Kolacja z jagniecina w roli glownej

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!Na specjalne okazje warto przygotowac wyjatkowe danie. Wedlug mnie w takiej sytuacji doskonale sprawdza sie jagniecina – niezwykle smaczne i zdrowe, ale malo popularne w Polsce mieso. Szczegolnie polecam Wam zeberka jagniece (tzw. „carré d’agneau”), ktore mozna upiec w piekarniku w „calosci” albo podzielic na pojedyncze kotlety i usmazyc/zgirllowac na patelni. Ja tym razem zdecydowalam sie na pierwsza opcje i przygotowalam jagniecine w chrupiacej, ziolowej panierce. Panierka nadaje miesu wyrazistego smaku i ciekawej konsystencji. Poza tym tak przygotowane kotleciki jagniece bardzo efektownie prezentuja sie na talerzu.

Przygotowanie dania z jagniecina w roli glownej pozwala nam na wybranie ulubionego stopnia wysmazenia miesa, odpowiednio regulujac czas, ktory spedzi w piekarniku. Ja zawsze wybieram wersje pol-krwista, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by piec mieso dluzej, az bedzie dobrze wysmazone.

 Jako dodatek do jagnieciny podalam ziemniaki fondant oraz ciepla salatke z zielonej fasolki z pieczonymi pomidorkami koktajlowymi i wyrazistym w smaku sosem vinaigrette z szalotkami i chilli. Calosc smakowala naprawde fantastycznie.

 Skladniki na 3-4 porcje:


Kotleciki jagniece:
zeberka jagniece  (8 sztuk o wadze okolo 700-800 g), wyfrenczowane
sol i swiezo mielony pieprz
oliwa

Ziolowa panierka do kotletow:
3 lyzki musztardy Dijon
 1/2 szklanki bulki tartej
1,5 lyzki drobno posiekanego swiezego rozmarynu
2 zabki czosnku, przecisniete przez praske
1,5 lyzki drobno posiekanej natki pietruszki
1/2 lyzeczki soli
szczypta pieprzu
1/2 lyzki skorki otartej z cytryny 
2 lyzki oliwy

Salatka z fasolki szparagowej z pieczonymi pomidorami, chilli i szalotkowym vinaigratte:
12 pomidorkow koktajlowych
250 g zielonej fasolki szparagowej, pozbawionej koncowek
2 male szalotki
1 mala papryczka chilli
2 lyzeczki musztardy Dijon
1 zabek czosnku
4 lyzki oliwy
2 lyzki bialego octu winnego
sol i swiezo mielony pieprz

Przygotowanie ziolowej panierki: 

Bulke tarta wymieszac z sola, odrobina pieprzu, rozmarynem, pietruszka, skorka otarta z cytryny, oliwa i czosnkiem. Odstawic na bok na czas przygotowania zeberek.

Przygotowanie zeberek:

1. Skore na wyfrenczowanych zeberkach ponacinac tak, zeby przypominala szachownice, uwazajac, zeby nie przeciac miesa. Obficie oproszyc sola i swiezo mielonym pieprzem.
2. Na patelni rozgrzac oliwe. Musi byc dobrze rozgrzana, bo w innym wypadku mieso bedzie przywieralo do patelni. Na patelni ulozyc mieso, najpierw skora do dolu. Podsmazyc przez 3-4 minuty lub do momentu, w ktorym skora nabierze zlocistego koloru. Obsmazyc z pozostalych stron, az mieso bedzie rumiane.
Obsmazone mieso ulozyc na blaszce do pieczenia lekko wysmarowanej oliwa. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 200C. 
Piec przez:
– 7-8 minut jesli chcecie otrzymac pol-krwiste mieso
– 12 minut jesli chcecie otrzymac srednio wsymazone mieso
– 15 minut jesli chcecie otrzymac wysmazone mieso*
Po tym czasie wyjac mieso z piekarnika.
*oczywiscie czas pieczenia miesa moze sie nieco wydluzyc/skrocic w zaleznosci od wielu czynnikow, np. warstwy tluszczu i miesa na zeberkach

 3. Mieso posmarowac musztarda Dijon, tak zeby cale bylo nia pokryte. Musztarda nada miesu smaku i sprawi, ze panierka sie do niego przyklei.
4. Mieso dokladnie obtoczyc w ziolowej panierce. Wstawic do piekarnika na kolejne 5-6 minut lub do momentu, w ktorym panierka nabierze lekko zlocistego koloru.

Po wyjeciu z piekarnika, zanim zaczniecie kroic mieso, nalezy odstawic je na 10 minut, zeby odpoczelo.

5. Mieso podzielic na 8 kawalkow, uzywajac w tym celu ostrego noza. W zaleznosci od preferowanego rozmiaru porcji, podawac 2-3 kotlety na jedna osobe. Serwowac z ziemniakami fondant i salatka z fasolki szparagowej z pieczonymi pomidorami i szalotkowym vinaigrette.

Przygotowanie salatki fasolowej:

 Przygotowanie salatki najlepiej zaczac od przygotowania pomidorkow koktajlowych, ktore moga zostac upieczone na 1-2h przed planowana kolacja. Wczesniej mozna takze przygotowac dressing. Fasolke najlepiej ugotowac dopiero w momencie, w ktorym jagniecina bedzie w piekarniku, bo salatka najlepiej smakuje na cieplo.

1. Pomidorki koktajlowe ulozyc na blaszce wylozonej papierem do pieczenia. Lekko skropic oliwa i oproszyc sola oraz swiezo mielonym pieprzem. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec przez okolo 15 minut lub do momentu, w ktorym skorka na pomidorach ladnie sie zarumieni. Nalezy uwazac, zeby nie spalic pomidorow.

2. Szalotki obrac i pokroic w bardzo drobna kostke.

3. Papryczke chilli pokroic w cienkie plasterki, zostawiajac gniazda nasienne lub pozbywajac sie ich, w zaleznosci od tego jak pikantna salatke chcecie otrzymac. Jesli nie lubicie pikantnych potraw, dodajcie tylko 2 plasterki chilli.
4. W misce wymieszac musztarde, ocet i oliwe. Dodac szalotki, papryczke chilli (zostawcie 3-4 plasterki do dekoracji talerza) i czosnek przecisniety przez praske. Doprawic do smaku odrobina soli i pieprzu.
5. W garnku zagotowac wode wraz z 1 lyzka soli. Dodac fasolke szparagowa. Gotowac na duzym ogniu (nie nalezy go zmniejszac po dodaniu fasoli) przez 5-6 minut lub do momentu, w ktorym bedzie miekka. 
6. Fasolke odcedzic na durszlaku i dodac do miski z vinaigrette. Dokladnie wymieszac.
7. Pieczone pomidory dodac do salatki dopiero po ulozeniu jej na talerzu – pomidory sa bardzo delikatne i wymieszanie ich z salatka w misce mogloby sprawic, ze sie rozwala.

Smacznego!

Ziemniak na widelcu. Cz.I (Krok po kroku)

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Wszyscy wiedza, ze Polacy kochaja ziemniaki, pieszczotliwie zwane pyrami. Mlode, stare, w mundurkach, gotowane, smazone, pieczone, w calosci, tluczone, puree, frytki, placki, kluski. Jakie by nie byly, na pewno czesto pojawiaja sie na Waszym stole. Sa tanie i dostepne przez caly rok, a do tego bardzo uniwersalne – ciezko byloby zliczyc dania, do przygotowania ktorych mozna by uzyc ziemniakow. Sama, gdy czasami nie mam pomyslu co podac jako dodatek do jakiegos dania, w ostatecznosci obieram kilka ziemniakow i mam problem z glowy. Jednakze wbrew pozorom podanie ziemniakow tak, zeby byly smaczne i przyrzadzone w nieco ciekawszy sposob niz a) obranie i ugotowanie ich w osolonym wrzatku b) to samo co w opcji „a”, ale z bonusem w postaci utluczenia ich z maslem i smietana, jest dosc trudnym zadaniem. Z tego wzlgedu postanowilam przygotowac na blogu serie dotyczaca przygotowywania ziemniakow na rozne sposoby. Kazdy przepis bedzie opatrzony wskazowkami typu „krok po kroku”, tak zeby nikt nie mial wymowki, ze nie potrafi przyrzadzic ziemniakow inaczej, gdy nastepnym razem po prostu zaleje je woda 😉 Ziemniaczane wpisy beda pojawiac sie raz na miesiac.
Na pierwszy ogien pojda ziemniaki fondant. Za ta nieco wykwintnie brzmiaca nazwa kryja sie bardzo smaczne i ladnie wygladajace ziemniaki o cylindrycznym ksztalcie. Na wierzchu maja zlocista, lekko chrupiaca skorupke, ale srodek pozostaje kremowy i miekki. Proces przygotowania ziemniakow fondant sklada sie z kilku etapow, obejmujacych smazenie ich na zloto, a nastepnie duszenie do miekkosci w mieszance masla i bulionu z dodatkiem czosnku i rozmarynu/tymianku. Mimo, ze calosc moze wydawac sie nieco czasochlonna, zapewniam Was, ze nie zajmie Wam to o wiele wiecej czasu niz zwykle ugotowanie ziemniakow w osolonej wodzie.

Ziemniaki fondant maja wspaniala konsystencje i dosc wyrazisty smak, ktory zawdzieczaja plynom, ktore w nie wsiakaja podczas procesu duszenia. Swietnie pasuja jako dodatek do wszelkiego rodzaju mies, zaczynajac od zwyklego pieczonego kurczaka, poprzez wszelkiego rodzaju gulasze, a konczac na kotlecikach jagniecych. Przepis na te drugie pojawi sie na blogu lada dzien 🙂

Skladniki na 2 duze/4 mniejsze porcje:
2 duze ziemniaki albo 4 mniejsze (lacznie okolo 350-400 g)
2 lyzki oliwy
150 g masla
150 ml bulionu miesnego/warzywnego
2 zabki czosnku, rozgniecione
2 galazki rozmarynu*
sol i swiezo mielony pieprz do smaku
*zamiast rozmarynu mozecie dodac 4 galazki tymianku
1. Ziemniaki obrac i pokroic w grube (okolo 3-4 cm) plastry, odcinajac koncowki tak, zeby ziemniaki „staly” wzglednie prosto. Powinniscie otrzymac okolo 8-9 kawalkow. Jesli chcecie, zeby ziemniaki mialy ladniejszy ksztalt i wygladaly jeszcze efektowniej, najlepiej uzyc ostrej, okraglej, metalowej foremki do wycinania ciastek. Wtedy jednak pozostanie sporo odpadkow, wiec ja jestem zwolenniczka pierwszej opcji.

2. Na patelni rozgrzac 2 lyzki oliwy i 4 lyzki masla. Kiedy tluszcz bedzie goracy*, na patelni ulozyc ziemniaki. Wierzch ziemniakow oproszyc sola i pieprzem. Smazyc przez okolo 5-6 minuty lub do momentu, w ktorym ziemniaki ladnie sie zezloca.

*Tluszcz musi byc bardzo dobrze rozgrzany. W innym wypadku ziemniaki przykleja sie do powierzchni patelni.
3. Nastepnie odwrocic ziemniaki na druga strone i dodac na patelnie reszte masla. Oproszyc zarumieniony wierzch ziemniakow sola i pieprzem. Poczekac az maslo sie rozpusci i od tego czasu smazyc ziemniaki przez 3-4 minuty.
4. Po tym czasie dodac bulion, czosnek i rozmaryn*. Poczekac do momentu, w ktorym bulion sie zagotuje, a nastepnie zmniejszyc ogien. Przykryc patelnie pokrywka i dusic ziemniaki na malym ogniu przez okolo 15-20 minut.
* Nalezy bardzo uwazac, bo po kontakcie z bulionem, tluszcz moze zaczac pryskac na wszystkie strony.
5. Po tym czasie ziemniaki powinny byc gotowe, ale warto to sprawdzic, uzywajac patyczka do szaszlykow. Jesli ziemniaki sa wystarczajaco miekkie, bez problemu wbijecie w niej patyczek. Gotowe ziemniaki wyjac z patelni i przechowywac w trzymajacym cieplo naczyniu (np. w przykrytym garnku zeliwnym) do momentu podania.
Smacznego!

Pains aux raisins

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Pains aux raisins to, obok croissantow i pains au chocolat, prawdopodobnie najbardziej znane slodkie, francuskie buleczki. Mozna je kupic na calym swiecie, a w Anglii sa dostepne niemalze w kazdym supermarkecie. Jak na prawdziwa fanke drozdzowych wypiekow przystalo, wprost za nimi przepadam, a w rano poza filizanka dobrej, mocnej kawy i jednym rodzynkowym slimaczkiem do szczescia juz nic mi nie potrzeba (no moze poza wizja dnia wolnego od pracy ;)). Jako, ze pains aux raisins plasuja sie na liscie ulubionych slodkich wypiekow mojego Lubego, postanowilam w koncu upiec je sama. Jak wyszly? Pysznie. Delikatne, puszyste i mocno maslane ciasto kryje w sobie waniliowy crème pâtissière i duzo rodzynek. Podczas ich pieczenia w calym domu unosi sie wspanialy zapach, a ja wciaz nie jestem pewna, czy bardziej smakuja mi lekko cieple, czy po przestudzeniu… 🙂

Skladniki na 6-8 buleczek:
250 g maki pszennej
3 lyzki cukru
1/3 lyzeczki soli
6 g suszonych drozdzy
3 jajka
175 g roztopionego, przestudzonego masla
50 ml cieplego mleka

Skladniki na crème pâtissière:
300 ml mleka
70 g cukru
3 zoltka
 1,5 lyzki maki pszennej
1,5 lyzki skrobii ziemniaczanej/kukurydzianej
1/2 laski wanilii
Dodatkowo:
50 g rodzynek 
1 jajko
1 lyzka mleka
1/4 szklanki cukru pudru
1 lyzka soku z cytryny
Pierwszy dzien
 Przygotowanie ciasta: Drozdze zalac 20 ml cieplego mleka. Odstawic na 10 minut. Make przesiac z sola, dodac do niej drozdze i cukier. Dokladnie wymieszac. Nastepnie dodac jajka i reszte mleka. Wyrabiac ciasto przez okolo 10 minut, az bedzie gladkie i elastyczne. Nastepnie stopniowo dodawac maslo, czekajac az bedzie dobrze wchloniete przez ciasto. Gotowe ciasto powinno byc miekkie, lsniace i elastyczne. Przykryc sciereczka i odstawic w cieple miejsce do podwojenia objetosci na 1,5-2h. Po tym czasie odgazowac ciasto, krotko je wyrobic i wstawic do lodowki na cala noc (12h).
Przygotowanie nadzienia: Zoltka ubic do bialosci z 40 g cukru. Dodac do nich 50 ml mleka, make pszenna i skrobie ziemniaczana/kukurydziana. Zmiksowac do dokladnego polaczenia sie skladnikow.
250 ml mleka zagotowac z 30 g cukru i ziarenkami z polowy laski wanilii. Kiedy mleko sie zagotuje, zmniejszyc ogien i wlac do niego mase z zoltek. Gotowac, ciagle mieszajac, az krem zgestnieje i nie bedzie mial posmaku surowej maki – powinno to zajac okolo 3-4 minut.
 Gotowy krem przykryc folia aluminiowa, tak zeby dotykala jego powierzchni – dzieki temu nie powstanie kozuch. Odstawic do ostudzenia, a nastepnie schlodzic w lodowce przez cala noc.
Drugi dzien

Ciasto wyjac z lodowki i na podsypanej maka stolnicy rozwalkowac na duzy, nie za gruby (1/2 cm) prostokat. Na ciescie rozsmarowac crème pâtissière, a nastepnie posypac rodzynkami. Ciasto dosc ciasno zwinac w rolade wzdluz dluzszego boku. Pokroic na 6-8 czesci, kazda o grubosci okolo 2,5-3 cm. 

Slimaczki ulozyc na blaszce wylozonej papierem do pieczenia, zachowujac spore odstepy miedzy poszczegolnymi bulkami. Przykryc sciereczka i odstawic do napuszenia na 40 minut.

Po tym czasie delikatnie splaszczyc buleczki dlonia i posmarowac jajkiem roztrzepanym z lyzka mleka. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 220C (bez termoobiegu). Piec przez okolo 15 minut lub do momentu, w ktorym buleczki beda ladnie zarumienione i dopieczone w srodku.

Studzic na kratce. Jeszcze cieple polukrowac. Lukier przyrzadzic z 1/4 szklanki cukru pudru wymieszanej z 1 lyzka soku z cytryny i 1-2 lyzkami wody.

Smacznego!

Quiche lorraine

Uwielbiam wszelkiego rodzaju tarty i quiche, ktore stanowia swietna propozycje na lunch do zabrania do pracy/szkoly, lekki obiad, czy przystawke na impreze Ich ogromna zaleta jest to, ze swietnie smakuja takze w temperaturze pokojowej lub po ponownym odgrzaniu, wiec mozna je przygotowac z wyprzedzeniem. Sa tez smaczne i sycace. Czego chciec wiecej? 🙂
Dzisiaj mam dla Was podstawowy przepis na quiche lorraine, czyli placek lotarynski z nadzieniem smietanowym z dodatkiem wedzonego boczku, cebuli, tartego sera i w mojej wersji takze szczypiorku. Calosc smakuje nieco przasnie i swojsko, ale wlasnie to lubie w tym quiche najbardziej. Quiche lorraine laczy w sobie bardzo proste skladniki, ktore tworza nadzwyczaj smaczna calosc. 
Kluczowym punktem w przygotowaniu dobrego quiche jest zrobienie kruchego ciasta. Wymaga to nieco wprawy. Nalezy pamietac o tym, zeby nadmiernie nie ogrzewac ciasta palcami podczas wyrabiania, a takze o tym, zeby dobrze schlodzic ciasto w lodowce przed pieczeniem, najlepiej przez cala noc, dzieki czemu gotowy spod bedzie kruchy.
Polecam na chlodne, pochrmune, zimowe dni, najlepiej w towarzystwie kolorowej salatki.
Skladniki na forme do tarty o srednicy 25 cm
Kruche ciasto:
200 g maki pszennej
100 g zimnego masla
1 jajko
1 lyzka zimnej wody
szczypta soli
1/2 lyzeczki cukru
Nadzienie:
200 g wedzonego boczku
1 sredniej wielkosci cebula
2 zabki czosnku
200 g kwasnej smietany 18%
200 g smietanki kremowki 30%
3 jajka
30 g tartego parmezanu
70 g startego zoltego sera
5 lyzek pokrojonego, swiezego szczypiorku 
1/4 lyzeczki swiezo startej galki muszkatolowej
sol i swiezo mielony pieprz do smaku
 
Przygotowanie ciasta: Make przesiac z sola i cukrem. Dodac kawalki zimnego masla i wyrobic ciasto o konsystencji kruszonki. Dodac jajko i wode. Szybo zagniesc ciasto. Powinno byc gladkie. Z ciasta uformowac kule i rozwalkowac je na okrag o srednicy wiekszej niz forma do tarty, tak zeby pokryc nim takze boki formy. Ciasto najlepiej walkowac miedzy dwoma kawalkami papieru do pieczenia, gdyz wtedy nie bedzie przyklejalo sie ani do podloza ani do walka. Gotowe ciasto bardzo delikatnie przeniesc do formy. Dobrze docisnac ciasto, tak zeby nie bylo zadnych wolnych przestrzeni miedzy ciastem a forma. Odciac nadmiar ciasta. Gotowe ciasto przykryc folia spozywcza i wstawic do lodowki na minimum 3h, a najlepiej na cala noc. 
Na schlodzonym ciescie ulozyc duzy kawalek papieru do pieczenia i wysypac go groszkami ceramicznymi/fasola. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec przez 10 minut, a nastepnie zdjac papier z fasola i dopiekac kolejne 10 minut, az do zezlocenia. Wyjac z piekarnika i dobrze przestudzic.
Przygotowanie nadzienia: Boczek pokroic w drobna kostke i podsmazyc na patelni, az bedzie rumiany, ale wciaz miekki. Cebule i czosnek pokroic w drobna kostke i podsmazyc, az cebula bedzie miekka i szklista. Nalezy uwazac, zeby cebula sie zbytnio nie zarumienila. 
Kwasna smietane i kremowke wymieszac z jajkami i 1/3 sera. Doprawic do smaku galka muszkatolowa, sola i pieprzem, uwazajac, zeby nie przesolic masy  i pamietajac o tym, ze boczek moze byc slony.
Na podpieczonym spodzie rozsypac boczek, cebule i pokrojony szczypiorek Zalac 1/2 masy smietanowej i przeniesc tarte do piekarnika nagrzanego do 190C. Do formy wlac reszte masy smietanowej (dzieki temu napelnimy tarte nadzieniem, az po same brzegi, nie rozlewajac go po drodze do piekarnika). Piec przez 15 minut. Po tym czasie posypac tarte reszta startego sera. Piec kolejne 15 minut, az wierzch tarty sie zetnie i ladnie zarumieni. Przed podaniem odstawic na minimum 15 minut, a najlepiej na jeszcze dluzej – wedlug mnie tarta najlepiej smakuje w temperaturze pokojowej, po okolo 3h od upieczenia.
Smacznego!

Bûche de Noël (czekoladowo-karmelowe)

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!


Bûche de Noël to popularne bożonarodzeniowe ciasto, które wyglądem przypomina pień drzewa. Tradycyjnie składa się ze zrolowanego biszkoptu z nadzieniem z kremu maślanego o różnych smakach (np. kawowym, orzechowym czy pomarańczowym) i ganache z ciemnej czekolady. Często jest dekorowane grzybami robionymi z bezy albo marcepanu.
Tradycja pieczenia bûche de Noël najprawdopodobniej ma swoje korzenie w germańskiej, pogańskiej tradycji, sięgającej VII-VIII wieku i polegającej na rytualnym spalaniu pnia drzewa. W XII-wiecznej Francji 25 grudnia przynoszono do domu duży kawałek polana (le bûche) i podpalano go, wcześniej skropiwszy go oliwą lub słodkim winem owocowym. Drewno paliło się przez cały wieczór, a popiół, który po nim pozostał miał chronić dom przed wpływem złych sił. Zwyczaj ten był popularny nie tylko we Francji, ale także w innych europejskich państwach, np. Anglii, gdzie polan nazywano yule clog oraz yule block


Moje bûche de Noël przyrządziłam po swojemu, używając niezawodnego przepisu na biszkopt czekoladowy do rolady. Nadzienie zrobiłam z kremu karmelowego, który powstał po zmiksowaniu lekko ubitej kremówki i masy krówkowej. Posmakował mi tak bardzo, że na pewno wykorzystam go do jakiegoś tortu albo przekładańca. Słodkość nadzienia jest świetnie zrównoważona przez krem z gorzkiej czekolady, który pokrywa roladę. Paterę wysypałam pokruszonymi ciasteczkami Speculoos, a roladę udekorowałam grzybkami zrobionymi z marcepanu i suszonych jagód goji

Całość smakuje bardzo dobrze, a jak wygląda oceńcie sami 🙂 Takie ciasto to świetna dekoracja bożonarodzeniowego stołu i wbrew pozorom wcale nie jest trudne do zrobienia.


Składniki na 1 bardzo duże Bûche de Noël
przepis własny

Biszkopt czekoladowy:
4 jajka, osobno żółtka i białka
100 g cukru
100 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki ciemnego kakao
40 g gorzkiej czekolady, startej na tarce
16 g cukru wanilinowego

Krem karmelowy:
250 ml śmietanki kremówki
puszka (400 g) masy krówkowej

Krem czekoladowy:
350 ml śmietanki kremówki
160 g gorzkiej czekolady 
2 łyżki miękkiego masła

Dodatkowo:
5 ciasteczek Speculoos albo herbatników
50 g marcepanu
kilka suszonych jagód goji

Przygotowanie biszkoptu: Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania stopniowo dodając cukier. Ubijać aż piana będzie sztywna i lśniąca. Następnie dodawać po jednym żółtku, ciągle ubijając. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, kakao i startą czekoladą i bardzo delikatnie wmieszać ją do masy jajecznej za pomocą łyżki.
Masę rozsmarować na blaszce o wymiarach 30 x 40 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C i piec przez około 14-15 minut, do tzw. „suchego patyczka”.
Bawełnianą ściereczkę kuchenną wysypać cukrem wanilinowym. Kiedy ciasto się upiecze, jeszcze gorące położyć na ścierce wysypanej cukrem papierem do pieczenia do góry. Delikatnie ściągnąć papier do pieczenia i zwinąć roladę wzdłuż dłuższego boku, wraz ze ściereczką. Pozostawić do ostudzenia.

Przygotowanie kremu karmelowego: Śmietanę ubić, aż będzie gęsta i puszysta, ale nie sztywna. Masę krówkową przełożyć do garnka i zmiksować, żeby nie było w niej grudek. Partiami dodawać ubitą śmietaną (najlepiej w 4-5 turach), miksując na niskich obrotach miksera. Masa powinna być dość gęsta i kremowa.

Przygotowanie kremu czekoladowego: Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i odstawić do lekkiego ostudzenia. Śmietanę ubić, aż będzie sztywna, a następnie dodać do niej masło. Zmiksować tak, żeby nie było grudek. Na koniec dodać czekoladę i zmiksować na niskich obrotach miksera, jedynie do połączenia się składników.

Złożenie rolady: Bardzo delikatnie odwinąć roladę ze ściereczki i przełożyć na dużą tackę. Biszkopt posmarować masą krówkową i delikatnie zwinąć wzdłuż dłuższego boku. Przeciąć na dwa kawałki, pod lekkim skosem, tak, żeby większy kawałek miał około 2/3 długości całej rolady. Krótszy kawałek ułożyć obok dłuższego, tak żeby wyglądał jak gałąź wystająca z pnia.

Wierzch rolady posmarować kremem czekoladowym. Odstawić do lodówki na 30 minut, żeby krem nieco stężał. Kiedy krem stężeje, wyjąć roladę z lodówki i używając wykałaczki albo widelca, zrobić w kremie długie wgłębienia, tak żeby wierzch wyglądał jak kora drzewa. 

Z marcepanu zrobić małe grzyby. Można zrobić na nich kropki z drobno pokrojonych jagód goji. Grzyby umieścić na roladzie. Ciasteczka pokruszyć i wysypać nimi powierzchnię dookoła rolady, tak żeby przypominała ziemię. 

Przechowywać w lodówce.

Smacznego!

Ciasto czekoladowo-kasztanowe (Gateau Lyonnais)

Kasztany nieodzownie kojarzą mi się ze świętami, gdyż w wielu krajach, np. w Anglii, to właśnie one często pojawiają się na bożonarodzeniowym stole. Zazwyczaj jednak występują jako składnik dań wytrawnych, takich jak nadzienie do pieczonego indyka. Niestety w Polsce są mniej popularne i z tego względu ciężko je dostać, a jeśli już można je gdzieś kupić, osiągają zawrotne ceny. Niemniej jednak chciałabym Was zachęcić do wypróbowania połączenia kasztanów i czekolady. Przepis na to francuskie gateau znalazłam w książce Ricka Steina „Rick Stein’s French Odyssey”, którą bardzo Wam polecam. Nie mam pojęcia, czy takie ciasto faktycznie jada się w Lyonie. Może ktoś z Was wie coś na ten temat?
Ciasto jest dość nietypowe, gdyż nie ma w nim ani grama mąki, która została w całości zastąpiona dodatkiem puree kasztanowego. Jest ciężkie i nieco zbite, ale równocześnie kremowe i rozpływające się w ustach. Na wierzchu ma charakterystyczną, chrupiącą skorupkę. Mnie bardzo przypomina ciasto truflowe. Mimo, że smak kasztanów jako takich jest mało wyczuwalny, podkreślają one smak czekolady i sprawiają, że ciasto jest niesamowicie intensywne w smaku. To bardzo wykwintne ciasto, które z powodzeniem może zwieńczyć elegancki świąteczny obiad. Można je podawać na ciepło z kulką lodów waniliowych albo w temperaturze z dodatkiem świeżych owoców albo bitej śmietany. Mnie bardziej smakowało na ciepło. Jeśli jednak przechowujecie je w lodówce, najlepiej wyjmijcie je z niej na godzinę przed planowaną konsumpcją, dzięki czemu nabierze delikatniejszej konsystencji.

Składniki na tortownicę o średnicy 22 cm:
125 g miękkiego masła
250 g gorzkiej czekolady o minimum 60% zawartości kakao
1 puszka (435 g) niesłodzonego puree kasztanowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżka whisky albo ciemnego rumu
6 dużych jaj, białka i żółtka osobno
szczypta soli
175 g cukru

Dodatkowo:
cukier puder do oprószenia
lody waniliowe/bita śmietana/świeże owoce do podania
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i odstawić do przestudzenia. Puree kasztanowe utrzeć z masłem, aż masa będzie gładka i puszysta. Dodać ekstrakt waniliowy, alkohol, żółtka i roztopioną czekoladę.

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywna pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier. Delikatnie wmieszać 1/3 piany do masy kasztanowej, żeby ją nieco rozluźnić, a następnie delikatnie dodać resztę.

Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C, na opcji grzania góra-dół. Piec przez około 45 minut, aż ciasto lekko urośnie, a na wierzchu utworzy się twarda skorupka. Nie należy się martwić jeśli wierzch lekko popęka albo ciasto opadnie po opieczeniu. Po wyjęciu z piekarnika, zostawić w formie do przestudzenia na 20 minut, a następnie delikatnie wyjąć na duży talerz. Oprószyć cukrem pudrem. Podawać po około godzinie (jeśli chcecie jeść je lekko ciepłe) albo w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

Fondant czekoladowy z coulis truskawkowym z tonką

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lubicie fondanty czekoladowe? Ja uwielbiam! Są esencją czekoladowości i dobrze smakują o każdej porze roku i na każdą okazję, bez względu na to czy to samotne pyjama party z maratonem filmowym, czy deser na zakończenie eleganckiej kolacji. Do tego przygotowuje się je bardzo szybko – można zrobić je nawet dzień wcześniej, odstawić do lodówki i wyjąć dopiero na 15 minut przed planowaną konsumpcją. Można także zamrozić nie upieczone fondanty i potem wstawić  je od razu do piekarnika, piekąc je jedynie 5 minut dłużej niż w oryginalnym przepisie. Fondanty spokojnie leżakujące w zamrażalniku przydają się w awaryjnych sytuacjach, np. podczas wizyty niezapowiedzianych gości albo chwili smutku, kiedy najdzie nas ochota na coś intensywnie czekoladowego i bardzo kalorycznego 🙂
Sekretem smacznego fondanta jest dobrej jakości gorzka czekolada i dopilnowanie czasu pieczenia, tak żeby deser miał idealną konsystencję – ściętą na zewnątrz i płynną oraz kremową w środku. Fondant na zdjęciach zdążył się już nieco zsiąść (ciężka jest praca fotografa w fatalnie oświetlonym mieszkaniu! :)), bo od wyjęcia go z piekarnika minęło już dobre 15 minut. Uwierzcie jednak, że konsystencja była dokładnie taka jak być powinna.
Swój fondant podałam z lekko kwaskowatym coulis truskawkowym z dodatkiem tonki i odrobiną domowej roboty cukru bazyliowego.
Bardzo Wam polecam ten deser np. jako zwieńczenie świątecznego obiadu. Uwierzcie, że będzie to świetna  odskocznia od wszechobecnych pierników i makowców, a wszystkim gościom posmakuje.
Składniki na 4 duże porcje albo 8 mniejszych

Fondant czekoladowy
przepis Gordona Ramsaya
50 g roztopionego masła
1 łyżka ciemnego kakao
200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości, najlepiej o 70% zawartości kakao
200 g masła
200 g cukru trzcinowego
4 jajka i 4 żółtka
200 g mąki pszennej
Foremki (np. silikonowe na muffinki albo małe ramekiny) posmarować grubą warstwą roztopionego masła i wstawić je do zamrażalnika na około 10-15 minut, do czasu gdy masło się zsiądzie. Następnie nanieść kolejną warstwę masła i wysypać foremki kakao.Wytrząsnąć nadmiar kakao.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej wraz z masłem. Odstawić do przestudzenia na 10 minut. 
W misce utrzeć jajka i żółtka wraz z cukrem, aż masa będzie jasna, gęsta i puszysta. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Następnie dodać czekoladę, w trzech turach, za każdym razem dokładnie miksując wszystkie składniki. Masa powinna być gładka. Masę przełożyć do foremek. Wstawić do lodówki na minimum 20 minut. W lodówce można je przechowywać maksymalnie przez całą noc. Jeśli chcecie przechowywać je dłużej, to możecie je zamrozić i przechowywać przez maksymalnie miesiąc (należy je wtedy wstawić zamrożone do piekarnika i dodać 5 min do czasu pieczenia).
Nagrzać piekarnik do 200C (180C z termoobiegiem). Wstawić fondanty i piec przez 10-12 minut, aż na wierzchu utworzy się cienka skorupka, a desery zaczną odchodzić od foremek. Wyjąć z piekarnika i odstawić do odpoczęcia na 1 minutę.
Bardzo delikatnie wyjąć fondanty z foremek na talerzyki – polecam używać silikonowych foremek, bo z nich jest zdecydowanie łatwiej wyjąć ten delikatny deser. Oprószyć cukrem pudrem albo cukrem bazyliowym. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. sosem karmelowym, lodami albo coulis owocowym.
Coulis truskawkowe z tonką:
200 g truskawek (mogą być mrożone)
5 łyżek wody
3-4 łyżki cukru
odrobina startej tonki
Truskawki umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Ustawić na palniku i zagotować. Gotować na małym ogniu przez 10 minut. Po tym czasie odstawić truskawki do ostudzenia. Ostudzone truskawki zmiksować na gładką masę w blenderze. Dodać świeżo startą tonkę.

Dodatkowo:
cukier bazyliowy/cukier puder/gałka lodów waniliowych (lub bazyliowych :))

Fondanty oprószyć cukrem bazyliowym przed podaniem. Można podać go z innymi dodatkami.

Smacznego!

Łosoś z beurre blanc i sałatką z brązowego ryżu z warzywami

Na pewno czasami zastanawiacie się jakim daniem poczęstować specjalnych gości. Idealny poczęstunek powinien składać się z dania, ktore jest nie tylko smaczne i eleganckie, ale także proste i względnie szybkie w przygotowaniu, tak żeby nie trzeba było spędzić kilku godzin w kuchni, podczas gdy goście czekają przy stole. Te kryteria spełnia moja dzisiejsza propozycja – filet z łososia z patelni z beurre blanc na kołderce z sałatki z brązowego ryżu z warzywami.


 Danie bardzo ładnie się prezentuje i świetnie smakuje. Ma w sobie szczyptę francuskiej elegancji, ale równoczesnie nie jest przytłaczające i bazuje na dosć uniwersalnych smakach, które powinny odpowiadać większości osób. Ryba jest smażona na patelni dość krótko, tak żeby skórka się zarumieniła i stała się chrupiąca, a środek filetu pozostał delikatny i soczysty. W miarę neutralny smak ryby dopełnia beurre blanc. Beurre blanc to klasyczny francuski sos na bazie smietanki kremówki, masła i białego wytrawnego wina, który świetnie komponuje się z rybami. Mimo, że beurre blanc jest bardzo łatwe w przygotowaniu, sprawia wrażenie eleganckiego i wyszukanego w smaku. Sos ma delikatną i kremową konsystencję, a ja, podczas jego przygotowywania, wprost nie mogłam powstrzymać się przed wielokrotnym maczaniem palca w garnku i oblizywaniem łyżki… 🙂 Całości dania dopełnia sałatka na ciepło z brązowego ryzu i warzyw – zielonych szparagów, groszku cukrowego, marchewki, cebuli i czosnku. Jesli nie znajdziecie swieżych szparagow i groszku cukrowego, a nie chcecie używać mrożonych warzyw, możecie dodać do sałatki np. fasolkę szparagową, czy pora. Ja jednak polecam użycie takich warzyw jak w przepisie, nawet jesli będą mrożone – mrożone nie zawsze znacznie odbiegają standardem od świeżych.

Bardzo polecam, nie tylko na specjalne okazje!
 
 Przepis dodaję do akcji „Łosoś norweski na jesienno-zimową rozgrzewkę w kategorii wagowej 500 g.

Składniki na 4 porcje
przepis własny

Łosoś:
500 g łososia norweskiego, podzielonego na 4 filety (każdy o wadze mniej wiecej 125 g)
sól i świeżo mielony pieprz 
garść mąki pszennej
2 łyżki masła klarowanego
Beurre blanc:
200 ml śmietanki kremówki (30%)
120 g masła
100 ml białego wytrawnego wina
2 szalotki
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Sałatka z brązowego ryżu:
1,5 szklanki brązowego ryżu
8 zielonych szparagow
100 g groszku cukrowego
1 mala cebula
1 ząbek czosnku
1 średniej wielkości marchew
3 łyżki kremowego serka typu Philadelphia
150-200 ml bulionu warzywnego
1 łyżeczka suszonych ziół prowansalskich
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
oliwa
Przygotowanie dania najlepiej zacząć od sałatki z brązowego ryżu: W garnku zagotować wodę wraz z łyżeczką soli. Do gotującej się wody wsypać ryż, zmniejszyć ogien i gotować, aż ryż będzie miękki – u mnie zajęło to około 20 minut. Po tym czasie dokładnie odsączyć ryż na sitku z nadmiaru wody.
Od szparagow odciąć główki i odłożyć je na bok. Resztę szparagow pokroić w cienkie plastry, najlepiej lekko ukośnie. Groszek cukrowy oczyścić z twardych koncowek i pokroić w cienkie plastry – ważne, żeby groszek byl młody i pozbawiony łyka. Jesli nie znajdziecie groszku cukrowego w strąkach, użyjcie swieżego lub mrożonego zielonego groszku (samych ziaren). Cebulę i czosnek pokroić w drobną kostkę. Marchewkę obrać i pokroić w „julienne” – cieniutkie, długie paski. 
Na patelni rozgrzać 2 łyzki oliwy. Dodać cebulę i czosnek i podsmażać na średnim ogniu, aż cebula się lekko zeszkli, uważając, żeby się nie zarumieniła. Następnie dodać suszone zioła, szparagi (bez głowek), groszek i marchewkę. Podsmażać przez 2-3 minuty, a następnie zalać połową bulionu i dusić na średnim ogniu przez około 15 minut, az warzywa lekko zmiekną, a bulion odparuje. Jeśli zajdzie taka potrzeba, w trakcie duszenia warzyw, stopniowo dodawać resztę bulionu. Na koniec dodać kremowy serek i dokładnie wymieszać. Do warzyw dodać ugotowany wcześniej ryż, wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. Przykryć pokrywką i odstawić na bok na czas przygotowania ryby i sosu.
Głowki szparagow zblanszować we wrzątku przez około 2-3 minuty i odłożyć na bok – będą potrzebne do dekoracji dania.
Przygotowanie beurre blanc: W rondelku umieścić szalotki przecięte na poł, białe wino i 1/3 śmietanki kremówki. Zagotować, zmniejszyć ogien i gotować przez około 5 minut, aż alkohol z wina nieco odparuje, a szalotka odda swoj aromat. Wyjąć szalotki (można je wyrzucić, nie będą juz potrzebne), dodać resztę śmietanki kremówki i 2/3 masła. Zagotować, ciągle mieszając. Gotować na małym ogniu przez około 10-15 minut, aż sos zgęstnieje. Należy często mieszać sos, najlepiej używając trzepaczki. Na koniec dodać resztę masła, dokładnie wymieszać i doprawić sos do smaku solą i pieprzem.
Przygotowanie ryby: Filety umyć i dokładnie osuszyć ręcznikiem papierowym. Oprószyć solą i pieprzem z obu stron, a następnie oprószyć skórę maką. Na rozgrzanej patelni roztopić masło klarowane. Na patelni położyć filety, skórą do dołu i smażyć na średnim ogniu przez 3-4 minuty, aż skorka ładnie się zarumieni i będzie chrupiąca. Następnie przewrócić rybę na drugą stronę i smażyć przez dosłownie 30 sekund, aż mięso się delikatnie zetnie. Ważne, żeby nie przesmażyć łososia – w środku ryba powinna być ciemno rożowa, delikatna i rozwarstwiąjaca się na płaty.
Podanie dania: Na dno głebokiego talerza nałożyć warstwę ryżu, zostawiąjąc miejsce na boku (okolo 1-2 cm). Dookoła ryżu delikatnie zrobić otoczkę z beurre blanc, w razie potrzeby wycierając nadmiar sosu. Na ryżu ułożyć filety z łososia. Na kazdym filecie ułożyć po dwie główki szparagów. Najlepiej nie polewać łososia sosem, tylko podać sos w sosjerce, tak żeby każdy mógł polać rybę samodzielnie taką iloscia sosu jaka mu odpowiada. Poza tym danie prezentuje się o wiele estetyczniej, gdy nie pływa w nadmiarze sosu.
Smacznego!

Tarta serowa z figami

 
Jako, że słodka tarta sernikowa z figami stała się prawdziwym hitem w moim domu i wszystkim bardzo smakowała, postanowiłam pokombinować i przygotować jej wytrawną wersję. Wyszło równie pysznie i śmiało mogę powiedzieć, że tarty z figami są zdecydowanie na samej górze listy naszych ulubionych jesiennych wypieków. Spód jest upieczony z mojego ulubionego przepisy – jest maślany i bardzo kruchy, ale równocześnie nie jest twardy. Nadzienie jest delikatne, z wyczuwalnym smakiem sera z niebieską pleśnią, aromatyczną bazylią i ciągnącą się mozzarellą. Na wierzchu są lekko karmelizowane, świeże figi. Czego chcieć więcej na lekki jesienny obiad albo kolację?

Tartę możecie zjeść solo albo w towarzystwie ulubionej sałatki. Ja polecam Wam podać ją z lekko karmelizowaną cykorią duszoną w maśle, na którą przepis znajduje się poniżej. Według mnie lekko słodka, maślana cykoria z delikatną nutą goryczki świetnie pasuje do smaku fig i serów.

Składniki na kwadratową formę o boku 24 cm
przepis własny
Kruche ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki zimnego mleka
Nadzienie:
  • 400 ml kwaśnej śmietany
  • 3 jajka
  • 150 g sera z niebieską pleśnią, pokrojonego w kostkę
  • kulka (125 g) mozzarelli
  • 4 łyżki startego parmezanu
  • garść liści bazylii, posiekane
  • 4 suszone figi, drobno pokrojone
  • 2 łyżki masła
  • 1 mała cebula
  • 1 ząbek czosnku
  •  4 świeże figi
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • łyżeczka cukru trzcinowego
Wszystkie składniki kruchego ciasta szybko zagnieść, do uzyskania gładkiego, miękkiego ciasta. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce przez godzinę. Po tym czasie ciastem wylepić formę do tarty, wraz z brzegami. Warstwa ciasta nie powinna być gruba, ale równocześnie nie może być zbyt cienka. Ponakłuwać ciasto widelcem. Przykryć papierem do pieczenia i obciążyć kulkami ceramicznymi/fasolą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec 15 minut. Po tym czasie zdjąć papier i obciążenie i piec kolejne 10 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Po wystudzeniu, wyjąć z formy.
Na patelni rozgrzać masło. Cebulę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na maśle, wraz z drobno pokrojonym czosnkiem. Śmietanę wymieszać z jajkami, 75 g sera z niebieską pleśnią, parmezanem, listkami bazylii, suszonymi figami i zeszkloną cebulą i czosnkiem. Doprawić masę do smaku solą i pieprzem. 
Mozzarellę pokroić w plastry. Na kruchym cieście ułożyć plastry mozzarelli. Na wierzch wylać masę śmietanowo-serową. Figi pokroić w cienkie plastry i ułożyć na masie. Posypać pozostałym serem z niebieską pleśnią.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez godzinę, aż wierzch ładnie się zarumieni, a masa śmietanowa się zetnie. 5 minut przed końcem pieczenia posypać figi cukrem trzcinowym.
Po wyjęciu z piekarnika wyjąć tartę z formy i przed krojeniem dać jej odpocząć przez około 15 minut. Podawać z ulubionymi dodatkami. Ja polecam lekko karmelizowaną cykorię:

Karmelizowana cykoria:
  • 3 główki cykorii
  • 6 łyżek masła
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • garść rodzynek
  • 1/5 szklanki wody
 Obrać liście cykorii i wykroić gorzki głąb. Na rozgrzanej patelni roztopić masło. Dodać cukier i podgrzewać na średnim ogniu, aż cukier się roztopi. Dodać sól i cykorię. Podsmażać przez kilka minut. Dodać rodzynki i podlać wodą. Dusić na małym ogniu aż płyn odparuje, a cykoria zmięknie – około 10 minut.
Smacznego!

Urodzinowe danie

Jakiś czas temu prezentowałam na blogu przepis na mój tort urodzinowy, więc teraz czas na danie główne, które zaserwowałam swoim gościom. Postawiłam na francuską klasykę, którą zinterpretowałam po swojemu. Na talerzu pojawiły się konfitowane kacze udka, lekko odsmażone na patelni w towarzystwie grillowanych zielonych szparagów, flanu borowikowego i duszonych w maśle kurek. Całość dobrze się prezentowała i, co najważniejsze, smakowała świetnie. Wszystkie smaki dobrze się uzupełniały, a danie tworzyło spójną całość.

Konfitowane kacze udka (confit de canard) to jeden z moich ulubionych sposobów podania kaczki. Dzięki marynowaniu w soli (z dodatkiem tymianku i czosnki) i późniejszemu długim duszeniu w kaczym/gęsim tłuszczu, mięso ma specyficzny, słonawy smak i ciekawą strukturę – mięso rozwarstwia się, jest bardzo delikatne i samo odchodzi od kości. Wbrew pozorom kaczka nie jest tłusta – większość tłuszczu z udka wytapia się podczas duszenia, a smalec nie osiada na mięsie. Dzięki takiemu sposobowi przyrządzenia, mięso jest doskonale zakonserwowane i można je później przechowywać w lodówce przez kilka tygodni (zalane smalcem). Podobno im dłużej leżakuje i dojrzewa, tym lepiej smakuje. Niestety nie było mi dane sprawdzić, bo moje udka dojrzewały tylko jeden dzień. Jeśli lubicie nowe smaki, to koniecznie spróbujcie. Kaczka jest naprawdę przepyszna, a jej smak jest nie do podrobienia. Samo przygotowanie też nie jest problematyczne. Wymaga czasu, ale nie jest pracochłonne. Jedynym problemem może być znalezienie dużych ilości kaczego/gęsiego tłuszczu. Nie martwcie się astronomicznymi ilościami smalcu potrzebnego do tego dania – smalec można potem zużyć do smażenia albo do przygotowania kolejnego confit.

Swoje confit postanowiłam podać z flanem borowikowym, który miał bardzo intensywny, grzybowy smak i delikatną strukturę, fajnie uzupełniającą mięso. Taki flan zrobię na pewno jeszcze nie raz, bo bardzo mi smakował. Całości dopełniały grillowane szparagi i duszone w maśle kurki. Byłam bardzo zadowolona z tego połączenia, ale oczywiście możecie podać confit z innymi dodatkami, np. klasycznie z fasolą szparagową albo z soczewicą.

Składniki na 6 porcji
 
Konfitowane udko z kaczki:
(inspiracja stąd)

  • 6 kaczych udek* (moje miały po około 300 g)
  • 30 g soli morskiej
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • 8 ząbków czosnku
  • 10 gałązek tymianku
  • 1,2 kg kaczego/gęsiego smalcu
  • 4 łyżki miodu


Udka z kaczki umyć i dokładnie osuszyć. Każde dobrze natrzeć solą i czosnkiem – łącznie 6 ząbkami, przeciśniętymi przez praskę. Oprószyć świeżo mielonym pieprzem i posypać tymiankiem (8 gałązkami). Udka ułożyć w szczelnie zamykanym pojemniku. Wstawić do lodówki na 24-48h. Po tym czasie dokładnie umyć mięso i dobrze osuszyć. 

Smalec roztopić na małym ogniu.

Na patelni rozgrzać łyżkę smalcu i obsmażyć na nim udka z obu stron, tak żeby lekko się zarumieniły. Obsmażone udka ułożyć w dużym garnku. Zalać roztopionym smalcem, tak żeby przykrył udka. Przykryć garnek pokrywką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Kiedy na powierzchni smalcu pojawią się niewielkie bąbelki (nie może być zbyt gorący), zmniejszyć temperaturę piekarnika do 140C. Dusić około 2,5-3h, aż mięso będzie miękkie i będzie odchodziło od kości. Po 2h dodać do smalcu 2 ząbki czosnku i 2 gałązki tymianku. Gotowe udka albo pozostawić w smalcu i po wystudzeniu przechowywać w lodówce przez kilka tygodni albo od razu wziąć się za dalszą obróbkę**:

Udka osuszyć i posmarować miodem oraz oprószyć świeżo mielonym pieprzem. Na patelni rozgrzać smalec i wrzucić udka. Podsmażać na średnim ogniu z obu stron, aż skórka stanie się chrupiąca i będzie ładnie zarumieniona. Trzeba uważać, żeby nie spalić skórki – dodatek miodu sprawia, że dość szybko się rumieni.

*bardzo ładne kacze nogi dostanie w halach Makro. Ja kupowałam francuskiej firmy Le Canard i bardzo je Wam polecam – były duże i bardzo mięsiste, więc idealnie nadawały się do konfitowania 

**konfitowane kacze udka można przechowywać w lodówce, zalane smalcem, przez kilka tygodni. Należy je bardzo delikatnie wyjąć z tłuszczu, opłukać, osuszyć i dalej postępować zgodnie ze wskazówkami zawartymi w przepisie.

Flan borowikowy:

  • 40 g suszonych borowików
  • 2 łyżki masła
  • 2 małe szalotki, drobno pokrojone
  • 4 ząbki czosnku, drobno pokrojone
  • 1 gałązka tymianku
  • 1 i 1/3 szklanki śmietanki kremówki
  • 5 żółtek
  • 1/4 szklanki startego parmezanu
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
 Grzyby zalać gorącą wodą, tak żeby je przykryła. Odstawić na godzinę. Po tym czasie dokładnie je odsączyć, zachowując 1/2 szklanki płynu. Grzyby wraz z płynem zmielić w blenderze.

Na rozgrzanej patelni roztopić masło i zeszklić na nim szalotki i czosnek. Do zmiksowanych grzybów dodać szalotki, czosnek, listki tymianku, śmietanę, żółtka i ser. Wymieszać łyżką do połączenia się składników i doprawić masę do smaku solą i pieprzem. Miksturę przelać do ramekinów. Ramekiny umieścić w większej formie, która powinna być wypełniona taką ilością wrzątku, żeby sięgał do połowy wysokości ramekinów. Piec w temperaturze 175 C przez około 45-50 minut, aż flany się zetną.

Dodatki:
  •  pęczek zielonych szparagów
  • 1 łyżeczka cukru
  • 250 g kurek
  • 1 gałązka tymianku
  • 4 łyżki masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
 Szparagi krótko zblanszować, a następnie pokroić na 3 części. Główki odłożyć na bok, a resztę zgrillować na patelni grillowej przez około 5-6 minut, aż lekko się zarumienią i zmiękną. Po tym czasie dodać główki, posypać szparagi cukrem, solą i pieprzem i podsmażać je przez kolejną minutę lub dwie.

Na patelni rozgrzać masło. Dodać listki tymianku i podsmażać przez 10-20 sekund, aż zioło zacznie pachnieć. Dodać dokładnie oczyszczone kurki. Podsmażać przez kilka minut, aż grzyby lekko zmiękną. W razie potrzeby można podlać grzyby odrobiną wody. Doprawić do smaku solą i pieprzem. 

Podanie dania:

Na talerzu ułożyć szparagi, a na nich położyć udko z kaczki. Delikatnie wyjąć flan z foremki i położyć obok mięsa. Udekorować duszonymi kurkami.

Smacznego!

 

Francuskie klimaty…

 … czyli galantyna z kurczaka z pistacjami.

Nie wiem jak Wy, ale ja staram się nie kupować gotowych wędlin, pieczeni i pasztetów, bo nie dość, że szybko się psują i nie wiadomo co jest w środku, to tak naprawdę nie zachwycają smakiem. Jako, że u mnie w domu wszyscy lubimy wszelkiego rodzaju galantyny i balotyny, postanowiłam w końcu upiec własną wersję słynnego francuskiego przysmaku – galantyny z kurczaka z pistacjami. W oryginale miejsce kurczaka zazwyczaj zajmuje kaczka, ale przyznam, że bałam się, że nie wyjdzie mi to tak jak bym chciała i wolałam nie ryzykować eksperymentować z dość drogą kaczką. Wyszło jednak super i następnym razem pod nóż pójdzie kaczka 😉 Jednakże wersja z kurczaka też jest bardzo smaczna, więc gorąco Wam ją polecam. Mięso jest aromatyczne, a kawałki zielonych pistacji w środku są miłą niespodzianką dla wszystkich, którzy próbują galantyny. Najlepiej smakuje z naprawdę dobrym pieczywem, więc jeśli planujecie wyrób galantyny, koniecznie się w takowe zaopatrzcie (czytaj: upieczcie!). Nie obawiajcie się, że przyrządzenie galantyny jest trudne – wcale nie, wystarczy nabrać wprawy z luzowaniem kości, co w dobie internetu i dostępie do filmików instruktażowych nie jest skomplikowane 🙂

Składniki
(inspiracja, mocno zmodyfikowana ze strony Olgi Smile)

  •   1 kurczak ważący około 1,5 kg
Nadzienie:
  • połowa mięsa z kurczaka
  • 200 g wątróbki drobiowej
  • 200 g wędzonego boczku
  • 100 g kwaśnej śmietany
  • 100 g pistacji bez skorupek
  • 1 ząbek czosnku
  • pół łyżeczki ziół prowansalskich
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki pieprzu
  • szczypta chilli
  • szczypta słodkiej papryki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  •  rękaw do pieczenia
 Kurczaka wyluzować z kości i wyjąć z niego całe mięso, zostawiając tylko skórę (polecam obejrzeć filmik instruktażowy – klik). Połowę mięsa z kurczaka (najlepiej wymieszać i dodać trochę piersi i trochę mięsa z udek) zmiksować blenderem na gładką masę wraz z wątróbką i śmietaną. Doprawić do smaku ziołami prowansalskimi, solą, pieprzem, słodką papryką, chilli i gałką muszkatołową. Dodać przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, pistacje (część w całości, część posiekanych) i 100 g drobno pokrojonego boczku. Wymieszać i odstawić do lodówki na 40 minut. Na skórze kurczaka, położonej na przeciętym rękawie do pieczenia (rękaw ma mieć kształt dużego prostokąta) ułożyć 100 g boczku pokrojonego w cieniutkie plastry. Na skórę wyłożyć schłodzone nadzienie i delikatnie zwinąć w roladę. W razie potrzeby końce można spiąć wykałaczkami. Jeśli skóra lekko popęka, nie przejmujcie się. Zwinąć boki rękawa do pieczenia, ciasno zaciskając mięso i nadając mu ładny, roladkowy kształt. Końcówki zakręcić, tak jak w „cukierku”. Rękaw dodatkowo obwiązać sznurkiem, żeby mieć pewność, że jest szczelny. Ułożyć na kratce w piekarniku nagrzanym do 160C. Pod kratką ustawić naczynie z parującą wodą. Piec około godziny. Wystudzić i schłodzić w lodówce przez minimum 3-4h, a najlepiej przez całą noc. Podawać pokrojone w plastry.
Smacznego!

Klasyka: kotelty de volaille.

Prawdziwa klasyka. Kotlety z piersi kurczaka, które zna chyba każdy i które znajdują się w menu wielu polskich restauracji. Mimo, że nazwa roladek pochodzi z języka francuskiego, nad Sekwaną są mało znane. Ich twórcą był prawdopodobnie znany kucharz i cukiernik, Marie-Antoine Careme, który gotował dla wielu arystokratów, np. cesarza Aleksandra I. Inni twierdzą, że kotlety zostały po raz pierwszy przygotowane w restauracji petersburskiego Klubu Kupieckiego dopiero na początku XX wieku i na początku nosiły nazwę kotletów nowo-michajłowskich. Obecnie na świecie są znane jako „kotlety po kijowsku” – z nazwą „de volaille” spotkałam się tylko w Polsce. A Wy mieliście okazję jeść je poza granicami naszego kraju?

Dzisiaj podzielę się z Wami swoim sposobem na przyrządzenie tych kotletów.

W mojej wersji, zbliżonej do tej najbardziej tradycyjnej, w środku de volaille znajduje się masło czosnkowo-ziołowe, które po rozkrojeniu kotleta charakterystycznie „sika” – uważajcie, żeby nie poplamić obrusu i ubrania 😉 Według mnie w wersji z masłem smakują najlepiej – są aromatyczne, delikatne i soczyste, a ziemniaki maczane w masełku smakują wybornie. Jeśli chcecie, możecie nadziać roladki pieczarkami albo serem, ale to już nie będzie to samo.

 Dzięki smażeniu kotletów w głębokim tłuszczu, panierka jest chrupiąca. Kolejnym patentem wartym zapamiętania jest włożenie de volaille na 20 minut do zamrażalnika – dzięki temu roladki zachowają piękny kształt i nie rozwalą się w trakcie smażenia.

Najlepiej smakują z ulubioną surówką, młodymi ziemniakami i kieliszkiem dobrego, białego wina (w wersji dla najmłodszych – szklanką kompotu ;)).

 

Składniki na 8 kotletów:

  • 2 podwójne piersi z kurczaka
  • 80 g zimnego masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • mieszanka przypraw: 1 łyżeczka czosnku granulowanego,  pół łyżeczki tymianku, szczypta estragonu, szczypta trybuli
  • 2 łyżki posiekanych listków świeżej bazylii
  • garść mąki pszennej
  • 2 rozkłócone jajka
  • 3 garści bułki tartej
  • olej/masło klarowane do smażenia
 Piersi przeciąć na pół – wzdłuż. Przykryć folią i delikatnie rozbić tłuczkiem na cienkie płaty. Każdy płat posypać solą, pieprzem, mieszanką przypraw i świeżymi ziołami. Na brzegu ułożyć kawałek zimnego masła. Piersi zwijać w ciasną roladkę, wzdłuż boku, na którym jest położone masło. Docisnąć dłonią. Ważne, żeby roladki były „szczelne”. Roladki ułożyć na talerzu i schłodzić w zamrażalniku przez 20 minut – dzięki temu roladki utrzymają piękny kształt podczas smażenia. Po tym czasie wyjąć i zostawić w temperaturze pokojowej na 5 minut.

Każdą roladkę dokładnie obtaczać w mące, następnie maczać w jajku i panierować w bułce tartej – ważne żeby warstwa bułki była dość gruba. Smażyć na mocno rozgrzanym, dość głębokim – około 1,5-2 cm – tłuszczu przez 5-7 minut. Nie rezygnujcie ze smażenia kotletów w dość głębokim tłuszczu, bo dzięki temu panierka jest chrupiąca. Należy najpierw smażyć kotlety przez 2-3 minuty na średnim ogniu, a potem zmniejszyć ogień. Roladki należy często przewracać (polecam również podsmażać boki roladek) i od czasu do czasu polewać tłuszczem – dzięki temu mięso będzie równomiernie usmażone. Po usmażeniu odsączyć na ręczniku papierowym. Podawać natychmiast.

Smacznego!

Bagietki paryskie

To moje pierwsze bagietki. Do upieczenia bagietek przymierzałam się już od dawna, ale zawsze wydawało mi się, że to trudny wypiek i że ciężko je upiec nie posiadając specjalnej brytfanny z przedziałkami. Nic bardziej mylnego – bagietki są banalnie proste w przygotowaniu, ciasto jest przyjemne do wyrabiania i zachowuje kształt podczas wyrastania i pieczenia, a bez brytfanny można się obyć (wystarczy uformować fałdki z papieru do pieczenia). Polecam wszystkim – robi się je szybko, a radość domowników podczas jedzenia świeżych, chrupiących na zewnątrz i mięciutkich w środku bagietek jest niezastąpiona 😉
Składniki na 3 bagietki
(przepis z bloga Wonderland)
  • 500 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • 300 ml ciepłej wody
  • 10 g soli
Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie. Wlać do miski z mąką i solą. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto – powinno odchodzić od ręki. Przykryć ściereczką i odstawić na 15 minut. Po tym czasie ponownie wyrobić ciasto i podzielić je na 3 części. Uformować bagietki o długości około 30 cm – polecam obejrzeć filmik instruktażowy.  Uformowane bagietki przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia – należy zagiąć papier między bagietkami, formując nieduże fałdki, dzięki czemu bagietki utrzymają swój kształt. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 1h. Po tym czasie naciąć bagietki i wstawić do piekarnika nagrzanego do 240C na 20 minut. 

Smacznego!

Parfait z kurzych wątróbek

Bardzo smaczny pasztet do smarowania, który robi się we wręcz ekspresowym tempie – nie trzeba go piec, wystarczy zmiksować podsmażoną wątróbkę wraz z masłem, przyprawami i śmietaną, a następnie schłodzić w lodówce. Jest idealnie kremowy i aromatyczny. Nieco przypomina kupne pasztety do smarowania, ale ma bardziej głęboki smak i jest przygotowany tylko z wątróbki – nie zawiera żadnych paskudnych odpadów oddzielonych mechanicznie ani wypełniaczy, np. skrobi, na myśl o których aż przechodzą mnie ciarki.

Jeśli macie w domu koniak albo brandy, to dodajcie do masy 3 łyżki – parfait zyska wykwintny, wyszukany smak. Myślę, że sherry też by się sprawdziło. Ja nie miałam żadnego z tych alkoholi, ale parfait i tak bardzo nam smakowało i zniknęło w ekspresowym tempie.

Możecie przechowywać parfait w lodówce przez ponad tydzień.

Najlepiej smakuje ze świeżym chlebem, np: chlebem z pieczonymi ziemniakami, wiejskim chlebem pszenno-żytnim, czeskim chlebem pszenno-żytnim, francuskim chlebem wiejskim na zakwasie, czy chlebem na zakwasie z ziarnami.

Składniki:
  • 500 g wątróbki drobiowej
  • 150 g masła + 75 g na wierzch
  • 3 listki szałwii
  • 1 gałązka tymianku
  • szczypta suszonych ziół prowansalskich
  • 1 nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • około 1/2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony pieprz do smaku
Na patelni rozgrzać dwie łyżki masła i podsmażyć cebulę wraz z czosnkiem, aż lekko się zeszkli. Wątróbkę umyć, oczyścić i osuszyć, dodać na patelnię wraz z listkami szałwii i tymianku oraz ziołami prowansalskimi. Podsmażać przez kilka minut, aż wątróbka nie będzie surowa, ale nadal będzie różowa w środku*. Zmiksować blenderem na gładką masę. Dodać 150 g miękkiego masła i kwaśną śmietanę. Ponownie zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Przełożyć do małych naczynek, np. ramekinów albo miseczek.

75 g masła roztopić na małym ogniu. Przepuścić przez gazę, tak żeby zebrać cały biały tłuszcz – ten tłuszcz należy wyrzucić. Żółte masło wylać na parfait. Schłodzić w lodówce.

*to bardzo ważne. Jeśli wątróbka będzie przesmażona, to parfait będzie gorsze zarówno w smaku, jak i w konsystencji

Smacznego!


B jak brandade

 
W ciepłe dni uwielbiam jeść obiad na tarasie, szczególnie wszelkiego rodzaju zupy, sałatki i dobre pieczywo z różnego rodzaju smarowidłami. Moim odkryciem ostatniego miesiąca jest brandade – francuskie „smarowidło” (w cudzysłowie, bo tak naprawdę nie wiem jak zaklasyfikować tę potrawę) z ryby i ziemniaków. Brzmi banalnie, ale uwierzcie mi, że ma wspaniały i niepowtarzalny smak- delikatny, subtelnie „morski”, z lekko wyczuwalnym aromatem czosnku i ziół. Wręcz rozpływa się w ustach.Najlepiej smakuje podawane w temperaturze pokojowej, wraz z kromkami ciepłej, czosnkowej bagietki.

. Sposób przygotowania tego dania również nie jest oczywisty – rybę dusi się przez kilka minut w oliwie z dodatkiem tymianku, aż zacznie rozpadać się na płaty, a ziemniaki gotuje się w zalewie mleczno-śmietanowej z tymiankiem i czosnkiem, dzięki czemu są później kremowe i aromatyczne.

 
Składniki:
(lekko zmodyfikowany przepis z „Kuchni Świata” G.Ramsaya)
  • 300 g filetu z dorsza bez skóry 
  •  150 ml oliwy z oliwek 
  •  1/2 łyżeczki soli
  • 2 gałązki tymianku
  • 350 g ziemniaków 150 ml śmietany 18%
  • 150 mleka 3,2%
  • 3 ząbki czosnku obrane, pokrojone w plasterki
  • do smaku: sól i pieprz, suszone zioła prowansalskie
  • listki z 2 gałązek bazylii, pokrojone w cienkie paseczki, dodatkowe listki tymianku
 
 Bagietka czosnkowa:
  • 1 bagietka 
  • 3 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  •  3 łyżki masła
Do rondelka włożyć rybę, wlać oliwę, dodać sól i gałązkę tymianku. Dusić około 10 minut na najmniejszym ogniu, do momentu kiedy ryba zacznie rozpadać się na płatki. Odstawić do ostygnięcia, a następnie wyjąć rybę i dokładnie odsączyć ją z oliwy, zachowując oliwę na później. 
 
Ziemniaki obrać i pokroić w 2 cm kostkę. Umieścić w rondelku i zalać mlekiem i śmietaną. Dodać czosnek, tymianek, sól, pieprz i zioła prowansalskie. Gotować na małym ogniu, aż będą miękkie – Gordon Ramsay sugeruje 10 minut, ale moje ziemniaki były miękkie dopiero po około 20 minutach. Jeśli będzie taka potrzeba, przecedzić – moje ziemniaki wchłonęły większość płynu, więc ich nie odcedzałam. Wyjąć tymianek i lekko ugnieść ziemniaki tłuczkiem.
Ziemniaki wymieszać z płatkami ryby. Doprawić solą, pieprzem i odrobiną oliwy zachowanej z duszenia ryby. Odstawić do wystygnięcia – brandade najlepiej podawać w temperaturze pokojowej, mnie smakowało też schłodzone.
Przed podaniem  wymieszać z listkami bazylii i ewentualnie dodatkowymi listkami tymianku.
Podawać z kawałkami bagietki czosnkowej: Miękkie masło wymieszać z czosnkiem i solą. Bagietkę naciąć w kilku miejscach, do nacięć powkładać kawałki masła czosnkowego. Piec w temperaturze 200C przez około 5-10 minut, aż masło się roztopi.

Smacznego!

French dimpled rolls


 Mimo, że do tej pory z pszennymi bułkami z przedziałkiem spotkałam się jedynie w Polsce (np. w Anglii nigdy takich nie widziałam), okazało się, że to belgijska i francuska specjalność. Nieważne jaki kraj jest ojczyzną tych bułeczek, ważne, że są naprawdę przepyszne. Mają sprężysty, lekko wilgotny miąższ. Rodzinie bardzo smakowały, a ja byłam z nich wyjątkowo zadowolona – są lepsze niż bułki pszenne z większości piekarni, a w dodatku wyglądają wprost cudnie. Może to zasługa przedziałku, który każdej bułce nadaje wiele uroku? 🙂

Przypominam Wam o konkursie -dzisiaj jest ostatni dzień na wysyłanie Waszych pomysłów na pyszne serniki!Zachęcam Was do wzięcia udziału, bo książki są naprawdę fajne 🙂

Składniki na 8-10 bułek
(przepis z bloga Moje Wypieki)
  • 400 g mąki chlebowej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka drobnego cukru
  • 7 g drożdży instant albo 15 g świeżych drożdży
  • 120 ml ciepłego mleka
  • 175 ml ciepłej wody

Mąkę przesiać z solą w dużej misce. Dodać cukier i po środku zrobić wgłębienie. Drożdże rozpuścić w mleku, wlać do dołka, lekko posypać z wierzchu mąką i zostawić w temperaturze pokojowej na 15-20 minut. Po tym czasie wlać wodę i wyrobić miękkie, elastyczne ciasto – wyrabiać przez 8-10 minut. Przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 1,5h).
Po tym czasie odgazować ciasto i zostawić na 5 minut na stolnicy, żeby odpoczęło. Podzielić na 8-10 części i z każdej z nich uformować kulkę. Każdą kulkę lekko rolować, żeby nadać bułeczce owalny kształt. Wierzch delikatnie oprószyć mąką i ułożyć bułeczki na blaszce, zachowując duże odstępy. Przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie w bułeczce zrobić głęboki przedziałek, np. używając końcówki drewnianej łyżki albo łopatki. Ponownie odstawić do wyrośnięcia na 15 minut.
Piekarnik nagrzać do 230C, na dole umieścić naczynie żaroodporne z wodą. Wstawić wyrośnięte bułeczki i piec około 15-20 minut, aż się lekko zezłocą.


Smacznego!

Wątróbka po sabaudzku


Mimo, że danie nie wygląda zbyt apetycznie, to bardzo Wam je polecam. Dla mnie to jeden z najlepszych przepisów na przyrządzenie wątróbki, jakie miałam do tej pory okazję przetestować. Wątróbka jest delikatna, wręcz rozpływa się w ustach. Świetnie pasuje do niej dodatek chrupiącego boczku, cebuli i pieczarek. Danie jest pełne smaku i w niczym nie przypomina klasycznej wątróbki podsmażanej na patelni z cebulą. Myślę, że może posmakować nawet tym, którzy za wątróbką nie przepadają.

Składniki
(inspiracja z marcowego wydania Kuchni)
500 g wątróbki drobiowej
200 g wędzonego boczku (ja dodałam 100 g boczku i 100 g wędzonej kiełbasy)
200 g pieczarek
1 duża cebula
50 ml wody
1/2 szklanki śmietany
mąka pszenna
1 szklanka mleka
sól i pieprz do smaku
1 łyżeczka majeranku
szczypta ostrej papryki

Wątróbkę oczyścić i namoczyć w mleku przez godzinę. Po tym czasie dokładnie osuszyć i obtoczyć w mące. Boczek pokroić* w paseczki i podsmażyć na łyżce oleju przez około 5 minut, aż będzie chrupiący. Dodać wątróbkę i podsmażać przez kolejne 5 minut. Po tym czasie dodać pokrojoną w piórka cebulę i pokrojone w plasterki pieczarki (jeśli kupicie malutkie pieczarki, to wystarczy przekroić je na pół; polecam, bo fajnie się prezentują). Podlać odrobiną wody, przykryć i dusić przez 10 minut. Po tym czasie dodać majeranek, paprykę, sól i pieprz. Dodać śmietanę, dokładnie wymieszać. Poddusić jeszcze minutę.

Podawać z ulubionymi dodatkami. Mnie bardzo smakowało w towarzystwie kaszy jęczmiennej.

*Ostatnio miałam okazję przetestować noże Horeca Select, które można nabyć w sieci hurtowni Makro i muszę Wam powiedzieć, że mimo niepozornego wyglądu bardzo dobrze sprawdzają się w kuchni. Szczególnie przypadł mi do gustu kuty nóż szefa kuchni  – jest wykonany ze stali Molybdenum Vanadium (podobno odpornej odpornej na plamy i rdzę), jest ostry, dość lekki i ma wygodny uchwyt, co dla mnie jest bardzo ważne, ponieważ mam drobne ręce i często mam problem z użytkowaniem ciężkich noży o źle wyprofilowanych uchwytach i po krojeniu dużej ilości produktów najzwyczajniej w świecie boli mnie nadgarstek 🙂 Tutaj tego problemu nie było. Nóż jest też ładny wizualnie. Firma reklamuje te noże, twierdząc, że długo zachowują krawędzie i twardość oraz że są odporne na korozję – tego póki co nie mogę zweryfikować, bo noże testuję dopiero od niedawna, ale za kilka miesięcy uaktualnię post, dodając ewentualny komentarz. Noże wyglądają jednak na solidnie wykonane, więc podejrzewam, że nie powinno być z nimi żadnych problemów.

Smacznego!

Klasyka kuchni francuskiej


Czyli… wołowina po burgundzku (boeuf bourguignon)!

Jeśli nigdy nie próbowaliście długo duszonych policzków wołowych, koniecznie nadróbcie zaległości i popytajcie znajomych rzeźników – w Łodzi z zakupem nie miałam problemu, a na stoisku mięsnym sprzedającym wołowinę i cielęcinę czekał na mnie cały stos policzków, w dodatku w wyjątkowo atrakcyjnej cenie (8zł/kg!!). Jeśli jednak nie uda się Wam kupić policzków, zróbcie to danie używając jedynie pręgi wołowej. Polecam Wam użyć przedniej pręgi, czyli goleni, bo jest bardziej kleista od swojego tylnego odpowiednika, dzięki czemu świetnie sprawdza się podczas duszenia.

Boeuf bourguignon to klasyka kuchni francuskiej. Za tą ładnie brzmiącą nazwą kryje się wołowina powolnie duszona w wytrawnym czerwonym winie i bulionie wraz z marchewkami, pieczarkami, szalotkami, boczkiem i tymiankiem, która wprost rozpływa się w ustach i poraża bogactwem aromatów. Jest to potrawa jednogarnkowa, więc „robi się” prawie sama. Najlepiej przygotować ją dzień wcześniej, żeby smaki się przegryzły przez noc. Ja robiłam ją po raz pierwszy i wiem, że będę wracać do tego dania częściej, szczególnie na szczególne okazje, bo ta potrawa ma w sobie coś eleganckiego i świetnie sprawdza się podczas wizyty wyjątkowych gości.

Polecam!

Składniki:

  • 900 g policzków wołowych
  • 900 g pręgi wołowej
  • 5 szalotek
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 marchewki
  • 3 średniej wielkości cebule
  • 6 szalotek
  • 400 g pieczarek
  • 300 g wędzonego boczku
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 750 ml czerwonego wytrawnego wina
  • 2 l bulionu wołowego
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Mięso pozostawić w dużych kawałkach i zarumienić partiami na patelni. Wyjąć i odłożyć na bok. Na tym samym tłuszczu podsmażyć wędzony boczek, wyjąć z patelni. Następnie zeszklić pokrojoną w piórka cebulę i drobno posiekany czosnek. Dodać drobno pokrojony seler naciowy, pieczarki w plastrach, marchewki w plastrach i obrane, ale pozostawione w całości szalotki. Podsmażyć przez kilka minut, aż warzywa lekko się zarumienią. Dodać tymianek, koncentrat pomidorowy, wcześniej podsmażony boczek i wino, dokładnie wymieszać i drewnianą łopatką zeskrobać podsmażone warzywa z dna naczynia. Gotować na średnim ogniu przez 10 minut. Po tym czasie dodać zarumienione mięso i bulion. Zagotować. Przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 160C na 3h. Po tym czasie wyjąć mięso z garnka i pokroić je na mniejsze kawałki. Sos postawić na palniku i gotować na średnim ogniu przez około 10-15 minut, aż trochę się zredukuje. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Wrzucić mięso do garnka. Najlepiej odstawić w chłodne miejsce i podać dopiero następnego dnia.

Smacznego!

Wielkanocne brioszki szafranowe

 Według mnie brioche to idealne ciasto drożdżowe – maślane, delikatne, wręcz rozpływające się w ustach. Mimo, że w tradycyjnych drożdżowcach uwielbiam grubą warstwę pysznej kruszonki, w brioche jest ona zbędna, bo ciasto jest świetne samo w sobie. Brioszki z tego przepisu dzięki dodatkowi szafranu mają ładny, lekko żółty kolor. Szafran również sprawia, że podczas pieczenia w całej kuchni unosi się przepiękny zapach. Moje brioszki skrywały w środku drobną niespodziankę – marmoladę malinową 🙂

Możecie upiec brioszki w formach na muffinki albo w podłużnych keksówkach (ja upiekłam 6 babeczek i jedno duże ciasto).

Polecam, nie tylko na Wielkanoc, bo są naprawdę przepyszne!
Przepis dodaję do akcji Wielkanocne Smaki II

Składniki
na 6 babeczek i 1 keksówkę 7x17cm albo 12 babeczek
(przepis z Kwestii Smaku)

  • szczypta szafranu (około 20 nitek)
  • 100 ml letniego mleka
  • 370 g mąki pszennej
  • 50 g cukru
  • 8 g (1 saszetka) suszonych drożdży instant
  • 1 łyżeczka soli
  • 3 jajka
  • 170 g miękkiego masła
  • ulubiony dżem/marmolada – u mnie była marmolada malinowa
  • odrobina roztrzepanego jajka do posmarowania ciasta

Szafran rozetrzeć w moździerzu i wymieszać z letnim mlekiem. Do miski przesiać mąkę, dodać cukier, drożdże, sól, jajka i mleko z szafranem. Wymieszać i wyrabiać ręką przez 10 minut albo 5 minut za pomocą haka miksera. Następnie dodać miękkie masło i wyrabiać kolejne 10 lub 5 minut, aż do otrzymania gładkie, elastycznego i odchodzącego od bloków miski ciasta. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 1h w ciepłe miejsce.

Po tym czasie foremki na muffiny i keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia (foremki na babeczki wykładamy kwadratami wyciętymi z papieru do pieczenia). Wyrośnięte ciasto podzielić na 12 równych części. 6 części rozpłaszczyć na ręce (uprzednio oderwawszy mały kawałeczek ciasta z którego należy uformować małą kuleczkę), na środek nałożyć łyżeczkę dżemu/marmolady i dokładnie skleić. Ułożyć w foremkach na babeczki sklejeniem do dołu, a na wierzchu umieścić małe kuleczki z ciasta. Pozostałe 6 części umieścić obok siebie w keksówce. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 30 minut.

Podrośnięte bułeczki posmarować roztrzepanym jajkiem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C i piec przez 25 minut.

Smacznego!


Croquembouche z kremem różanym i czekoladą

Croquembouche to tradycyjny, francuski deser przygotowywany z małych, nadziewanych ptysi, ułożonych w piramidę i sklejonych ze sobą za pomocą czekolady lub karmelu. Słodka piramida często gości na francuskich weselach, ale jej miniaturową wersję możecie przygotować w domu – nie tylko na specjalną okazję 🙂

Ja swoje croquembouche przygotowałam z ptysiów nadziewanych pysznym crème pâtisserie o smaku różanym, do którego dodałam odrobiny czerwonego barwnika spożywczego. Całość polałam rozpuszczoną gorzką czekoladą. Deser wyszedł przepyszny, mimo, że rozmiarem daleko mu do oryginału 😉

Taki deser wspaniale nada się na słodki prezent dla ukochanej osoby – ptysie są nieduże, można się nimi wspólnie rozkoszować, a czerwone nadzienie o zapachu róż nieodzownie kojarzy się z Walentynkami. Domi zaproponowała nawet, żebym nazwała je „francuskimi pocałunkami” i powiem Wam, że coś jest na rzeczy… 🙂 Polecam także na Tłusty Czwartek, jako alternatywę dla pączków i faworków.


Składniki na ciasto parzone:
250 ml wody
125 g masła/margaryny
1 szklanka mąki pszennej
4 jajka

Wodę zagotować z masłem/margaryną. Do gotującej się wody wsypać mąkę i ciągle mieszając, podsmażać, aż ciasto będzie szkliste i będzie odchodzić od garnka (należy uważać, żeby się nie przypaliło!). Całkowicie ostudzić. Ostudzone ciasto wymieszać łyżką z jajkami.

Na blaszkę wyłożoną papierem wyciskać 2-3 cm kółka (ja wykładałam je łyżeczką do herbaty).Piec w temperaturze 200C przez 20 minut. Ostudzić na kratce, a następnie lekko naciąć nożem, robiąc miejsce na nadzienie.
Składniki na krem:
600 ml mleka
kilka kropel olejku różanego
szczypta czerwonego barwnika spożywczego w proszku (odrobina, dosłownie na czubku małej łyżeczki)
6 żółtek
80 g cukru
40 g mąki pszennej
40 g mąki ziemniaczanej

350 ml mleka

Mleko zagotować. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast odstawić na bok. Wymieszać z olejkiem różanym i barwnikiem spożywczym.
Cukier utrzeć do białości z żółtkami. Dodać przesiane mąki. Miksować do uzyskania gładkiej pasty. Pastę stopniowo wlewać do mleka. Dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. Postawić na palnik i zagotować na średnim ogniu, nie przestając mieszać. Gotować około minuty, aż krem zgęstnieje. Przykryć folią aluminiową, tak żeby dotykała kremu (żeby nie zrobił się kożuch) i całkowicie ostudzić.

Dodatkowo:
100g rozpuszczonej gorzkiej czekolady


Ostudzone ptysie nadziewać ostudzonym nadzieniem, szprycą albo łyżką.
Układać na paterze, polewając ptysie rozpuszczoną czekoladą. Starać się ułożyć je w kształt małej piramidy. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.

Smacznego!

Kasztanowy crème brûlée

Jeśli lubicie smak pieczonych kasztanów albo po prostu chcecie skosztować czegoś niepowtarzalnego, koniecznie wypróbujcie ten crème brûlée. Lekko orzechowe, słodkawe kasztany nadają kremowi niepowtarzalny smak, który można albo pokochać albo przejść obok niego zupełnie obojętnie. Ja należę do tych pierwszych, ale muszę przyznać, że kasztany najbardziej lubię same, prosto z piekarnika 🙂 Polecam!

PS: Zdjęcia są dziś nie do końca takie jakbym chciała, ale bardzo się spieszyłam i to była jedyna okazja uwiecznienia tego kremu 🙂


Składniki na 4 porcje:
(przepis z bloga Belgia od kuchni)
2 żółtka
20g cukru*
300g gotowego purée albo kremu z kasztanów
300ml śmietanki 36%
4 łyżeczki ciemnego cukru albo cukru trzcinowego


*ja dałam 35g, bo moje purée z kasztanów było bardzo mało słodkie

Piekarnik nagrzać do 150C. Śmietankę podgrzać w rondelku. Żółtka utrzeć do białości z cukrem, a następnie powoli dolewać do nich gorącą śmietankę, cały czas mieszając. Dodać krem z kasztanów i wymieszać trzepaczką albo na najniższych obrotach miksera, aż składniki dokładnie się połączą. Masę przelać do ramekinów i wstawić w kąpieli wodnej do piekarnika. Piec 40 minut.
Po wyjęciu z piekarnika ostudzić i wstawić do lodówki na minimum 2h. Przed podaniem posypać brązowym cukrem i skarmelizować przy pomocy palnika albo wstawiając na najwyższy poziom w piekarniku w opcji grill (dosłownie na 30 sekund).

Smacznego!

Przysmak na chleb: rillettes de porc

Za nazwą rillettes de porc kryje się francuskie smarowidło na chleb z mięsa wieprzowego (tzw. „brązowa konfitura”), nieco podobne do rodzimego smalcu – można dodać do niego więcej słoniny niż w moim przepisie i wtedy będzie miał więcej tłuszczu (ja wolę wersję mniej smalcowatą). Rozsmarowane na chlebie z cebulą albo czosnkiem i popijane ciepłą herbatą idealnie nadaje się na śniadanie dla pokrzepienia przed chłodnym dniem lub na kolację, by nieco nas rozgrzać. Gdy płynne rillettes przelewa się do słoika, na wierzchu tworzy się warstwa tłuszczu, przez który trzeba się przebić w celu wydobycia smakowitego mięsa. W wersji wykwintnej można przygotować je z królika, gęsi, kaczki albo nawet z łososia, lekko podkręcając smak delikatnym aromatem białego wina.
Polecam Wam przygotowanie tego przysmaku w okresie przedświątecznym – mięso ma nieco korzenny smak dzięki dodatkowi imbiru i goździków, przez co wspaniale wpasowuje się w aromatyczny klimat świąt.


Przepis dodaję do akcji: Korzenny Tydzień 2011


Składniki:
700g łopatki wieprzowej
300g wędzonego albo surowego boczku*
200g wędzonej słoniny**
2 cebule
2 marchewki
1 seler
4 ząbki czosnku
5 goździków
1 łyżeczka suszonego imbiru
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki chilli
3 liście laurowe
125-150ml wody
sól i pieprz do smaku

Mięso pokroić na kawałki. Warzywa omyć, obrać i drobno pokroić. Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę. Mięso i warzywa przełożyć do garnka. Dodać czosnek, liście laurowe i goździki. Zalać wodą. Dusić na małym ogniu przez 3h, często mieszając – co 15-20 minut. Kiedy mięso zacznie się rozwarstwiać – u mnie nastąpiło to po ponad 2h – dodać sól i pieprz do smaku. Przed samym końcem gotowania dodać imbir, cynamon i chilli. Przy pomocy łyżki rozdrobnić mięso i warzywa na małe kawałki. Mięso, wraz z tłuszczem, przelewać do słoiczków/pojemników. Można je zapasteryzować. Przechowywać w lodówce.

* ja użyłam surowego, ale jeśli jesteście amatorami intensywnie wędzonego smaku, możecie dodać również wędzony
**jeśli chcecie uzyskać konsystencję bardziej podobną do polskiego smalcu, możecie dodać nawet 500g słoniny

Smacznego!

Sałatka nicejska z tuńczykiem

Sałatka nicejska to jedna z moich ulubionych sałatek, które często jem na lekki obiad albo kolację. Jest bardzo smaczna i, dzięki dodatkowi wielu wartościowych składników, zdrowa. Mogą zajadać się nią także osoby dbające o linię, bo nie zawiera majonezu ani żadnych wysokokalorycznych składników.

Ten przepis na sałatkę nicejską jest oparty na tradycyjnej, francuskiej recepturze, która nie zawiera gotowanych warzyw – we współczesnych wersjach często można spotkać się z dodatkiem ziemniaków albo fasolki szparagowej, ale ja zdecydowanie wolę klasyczną wersję, która zawiera tylko gotowane jajko. Poza podstawowymi składnikami, którymi są pomidory, sałata i ogórek, czasami pojawia się w niej czerwona papryka, serca karczochów, oliwki albo bób. Szczególnie polecam Wam dodanie do sałatki bobu, ale to niestety dopiero latem…

Tradycyjnie sałatka nicejska była przyrządzana z dodatkiem anchois, ale obecnie zazwyczaj robi się ją z tuńczykiem – prawdopodobnie dlatego, że kiedyś anchois było łatwo dostępne i tanie, podczas gdy tuńczyka jadało się jedynie na specjalne okazje. Sama nie wiem, czy wolę sałatkę nicejską z tuńczykiem czy z anchois – obie wersje są pyszne i tak naprawdę mój wybór zazwyczaj zależy to od tego, które ryby akurat zalegają w kuchennej szafce 🙂

Tym razem do swojej sałatki dodałam cebulkę dymkę zamiast szalotek, bo akurat nie miałam ich pod ręką. Do sałatki proponuję Wam dwa różne dressingi – ja zdecydowanie wolę ten z musztardą Dijon, ale czasami robię ją też z drugim, nieco lżejszym sosem.


Składniki na 1 dużą albo 2 małe porcje:
(1 duża porcja z powodzeniem może służyć za lekki obiad)

1 puszka tuńczyka w sosie własnym – 125g po odsączeniu
ulubiona sałata – ja tym razem dodałam rukolę
4 pomidorki koktajlowe
kilka plastrów świeżego ogórka
1 cebula dymka wraz ze szczypiorkiem
1 jajko
jeśli lubicie możecie dodać czarne oliwki, ja je zawsze pomijam

Dwie wersje dressingu:
1. Sok z 1/4 cytryny + łyżeczka oliwy z oliwek + suszone zioła + świeżo mielony pieprz + 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
2. Sok z 1/4 cytryny + łyżeczka oliwy z oliwek + łyżeczka musztardy Dijon + 1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę*

Składniki dressingu wymieszać i odstawić na 15 minut, żeby smaki się przegryzły. Jajko ugotować na pół-twardo** albo na twardo. Obrać ze skorupki i przekroić na cztery części. Tuńczyka dokładnie odsączyć. Na talerzy ułożyć sałatę. Polać połową dressingu, wymieszać. Na środek wyłożyć tuńczyka i jajko. Dookoła naprzemiennie poukładać połówki pomidorów koktajlowych i plasterki ogórka. Posypać plasterkami dymki i szczypiorkiem. Polać resztą dressingu.

*wolę tę wersję dressingu, bo jest ostrzejsza i bardziej wyrazista w smaku.
**ja polecam wersję z jajkiem ugotowanym na pół-twardo, kiedy żółtko jest wciąż lekko płynne i fajnie miesza się ze składnikami sałatki


Smacznego!

Waniliowe makaroniki z kremem z Nutelli i wyróżnienie

Dzisiaj prezentuję Wam swoje (uwaga, uwaga!) pierwsze makaroniki 🙂 Chciałam je upiec już od dawna, bo są przepyszne i ładnie wyglądają, a w sklepach ciężko je kupić za rozsądną cenę. Bardzo obawiałam się, że nie wyjdą albo że będą wyglądać jak brzydkie pieczarkopodobne ciasteczka, niczym nie przypominające zgrabnych makaroników z małą „falbanką”. O dziwo wyszły całkiem ładne i większość posiadała słynną „falbankę” 🙂 Konsystencja była idealna – lekko chrupiąca skorupka skrywała ciągnący się środek. Mniam! Tym razem przełożyłam je kremem z Nutelli, ale na pewno poeksperymentuję zarówno z nadzieniem (już myślę o wersji piernikowej, cytrynowej i różanej), jak i kolorami (kto oprze się ślicznym, różowym makaronikom?). Mam nadzieję, że następnym razem wyjdą jeszcze ładniejsze i zgrabniejsze 🙂

W przepisie umieściłam wiele rad dotyczących przygotowania makaroników – przejrzałam mnóstwo przepisów i w końcu zdecydowałam się na ten podany przez Viridiankę.


Składniki na makaroniki:
(wskazówki i przepis z bloga Cioccolato Gatto)
70g białek

100g płatków migdałowych
170g cukru pudru (35g i 135g)
2-3 krople esencji waniliowej

Białka wbijamy do miski na 2-3 dni przed planowanym pieczeniem makaroników – w tym czasie powinny się wysuszyć. Przed przygotowywaniem makaroników, zważyć wysuszone białka i jeśli jest ich mniej niż 70g, uzupełnić masę świeżym białkiem (koniecznie w temperaturze pokojowej).

Płatki migdałowe zmielić wraz ze 135g cukru pudru. Przesiać przez sito, aż do uzyskania „gładkiego” proszku.

Białka ubić na sztywną pianę. Zmniejszyć obroty miksera i powoli dosypywać pozostałe 35g cukru pudru. Ubijać przez 3 minuty, aż masa będzie sztywna i lśniąca. Do białek dodać migdały z cukrem oraz esencję waniliową i delikatnie, lecz stanowczo, wymieszać drewnianą łyżką.

Masę przełożyć do rękawa cukierniczego i wycisnąć równe krążki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Blachą należy delikatnie, ale stanowczo uderzyć o miękką powierzchnię – np. kanapę albo łóżko – dzięki czemu masa równomiernie się rozłoży i pochowają się „czubki”. Blachę odstawić na bok na około 30-40 minut, aż makaroniki podeschną i utworzy się na nich cienka skorupka – będzie można dotknąć je palcem bez obawy przyklejenia się.

Piec w 140C przez około 10-15 minut – należy je uważnie obserwować i nie dopuścić do zarumienienia się*. Wyjąć z piekarnika. Lekko ostudzić – około 10 minut – i delikatnie przełożyć makaroniki na kratkę.

* moje wyszły nieco zbyt rumiane, ale na szczęście nie ucierpiały przez to na smaku i konsystencji. Miały też lekko czerwony spód, ale to przez…czerwony marker, którym narysowałam okręgi na papierze do pieczenia 😀

Krem z Nutelli:
250g serka mascarpone
4 łyżki Nutelli
1 łyżeczka ciemnego kakao

Składniki wymieszać łyżką.
Masą delikatnie smarować jeden makaronik i lekko przykrywać drugim.

Smacznego!


Zostałam wyróżniona przez Eilan do blogowej zabawy, w której każdy z uczestników podaje kilka przypadkowych faktów o sobie. Bardzo dziękuję za wyróżnienie i postaram się coś napisać, mimo, że z reguł nie biorę udziału w takich zabawach 🙂


Zasady gry:
1. Zamieść wpis na swoim blogu informując o wyróżnieniu i o tym, kto Cię wyróżnił.
2. Napisz 7 przypadkowych faktów o sobie.
3. Wyróżnij 15 innych blogów, informując ich o tym fakcie w komentarzach na ich blogu.

Fakty o mnie:

1. Tak naprawdę nauczyłam się gotować dopiero 4 lata temu. Wcześniej potrafiłam jedynie ugotować makaron, zrobić jajecznicę i budyń 😉 Potem nagle weszłam do kuchni na nieco dłużej i przepadłam…

2. Studiuję antropologię biologiczną w Anglii. Szczególnie interesuję się ewolucją ludzkiego żywienia i wpływem jedzenia oraz nawyków żywieniowych na zdrowie współczesnych ludzi, a także ewolucją ludzkiego mózgu i zachowania. Z tą dziedziną nie wiąże jednak swojej przyszłości i studiuję ten kierunek tylko ze względu na swoje zainteresowania i ambicje.

3. Uwielbiam zwierzęta. Gdybym miała taką możliwość, byłabym „mamą” całego stada kotów i psów. Póki co mam śliczną kotkę syberyjską i kochaną Golden Retrieverkę 🙂 Moim pierwszym nabytkiem po kupnie własnego mieszkania na pewno będzie jakiś uroczy kociak.

4. Kiedy gotuję, kuchnia jest niekiedy w opłakanym stanie. Po prostu nie jestem w stanie skupić się na przygotowaniu potrawy, kiedy myślę tylko o tym, żeby przypadkiem nie rozsypać odrobiny mąki albo nie pobrudzić dodatkowej miski 😉

5. Przez prawie 8 lat byłam wegetarianką. Teraz wychodzę z założenia, że życie jest zbyt krótkie, żeby się ograniczać, zwłaszcza, że czasami mamy tylko jedną szansę na spróbowanie czegoś specjalnego. Nadal szkoda mi zwierzątek, ale wiem, że sama i tak nie zmienię świata.

6. Nie wyobrażam sobie dnia bez czegoś słodkiego i dzbanka zielonej herbaty.

7. Większość oszczędności wydaję na ubrania (zwłaszcza sukienki) i buty oraz książki kucharskie i różne „pierdoły” do kuchni i jadalni, np. talerzyki. Mimo to i tak nigdy nie mam w co się ubrać, a sklep z akcesoriami kuchennymi i tak jest pełen rzeczy, „bez których na pewno nie mogę się obejść” 🙂

Wybaczcie, ale nie jestem w stanie wyróżnić 15 blogów, bo codziennie odwiedzam ich tak wiele, że nie potrafię zdecydować, którym z nich należy się wyróżnienie. Poza tym większość blogerów już dostała takowe wyróżnienie.

Ratatouille

Przepisów na ratatouille jest tyle ile na bigos – każda francuska gospodyni przyrządza je w swój ulubiony sposób, modyfikując rodzaj i ilość składników oraz sposób duszenia warzyw. Dzisiaj podzielę się z Wami swoim ulubionym przepisem na to pyszne, aromatyczne danie. Jestem zwolenniczką duszenia każdego z warzyw osobno, a następnie grillowania ich razem w naczyniu żaroodpornym. Robię tak z dwóch powodów – po pierwsze, przy tak dużej ilości warzyw, łatwiej udusić je osobno; a po drugie grillowanie, a nie tylko duszenie w garnku, wymieszanych warzyw wspaniale wpływa na ich smak.

Ratatouille to dla mnie kwintesencja smaków lata i wczesnej jesieni. Jest rustykalne i domowe. Łączy moje ulubione warzywa, które w procesie długiego duszenia i dzięki dodatkowi całej gamy świeżych ziół nabierają wspaniałego smaku. Miska aromatycznego ratatouille doskonale rozgrzeje Was w nieco chłodniejsze, deszczowe dni, a myślami uciekniecie do słonecznej Prowansji. Nic dziwnego, że to magiczne, iście domowe danie zapewniło kulinarny sukces szczurkowi z bajki Ratatuj 😉

Składniki na 5-6 porcji:
1 duża cebula
5 ząbków czosnku
2 średniej wielkości bakłażany
1 duży kabaczek/1 duża albo dwie małe cukinie
2 duże czerwone papryki
2 duże pomidory – około 500g
3 łyżki posiekanych świeżych ziół prowansalskich albo łyżeczka suszonych (ja dodałam świeży rozmaryn, bazylię, tymianek, cząber, miętę i majeranek)
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Cebulę pokroić w kostkę, czosnek w plastry, bakłażana w półkola. Kabaczka/cukinię obrać ze skóry i część pokroić w kostkę, a część w plastry.
Piekarnik nagrzać do 230C i wsadzić do niego paprykę. Grillować około 10-15 minut, aż skórka będzie czarna i będzie łatwo odchodzić od miąższu. Po wyjęciu z piekarnika, lekko ostudzić paprykę i obrać ją ze skórki. Wyjąc gniazda nasienne i pokroić na średniej wielkości kawałki.
Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i drobno pokroić.

Na patelni rozgrzać dwie łyżki oliwy. Wrzucić cebulę i czosnek. Zeszklić. Przełożyć do naczynia żaroodpornego.
Na tej samej patelni udusić do miękkości bakłażana, przełożyć do naczynia żaroodpornego. Tę samą czynność powtórzyć z cukinią i papryką. Na sam koniec na patelnię wrzucić pomidory. Dodać do nich zioła i dusić, aż sok lekko odparuje a sos zgęstnieje.

Wszystkie warzywa wymieszać w naczyniu żaroodpornym. Doprawić solą i pieprzem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220C i grillować przez około 30 minut, w tym czasie przynajmniej 5-6 razy mieszając ratatouille.

Podawać ciepłe z kromką świeżego chleba.

Smacznego!

Kurczak Cordon Bleu

Dzisiaj przepis na banalnie proste i smaczne kotlety z kurczaka – Cordon Bleu. Za tą ładną nazwą kryje się nic innego jak złożone na pół kawałki piersi z kurczaka, nadziane serem i szynką. To nieco łatwiejsza wersja kotletów de volaille, gdyż w tym wypadku nie trzeba zwijać mięsa w roladkę. Cordon Bleu różni się od de volaille także nadzieniem – ten pierwszy zawsze jest nadziany serem i szynką (czasami dodawana jest także musztarda), podczas gdy ten drugi występuje w wielu wersjach – z masłem, z serem, z pieczarkami.

Takie kotlety to świetny pomysł na szybki obiad z wykorzystaniem mało wymagających składników. Mimo swojej prostoty, kurczak Cordon Bleu posmakuje praktycznie każdemu- w końcu kto nie skusi się na soczystą pierś z kurczaka z ciągnącym się serem w środku i chrupiącą panierką? 🙂

Składniki:
1 podwójna pierś z kurczaka
6 plasterków żółtego sera
6 plasterków szynki
sól, pieprz
czosnek granulowany
ostra papryka
1 jajko
mąka
bułka tarta

Pierś z kurczaka pokroić na 8 plastrów, a następnie rozbić je tłuczkiem do mięsa. Posypać solą, pieprzem, czosnkiem granulowanym i ostrą papryką – nie należy żałować pieprzu i czosnku.
Na środek każdego kawałka piersi kłaść plaster żółtego sera i plasterek szynki. Kotlety złożyć na pół i spiąć wykałaczką – ja dodatkowo lekko zawijam boki piersi do środka, dzięki czemu ser nie wypływa w trakcie smażenia.
Każdy kotlet kolejno obtaczać w mące, w roztrzepanym jajku, a na koniec w bułce tartej. Smażyć z obu stron na rumiano w gorącym oleju, a następnie zmniejszyć ogień, przykryć patelnię pokrywką i smażyć przez kilka minut, aż mięso nie będzie surowe i ser się rozpuści.
Po usmażeniu delikatnie odsączyć z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

Smacznego!

Wielkanocne śniadanie nieco inaczej: jajka w koszulkach na tartaletkach cebulowych

Jeśli chcecie zaskoczyć rodzinę oryginalną potrawą na Wielkanocnym stole śniadaniowym, to polecam Wam przygotować jajka w koszulkach na tartaletkach cebulowych. Danie prezentuje się przepięknie, wyglądając jak przystawka podana w dobrej restauracji 🙂 Tartaletki o intensywnym smaku duszonej cebuli, tymianku i fety (albo sera koziego, jak poleca autor przepisu, Michel Roux), idealnie uzupełniają smak jajek w koszulkach.

Jajka w koszulkach to jeden z moich ulubionych sposobów na przyrządzenie jaj – smakują dużo lepiej niż jajka na miękko, a swoją oryginalną formą intrygują każdego, kto ich kosztuje. Poza tym w wypadku jajek koszulkach nie ma najmniejszego problemu z utrafieniem czasu gotowania po którym białko jest ścięte, a żółtko wciąż płynne. Po 1,5 minuty gotowania otrzymujemy idealnie płynne żółtko otulone ściętym białkiem. Mimo, że ich przygotowanie wymaga odrobiny wprawy, uwierzcie, że nie jest to tak trudne, na jakie wygląda 🙂


Składniki na 6 porcji:
(przepis Michela Roux z książki „Jajka”)
700g cebuli pokrojonej w talarki
150g masła
200ml śmietany kremówki
50g fety pokrojonej w kostkę (albo sera koziego)
dwie gałązki świeżego tymianku albo łyżeczka suszonego
sól i pieprz do smaku

arkusz ciasta francuskiego

6 jajek

rzeżucha do dekoracji


Nadzienie do tartaletek można przygotować dzień wcześniej, a następnego dnia przed podaniem jedynie podgrzać:
Masło rozpuścić w rondelku o grubym dnie. Dodać cebulę pokrojoną w talarki. Zmniejszyć ogień i dusić na małym ogniu przez 40 minut, mieszając co 10 minut. Po tym czasie dodać śmietanę kremówkę, tymianek i fetę. Dusić kolejne 20 minut. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Przygotowanie tartaletek:
Piekarnik nagrzać do temperatury 170C.
Z zimnego ciasta francuskiego wykroić koła o średnicy około 10-12cm. Ułożyć je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy. Na każde koło nakładać farsz cebulowy. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 20-25 minut, aż ciasto będzie zarumienione i chrupiące.

Pod koniec pieczenia się tartaletek przygotować jajka w koszulkach:
Zagotować wodę z łyżką octu. Na łyżkę wazową delikatnie wbić jajko. Wkładać jajka do gotującej się wody, w miejsce, w którym woda „burzy się” najbardziej. Lekko zmniejszyć ogień i gotować około 1,5 minuty. Równocześnie można przygotowywać 4 jajka. Po tym czasie ostrożnie wyjąć jajka za pomocą łyżki cedzakowej i odsączyć z nadmiaru wody. Jeśli białko będzie zbyt postrzępione, delikatnie przyciąć boki jajek, tak żeby przypominały „kulki”.

Jajka w koszulkach układać na tartaletkach cebulowych i udekorować rzeżuchą. Najlepiej podawać od razu.

Smacznego!

Steki z pieprzem (steak au poivre) i sosem estragonowym


Jeśli kiedyś uda Wam się dostać ładny kawałek polędwicy wołowej w dobrej cenie, to polecam Wam wykorzystać go do przygotowania steków z pieprzem na sposób francuski. Mięso przygotowane w taki sposób jest idealnie miękkie, soczyste i lekko pikantne dzięki sporej ilości grubo mielonego pieprzu. Steki przygotowuje się bardzo szybko, a efekt jest wspaniały. Tak przyrządzona wołowina idealnie nadaje się nawet na wykwintne kolacje z ważnymi dla Nas osobami.

Przygotowując steki warto pamiętać o kilku rzeczach:
1. Mięso musi być w temperaturze pokojowej;
2. Mięso kroimy na plastry o grubości 2-3cm;
3. Steków nie solimy przed smażeniem, bo będą twarde i gumowate;
4. Chcąc otrzymać średnio wysmażone (soczyste, ale nie krwiste) steki, smażymy je 4-5 minut z każdej strony na średnim ogniu;
5. Steki najlepiej smakują, gdy lekko przestygną.

Swoje steki podałam z ziemniakami nacinanymi z pieca i aromatycznym sosem estragonowym z nutą koperkową, który idealnie uzupełniał smak mięsa. Sos ma konsystencję majonezu i jest naprawdę przepyszny. Z powodzeniem można go wykorzystać jako dodatek do innych mięs i wędlin.

Gorąco polecam!

Składniki:
polędwica wołowa pokrojona w plastry o grubości około 2-3cm
kolorowy pieprz rozdrobniony w moździerzu
oliwa z oliwek do smażenia mięsa

sól do posypania mięsa po smażeniu

Mięso w temperaturze pokojowej (!) osuszyć ręcznikiem papierowym. Pieprz rozdrobnić w moździerzu i obtoczyć w nim steki.
Na żeliwnej patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Steki smażyć na średnim ogniu przez około 4-5minut z każdej strony lub nieco dłużej jeśli lubimy dobrze wysmażone steki. Przed podaniem oprószyć solą.

Sos estragonowy
(dla 5-6 osób)
2 łyżki octu z białego wina
3 łyżki suszonego estragonu
1 drobno pokrojona cebula
10 rozdrobnionych w moździerzu ziarenek pieprzu
3 żółtka
3 łyżki wody
100g miękkiego masła
1 łyżka suszonego koperku
sok z 1/3 cytryny
pieprz i sól do smaku
kapary do dekoracji

Ocet winny wymieszać z estragonem, cebulą i pieprzem. Podgrzewać na średnim ogniu, aż ocet lekko odparuje. Odstawić do ostudzenia. Następnie dodać żółtka i 3 łyżki wody. Postawić na palniku i podgrzewając na małym ogniu (sos nie może się zagotować), ubijać żółtka do białości na niskim obrotach miksera albo przy użyciu trzepaczki. Zdjąć z ognia i dokładnie wmieszać masło. Doprawić solą i pieprzem. Dodać sok z cytryny i koperek, dokładnie wymieszać. Ostudzić i wstawić na godzinę do lodówki. Udekorować kaparami.

Steki w temperaturze pokojowej podawać z sosem estragonowym, ziemniakami nacinanymi z pieca i ulubioną surówką.

Smacznego!

"Oefs cocotte" wg przepisu Michela Roux

Jeśli jeszcze nie macie pomysłu na niedzielne śniadanie, to polecam Wam przygotowanie „oefs cocotte”, czyli jajek zapiekanych w kokilkach pod kołderką z lekko ściętej kremówki. Można dodać do nich różne dodatki – ja zdecydowałam się na wersję z wędzonym boczkiem – albo kompletnie z nich zrezygnować, dodając jedynie śmietanę (opcja wegetariańska).

Jajka mają ścięte białko i płynne żółtko, nieco przypominając w smaku jajka na miękko (choć nie do końca, bo ja nie lubię jajek na miękko, a „oefs cocotte” smakują mi bardzo). Śmietana kremówka dodaje im wspaniałego, delikatnego smaku, kontrastującego z wyrazistym aromatem boczku.

Przepis na „oefs cocotte” zaczerpnęłam z książki Michela Roux, „Jajka”, którą gorąco Wam polecam. Znajdziecie w niej 130 przepisów na potrawy z wykorzystaniem jajek – jajecznicę, suflety, dressingi, naleśniki, jajka po benedyktyńsku, omlety, ciasto parzone, krem zabajone i wiele, wiele innych smakołyków… Niektóre z nich są bardzo oryginalne – np. jajka na miękko z karmelem – a inne to wariacje na temat klasyków – np. sałatka Cezara z anchois. W książce znajdują się także porady dotyczące przygotowania dań z jajkami i bazowe przepisy (np. na ciasto kruche), które mogą stać się punktem wyjścia do stworzeni czegoś własnego. Wiele dań z powodzeniem urozmaici Wielkanocny stół i codzienne śniadania 🙂

Składniki (4 porcje):

4 duże jajka*
4 łyżki śmietanki kremówki (30%)
sól, świeżo mielony pieprz
miękkie masło
dwa duże plastry wędzonego boczku

*można użyć 2 jajek na osobę, zwiększając wtedy ilość śmietany do 1.5 łyżki
JAJKA MUSZĄ MIEĆ TEMPERATURĘ POKOJOWĄ

Piekarnik nagrzać do 190C. 4 kokilki wysmarować miękkim masłem i posypać je solą oraz świeżo mielonym pieprzem. Na dno każdego naczynia wyłożyć po łyżce pokrojonego wędzonego boczku. Do kokilek ostrożnie wbić po jednym jajku i przykryć każde białko jedną łyżką kremówki. Naczynia wstawić do większej blachy/naczynia żaroodpornego, do której należy wlać taką ilość wrzącej wody, żeby sięgała do połowy wysokości kokilek. Wstawić do piekarnika na około 10-15 minut (białko powinno się ściąć, ale żółtko musi pozostać płynne). Podawać od razu w towarzystwie świeżego pieczywa.

Smacznego!

Ziemniaki Boulangère

Chrupiące i złociste na wierzchu, delikatne i aromatyczne pod spodem. Takie właśnie są ziemniaki Boulangère. Ziemniaki przygotowane w taki sposób są popularne w kuchni francuskiej, jak zresztą wskazuje nazwa. Francuscy piekarze (boulangère) mieli w zwyczaju odstępować piece lokalnej ludności po skończeniu wypiekania chleba. Miejscowi przynosili do piekarni brytfanny z ziemniakami i zapiekali je w piecach.

Ziemniaki przygotowane w taki sposób zachowują wszystkie wartości odżywcze – są pieczone ze skórką – i są bardzo aromatyczne, dzięki dodatkowi bulionu warzywnego, który jest przez nie wchłaniany. Na wierzchu mają kołderkę z ciągnącego się sera.

Na pewno warto je przyrządzić, bo są ciekawą alternatywą dla zwykłych ziemniaków z wody (w dodatku zdrowszą!). Można je podawać jako dodatek do wszelkiego rodzaju mięs, np. roladek z piersi kurczaka w boczku.


Składniki (na 4 porcje):
z przepisu z bloga Kwestia Smaku
1kg ziemniaków
sól, świeżo mielony pieprz
pół łyżeczki rozmarynu
300ml bulionu warzywnego
2 łyżki roztopionego masła
1/2 szklanki tartego żółtego sera
2 łyżki tartego parmezanu


Ziemniaki umyć i dokładnie wyszorować ich skórkę. Pokroić na bardzo cienkie plasterki.
Formę żaroodporną wysmarować jedną łyżką masła i ułożyć w niej ziemniaki. Każdą warstwę posypać solą, pieprzem i rozmarynem. Zalać bulionem i posmarować drugą łyżką roztopionego masła.
Przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 1h. Zdjąć folię i piec przez kolejne 15 minut. Wyjąć z piekarnika, posypać startym serem i zapiekać przez około 15 minut, aż ser się roztopi i zarumieni.

Smacznego!