Elegancka kutia z pęczaku na pierniku w gorzkiej czekoladzie

Uwielbiam wszelkiego rodzaju desery z dodatkiem masy makowej i chętnie jadłabym je przez cały rok, nie tylko w krótkim okresie świąt Bożego Narodzenia. Jednym z moich ulubionych jest kutia, która jest jedną z dwunastu potraw wchodzących w skład tradycyjnej, wschodniosłowiańskiej wieczerzy wigilijnej. Swoją kutię przyrządzam tak jak podobno robi się ją na Białorusi, czyli z dodatkiem kaszy jęczmiennej pęczak. Robi się ja zdecydowanie szybciej niż tę z łuskanymi ziarnami pszenicy, a poza tym moim zdaniem w takiej wersji smakuje lepiej. Kutia to nie tylko smaczny, ale także zdrowy deser – zawiera kaszę, miód, mak, suszone owoce i orzechy, które są bogate w witaminy i mikroelementy.
Niestety tradycyjnie przyrządzona i podana kutia jest dość niefotogeniczna i nie prezentuje się ani smakowicie ani elegancko. Z tego względu swoją kutię postanowiłam zaserwować w zupełnie inny sposób – na lukrowanym pierniku z gorzką czekoladą i z sosem miodowym z domową kandyzowaną skórką pomarańczową. To był strzał w dziesiątkę. Deser nie tylko wyglądał ładnie, ale także smakował jeszcze lepiej. Miękki, aromatyczny piernik doskonale skomponował się ze smakiem kutii, nadając jej jeszcze bardziej świątecznego charakteru. Podając kutię w ten sposób, możecie zaserwować ten z pozoru prosty i nieco przaśny deser nawet na zakończenie eleganckiej kolacji.

Chciałabym także życzyć Wam wszystkim wesołych Świąt, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze i przy stole zastawionym samymi przysmakami :) 
Tym samym, biorę kilka dni blogowego urlopu i wrócę do Was z nowymi przepisami już 27 grudnia 🙂
Składniki na 6 porcji
przepis własny
3/4 szklanki kaszy pęczak
2 szklanka mleka
1 szklanki wody
szczypta soli

1,5 szklanki masy makowej (domowej albo kupnej)
1-2 czubate łyżki miodu (ja użyłam miodu z kwiatem pomarańczy), ilość miodu zależy od słodkości używanej masy makowej
5-6 łyżek pokrojonych suszonych owoców: żurawin, fig, moreli i śliwek
2 łyżki drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki wiórków kokosowych
szczypta cynamonu
4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza

Dodatkowo:
domowa kandyzowana skórka pomarańczowa
6 pierników w gorzkiej czekoladzie*
płynny, klarowny miód
6 orzechów włoskich

*polecam pierniki w gorzkiej czekoladzie firmy Fine Food dostępne w halach Makro
Mleko i wodę wlać do garnka, dodać odrobinę soli i zagotować. Do gotujących się płynów wsypać kaszę. Zmniejszyć ogień i gotować, aż kasza zmięknie – powinno to zająć około 20 minut. Po tym czasie odcedzić kaszę na sitku, zachowując 4 łyżki płynów, w których się gotowała. Odstawić kaszę do ostudzenia.
Ostudzoną kaszę wymieszać z masą makową. Dodać miód, dostosowując jego ilość do słodkości używanej masy makowej. Dodać pokrojone suszone owoce, orzechy, wiórki kokosowe, cynamon i 4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza. Dokładnie wymieszać.
Na talerzu  umieścić piernik. Używając pierścienia cukierniczego (polecam, znacznie ułatwia sprawę, ale jeśli nie macie, to możecie uformować masę ręką) lub postawionego na pierniku, na wierzchu ciastka ułożyć kutię, dokładnie ją dociskając, tak żeby masa była dość zbita i trzymała formę. Delikatnie zdjąć pierścień. Na wierzchu kutii położyć orzecha włoskiego i odrobinę kandyzowanej skorki pomarańczowej. Udekorować talerz płynnym miodem i kandyzowaną skórką pomarańczową.
Deser podawać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!
Reklamy

Śledź z burakami na pierzynce

Szuba, zwana także śledziami pod pierzynką, to sałatka pochodząca z kresów, popularna głównie w okresie bożonarodzeniowym. Bardzo ją lubię i zawsze dziwię się, że tak proste i niewyszukane składniki tworzą tak smaczną kompozycję. Jako, że tradycyjna wersja zawierająca buraki, marchewkę i ziemniaki jest dość oklepana, postanowiłam stworzyć luźną interpretację tego dania – śledzie na pierzynce 🙂 Śledzie na pierzynce moim zdaniem wyglądają bardziej elegancko od tych przykrytych sosem. Poza tym moja „pierzynka” ma w składzie cebulę, ogórki kiszone i jabłka, więc tak naprawdę bardzo odbiega od tego, co znajdziemy w szubie. Niemniej jednak sałatka jest pyszna i na pewno będzie się pojawiała na moim stole nie tylko w okresie świątecznym. Słodkie buraki, słone śledzie i słodko-kwaśna pierzynka tworzą kompozycję smakowa, która ucieszy nie jedno podniebienie.

Składniki:
3 filety śledziowe a la Matjas
2 duże buraki
4 duże kiszone ogórki
1 średnia cebula
2 średniej wielkości jabłka
6 łyżek majonezu
300 ml kwaśnej śmietany
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
liście roszponki/szpianku do dekoracji
 Buraki ugotować do miękkości i ostudzić. Następnie je obrać ze skóry i jednego z nich pokroić w cienkie pół-plasterki, a drugiego w kostkę (albo zetrzeć na tarce).
Kiszone ogórki i jabłka obrać i pokroić w drobną kostkę kostkę. Cebulę również drobno pokroić. Majonez wymieszać ze śmietaną. Dodać ogórki, jabłka i cebulę. Doprawić „pierzynkę” do smaku solą i pieprzem.
Śledzia pokroić na średniej wielkości, prostokątne kawałki.
Na środku dużego półmiska albo dwóch mniejszych równomiernie rozłożyć „pierzynkę” śmietanową z dodatkami. Na wierzchu na zmianę układać kawałek śledzia i plasterek buraka. Dookoła „pierzynki” rozłożyć drobno pokrojone/starte buraki. Udekorować roszponką/szpinakiem i oprószyć świeżo zmielonym pieprzem. Schłodzić w lodówce przez minimum 2-3, żeby smaki się przegryzły.
Smacznego!

Bliny z kwaśną śmietaną i wędzonym łososiem

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju placuszki i racuszki, a bliny zajmują miejsce w czołówce moich placuszkowych ulubieńców. Najbardziej lubię te z samej mąki gryczanej. Lekkie, delikatne i pełne malutkich pęcherzyków powietrza. Nieduże i potrzebujące dosłownie 30 sekund z każdej strony by ładnie przyrumienić się na patelni.

Jeśli podacie je z kwaśną śmietaną, wędzonym łososiem i koprem włoskim, mogą stanowić całkiem wykwintną i smaczną przekąskę. Aż trudno uwierzyć, że coś co robi się tak banalnie i co w Rosji było niegdyś zostawiane na oknach dla biedaków, na „Zachodzie” weszło do gamy eleganckich przekąsek bankietowych. Pewnie chodzi o TEN smak… Polecam!

Składniki na około 12-15 sztuk
(zmodyfikowany przeze mnie przepis Liski)
  • 100 g mąki gryczanej
  • 200 ml mleka, ciepłego
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 jajko
  •  1/3 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • szczypta pieprzu 
  • olej/smalec do smażenia
Do podania:
  •  wędzony łosoś
  • kwaśna śmietana
  • odrobina świeżego koperku/kopru włoskiego
  • świeżo mielony pieprz

Drożdże zasypać cukrem i zalać 50 ml mleka, odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Rozczyn z drożdży dodać do mąki, wraz z jajkiem, resztą mleka, solą i pieprzem. Energicznie wymieszać ciasto łyżką, tak żeby miało konsystencję gęstej śmietany. Przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na godzinę. 
Na patelni rozgrzać odrobinę oleju/roztopić smalec (patelnia powinna być tylko delikatnie posmarowana tłuszczem, bliny nie mogą w nim pływać). Łyżką nakładać porcje ciasta i smażyć cienkie placuszki, po około 30-40 sekund z każdej strony. Podawać ciepłe – na każdym placuszku należy zrobić kleks z kwaśnej śmietany, ułożyć kawałek wędzonego łososia, a następnie posypać koperkiem i oprószyć świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Smacznego!

Rosyjski chleb z ziemniakami

Świetny chleb, który w ostatnim miesiącu robiłam już kilkakrotnie, a uwierzcie, że ze względu na ogromną ilość przepisów do wypróbowania, rzadko kiedy robię ten sam chleb tak często. Sekretem wilgotnego i sprężystego miąższu jest dodatek ugotowanych ziemniaków. Ziemniaki wpływają również na smak chleba – nie jest to smak typowo ziemniaczany, ma w sobie coś specyficznego i bardzo dobrze komponuje się z lekką kwaskowatością zakwasu. Ja swój bochenek wzbogaciłam dodatkiem odrobiny kminku i czarnuszki. Ostatnio dodaję czarnuszkę (kolendrę siewną) do wielu chlebów – jest nie tylko smaczna, ale również bardzo zdrowa (była nawet nazywana „złotem faraonów”, od starożytności wykorzystywano ją w leczeniu wielu chorób i wspomnianoę o niej nawet w Biblii). Uprzedzam Was jednak, że jej specyficzny smak nie każdemu podejdzie. Chleb polecam wszystkim amatorom domowego pieczywa – ten śmiało mógłby znaleźć się w ofercie nie jednej piekarni. 



Inne przepisy na pieczywo z dodatkiem ziemniaków:
Chleb z pieczonymi ziemniakami
Chleb ziemniaczany z indyjskimi przyprawami
Bułki z ziemniakami
 
 
 Składniki na 1 bochenek

(przepis z bloga Tatter
  • 225 g ugotowanych ziemniaków, utlłuczonych (najlepiej z poprzedniego dnia)
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 115 g aktywnego zakwasu żytniego razowego
  • 100 g ciepłej wody
  • 350 g białej mąki pszennej
  • 8 g świeżych drożdży
  • 2 łyżeczki soli (albo mniej jeśli ziemniaki były solone)
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminku
  • opcjonalnie: 1/2 łyżeczki czarnuszki 
Z drożdży zrobić rozczyn i odstawić do „ruszenia”. Ziemniaki wymieszać z masłem. Zakwas rozmieszać z wodą. Do zakwasu dodać mąkę, rozczyn z drożdży i sól, przemieszać, a następnie dodać ziemniaki i kminek. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Przykryć i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 1-1,5h. Po tym czasie odgazować ciasto i ukształtować bochenek. Oprószyć mąką i przełożyć do kosza albo na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (mój bochenek trzymał formę na blaszce). Przykryć i zostawić do ponownego wyrośnięcia na 1h. Po tym czasie na chlebie zrobić nacięcia i wstawić do naparowanego piekarnika nagrzanego do 230C. Piec 10 minut, a po tym czasie obniżyć temperaturę do 210C i piec kolejne 15 minut. Dopiekać jeszcze 10 minut w temperaturze 200C. Studzić na kratce.
Smacznego!

Klasyka: kotelty de volaille.

Prawdziwa klasyka. Kotlety z piersi kurczaka, które zna chyba każdy i które znajdują się w menu wielu polskich restauracji. Mimo, że nazwa roladek pochodzi z języka francuskiego, nad Sekwaną są mało znane. Ich twórcą był prawdopodobnie znany kucharz i cukiernik, Marie-Antoine Careme, który gotował dla wielu arystokratów, np. cesarza Aleksandra I. Inni twierdzą, że kotlety zostały po raz pierwszy przygotowane w restauracji petersburskiego Klubu Kupieckiego dopiero na początku XX wieku i na początku nosiły nazwę kotletów nowo-michajłowskich. Obecnie na świecie są znane jako „kotlety po kijowsku” – z nazwą „de volaille” spotkałam się tylko w Polsce. A Wy mieliście okazję jeść je poza granicami naszego kraju?

Dzisiaj podzielę się z Wami swoim sposobem na przyrządzenie tych kotletów.

W mojej wersji, zbliżonej do tej najbardziej tradycyjnej, w środku de volaille znajduje się masło czosnkowo-ziołowe, które po rozkrojeniu kotleta charakterystycznie „sika” – uważajcie, żeby nie poplamić obrusu i ubrania 😉 Według mnie w wersji z masłem smakują najlepiej – są aromatyczne, delikatne i soczyste, a ziemniaki maczane w masełku smakują wybornie. Jeśli chcecie, możecie nadziać roladki pieczarkami albo serem, ale to już nie będzie to samo.

 Dzięki smażeniu kotletów w głębokim tłuszczu, panierka jest chrupiąca. Kolejnym patentem wartym zapamiętania jest włożenie de volaille na 20 minut do zamrażalnika – dzięki temu roladki zachowają piękny kształt i nie rozwalą się w trakcie smażenia.

Najlepiej smakują z ulubioną surówką, młodymi ziemniakami i kieliszkiem dobrego, białego wina (w wersji dla najmłodszych – szklanką kompotu ;)).

 

Składniki na 8 kotletów:

  • 2 podwójne piersi z kurczaka
  • 80 g zimnego masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • mieszanka przypraw: 1 łyżeczka czosnku granulowanego,  pół łyżeczki tymianku, szczypta estragonu, szczypta trybuli
  • 2 łyżki posiekanych listków świeżej bazylii
  • garść mąki pszennej
  • 2 rozkłócone jajka
  • 3 garści bułki tartej
  • olej/masło klarowane do smażenia
 Piersi przeciąć na pół – wzdłuż. Przykryć folią i delikatnie rozbić tłuczkiem na cienkie płaty. Każdy płat posypać solą, pieprzem, mieszanką przypraw i świeżymi ziołami. Na brzegu ułożyć kawałek zimnego masła. Piersi zwijać w ciasną roladkę, wzdłuż boku, na którym jest położone masło. Docisnąć dłonią. Ważne, żeby roladki były „szczelne”. Roladki ułożyć na talerzu i schłodzić w zamrażalniku przez 20 minut – dzięki temu roladki utrzymają piękny kształt podczas smażenia. Po tym czasie wyjąć i zostawić w temperaturze pokojowej na 5 minut.

Każdą roladkę dokładnie obtaczać w mące, następnie maczać w jajku i panierować w bułce tartej – ważne żeby warstwa bułki była dość gruba. Smażyć na mocno rozgrzanym, dość głębokim – około 1,5-2 cm – tłuszczu przez 5-7 minut. Nie rezygnujcie ze smażenia kotletów w dość głębokim tłuszczu, bo dzięki temu panierka jest chrupiąca. Należy najpierw smażyć kotlety przez 2-3 minuty na średnim ogniu, a potem zmniejszyć ogień. Roladki należy często przewracać (polecam również podsmażać boki roladek) i od czasu do czasu polewać tłuszczem – dzięki temu mięso będzie równomiernie usmażone. Po usmażeniu odsączyć na ręczniku papierowym. Podawać natychmiast.

Smacznego!

Rosyjskie ciasto makowo-jabłkowe z wiśniami

Od kiedy już dawno temu zobaczyłam przepis na to ciasto na blogu Liski, wiedziałam, że muszę je wypróbować, bo nie dość, że pięknie się prezentowało na zdjęciach, to zawierało wszystkie składniki, które uwielbiam – mak, wiśnie i jabłka. Upiekłam je na święta i się nie zawiodłam. Ciasto jest bardzo wilgotne, wręcz lekko gliniaste (ja uwielbiam takie ciężkie ciasta, ale wiem, że nie każdy takie lubi) i długo zachowuje świeżość. Pyszna warstwa jabłkowa jest przykryta ciastem z chrupiącymi drobinkami maku. Całość jest zwieńczona kwaskowatymi wiśniami i kawałkami jabłek. Jak dla mnie pychota! Co więcej, ciasto przepięknie się prezentuje. Mnie nieco przypominało wieniec bożonarodzeniowy 🙂


Składniki na formę z kominem o średnicy 23cm:
(lekko zmodyfikowany przepis z bloga White Plate)

250 g wiśni – po wydrylowaniu i odcedzeniu soku*
1,5 średniej wielkości jabłka
1 łyżka soku z cytryny

350 g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego (16g)
4 jajka
175 g stopionego i ostudzonego masła lub margaryny
150 ml mleka
30 g maku

cukier puder do oprószenia

Wydrylowane wiśnie dokładnie odcisnąć na sicie. Jedno jabłko, wraz ze skórką, zetrzeć na tarce i skropić sokiem z cytryny, a połowę drugiego pokroić w kostkę.
Jajka zmiksować z cukrem i cukrem waniliowym, do uzyskania dobrze napowietrzonej masy. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia. Do jajek powoli dodawać mleko i roztopiony tłuszcz, a następnie dodać mąkę z proszkiem i delikatnie wymieszać (za pomocą łyżki albo na niskich obrotach miksera). Ciasto podzielić na dwie części. Do jednej części dodać starte jabłko, a do drugiej mak.
Formę wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą. Jako pierwszą wlać ciasto z jabłkiem, wyrównać. Przykryć ciastem z makiem. Na wierzchu ułożyć dwa rzędy odsączonych wiśni i jeden jabłek.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec około 50 min, do tzw. „suchego patyczka”.
Ostudzić, wyjąć ciasto z formy i oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

Różana pascha

Tradycyjna pascha podawana jest jedynie raz do roku na Wielkanoc. Bazą każdej paschy są mleko i jajka – produkty, które są tradycyjnie kojarzone z wiosennym odrodzeniem przyrody. Pascha powinna mieć kształt ściętej piramidy, symbolizującej grób Chrystusa. Ja jednak wolę przygotowywać ją w okrągłej misce, gdyż wtedy pascha ładniej wygląda i łatwiej się ją kroi. Do swojej paschy, poza bakaliami, dodałam olejku różanego, dzięki któremu nabrała unikalnego, niezwykłego smaku. Klasyczne bakalie zamieniłam na suszoną żurawinę, suszonego ananasa, rodzynki i kandyzowaną skórkę cytrynową. Efekt był naprawdę świetny – deser dzięki swojemu oryginalnemu smakowi przypadł do gustu wszystkim, którzy mieli okazję go skosztować 🙂

Składniki:
2 litry mleka niepasteryzowanego*
500ml maślanki/kefiru/kwaśnej śmietany
6 jajek
250g masła w temperaturze pokojowej
3/4 szklanki cukru pudru
kilka kropel olejku różanego

dwie garście bakalii – rodzynek, suszonej żurawiny, suszonego ananasa, kandyzowanej skórki cytrynowej

*ewentualnie może być pasteryzowane

Bakalie namoczyć i pokroić.
Mleko zagotować. Do gotującego się mleka wlać jajka roztrzepane z maślanką/kefirem/kwaśną śmietaną. Lekko zmniejszyć ogień i gotować, ciągle mieszając, aż twaróg oddzieli się od serwatki – u mnie zajęło to około 4 minut. Ostudzić.
Cedzak wyłożyć gazą. Dokładnie odcedzić ser, tak żeby był sypki. Masło zmiksować do białości z cukrem pudrem. Ser przełożyć do dużej miski i stopniowo dodawać do niego masło, miksując na wolnych obrotach miksera, aż powstanie gładki krem. Dodać olejek różany oraz bakalie, dokładnie wymieszać.
Masę przełożyć do miski wyłożonej gazą. Docisnąć talerzykiem. Wstawić do lodówki do stężenia, najlepiej na około dobę.
Przed podaniem przewrócić talerz do góry dnem i zdjąć gazę.

Smacznego!

Bliny


Jedliście kiedyś bliny? Jeśli nie, to koniecznie musicie spróbować. Te delikatne, puszyste placuszki o dość wyczuwalnym smaku drożdży są daniem charakterystycznym dla kuchni rosyjskiej, ale w przeszłości były również bardzo popularne w Polsce. W kulturze rosyjskiej mają symboliczne znaczenie – podaje się je matkom po porodzie i na stypach, a ich okrągły kształt reprezentuje skończoność życia ludzkiego. Mnie podczas jedzenia blin nie nachodziły smutne refleksje o naturze naszej egzystencji, wręcz przeciwnie – sprawiło mi to wiele radości i spowodowało falę inspirujących pomysłów, z czym je podać następnym razem 🙂 Na obiad przygotowałam do nich sos myśliwski z kurczakiem (przepis wkrótce), z którym zjadła je rodzina. Ja zadowoliłam się dodatkiem kwaśnej śmietany. W obu wersjach były bardzo dobre, choć śmiem stwierdzić, że bliny nie potrzebują wyszukanego towarzystwa i świetnie smakują nawet same 🙂

Tradycyjnie przyrządza się je z dodatkiem mąki gryczanej, ale ja z powodu braku takowej, zdecydowałam się na użycie mąki razowej. Efekt bardzo mnie zadowolił.

Składniki:
zmodyfikowany przepis Liski

zaczyn: 15g świeżych drożdży + 1 łyżeczka cukru + 120ml letniej wody

4 jajka
350ml letniego mleka
80g roztopionego, ostudzonego masła
200g mąki pszennej
100g mąki razowej
1/2 łyżeczki soli

Składniki na zaczyn wymieszać i odstawić na 20 minut.

Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę.

W dużej misce połączyć mąkę pszenną, mąkę razową i sól. Wlać zaczyn. Dodać żółtka, mleko i masło. Zmiksować dokładnie żeby pozbyć się grudek.
Dodać pianę z białek. Delikatnie wmieszać do ciasta, używając drewnianej łyżki.
Odstawić na 2h. Ciasto powinno podwoić swoją objętość oraz stać się rzadkie i pełne bąbelków.

Na patelni rozgrzać olej. Wlewać po dwie łyżki ciasta, formując okrągłe placuszki o średnicy około 10cm. Smażyć około 2 minut z każdej strony. Usmażone bliny przełożyć do żeliwnego garnka i przykryć pokrywką, żeby nie wystygły.
Gotowe bliny podawać z kwaśną śmietaną albo gulaszem. Świetnie smakują nawet same.

Smacznego!