chałwowym

Prawdziwa rozpusta i gratka dla wszystkich łasuchów. Kruche, maślane tartaletki z rozpływającym się w ustach, mocno chałwowym kremem, lekko obsypane pistacjami, sezamem lub karmelizowanymi orzechami. Wbrew pozorom, mimo ogromnej zawartości chałwy, nie są za słodkie. Są malutkie, w sam raz na dwa kęsy, więc świetnie nadają się na wszelkiego rodzaju imprezy i bankiety albo po prostu jako niewielka, słodka przekąska w trakcie dnia. Oczywiście to, że są takie małe, ma poważną wadę – aż chce się zjeść ich więcej. Dużo więcej…Oczywiście jeśli nie macie tak małych foremek, możecie upiec je w większym rozmiarze (jako tradycyjne tartaletki), wydłużając wtedy czas pieczenia kruchego ciasta.
Składniki na około 24 babeczki
przepis własny
Kruche ciasto:

  • 250 g mąki pszennej
  • 3 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 150 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki zimnego mleka

 Krem chałwowy:

  • 250 g masła
  • 3 łyżki cukru
  • 300 g chałwy waniliowej (lub innej ulubionej)
Dodatkowo: 

  • pistacje/sezam/karmelizowane orzechy włoskie/karmelizowane migdały

 Kruche ciasto: Wszystkie składniki kruchego ciasta szybko zagnieść, do uzyskania gładkiego, miękkiego ciasta. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce przez godzinę. Po tym czasie ciastem wylepić małe foremki do tartaletek o średnicy 5-6 cm, wraz z brzegami. Warstwa ciasta nie powinna być gruba, ale równocześnie nie może być zbyt cienka. Ponakłuwać ciasto widelcem.  Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec około 12 minut. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Po wystudzeniu, wyjąć z foremek.

Krem chałowy: Masło utrzeć do białości z cukrem. Dodać pokruszoną chałwę i krótko zmiksować, tylko do połączenia się składników.

Przygotowanie babeczek: Kremem wypełnić kruche spody. Posypać pistacjami i sezamem, ewentualnie karmelizowanymi orzechami włoskimi/migdałami. Wstawić do lodówki na godzinę.

Smacznego!

Do przygotowania tartaletek użyłam silikonowej formy Gourmet, którą możecie kupić w Fabryce Form. Bardzo Wam ją polecam, bo tartaletki z łatwością od niej odchodzą i nie musicie ani smarować foremki tłuszczem ani wykładać papierem do pieczenia. Poza tym bardzo szybko stygnie, więc już kilka minut po wyjęciu pierwszej partii tartaletek z pieca, możecie zabrać się za drugą bez obawy, że forma będzie za ciepła by wylepić ją kruchym ciastem.

Solony krem karmelowy

O solonym karmelu mogłabym napisać peany, ale tak naprawdę wszystko doskonale wyraża stwierdzenie: „kocham ten smak”. Delikatna słona nuta świetnie przełamuje słodycz karmelu i poniekąd podkreśla jego „karmelowość”. Sam karmel ma wspaniałą konsystencję – jest gęsty, kremowy, lekko lepki. Idealny. 
Dobrze smakuje jako krem do przełożenia ciasteczek i makaroników, masa do posmarowania blatów ciast albo dodatek do wszelkiego rodzaju deserów. Ja mogłabym go wyjadać łyżeczką prosto ze słoiczka. Ba, właśnie tak zrobiłam! I wcale nie przejmuję się tym ile taka słodka rozpusta ma kalorii…. 🙂
Składniki na dwa małe słoiczki karmelu
(lekko zmodyfikowany przepis z tej strony)
  • 1 szklanka śmietanki kremówki
  • 100g niesolonego masła
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 łyżki syropu z agawy/golden syrup
  • 30 ml wody
 Kremówkę zagotować z solą i masłem. Do rondelka wsypać cukier, dodać wodę i syrop z agawy. Roztopić cukier, aż do uzyskania karmelu o złotym kolorze (nie mieszać karmelu łyżką, bo się zbryli!!!). Do rozpuszczonego cukru wlać kremówkę z dodatkami. Zagotować na średnim ogniu i często mieszając, gotować aż zgęstnieje – powinno to zając około 8-10 minut. Gotowy karmel przełożyć do słoiczków. Przechowywać w lodówce.
Smacznego!

Crumble z brzoskwiniami i lawendą

Crumble. Malutka porcja niepozornego deseru, który zawsze potrafi poprawić mi humor. Duża ilość soczystych, ciepłych owoców skryta pod grubą warstwą pysznej, migdałowo-owsianej kruszonki. Niby nic takiego, a jednak wiele.

Zastanawiałam się długo, czy w ogóle dodawać na bloga przepis na najprostsze crumble. Bez udziwnień, takie jakie lubię najbardziej. Po chwili zastanowienia ze smutkiem stwierdziłam, że mimo, że to taki banalny deser, wiele osób o nim nie słyszało i dla wielu wciąż jest to nowość. Jeśli jeszcze nie robiliście owoców pod kruszonką, to koniecznie nadróbcie zaległości. Jeśli znacie ten deser, to i tak go zróbcie, żeby przypomnieć sobie jego wspaniały w swojej prostocie smak.

Crumble można przygotować z wieloma owocami. Ja najbardziej lubię je z brzoskwiniami, morelami, malinami, czy śliwkami. Można także eksperymentować z dodatkami do kruszonki – płatkami owsianymi, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, posiekanymi orzechami, czy mieszanką ziaren. W każdej wersji jest smaczne. W każdej smakuje jak esencja letniego sadu skryta pod warstwą kruchego maślanego nieba.

Składniki na 3-4 porcje:

  • 2 duże brzoskwinie
  • 1,5 łyżeczki cukru lawendowego*
  • 50 g roztopionego masła
  • 80 g mąki pszennej
  • 45 g zmielonych migdałów
  • 25 g płatków owsianych
  • 100 g cukru trzcinowego Sante

* jeśli nie macie cukru lawendowego, dodajcie 1/4 łyżeczki rozkruszonych, suszonych kwiatów lawendy i 1,5 łyżeczki cukru. Możecie też zastąpić smak lawendy migdałowym i dodać kilka kropel aromatu migdałowego albo łyżkę likieru Amaretto

Brzoskwinie pokroić w kostkę i wymieszać z cukrem lawendowym. Mąkę wymieszać z cukrem, zmielonymi migdałami i płatkami owsianymi. Zalać roztopionym masłem i wyrobić ciasto o konsystencji kruszonki.

W ramekinach ułożyć owoce. Przykryć warstwą kruszonki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C i zapiekać przez około 25 minut. Podawać ciepłe. Samo albo w towarzystwie ulubionych lodów 🙂

Smacznego!

Lody zapiekane w bezie

 
Lody zapiekane w bezie czyli Mini Baked Alaska.
Odkąd usłyszałam o pomyśle zapieczenia lodów w bezie, nie dawał mi spokoju i wiedziałam, że nie spocznę póki nie spróbuję zrobić takiego deseru. Najbardziej ciekawiło mnie to, czy uda się upiec lody tak, żeby były wciąż zimne, ale beza nie była surowa. Początkowo chciałam upiec duży tort z kilkoma warstwami lodów i ciasta, ale potem stwierdziłam, że lepiej nie ryzykować i zrobić mini torciki. Teraz wiem, że nie było się czego bać i że niedługo zrobię Baked Alaska w wersji maxi.

Deser jest naprawdę banalny w przygotowaniu. Wystarczy wyciąć z ciasta  grube krążki, posmarować je ulubioną konfiturą, przykryć dużą gałką lodów i schłodzić w zamrażalniku przez minimum godzinę. W mojej wersji znalazły się ucierane, jogurtowe ciasto cytrynowe, konfitura malinowa i lody waniliowe. Całość po schłodzeniu przykrywa się bezą i wstawia do piekarnika na 4-5 minut, aż beza się delikatnie zarumieni i zrobi się lekko chrupiąca. Voila! Deser można podać od razu albo wstawić do zamrażalnika – polecam nie przechowywać go dłużej niż godzinę, bo beza straci swoją chrupkość. Tym bardziej, że ostatni etap przygotowania deseru zajmuje dosłownie kilka minut, więc można szybko go przygotować nawet jeśli mamy w domu gości.

Taki deser na pewno wzbudzi zaciekawienie Waszych gości i bardzo ich zaskoczy – wygląda jak normalna beza, ale po rozkrojeniu ich oczom ukaże się lodowo-ciastowe wnętrze. Jak dla mnie super. Musicie tylko uważać przy nakładaniu deseru na talerzyki – jest bardzo delikatny i łatwo go przypadkowo rozwalić. Najlepiej upiec go w formie z odpinanymi bokami albo w bardzo niskiej blaszce.

Składniki na 8 porcji
(inspiracja ze strony BBC GF)
  • 8 grubych (2-2.5 cm) plastrów ciasta, np. ucieranego cytrynowego, murzynka, babki piaskowej
  • 8 dużych gałek ulubionych lodów
  • 8 łyżeczek konfitury malinowej/wiśniowej/truskawkowej
  •  6 białek
  • 250 g drobnego cukru
Z plastrów ciasta wyciąć krążki. Każdy krążek posmarować konfiturą i przykryć gałką lodów. Wstawić do zamrażalnika na minimum godzinę. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania stopniowo dodając cukier. Gęstą bezą przykryć torciki lodowe, starając się, żeby „kołderka” nie była zbyt gruba, bo nie dopiecze się w piekarniku. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C, najlepiej na opcji grill. Zapiekać przez 4-5 minut, aż beza lekko się zarumieni. Podawać natychmiast albo schłodzić w zamrażalniku przez maksymalnie godzinę.

Smacznego!

Pudding Samo Zdrowie

O ile nie lubię wszelkiego rodzaju produktów „light”, odtłuszczonych jogurtów i sztucznych słodzików, to zawsze chętnie sięgam po tak zwaną „zdrową żywność”. Nie tylko ze względu na jej oczywiste walory zdrowotne, ale również dlatego, że po prostu bardzo mi smakuje. Lubię wszelkiego rodzaju płatki zbożowe, otręby, ziarna i bakalie, a brązowy cukier uważam za dużo smaczniejszy od białego. Tym razem w jednym puddingu postanowiłam połączyć składniki, które są słynne ze swoich zbawiennych dla organizmu właściwości – komosę ryżową (quinoa) i jagody goji. Całość posłodziłam ksylitolem (naturalną substancją słodzącą pozyskiwaną z kory brzozy) i nierafinowanym cukrem trzcinowym. Do tego wszystkiego dorzuciłam garść orzechów (pistacji i migdałów), aromatyczne przyprawy (cynamon, lawendę, kardamon) i świeżą, soczystą brzoskwinię. A to wszystko zjadłam na śniadanie w towarzystwie nieco mniej zdrowego mocnego espresso. Pudding smakowało mi bardzo i mogę śmiało powiedzieć, że poprawił mi humor, dodając mi, niezbędnego o szóstej rano, zastrzyku energii. Ja najbardziej lubię jeść takie rzeczy na śniadanie, ale myślę, że jako deser pudding sprawdzi się równie dobrze.
  Składniki na 3-4 porcje:
  • 4 szklanki mleka (można dodać 1 szklankę śmietanki)
  • 1/4 szklanki ksylitolu*
  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego*
  • 1 szklanka komosy ryżowej (quinoa)*
  • 3 łyżki jagód goji*
  • 1/5 szklanki orzechów – pistacji, migdałów, orzechów nerkowca
  • 1/4 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy
  • 4 ziarenka kardamonu
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 duża, dojrzała brzoskwinia/garść malin/1 duża gruszka
*wszystkie te produkty ma od niedawna w swojej ofercie firma Sante, co bardzo mnie ucieszyło, bo wcześniej, poza cukrem trzcinowym, ciężko było dostać w Polsce te produkty (chyba, że w sklepach ze zdrową żywnością lub z „kuchniami” świata). Z quinoa i jagodami goji spotkałam się już w Anglii i bardzo je lubię, bo są nie tylko smaczne, ale również bardzo zdrowe. Za to nowością był dla mnie ksylitol, którego nigdy wcześniej nie próbowałam. Powiem Wam, że gdyby nie moja zakorzeniona niechęć do spożywania „pustych kalorii”, to wcinałabym go łyżeczką prosto z opakowania – jest tak samo słodki jak cukier, ale po zjedzeniu go w ustach pojawia się bardzo ciekawe odczucie przypominające chłód albo lekkie musowanie. 
Mleko wymieszać z cukrem, ksylitolem, kardamonem, cynamonem i lawendą (jeśli używacie śmietanki, to należy ją dodać teraz) i zagotować. Do gotującego się mleka wsypać komosę ryżową i gotować na małym ogniu przez około 30 minut, aż zmięknie i wchłonie większość płynu. Często mieszać, żeby nie przywarła do dna garnka i w razie potrzeby podlać odrobiną mleka. Po 20 minutach gotowania dodać jagody goji i orzechy. Przełożyć do pucharków. Ostudzić i schłodzić w lodówce przez kilka godzin (albo całą noc). Podawać z pokrojonymi owocami – np. brzoskwinią, malinami, gruszką.
Smacznego!

Panna Cotta. Jagody. Lemon Curd.

Bardzo dobry i szybki w przygotowaniu deser, który nie wymaga od Was spędzenia długiego czasu w upalnej kuchni i którym możecie się cieszyć po kilku godzinach od czasu wstawienia do lodówki. Bazą deseru jest panna cotta w nieco innej wersji – poza śmietanką kremówką, zawiera także jogurt grecki. Dodatek jogurtu nieco obniża kaloryczność deseru i nadaje mu bardzo przyjemnego lekko kwaskowatego smaku, który jednak nie przysłania dominującej nuty waniliowej. Ze słodką panna cottą dobrze kontrastuje cienka warstwa pysznej galaretki ze świeżych jagód i kleks kwaskowatego lemon curd. Jeśli macie czas przygotować lemon curd, postarajcie się z niego nie rezygnować, bo w tym deserze jest przysłowiową „kropką nad i”. Do deseru potrzeba tylko odrobinę kremu cytrynowego, więc resztę możecie (tak jak ja) spałaszować na kanapkach albo np. z naleśnikami 🙂 Polecam, szczególnie tym, którzy tak jak ja uwielbiają połączenie śmietany, wanilii, jagód i cytryny.

Składniki na 6 porcji

Panna cotta:

  • 250 ml kremówki
  • 250 ml jogurtu greckiego
  • 1 łyżka żelatyny
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
  • 4 łyżki cukru
 Galaretka jagodowa:
  • 150 g jagód
  • 1,5 łyżeczki żelatyny 
  • 2 łyżki wody
  • 1,5 łyżki cukru pudru
 Dodatkowo:

  • 6 łyżeczek lemon curd (np. z tego przepisu)
  • garść jagód do dekoracji
  125 ml kremówki umieścić w rondelku wraz z cukrem z prawdziwą wanilią i cukrem. Podgrzać, prawie do zagotowania. Z pozostałej kremówki odlać 3 łyżki i rozprowadzić w nich żelatynę, a następnie odstawić do napęcznienia na kilka minut. „Pastę” żelatynową dodać do gorącej śmietanki i intensywnie mieszać do połączenia się składników. Lekko przestudzić, a następnie do śmietanki z żelatyną dodać jogurt i dokładnie wymieszać całość – najlepiej użyć w tym celu trzepaczki. 
Pozostałą śmietankę ubić na sztywno i delikatnie wmieszać do masy śmietanowo-jogurtowej, najlepiej używając trzepaczki.

Masę przelać do pucharków i wstawić do lodówki na 2h, żeby stężała.

W międzyczasie przygotować galaretkę jagodową: jagody wymieszać z cukrem pudrem i podgrzać w rondelku, aż puszczą sok. Następnie należy zmiksować albo rozgnieść jagody – polecam tę drugą wersję, bo galaretka smakuje lepiej z malutkimi kawałkami owoców. Do ciepłej masy jagodowej dodać żelatynę rozpuszczoną w wodzie. Dokładnie wymieszać i odstawić do wystudzenia.

Wystudzoną masę jagodową rozprowadzić na stężałym deserze. Odstawić do lodówki na około godzinę. Kiedy galaretka stężeje, na wierzchu deseru zrobić kleksy z lemon curd i udekorować całość świeżymi jagodami. Podawać schłodzone.

Smacznego!

Waniliowy pudding z drożdżówki


Pewnie też czasami zdarza się Wam wyrzucać resztki nieco suchego ciasta drożdżowego, które wcześniej kupiliście i nie zachwyciło Was smakiem albo było go za dużo i nie zdążyliście go w porę zjeść. Zdecydowanie lepiej jest zrobić z ciasta przepyszny pudding, który pozwoli cieszyć się Wam tradycyjnym drożdżowcem w zupełnie innej odsłonie.

W celu przygotowania puddingu, kawałki drożdżówki należy posmarować dżemem/konfiturą* i masłem, a następnie zapiec w sosie waniliowym na bazie mleka, jajek i kremówki. Deser jest delikatny w środku i lekko chrupiący na zewnątrz, z pyszną skorupką ze skarmelizowanego cukru. Środek deseru nieco przypomina delikatny budyń waniliowy 🙂

Najlepiej cieszyć się jego smakiem zaraz po wyjęciu z piekarnika.

*Polecam Wam także nieco bardziej kaloryczną wersję z Nutellą 😉

Składniki:

  • 10 kawałków ciasta drożdżowego (najlepiej z rodzynkami)
  • 125 ml śmietanki kremówki
  • 250 ml mleka
  • 2 jajka
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 50 g masła
  • ulubiony dżem/konfitura*

*najlepiej lekko kwaskowaty (np. konfitura wiśniowa, dżem z czarnej porzeczki, powidła śliwkowe), żeby nieco przełamać słodycz reszty składników

Naczynie żaroodporne wysmarować cienką warstwą masła. Ciasto pokroić na kawałki i każdy z kawałków posmarować z jednej strony masłem. Dwa ułożyć na dnie naczynia, dwa przepołowić i ułożyć po bokach. Pozostałe kawałki przekroić na trójkąty. Połowę trójkątów posmarować dżemem (tak, żeby część posmarowana masłem była na zewnątrz) i złożyć w pary z trójkątami bez dżemu, dociskając ciasto dłonią, żeby ładnie się skleiło. Złożone trójkąty ułożyć na środku naczynia żaroodpornego, wierzchołkami do góry.

Połączyć kremówkę, mleko, roztrzepane jajka, 2 łyżki cukru i cynamon. Mieszanką zalać ciasto. Wierzch zapiekanki oprószyć pozostałym cukrem.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 C (140C z termoobiegiem) na około 30-35 minut, aż pudding się zetnie i ładnie zarumieni.

Podawać na ciepło.

Smacznego!

Kasztanowy crème brûlée

Jeśli lubicie smak pieczonych kasztanów albo po prostu chcecie skosztować czegoś niepowtarzalnego, koniecznie wypróbujcie ten crème brûlée. Lekko orzechowe, słodkawe kasztany nadają kremowi niepowtarzalny smak, który można albo pokochać albo przejść obok niego zupełnie obojętnie. Ja należę do tych pierwszych, ale muszę przyznać, że kasztany najbardziej lubię same, prosto z piekarnika 🙂 Polecam!

PS: Zdjęcia są dziś nie do końca takie jakbym chciała, ale bardzo się spieszyłam i to była jedyna okazja uwiecznienia tego kremu 🙂


Składniki na 4 porcje:
(przepis z bloga Belgia od kuchni)
2 żółtka
20g cukru*
300g gotowego purée albo kremu z kasztanów
300ml śmietanki 36%
4 łyżeczki ciemnego cukru albo cukru trzcinowego


*ja dałam 35g, bo moje purée z kasztanów było bardzo mało słodkie

Piekarnik nagrzać do 150C. Śmietankę podgrzać w rondelku. Żółtka utrzeć do białości z cukrem, a następnie powoli dolewać do nich gorącą śmietankę, cały czas mieszając. Dodać krem z kasztanów i wymieszać trzepaczką albo na najniższych obrotach miksera, aż składniki dokładnie się połączą. Masę przelać do ramekinów i wstawić w kąpieli wodnej do piekarnika. Piec 40 minut.
Po wyjęciu z piekarnika ostudzić i wstawić do lodówki na minimum 2h. Przed podaniem posypać brązowym cukrem i skarmelizować przy pomocy palnika albo wstawiając na najwyższy poziom w piekarniku w opcji grill (dosłownie na 30 sekund).

Smacznego!

Klasyka w nowym wydaniu: naleśniki tiramisu

Tiramisu – takie prawdziwe z dodatkiem mocnego espresso i żółtek – zawsze było jedną z moich ulubionych słodkości. Ostatnio miałam na nie dużą ochotę, ale stwierdziłam, że „pobawię się” trochę klasyczną recepturą i zamiast tradycyjnego deseru, przygotuję wersję naleśnikową. Delikatne naleśniki kawowe (jedno z lepszych ciast naleśnikowych, jakie miałam okazję jeść), nadzienie z mascarpone i żółtek oraz polewa czekoladowa świetnie oddają smak tiramisu. Są re-we-la-cyj-ne!

Zachęcam Was do takich eksperymentów. Ja może pokuszę się o przygotowanie naleśnikowych albo placuszkowych wersji innych znanych ciast/deserów, bo to świetna zabawa, która wprowadza do kuchni powiew świeżości i urozmaicenia.


Przepis dodaję do akcji Viva Italia! w kategorii dolci e un caffé


Składniki na 6 dużych naleśników:
przepis na ciasto naleśnikowe inspirowany tym z bloga Addio pomidory
200ml mocnej kawy
50ml mleka
2 łyżki masła
1 łyżeczka ciemnego kakao bez cukru
3 jajka
125g mąki
2 łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli

Nadzienie:
500g mascarpone
2 żółtka
2,5 łyżki cukru pudru
1 łyżka Amaretto albo Frangelico

opcjonalnie: polewa czekoladowa

Do gorącej kawy dodać kakao, mleko i masło. Wymieszać, aż składniki się rozpuszczą. Dodać cukier i sól.
Do mieszanki dodać jajka i ubić, aż masa będzie puszysta i dobrze napowietrzona. Stopniowo dodawać mąkę, ciągle miksując. Odstawić na 30 minut do lodówki – dzięki temu ciasto będzie delikatniejsze.

Po tym czasie na patelni rozgrzać masło i partiami smażyć naleśniki. Delikatnie odsączyć je z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

Przygotować nadzienie: żółtka utrzeć z cukrem do białości. Dodać mascarpone i dowolny likier. Wymieszać drewnianą łyżką, aż do uzyskania gładkiej masy. Smarować masą naleśniki i zwijać w ruloniki.
Można polać je polewą czekoladową.

Smacznego!

Jesienne, kremowe risotto z jabłkami i orzechami oraz nowa szata graficzna na blogu

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam risotto. Idealne risotto powinno być kremowe i gęste, z lekko chrupiącymi ziarenkami ryżu. Jestem zwolenniczką tradycyjnego przygotowania tego włoskiego specjału – jednorazowo dolewając jedynie odrobinę wywaru i przed dodaniem kolejnej porcji, czekając aż poprzednia wsiąknie w ryż. Równie ważny jak sposób przygotowania jest rodzaj użytego ryżu (arborio albo carnaroli). Włos mi się jeży na głowie, gdy natykam się na pseudo-risotto, które okazuje się rozgotowanym, najzwyklejszym ryżem wymieszanym z dodatkami.

Mimo, że zazwyczaj przygotowuję risotto w wersji wytrawnej, tym razem przedstawię Wam je w słodkiej odsłonie, która z powodzeniem zastąpi deser (równie dobrze nadaje się na śniadanie albo na słodki obiad). W tej wersji zamiast bulionu dodaje się mleko, a dodatkami są jabłko, orzechy i cynamon. Risotto jest kremowe i bardzo smaczne. Bije na głowę standardowy ryż na mleku. Ja wprost nie mogłam się od niego oderwać..

Jak pewnie zauważyliście, na blogu pojawiła się nowa szata graficzna – nagłówek i menu. Menu w nowej wersji jest bardziej czytelne – zawiera rysunkowe odnośniki do poszczególnych podstron tematycznych, na których znajdziecie pełną listę przygotowanych przeze mnie potraw wraz ze zdjęciami. Mam nadzieję, że się Wam podoba i nieco ułatwi przeglądanie interesujących Was przepisów 🙂


Składniki na 2 porcje:
600ml mleka
3 łyżki cukru trzcinowego
3 łyżki masła
150-180g ryżu arborio albo carnaroli*
50g posiekanych orzechów (pekanów/włoskich/migdałów/nerkowców)
1 duże jabłko, pokrojone na kawałki
1/2 łyżeczki cynamonu

*ja zazwyczaj używam ryżu carnaroli, który dzięki swojej większej zawartości skrobi, sprawia, że risotto jest jeszcze bardziej kremowe

W garnuszku rozpuścić łyżkę masła i dodać kawałki jabłka, obtoczone w cynamonie. Dusić na małym ogniu przez 2 minuty, po czym wyjąć jabłka z garnka. Do garnka dodać pozostałe 2 łyżki masła i ryż. Podsmażać, aż ryż będzie się „świecił”, a krawędzie ziarna zaczną być lekko przezroczyste. Dodać 100ml mleka, cukier, jabłka i orzechy. Zmniejszyć ogień i dusić, aż mleko wsiąknie w ryż.

Stopniowo dodawać pozostałe mleko, dusząc na małym ogniu przez 15-20 minut od czasu do czasu mieszając ryż – należy uważać, żeby ryż się nie przypalił. Po tym czasie ryż powinien być ugotowany al dente, a risotto powinno mieć kremową, ale nie za rzadką konsystencję.

Udekorować orzechami i oprószyć cynamonem. Podawać ciepłe.

Smacznego!

Owoce zapiekane z koglem-moglem


Dzisiaj przepis na bardzo szybki i łatwy deser – owoce zapiekane pod kołderką z kogla-mogla. Możecie wykorzystać do niego Wasze ulubione letnie owoce – porzeczki, truskawki, maliny, śliwki, jagody, wiśnie, czereśnie, jeżyny. Ja zrobiłam wersję z truskawkami i czerwonymi porzeczkami – kwaśne porzeczki świetnie przełamały słodycz deseru. Polecam wszystkim zapracowanym amatorom słodkości 🙂 Deser prezentuje się bardzo ładnie i z powodzeniem można podać go niespodziewanym gościom.



Składniki na 4 porcje:
4 żółtka
2 łyżki cukru
szklanka owoców

Żółtka ubić z cukrem do białości. Na dnie ramekinów ułożyć owoce, przykryć warstwą kogla-mogla. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C i piec przez 15 minut.
Podawać ciepłe.

Smacznego!

Egzotyczny deser z mascarpone, marakują i kawałkami brownies

Marakuja, zwana także owocem pasji, jest wyjątkowo pysznym dodatkiem do wszelkiego rodzaju deserów i sosów. W języku brazylijskich Indian, słowo maraú-ya oznacza „owoc, który je się jednym haustem”. Wiele w tym prawdy, bo owoce pasji są nieduże i najłatwiej jest wyjąć cały miąższ łyżką i zjeść za jednym zamachem. Nazwa passiflora (passio -cierpienie, flos – kwiat) została wymyślona przez chrześcijańskich misjonarzy, którym kwiaty marakui przypominały koronę cierniową na głowie Chrystusa. Sama marakuja z cierpieniem ma jednak niewiele wspólnego, a wręcz przeciwnie, bo jej smak jest absolutnie przepyszny. Jest bardzo orzeźwiająca i ma słodko-kwaśny aromat. Nieodzownie kojarzy mi się z tropikami i świetnie sprawdzi się nie tylko podczas upalnego lata, ale także zimą, wnosząc odrobinę słońca do naszego domu.

Marakuja jest także znana ze swoich właściwości zdrowotnych. Zawiera bardzo dużo witamin C i A, błonnik, białko i niewielką ilość cukru. Sok z marakui świetnie pomaga na wszelkiego rodzaju problemy z trawieniem, a jeden ze składników owocu podobno blokuje działanie histaminy odpowiedzialnej za alergie. Jej lecznicze właściwości cenili Indianie, którzy używali jej jako środka uspokajającego, wyciszającego, przeciwbólowego i przeciwkaszlowego.

Marakuja znakomicie sprawdza się we wszelkiego rodzaju deserach. Dzisiaj podam Wam przepis na błyskawiczny deser z marakują, mascarpone i kawałkami brownies.

Składniki na 2 duże porcje:
250g mascarpone
2 żółtka
2 łyżki cukru pudru
sok z 1/2 limonki
3 marakuje
1 kawałek brownies -taki żeby można go było pokroić na 10 malutkich kostek

Jajka sparzyć we wrzątku i wyszorować skorupki. Oddzielić białka od żółtek (białka nie będą potrzebne) i ubić żółtka z 2 łyżkami cukru pudru, aż do uzyskania białej, puszystej masy.
Wmieszać żółtka do mascarpone, używając drewnianej łyżki. Dodać sok z 1/2 limonki dokładnie wymieszać. Marakuje przekroić na pół. Miąższ z 5 połówek wmieszać do masy z mascarpone. Na dnie dwóch dużych szklanek/małych pucharków ułożyć po 2 kostki brownies, palcami wgniatając je w dno szklanki. Wyłożyć połowę masy mascarpone. Przykryć kolejnymi 2 kostkami brownies i resztą masy. Wierzch ozdobić pozostałymi, pokruszonymi brownies i miąższem z połowy owocu pasji. Schłodzić w lodówce przez minimum 4 godziny, a najlepiej przez całą noc.

Smacznego!

Tiramisu z karmelizowanymi orzeszkami


Na popularność tiramisu składają się dwa czynniki – łatwość wykonania i genialny w swojej prostocie smak. Przygotowując ten deser, należy jedynie trzymać się kilku prostych zasad i użyć dobrej jakości składników. Nic więc dziwnego, że ten wykwintny w smaku deser, który może przygotować nawet kulinarny laik, zawojował świat.

Tiramisu jest zdecydowanie moim ulubionym deserem. Nazwałabym je nawet moim deserowym „comfort food”, bo zawsze doskonale poprawia mi humor, szczególnie jeśli towarzyszy mu dobre, mocne espresso. Bardzo lubię wszelkie wariacje na jego temat – klasyczną wersję z amaretto albo z marsalą/z owocami/z czekoladą/z orzechami/waniliową…

Dzisiaj prezentuję Wam przepis na naprawdę pyszne tiramisu bez dodatku alkoholu, ale za to z karmelizowanymi orzechami. Na pomysł przygotowania takiego deseru wpadłam całkiem przypadkiem, a efekt przerósł moje oczekiwania. Orzeszki miękną pod wpływem kontaktu z kremem i karmel, którym są pokryte częściowo się rozpuszcza, tworząc delikatną, słodką warstwę… Do przygotowania deseru użyłam swojego sprawdzonego przepisu na tiramisu – z dodatkiem świeżych jajek i mascarpone. Nigdy nie dodaję do niego śmietany, bo moim zdaniem kompletnie zabija smak i konsystencję mascarpone (dlatego ważne jest także użycie dobrej jakości sera). Istotną rolę pełnią także użyte przez nas biszkopty i kawa, w której je nasączamy. Mimo, że zazwyczaj dodaję do tiramisu alkohol, który świetnie „podkręca” smak deseru, tym razem z niego zrezygnowałam – wydaje mi się, że karmelowo-orzechowa nuta nie potrzebuje wspomagaczy 🙂

Składniki (na 2 spore porcje):
250g mascarpone
2 jajka (osobno żółtka i białka)
8g cukru waniliowego
1 łyżeczka cukru*

8 podłużnych biszkoptów do deserów
1 filiżanka mocnej, ostudzonej kawy

150g karmelizowanych orzeszków (polecam nerkowce!)

*ilość cukru jest niewielka, ale uwierzcie, że w orzechowo-karmelowej wersji wystarczająca

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. Żółtka utrzeć do białości z cukrem waniliowym i cukrem, delikatnie dodać do nich mascarpone. Uwaga: mascarpone należy wymieszać z żółtkami za pomocą łyżki, nie polecam używać do tego miksera, bo ser się upłynni. Do masy serowej delikatnie wmieszać ubite białka.
Połowę biszkoptów maczać w kawie i układać w kawałkach na dnie szklanek/pucharków **Wyłożyć połowę kremu i przykryć pozostałymi, nasączonymi biszkoptami. Na wierzchu biszkoptów układać karmelizowane orzeszki (zostawić 1/3 do udekorowania deseru). Przykryć pozostałym kremem i udekorować orzeszkami.
Schłodzić w lodówce przez minimum 3h, a najlepiej przez całą noc.

** Tiramisu oczywiście można przygotować w większej formie i podać jako ciasto – wtedy polecam potroić ilość składników.

Smacznego!

Mus czekoladowy

Kiedy robiłam ten mus, nie mogłam powstrzymać się od oblizywania łyżki i końcówek od miksera. Jeju, jakie to było pyszne! Nie wiem, jak to się stało, ale gdy było po wszystkim miałam całą twarz, łącznie z nosem i czołem, w czekoladzie. Nie wspominając o brązowych, lepkich plamach na skarpetce i spodniach… Czułam się jak małe dziecko, które z ogromnym uśmiechem na twarzy wyjada surowe ciasto z miski i wylizuje garnki po słodkich kremach. Tak naprawdę, to nadal uwielbiam próbować surowego ciasta. Salmonella i inne paskudztwa nie są mi straszne! W końcu czego nie robi się dla wspaniałego smaku surowych żółtek ubitych do białości z cukrem, pachnącej wanilią masy do sernika albo kruszonki? Oj tak, surowa kruszonka jest moim numerem jeden… Masło z cukrem tworzą genialny w swojej banalności duet. Jadacie czasami chleb z masłem i cukrem? 🙂

Wracając do dzisiejszego deseru – jest naprawdę pyszny – intensywnie czekoladowy (szczególnie jeśli użyjecie gorzkiej czekolady o zawartości 75% kakao), delikatny jak na mus z dodatkiem ubitych białek przystało, rozpływający się w ustach… Zaspakajający nawet największą ochotę na czekoladę. Kupne musy spulchniane azotem mogą się schować do swoich plastikowych kubeczków.

Składniki na 3 porcje:
200g gorzkiej czekolady (ja użyłam czekolady o zawartości 75% kakao)
4 łyżki wody
30g miękkiego masła
1 łyżka kakao (polecam Deco Morreno)
3 duże jajka: osobno białka i żółtka
45g drobnego cukru*
125ml śmietanki kremówki

opcjonalnie: łyżka rumu albo Cointreau (jeśli dodajemy alkohol, należy dodać go wraz z wodą do czekolady)

biała czekolada albo bita śmietana do dekoracji

W rondelku z grubym dnem umieścić połamaną czekoladę i wodę (i opcjonalnie alkohol). Rozpuścić w kąpieli wodnej i lekko ostudzić. Lekko ostudzoną czekoladę zmiksować z masłem i łyżką kakao.

Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając cukier.

Do ostudzonej masy czekoladowej dodawać po jednym żółtku na zmianę z połową masy z ubitych białek, miksując na niskich obrotach miksera.

Kremówkę ubić na sztywno i dodać ją do masy czekoladowej. Dokładnie wymieszać. Na koniec dodać pozostałą połowę ubitych białek, delikatnie łącząc ją z całością.

Gotowy mus przełożyć do trzech szklanek/lampek do wina/ramekinów/małych pucharków. Wstawić do lodówki na 3-4 godziny. Przed podaniem udekorować posiekaną białą czekoladą albo kleksami z bitej śmietany.

Smacznego!

PS: Życzę wszystkiego najlepszego wszystkim kotom i ich właścicielom. Przedstawiam Wam także Fizię – brązowo-rudą kotkę syberyjską; kochanego mruczka, który śmiesznie ugniata łapkami koc na kanapie i podkrada z kuchni wszelkiego rodzaju smakołyki, np. pasztet albo ziemniaki 🙂 Wbrew powszechnemu przekonaniu, że koty nie czują słodkiego smaku, Fizia bardzo lubi słodkości – bitą śmietanę, budyń, serek homogenizowany, sernik… Dzięki temu mamy w domu kolejnego amatora moich wypieków 🙂