Zgrany duet: brioche i pigwa


 W zeszlym roku podzielilam sie z Wami przepisem na pudding z ciasta drozdzowego, ktory jest swietnym pomyslem na wykorzystanie lekko czerstwego chleba albo ciasta, zamienajac je w prosty, smaczny deser. Dzisiaj mam dla Was ulepszona wersje tamtego przepisu – pudding z brioche z lekko karmelizowanymi owocami pigwy i kruszonka z brazowego cukru.

 W Anglii klasyczny „bread and butter pudding” przyrzadza sie z chleba tostowego, ale ta wersja do mnie zdecydowanie nie przemawia. Swoj postanowilam przygotowac z dodatkiem brioszki, ktora nadaje deserowi delikatnego, maslanego posmaku.

Pudding ma kremowa i wilgotna konsystencje, ktora swietnie kontrastuje z warstwa chrupiacej kruszonki na wierzchu. Postarajcie sie nie rezygnowac z dodatku brazowego cukru do kruszonki, ktorego lekko miodowego smaku nie da sie zastapic zwyklym, bialym cukrem.

Jako urozmaicenie w deserze pojawiaja sie karmelizowane owoce pigwy i rodzynki. Jako, ze pigwa jest trudno dostepna, mozecie ja zastapic gruszka albo jablkami. W kazdej wersji pudding bedzie smakowal swietnie, a owoce nadadza mu ciekawego akcentu.

Deser mozna podawac na cieplo albo na zimno. Szczerze mowiac, nie wiem, w ktorej wersji smakowal mi bardziej 🙂

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Skladniki
przepis wlasny
500 g brioszki albo ciasta drozdzowego (1 duza keksowka)
300 ml smietanki kremowki 30%
400 ml mleka
3 jajka
4 lyzki cukru
1 lyzeczka esencji waniliowej
80 g miekkiego masla + do wysmarowania formy
Lekko karmelizowane owoce pigwy:
 500 g owocow pigwy (2 sredniej wielkosci owoce)
1/2 lyzeczki cynamonu
2 lyzki masla
3 lyzki cukru
250-350 ml wody
4 lyzki rodzynek

Kruszonka z brazowym cukrem:
170 g maki pszennej
110 g brazowego cukru
6 lyzek roztopionego masla

Przygotowanie owocow: Pigwe obrac ze skory i pokroic w drobna kostke, usuwajac gniazda nasienne. Do rondla z grubym dnem dodac maslo. Kiedy maslo sie roztopi, dodac cukier. Podgrzewac na srednim ogniu, az cukier sie rozpusci, uwazajac, zeby sie nie przypalil. Dodac owoce i cynamon. Dokladnie wymieszac i podsmazac przez okolo 3-4 minuty. Dodac rodzynki i taka ilosc wody, zeby przykryla owoce. Dusic na malym ogniu przez okolo 15 minut lub do czasu, gdy owoce zmiekna, w razie potrzeby dodajac wiecej wody.

Przygotowanie kruszonki: Make wymieszac z brazowym cukrem. Dodac roztopione maslo i utrzec ciasto palcami do otrzymania konsystencji kruszonki.
Przygotowanie puddingu:  Naczynie zaroodporne/nieduza prostokatna blache dobrze wysmarowac maslem.
Jajka utrzec do bialosci z cukrem. Do ubitych jajek dodac mleko, smietanke kremowke i esencje waniliowa.
Brioszke pokroic w sredniej grubosci kromki i kazda z nich posmarowac cienka warstwa masla. Na dnie naczynia zaroodpornego ulozyc pierwsza warstwe brioszki (okolo 4-5 kromek), w razie czego przycinajac kawalki ciasta. Zalac 1/3 sosu jajeczno-smietanowego i posypac polowa duszonych owocow pigwy z rodzynkami. Przykryc kolejna warstwa brioszki, zalac 1/3 sosu i posypac pozostalymi owocami. Pozostale kromki brioszki przeciac na pol po ukosie, tak zeby otrzymac trojkaty. Trojkaty ulozyc na wierzchu puddingu. Zalac reszta sosu. Posypac kruszonka.
Pudding wstawic do piekarnika nagrzanego do 180C (bez termoobiegu). Piec przez 30 minut. 
Przed podaniem odstawic na 15 minut, zeby pudding nieco stezal. Podawac lekko cieple, w temperaturze pokojowej albo nawet na zimno – jak kto lubi 🙂
Smacznego!
Reklamy

Ciasto marchewkowe z orzechami i kremem cytrynowym

 
Marchew pojawiala sie na liscie skladnikow ciast juz w sredniowieczu, kiedy byla uzywana jako slodki zamiennik drogiego i trudno dostepnego cukru. Mimo, ze ojczyzna ciasta marchewkowego najprawdopodobniej sa Wlochy, wiekszosc osob kojarzy je glownie z kuchnia Wielkiej Brytanii, gdzie jest niezwykle popularne od czasow racjonowania zywnosci podczas II Wojny Swiatowej. Do Stanow dotarlo wraz z europejskimi imigrantami w latach 50-tych. Od tego czasu to smaczne ciasto wielokrotnie prowadzilo w sondazach na ulubiony slodki wypiek Brytyjczykow i Amerykanow, a obecnie mozna je kupic w praktycznie kazdej kawiarni na Wyspach. Niedawno dotarlo takze do Polski, gdzie rowniez nie brakuje jego amatorow. Popularnosc ciasta marchewkowego zupelnie mnie nie dziwi i mimo mojego poczatkowego sceptycyzmu (spowodowanego traumatycznym spotkaniem z tlustym, bezsmakowym kawalkiem ciasta, przelozonego przeslodzonym kremem w jednej z popularnych kawiarni), teraz znajduje sie na liscie moich ulubionych wypiekow z kategorii „codziennych, do kawy”.
Zanim upieklam swoje wymarzone ciasto marchewkowe, ktore calkowicie satysfakcjonowaloby mnie zarowno pod wzgledem smaku, jak i konsystencji, wyprobowalam wiele przepisow. Jedne byly lepsze, inne gorsze, ale dopiero TEN jest idealny
Ciasto z tego przepisu jest wilgotne, ale rownoczesnie puszyste i lekkie. Poza tradycyjnie dodawanymi do ciasta marchewkowego orzechami wloskimi, w mojej wersji znajduja sie takze pistacje, orzechy laskowe i rodzynki. Poza nuta korzenna, nadana przez odrobine cynamonu, galki muszkatolowej i kardamonu, w ciescie czuc takze delikatny smak skorki otartej z pomaranczy, wiorkow kokosowych i ananasa. Calosc nie smakowalaby tak dobrze, gdyby nie byla przelozona kremem na bazie kremowego serka Philadelphia i smietanki kremowki. Tradycyjnie krem jest dosc slodki i mdly, wiec postanowilam nieco go orzezwic i dodalam do niego lemon curd. To byl strzal w dziesiatke, a dzieki kremowi cytrynowemu ciasto nie jest mdle.
Dzieki dodatkowi kremu ciasto zyskuje nie tylko na smaku, ale rowniez na wygladzie. Mysle, ze z powodzeniem moze zastapic tort urodzinowy – wtedy polecam Wam zrobic krem z poltorej porcji i przeciac ciasto na trzy blaty.
 
 
Skladniki na tortownice o srednicy 23-24 cm:
300 g marchewki
100 g ananasa z puszki
20 g orzechow laskowych
20 g orzechow wloskich
20 g niesolonych pistacji (waga bez skorupek)
20 g rodzynek
80 g wiorkow kokosowych
1 lyzka skorki otartej z pomaranczy
300 g maki pszennej
1 lyzeczka cynamonu
1 lyzka cukru z prawdziwa wanilia
szczypta kardamonu
szczypta galki muszkatolowej
1 lyzeczka sody oczyszczonej
3/4 lyzeczki proszku do pieczenia
3 jajka
200 g cukru trzcinowego
225 ml oleju slonecznikowego
Krem cytrynowy:
250 ml smietanki kremowki 30%
250 g kremowego serka typu Philadelphia
200 g kremu cytrynowego lemon curd (przepis tutaj
 
Dodatkowo:
orzechy i wiorki kokosowe do dekoracji
Przygotowanie ciasta marchewkowego: Marchew obrac i zetrzec na tarce o malych oczkach. Ananasa odsaczyc i pokroic w drobna kostke. Orzechy drobno posiekac. 

  
W jednej misce wymieszac marchew z ananasem, orzechami, rodzynkami, skorka otarta z pomaranczy i wiorkami kokosowymi. W drugiej misce przesiac make i dodac do niej sode oczyszczona, proszek do pieczenia, cynamon, kardamon i galke muszkatolowa. 
Jajka ubic do bialosci, pod koniec miksowania dodajac cukier i cukier z prawdziwa wanilia. Masa powinna byc jasna, gesta i puszysta. Nie przestajac ubijac, powoli dodawac olej. 
Do masy jajecznej wmieszac zawartosci miski z marchwia. Krotko zmiksowac na najmniejszych obrotach miksera. Dodac suche skladniki i dokladnie wymieszac za pomoca lyzki/szpatulki. 
Dno tortownicy wylozyc papierem do pieczenia. Brzegi formy najpierw wysmarowac maslem, a nastepnie wysypac kasza manna/bulka tarta. Do tak przygotowanej tortownicy przelozyc surowe ciasto. Wyrownac wierzch. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 150C (bez termoobiegu) i piec przez okolo 60-70 minut, do tzw. „suchego patyczka”.
Po upieczeniu ciasto wyjac z piekarnika i dokladnie ostudzic, odpinajac brzegi tortownicy po okolo 20-30 minutach.

 

Przygotowanie kremu cytrynowego: Kremowy serek wymieszac z lemon curd za pomoca lyzki. Masa powinna byc gladka i gesta. Kremowke ubic na sztywno. Ubita kremowke partiami wmieszac do masy z serka i lemon curd – najlepiej podzielic to na 3-4 tury. 
 
Zlozenie ciasta: Ostudzone ciasto przeciac na dwie czesci, uzywajac noza do chleba z zabkami albo ostrego sznurka. Pierwsza czesc posmarowac 1/3 kremu cytrynowego. Przykryc drugim blatem. Na wierzch ciasta nalozyc 1/3 kremu, a pozostalym kremem udekorowac boki. Dokladnie wyrownac, najlepiej uzywajac w tym celu szpatulki cukierniczej albo noza do masla. Wierzch posypac wiorkami kokosowymi i udekorowac orzechami. Wstawic do lodowki na godzine, zeby krem stezal. Potem mozna przechowywac ciasto w temperaturze pokojowej. Ciasto najlepiej smakuje drugiego dnia po upieczeniu.
Smacznego!
 
 

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lemon dimples – kruche ciasteczka z lemon curd

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Szaleje za lemon curd, ktory moglabym wyjadac lyzeczka prosto ze sloiczka. Uwielbiam wszelkiego rodzaju desery z jego dodatkiem, a. lemon meringue pie, czy sernik cytrynowy z mascarpone moglabym jesc co tydzien i obawiam sie, ze nigdy by mi sie nie znudzily. Nic dziwnego, ze kiedy zobaczylam przepis na „lemon dimples”, wiedzialam, ze musze je kiedys upiec. Te kruche, maslane ciasteczka z charakterystycznym wglebieniem wypelnionym lemon curd sa naprawde uzalezniajace.

Podczas robienia ciasteczek napotkalam jednak pewien problem – surowe ciasto po schlodzeniu w lodowce bylo dosc sztywna i suche, przez co ciezko bylo z niego formowac ladne, okragle ciasteczka. Z tego wzgledu moje ciastka nie sa tak ladne, jakbym chciala. Zniknely jednak tak szybko, ze nawet nie mialam czasu, zeby sie im zbyt dlugo przygladac 😉

Skladniki na okolo 40 ciasteczek
(przepis z bloga Moje Wypieki)
180 g miekkiego masla
1/2 szklanki cukru pudru
1/4 szklanki drobnego cukru 
1 duze jajko
1 lyzeczka skorki otartej z cytryny
1 lyzka soku z cytryny
1 lyzeczka ekstraktu z wanilii
1 lyzeczka proszku do pieczenia
2 szklanki maki pszennej
1 szklanka lemon curd (przepis tutaj)
Maslo utrzec do bialosci, pod koniec ubijania dodajac oba rodzaje cukru. Nastepnie, ciagle miksujac, dodac jajko, skorke otarta z cytryny, sok z cytryny i ekstrakt waniliowy. 
Make przesiac z proszkiem do pieczenia i dodac ja do masy maslanej. Zmiksowac jedynie do polaczenia sie skladnikow. 
Ciasto owinac folia aluminiowa i schlodzic w lodowce przez minimum godzine. Po tym czasie z ciasta odrywac nieduze kawalki, robic z nich kulki i ukladac je na blaszce, zachowujac spore odstepy miedzy poszczegolnymi ciastkami. Kazde ciastko lekko splaszczyc i zrobic w nim dosc glebokie wglebienie. Do kazdego wglebienia nalozyc po niecalej lyzeczce lemon curd.
Piec w temperaturze 180C (bez termoobiegu) przez okolo 15 minut.
Smacznego!

Migdalowe ciasteczka z wisniami

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Rzadko pieke ciastka. Pewnie dlatego, ze, choc wstyd sie przyznac, od domowych ciastek wole te kupne, wsrod ktorych mam kilku faworytow, ktorym jestem wierna od lat. Czasami jednak w przyplywie inwencji tworczej zdarza mi sie upiec kilka blach ciasteczek. Tak bylo i ostatnim razem, gdy postanowilam zrobic ciasteczka migdalowe z nadzieniem wisniowym. Efekt mnie zadowolil, a pyszne, ciagnace sie w srodku i chrupiace na zewnatrz lakocie o wrecz marcepanowym smaku zniknely rownie szybko, jak sie pojawily 🙂

PS: Ja zapomnialam obtoczyc swoich ciasteczek w cukrze pudrem przed pieczeniem, przez co nie wyszly tak ladne jak bym chciala… 🙂 Nie popelnijcie tego samego bledu!

 Skladniki na okolo 40 ciastek
(przepis z bloga Moje Wypieki)
3 bialka
300 g zmielonych migdalow
300 g cukru pudru + do oproszenia
1 lyzka miodu
nadzienie: konfitura wisniowa

Bialka, zmielone migdaly, cukier puder i miod zmiksowac razem na gesta, kleista mase. Przykryc folia spozywcza i wstawic do lodowki na 30 minut.

Po tym czasie z ciasta odrywac nieduze kawalki i formowac kulki wielkosci malego orzecha wloskiego. Obtoczyc w cukrze pudrze i ulozyc na blaszce, zachowujac odstepu. Lekko splaszczyc ciastka dlonia. Za pomoca konca drewnianej lyzki zrobic w ciastka wglebienia i wypelnic je nieduza iloscia (niecala lyzeczka) konfitury.

Wstawic do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 15 minut.

Smacznego!

Sernik na zimno z lemon curd

 
Mimo, ze na moim blogu znajduje sie juz wiele przepisow na serniki, ten jest absolutnie wyjatkowy. Wyglada dosc niepozornie, ale juz po pierwszym kesie mozna zrozumiec, co urzeklo mnie w nim tak bardzo. Kremowa, wrecz rozplywajaca sie w ustach masa o mocno cytrynowym smaku, spod z ciasteczek Speculoos i swieze maliny na wierzchu sprawiaja, ze jeden kawalek tego sernika to zdecydowanie za malo. Masa z dodatkiem mascarpone i smietanki kremowki jest kompletnie inna od tej w tradycyjnych sernikach na zimno z dodatkiem galaretek/zelatyny albo zmielonego twarogu. Mysle, ze z powodzeniem mozna by przelozyc nia tort. Ciasto jest naprawde szybkie w przygotowaniu, a jesli lemon curd przygotujecie odpowiednio wczesniej, to nie zajmie Wam to wiecej niz 20 minut.
 
O tej porze roku w Polsce niestety nie mozna dostac swiezyc malin, ale nie martwcie sie – bez nich sernik rowniez bedzie pyszny. Wierzch mozecie udekorowac starta czekolada albo plasterkami kandyzowanych cytryn.
Bardzo polecam!

Przepis dodaje do organizowanej przeze mnie akcji „Serniki 2013 –  Edycja Zimowa”
 
 
Lemon curd najlepiej przygotowac wieczor wczesniej, gdyz przed dodaniem go do masy sernikowej powinien byc dobrze ostudzony.

Lemon curd*
(przepis z tej strony)
2 duze jajka
2 zoltka
160 g cukru
80 g masla
skorka i sok wycisniety z 2 cytryn
Jajka, zoltka i cukier umiescic w nieduzym rondelku. Roztrzepac, uzywajac rozgi, az do polaczenia sie skladnikow. Postawic na palniku i podgrzewac na malym ogniu, ciagle mieszajac. Dodac maslo, sok i skorke z cytryny. Podgrzewac, az krem sie zagotuje i zgestnieje. Nalezy ciagle mieszac, zeby krem sie nie przypalil i zeby krem byl gladki. 
 
Przetrzec przez sitko, dodac do przecedzonego kremu skorke z cytryny, ktora osiadzie na sitku. 
 
Przelozyc do wyparzonego sloika. Zamknac. Przechowywac w lodowce do 2 tygodni. 
 
*polecam od razu zrobic z podwojnej albo potrojnej ilosci skladnikow 🙂
 
Skladniki na tortownice o srednicy 20-24 cm

Spod ciasteczkowy:
150 g ciastek Speculoos
50 g roztopionego masla
 
Masa cytrynowa:
250 g mascarpone
250 g lemon curd (przepis powyzej)
300 ml smietanki kremowki 36%, dobrze schlodzonej
 
Dodatkowo:
swieze maliny (opcjonalnie)
50 g bialej albo gorzkiej czekolady, startej na tarce
Przygotowanie spodu: Ciasteczka zmielic na drobna mase (uzywajac malaksera albo recznie za pomoca mozdzierza/tluczka), a nastepnie dodac do nich roztopione maslo. Dokladnie wymieszac. Masa dokladnie wylepic dno i brzegi tortownicy do wysokosci okolo 1 cm.
Przygotowanie masy cytrynowej: Mascarpone dokladnie wymieszac z lemon curd, uzywajac lyzki. Smietane ubic na sztywno. Ubita kremowke stopniowo dodawac do masy z mascarpone, mieszajac calosc za pomoca silikonowej albo drewnianej lopatki. Masa powinna byc gesta i kremowa.
Mase cytrynowa wylozyc na spod ciasteczkowy. Schlodzic w lodowce przez minimum 3h, a najlepiej przez cala noc.
Przed podaniem oproszyc starta czekolada i udekorowac swiezymi malinami. Uwazac podczas krojenia, bo masa jest bardzo delikatna.
Smacznego!

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Ciasto czekoladowe z porzeczkami

Zima zawsze tesknie za promieniami letniego slonca i dojrzewajacymi w jego blasku owocami. Z tego wzgledu zawsze mroze spora ilosc swoich ulubionych owocow (porzeczek, wisni, truskawek, malin), ktore potem czekaja w zamrazalniku na moment, w ktorym nabiore ochoty na odrobine lata w srodku zimy. Dzis mam dla Was przepis na bardzo proste, ale smaczne ciasto czekoladowe (a moze raczej kakaowe?), z dodatkiem letnich owocow. Ja dodalam do niego lekko kwaskowate, czerwone porzeczki, ale rownie dobrze sprawdza sie wisnie, maliny, czy borowki. Mysle, ze jesli nie chcecie siegac po mrozone owoce ani czekac z upieczeniem tego ciasta do lata, mozecie upiec je z pokrojonymi w kostke gruszkami, czy jablkami, ktorych zawsze jest pod dostatkiem na sklepowych polkach.


Skladniki na keksowke o srednicy 23 cm
wszystkie skladniki powinny byc w temperaturze pokojowej
125 g miekkiego masla
3/4 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka jogurtu naturalnego/kwasnej smietany
2 szklanki maki pszennej
1 lyzeczka proszku do pieczenia
1 lyzeczka sody oczyszczonej
1/2 szklanki kakao
 1 szklanka czerwonych porzeczek*

*owoce moga byc mrozone, ale wtedy nalezy je odpowiednio wczesniej rozmrozic i dobrze odsaczyc z nadmiaru wody

Dodatkowo:
1/2 szklanki porzeczek do dekoracji
cukier puder do oproszenia

 Make przesiac z kakao, soda i proszkiem do pieczenia.
Maslo utrzec z cukrem do bialosci, pod koniec ubijania dodajac po kolei jajka, ciagle miksujac. Nastepnie dodawac make na przemian z jogurtem/smietana, miksujac jedynie do polaczenia sie skladnikow.
Ciasto przelozyc do formy wysmarowanej maslem i wysypanej bulka tarta/kasza manna. Na wierzchu ulozyc owoce. 
Wstawic do piekarnika nagrzanego do 150C na okolo 50-60 minut. Piec do tzw. „suchego patyczka”. 
Upieczone ciasto przestudzic w formie, a nastepnie bardzo delikatnie odpiac brzegi tortownicy. Posypac ciasto cukrem pudrem  i udekorowac pozostalymi owocami. 
Smacznego!

Sernik z marcepanem i malinami (POCZATEK AKCJI SERNIKI)

Nie wiem czy wiecie, ale dzisiaj rozpoczela sie organizowana przeze mnie durszlakowa akcja „Serniki 2013 – edycja zimowa”. Chcialabym wiec Was wszystkich bardzo zachecic do udzialu w akcji, a jesli nie posiadacie bloga, to do przegladania dodawanych przepisow, ktore z pewnoscia beda pelne inspiracji 🙂

Nie moglabym nie rozpoczac akcji przepisem na jakis pyszny sernik, wiec dzisiaj mam dla Was sernik z marcepanem i malinami na migdalowym spodzie. Jest prosty w wykonaniu, a rownoczesnie wykwintny i elegancki. Wyglada jak najzwyklejszy sernik z malinami, ale juz po pierwszym kesie przekonacie sie, ze to zupelnie inna bajka. Kremowy, mazisty srodek z delikatnym smakiem marcepanu, migdalowy spod i lekko kwaskowate maliny na wierzchu. Brzmi pysznie, prawda? 🙂

Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm

Spód:
75 g herbatników
75 g mielonych migdałów
1 łyżka mąki
80 g roztopionego masła

Masa serowa:
500 g zmielonego twarogu do sernika
2 jajka
1/4 szklanki cukru
100 g masy marcepanowej
1 płaska łyżka mąki pszennej
100 ml gęstego jogurtu (np. greckiego)/kwaśnej śmietany
100 g malin (mogą być mrożone albo z syropu)


Ciasteczka zmielić na gładką masę i wymieszać z mielonymi migdałami, mąką oraz roztopionym masłem. Ciasteczkami wykleić spód tortownicy. Wstawić do lodówki na czas przygotowania masy serowej.
80 g masy marcepanowej zetrzeć na tarce, a pozostałe 20 g pokroić na małe kawałki. 
Twaróg zmiksować wraz z cukrem, aż cukier się rozpuści. Dodać marcepan, jajka i mąkę. Zmiksować tylko do połączenia się składników, żeby zbytnio nie napowietrzać masy. Na sam koniec, używając łyżki, delikatnie wmieszać jogurt/śmietanę. 
Masę serową wylać na schłodzony spód. Na wierzchu ułożyć maliny. Przykryć folią aluminiową. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 260C. Piec przez 12 minut, a następnie obniżyć temperaturę do 100C i piec kolejne 40 minut. Wyjąć z piekarnika, ostudzić do temperatury pokojowej i wstawić do lodówki na całą noc, żeby masa stężała.
Smacznego!


span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Sernik straciatella z mandarynkami

Niedawno podzieliłam się z Wami przepisem na sernik Davida Lebovitza, który bardzo Wam polecałam, zachwalając zarówno jego smak, jak i konsystencję. Dzisiaj mam dla Was świątęczną, zmodyfikowaną wersję tego przepisu z dodatkiem skórki otartej z mandarynek, musu mandarynkowego, miodu, gorzkiej czekolady i cynamonu. Podczas pieczenia z piekarnika unosi się przepiękny zapach, który z pewnością przypomni Wam o tym, że święta już tuż, tuż… Smak sernika jest subtelny, z delikatną nutą cytrusową i aromatem cynamonu. Jedząc sernik, w środku napotkacie na miłą niespodziankę w postaci drobinek gorzkiej czekolady. Lekko kwaskowaty mus na wierzchu ciasta doskonale przełamuje słodycz masy serowej. 
Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć sernika – robiłam go na szybko, dzień przed wyjazdem zagranicę, a sami wiecie jak to jest ze światłem jesienną i zimową porą… 🙂 

Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm

Spód:
150 g ciastek digestive
60 g roztopionego masła
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

Masa serowa:
500 g mielonego twarogu do sernika
150 g serka Philadelphia
150 ml gęstego jogurtu naturalnego, polecam grecki
4 jajka
1/3 szklanki cukru
4 łyżki miodu
skórka otarta z  1 mandarynki
1 łyżka esencji waniliowej
1 łyżka mąki pszennej
1/2 łyżeczki cynamonu
60 g posiekanej gorzkiej czekolady

Mus mandarynkowy:
miąższ z 4 dużych mandarynek albo 6 małych
3 łyżki cukru
1/4 szklanki wody
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Przygotowanie musu: Mandarynki obrać ze skóry i wyjąć miąższ z błon. Umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu przez około 10 minut. Dodać mąkę ziemniaczaną, dokładnie wymieszać, żeby nie zrobiły się grudki. Pogotować jeszcze 3 minuty. Zdjąć z palnika i ostudzić.

Przygotowanie spodu: Ciasteczka zmielić w blenderze i wymieszać z roztopionym masłem oraz cynamonem. Masą ciasteczkową wylepić dno tortownicy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C* na 8 minut. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić.

Przygotowanie masy serowej: Piekarnik nagrzać do 260C*.
Twarog ubić z cukrem, miksując, aż cukier się całkowicie rozpuści. Dodawać kolejno po jednym jajku, ciągle miksując. Dodać esencję waniliową, miód, skórkę otartą z mandarynki, 3 łyżki musu mandarynkowego, posiekaną czekoladą i mąkę pszenną. Zmiksować tylko do połączenia się składników, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy. Na koniec za pomocą łyżki wmieszać jogurt.
Masę przełożyć do tortownicy, wyrównać. Na wierzchu zrobić kleksy z musu mandarynkowego. Przykryć wierzch folią aluminiową, żeby sernik zbytnio się nie zarumienił. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 260C* i piec przez 12 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 100C* i piec kolejne 40 minut. Gotowy sernik powinien być ścięty na bokach, ale wciąż lekko galaretkowaty na środku. Upieczony sernik wyjąć z piekarnika, ostudzić do temperatury pokojowej, a następnie schłodzić w lodówce przez całą noc.
Przed podaniem polecam posypać sernik małymi kawałkami domowej kandyzowanej skórki pomarańczowej. Mozna podać go, tak jak ja, z kleksem ubitej kwasnej śmietany z cynamonową nutą. Pasować będą także świeże owoce (np. maliny, truskawki, orówki), sos owocowy albo sos czekoladowy.

*wszystkie temperatury podane są dla piekarnikow bez termoobiegu, na opcji grzania „góra-dół”. Jeśli używacie termoobiegu, obniżcie temperaturę o 15-20C

Smacznego!.

Bubble Tea Panna Cotta

Piliscie kiedys Bubble Tea? Ja, wiedzona ciekawoscia, mialam okazje sprobowac kilku smakow tego popularnego ostatnimi czasy napoju i o ile przeslodzone herbaty o smaku owocowym w ogole mi nie podeszly, o tyle mleczna z dodatkiem taro bardzo mi posmakowala. Jakis czas temu kupilam paczke tapioki i mimo, ze poczatkowo chcialam zrobic domowa wersje bubble tea, potem zrezygnowalam z tego pomyslu i postanowilam pojsc o jeden krok dalej i przygotowac „babelkowa” herbate w formie panna cotty.

Jako, ze najbardziej smakowala mi mleczna herbata z taro, o wlasnie takim smaku byl przyrzadzony przeze mnie deser. Taro (kolokazja jadalna) to roslina uprawiana w strefie tropikalnej i subtropikalnej, konsystencja nieco przypominajaca ziemniaki. W smaku jest slodkie i lekko orzechowe, mnie nieco przypomina jadalne kasztany. Swietnie sprawdzilo sie jako dodatek do deseru, nadajac mu aksamitnej konsystencji i ciekawego smaku.

Dodatek tapioki do panna cotty rowniez okazal sie strzalem w dziesiatke – lekko zelkowate kuleczki zaskakuja podczas jedzenia i nadaja deserowi oryginalnej konsystencji. Jako, ze bubble tea czesto jest podawane takze z kulkami o smaku owocowym, swoja panna cotte dodatkowo urozmaicilam kawalkami mandarynek. Wyszlo pysznie i wszystkim bardzo smakowalo.

Polecam, nawet jesli nie lubicie bubble tea. Uwierzcie, ze w formie deseru „herbata” jest o wiele smaczniejsza!

Skladniki na 4 porcje

przepis wlasny
200 ml smietanki kremowki
60 ml mleka
1,5 lyzeczki zelatyny w proszku
1 lyzka cukru pudru
1/3 szklanki tapioki
1 male taro (okoo 150 g)
4 mandarynki
Tapioke ugotowac zgodnie z instrukacjami na opakowaniu. Ja najpierw namoczylam ja przez 20 min w zimnej wodzie, nastepnie dokladnie oplukalam i odcedzilam i ugotowalam do miekkosci. Gotowanie tapioki zajelo okolo 20 minut. Gotowa tapioka powinna byc przezroczysta i miekka (nieco „zelkowata”), ale nalezy uwazac, zeby jej zbytnio nie rozgotowac, bo straci ksztalt i nabierze nieprzyjemnej konsystencji.
Taro obrac ze skory, pokroic na nieduze kawalki i ugotowac do miekkosci. Nastepnie utluc tluczkiem/zmiskowac na gladka mase.
W rondelku umiescic smietanke kremowke, mleko i taro. Zagotowac i natychmiast zdjac z ognia. dodac cukier puder i zelatyne. Intensywnie mieszac, zeby w masie nie powstaly grudki. Nastepnie zmiksowac calosc blenderem, zeby w deserze nie bylo kawalkow taro.
Na dnie malych ramekinow/silikonowych foremek ulozyc ugotowana tapioke. Zalac masa smietankowa i wymieszac, tak, zeby tapioka znalazla sie takze w srodku deseru. Ostudzic do temperatury pokojowej, a nastepnie schlodzic w lodowce przez 2-3h.
Przed wyjeciem deseru z foremek delikatnie oddzielic mase od brzegow przy pomocy noza do masla. Podawac z filecikami z mandarynek – mandarynki nalezy bardzo delikatnie obrac z przezroczystych blon, tak zeby zachowaly ksztalt.
Smacznego!

Tarta Pięknej Heleny

Deser o nazwie „Gruszka Pięknej Heleny” („Poire belle Hélène”) został stworzony w drugiej połowie XIX wieku przez  francuskiego kucharza, G.A. Escoffiere, na cześć popularnej wówczas operetki J.Offenbacha o tej samej nazwie. Deser składa się z duszonych w syropie gruszek podanych w towarzystwie gorącego sosu czekoladowego, lodów waniliowych i kandyzowanych fiołków lub płatków migdałowych. Niby nic szczególnego, ale smakuje naprawdę dobrze i w całej swojej prostocie prezentuje się elegancko. 

Jako, że bardzo lubię „Gruszki Pięknej Heleny”, postanowiłam przygotować swoja wariację na temat tego połączenia smaków w formie tarty. Gruszki udusiłam w lekko aromatyzowanym syropie cukrowym, a następnie połówki owoców zapiekłam w tarcie na kruchym, kakaowym spodzie. Nadzienie to moja wersja frangipane, którego sekretem jest dodanie białej czekolady, dzięki której ma delikatną, aksamitną konsystencję (i milion kalorii ;)). Początkowo do nadzienia miałam dodać mielone migdały, ale okazało się, że skończyły mi się zapasy, więc zamieniłam je na mielone orzechy laskowe. Mimo, że  klasyczna „Gruszka Pięknej Heleny” zawiera płatki migdałowe, dodatek orzechów laskowych był, moim zdaniem, strzałem w dziesiątkę. W smaku nadzienie bardzo przypominało batonik Kinder Bueno i wprost nie mogłam się od niego oderwać. Pyszności! Deser nie byłby kompletny bez polewy, więc swoją tartę podałam z przepysznym, mocno czekoladowym sosem o gęstej, aksamitnej konsystencji. Brakuje jedynie lodów waniliowych, ale uznajmy, że lekko waniliowa biała czekolada je godnie zastępuje 🙂 Podanie tej tarty z lodami byłoby już przesadą!

Ta tarta to istna rozpusta, podczas jedzenia której można się kompletnie zatracić i zupełnie zapomnieć o milionach pochłanianych kalorii. Kto by się jednak przejmował – czasami warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, a gruszki i orzechy są przecież pełne drogocennych dla zdrowia składników 😉 Wbrew pozorom tarta nie jest przesłodzona. Uprzedzam tylko, że jednym kawałkiem można się naprawdę najeść.  Jestem pewna, że Helena Trojańska by nią nie pogardziła 🙂

Gruszki w syropie:
4 gruszki średniej wielkości
3/4 szklanki cukru
1 laska cynamonu
2 gwiazdki anyżu
skórka otarta z połowy cytryny

Gruszki umyć i obrać ze skóry. Wodę zagotować z cukrem, cynamonem, anyżkiem i cytryną i gotować, aż cukier się rozpuści. Zmniejszyć ogień i włożyć gruszki. Dusić, aż gruszki zmiękną – czas duszenia zależy od tego jak dojrzałe były gruszki; ważne żeby ich nie rozgotować.

Składniki na kwadratową formę do tarty o boku 25 cm
przepis własny

Kakaowe kruche ciasto:
210 g mąki pszennej
2 łyżki ciemnego kakao bez cukru
150 g zimnego masła
75 g cukru
1 żółtko
1 łyżka zimnej wody

Nadzienie orzechowo-czekoladowe:
125 g  zmielonych orzechów laskowych albo migdałów
125 g miękkiego masła
50 g cukru
180 g białej czekolady
2 jajka

Sos czekoladowy:
200 ml śmietanki kremówki
3 łyżki kakao bez cukru
40 g gorzkiej czekolady
20 g mlecznej czekolady
2 łyżki cukru

Przygotowanie kruchego ciasta:
Wszystkie składniki szybko zagnieść do otrzymania gładkiego, miękkiego ciasta. Zawinąć w folię spożywczą i schłodzić w lodówce przez 60 minut. Po tym czasie rozwałkować ciasto na prostokąt na tortownicy wysypanej cukrem pudrem i delikatnie, najlepiej używając w tym celu wałka, przenieść ciasto do formy. Docisnąć brzegi i ściąć ewentualny nadmiar ciasta. Schłodzić w lodówce przez 30 minut. Następnie wierzch wyłożyć papierem do pieczenia, wysypać fasolą/ryżem/kulkami ceramicznymi i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec przez 10 minut, a następnie zdjąć papier wraz z obciążeniem i piec kolejne 5 minut. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić.

Zmniejszyć temperaturę piekarnika do 180C.

Przygotowanie nadzienia:
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i lekko przestudzić. Masło utrzeć do białości z cukrem. Wciąż miksując, dodawać po jednym jajku. Następnie dodać czekoladę, a na sam koniec orzechy. Wszystko zmiksować do uzyskania gładkiej masy.

Przygotowanie tarty:
Gruszki duszone w syropie przekroić na pół i delikatnie wykroić ogryzek i ogonki. Każdą gruszkę lekko ponacinać nożem, uważając, żeby jej nie przeciąć do samego końca.
Na podpieczony kuchy spód wyłożyć nadzienie orzechowo-czekoladowe. Na wierzchu ułożyć gruszki, delikatnie je dociskając. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 40 minut. Podawać po wystudzeniu wraz z sosem czekoladowym.

Przygotowanie sosu czekoladowego:
W rondelku umieścić śmietankę, cukier, kakao i czekoladę. Powoli podgrzewać na średnim ogniu, często mieszając, aż czekolada się rozpuści, a sos będzie gęsty i aksamitny.
Jeśli sos po wystudzeniu za bardzo zgęstnieje, wystarczy go lekko podgrzać.

Smacznego!

Panna cotta. Trawa cytrynowa. Mango. Ananas.

Bardzo lubię panna cottę, bo daje duże pole do eksperymentowania. Jest świetnym nośnikiem wszelkich smaków, a sama w sobie jest na tyle neutralna, że można ją śmiało łączyć z przeróżnymi dodatkami. „Podstawowa” panna cotta jest naprawdę prosta i szybka w przygotowaniu, więc bez problemu poradzą z nią sobie nawet osoby, które nie są mistrzami w przygotowaniu słodkości. 
Ja tym razem postawiłam na połączenie ze sobą kilku egzotycznych smaków – trawy cytrynowej, mango, cytryny i ananasa. Kremowa panna cotta z subtelną nutą trawy cytrynowej występuje w duecie z galaretką-musem z mango, do której, dla orzeźwienia smaku, dodałam sok z cytryny. Całości dopełnia ananas występujący tutaj w dwóch formach –  lekko karmelizowanej i suszonej. 
Deser nie tylko dobrze smakuje, ale także ładnie wygląda. Jest utrzymany w słonecznej, letniej tonacji, przywodzącej na myśl jakieś odległe, ciepłe kraje. W szarobure, listopadowe dni warto przenieść się gdzieś daleko, chociażby myślami. Jak wiadomo, dobre jedzenie pobudza wyobraźnię.
Składniki na 4 porcje
przepis własny
Panna cotta:
200 ml śmietanki kremówki 
60 ml mleka
1 łyżka cukru pudru
1 źdźbło trawy cytrynowej, przekrojone wzdłuż
1,5 łyżeczki żelatyny
Galaretka z mango:
1 duże dojrzałe mango
1 łyżka cukru
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
2 łyżeczki żelatyny
8 łyżek wody
Lekko karmelizowany ananas:
6 krążków ananasa
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki zalewy z ananasa
Dodatkowo:
4 krążki suszonego ananasa
Przygotowanie panna cotty: Śmietankę umieścić w rondelku wraz z mlekiem i trawą cytrynową. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i dodać żelatynę i cukier puder. Dokładnie wymieszać – należy uważać, żeby nie zrobiły się grudki z żelatyny. Przelać masę do foremek, wystudzić i wstawić do lodówki na 2h. Kiedy masa stężeje wylać na nią galaretkę z mango.
Galaretka z mango: Mango obrać ze skóry, pokroić w kostkę i zmiksować blenderem na puree, wraz z cukrem, sokiem z cytryny i 6 łyżkami wody. Żelatynę rozpuścić w 2 łyżkach ciepłej wody i dodać do puree z mango. Puree wylać na schłodzoną panna cottę. Schłodzić w lodówce przez 2h, aż galaretka stężeje. 
Panna cottę z galaretką delikatnie wyjąć z foremek, obkrawając brzegi nożem do masła. Podawać z lekko karmelizowanym ananasem i płatkiem suszonego ananasa na górze.
Karmelizowany ananas: Ananasa pokroić w kostkę. W rondlu zrobić karmel z cukru. Dodać zalewę z ananasa i bardzo szybko i intensywnie mieszać, żeby karmel się nie zbrylił. Dodać ananasa. Karmelizować na małym ogniu przez 5-6 minut, aż sos się zredukuje i zgęstnieje, a ananas się lekko zezłoci.
Smacznego!

Owsianka dyniowa

Bardzo lubię prostą, chciałoby się rzec „swojską”*, zupę z dyni na mleku z zacierkami. U mnie w domu w sezonie dyniowym pojawia się ona co najmniej kilkakrotnie, a wszyscy wyczekują jej przez cały rok. Nie jest wyszukana w smaku ani tak naprawdę szczególnie pyszna, ale nieodzownie kojarzy mi się z dzieciństwem i dniami spędzonymi u babci, która zawsze taką gotowała. Gdy któregoś dnia rano robiłam owsiankę, postanowiłam dodać do niej kilka łyżek puree dyniowego, licząc, że efekt smakowy będzie nieco zbliżony do wspomnianej zupy. Całość przerosła moje oczekiwania – wyszło pysznie i owsianka od razu wskoczyła na listę moich ulubionych. Ma piękny, intensywny kolor i kremową konsystencję. Smak dyni jest wyczuwalny, ale nie dominuje nad całością. Na koniec wystarczy do niej dodać dwie kostki czekolady i odrobinę orzechów i ma się na stole pyszne, energetyzujące śniadanie na dobry początek dnia.
*nie wiem czy pamiętacie, ale za taką zupą tęsknił Pawlak w „Samych Swoich” 😉
Składniki na 2 spore porcje:
1 szklanka mieszanki płatków owsianych, orkiszowych i jęczmiennych
2 szklanki mleka
2 łyżki miodu
5 łyżek puree z dyni
1/2 łyżeczki cynamonu
4 kostki czekolady
kilka orzechów wloskich
Płatki zalać mlekiem, dodać cynamon. Zagotować mleko, a następnie zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu, aż owsianka zgęstnieje, a płatki zmiękną. Należy ją często mieszać, żeby się nie przypaliła. Jeśli zajdzie taka potrzeba, podlać odrobiną mleka. Do gotowej owsianki dodać miód i puree z dyni i jeszcze chwilę pogotować – dosłownie 1-2 minuty.  Gorąca nałożyć do misek, dodać czekoladę i orzechy.
Smacznego!

Panna Cotta "Herbata Lipowa z Malinami i Miodem"

Gdy któregoś dnia mama zrobiła mi herbatę lipową z miodem i malinami, pomyślałam sobie, że jej smak, w całej swojej prostocie, jest wspaniały. Delikatny, lekko ziołowy, ze słodyczą miodu i lekką kwaskowatością malin. Do tego nic tak nie rozgrzewa w zimny dzień jak kubek takiej herbaty. Wtedy pomyślałam też, że skoro często przyrządza się desery z zieloną herbatą albo herbatą Earl Grey, to dlaczego by nie zrobić jakieś słodkości z lipą? Tylko co? Sernik odpada, babka również … i nagle „EUREKA” – panna cotta! Z wizją w głowie udałam się do kuchni i postanowiłam odtworzyć smak herbaty lipowej z miodem i malinami w formie panna cotty.

Herbatę zaparzyłam w mieszance śmietanki kremówki i mleka z dodatkiem ziarenek wanilii, a całość posłodziłam miodem lipowym. Delikatna i bardzo kremowa, lipowo-miodowa panna cotta na talerzu świetnie dogadała się ze słodko-kwaśną redukcją malinowo-miodową z odrobiną czerwonego wina. Całości dopełniły świeże maliny i mięta. Smak lipy jest subtelny i jedynie delikatnie wyczuwalny, ale według mnie wystarczająco intensywny, by jedząc deser pomyśleć o herbacie, która była inspiracją do jego powstania.

Deser smakował mi bardzo; zresztą wszystkim, którzy mieli okazję go próbować również. Polecam, bo to łatwy i efektowny deser.

Składniki na 4-5 porcji (w zależności od wielkości foremki)
Panna cotta lipowo-miodowa:
400 ml śmietanki kremówki
120 ml mleka
3 torebki herbaty lipowej*
2 łyżki miodu lipowego
1 laska wanilii
3 łyżeczki żelatyny
Sos malinowo-miodowy:
1 szklanka malin
2 łyżki miodu
30 ml czerwonego wina
Dodatkowo:
garść malin
liście świeżej mięty
* użyjcie herbaty dobrej jakości, o intensywny w smaku i w dużych torebkach, bo to właśnie niej w dużej mierze zależy smak deseru

Przygotowanie panna cotty: W rondelku umieścić kremówkę i mleko. Dodać ziarenka wanilii (wanilię przekroić w poprzek i tępą stroną noża delikatnie wydłubać wszystkie ziarenka) i torebki z herbatą lipową. Zagotować i pogotować na małym ogniu przez 2-3 minuty. Wyjąć herbatę i dodać miód oraz żelatynę. Intensywnie mieszać, żeby żelatyna i miód się rozpuściły i nie powstały grudki. Przelać do foremek*, najlepiej silikonowych, ostudzić i  wstawić do lodówki na 2-3h, aż deser stężeje. Przed wyjęciem z foremki,  delikatnie oddzielić brzegi deseru od formy nożem do masła.
Sos malinowo-miodowy: Maliny umieścić w rondelku wraz z miodem i winem. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu przez około 10 minut, aż sos się zredukuje.
Podanie deseru: Na talerz wylać sos malinowo-miodowy. Obok delikatnie ułożyć schłodzoną panna cottę. Na talerzyku ułożyć świeże maliny i listki mięty. Podawać od razu.

*jeśli chcecie, żeby tak jak w moim deserze, ziarenka wanilii były na górze, wyglądając trochę jak ziemia (to zamierzony efekt wizualny :)), odcedźcie śmietankę na gaziku o drobnym splocie, a następnie same dno foremek posypcie ziarenkami wanilii i delikatnie wylejcie na nie masę śmietankową.

Smacznego!

Polędwiczki z pigwowcem i jabłkami

Za oknem zima, a u mnie na talerzu wciąż jesień. Jabłka i pigwa/pigwowiec nieodzownie kojarzą mi się z tą porą roku. Inspirując się przepisem na kotlety schabowe Donny Hay z książki „Simple Dinners”, przyrządziłam polędwiczki wieprzowe z glazurą z konfitury z pigwowca, oregano i podpiekanymi w maśle plasterkami jabłek. Mięso wyszło soczyste, a lekko kwaskowata konfitura świetnie kontrastowała ze słodyczą jabłek. Mimo, że to prawdziwa bomba smaków, danie robi się naprawdę bezproblemowo i szybko. Takie potrawy lubię najbardziej. Szczególnie, gdy za oknem jest szaro-buro, a słońce zachodzi co raz wcześniej…

Polędwiczki podałam z puree ziemniaczanym z dodatkiem jabłek i tymianku. Próbowaliście kiedyś takiego połączenia smakowego? Jeśli nie, to czym prędzej to nadróbcie, bo puree jest naprawdę smaczne. Jabłka nadają mu delikatnej słodyczy. Dzięki temu, że ziemniaki są gotowane w mleku, puree jest bardzo kremowe i delikatne w smaku bez potrzeby dodawania dużej ilości masła, czy śmietany.

Składniki na 4 porcje:

  • 1 duża polędwiczka wieprzowa
  • 2 jabłka
  • 6 łyżki konfitury z pigwowca (przepis tutaj)*
  • 2 gałązki oregano
  • 50 g masła, roztopionego
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Puree ziemniaczane z jabłkiem:

  • 500 g ziemniaków
  • 1 średniej wielkości jabłko
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżka masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku


*zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko jest dostać pigwę/pigwowca i nie każdemu chce się robić konfiturę. Dlatego myślę, że można spróbować dodać powidła śliwkowe, mus jabłkowy albo żurawinę. Sama chętnie wypróbuję takie wersje!

Przygotowanie mięsa: Polędwiczkę pokroić w plastry – ja pokroiłam w 6 plastrów – i bardzo delikatnie rozbić tłuczkiem z każdej strony, tak żeby mięso miało około 1-1,5 cm grubości. Oprószyć mięso solą i pieprzem. Naczynie żaroodporne lekko skropić oliwą i ułożyć w nim kawałki mięsa. Na każdy kawałek polędwicy nałożyć 1 łyżkę konfitury z pigwowca i kilka listków oregano. Jabłka pokroić w cienkie plastry i ułożyć po 3-4 plasterki na każdym kawałku mięsa. Polać mięso roztopionym masłem i na wierzchu ułożyć pozostałe oregano. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec około 20 minut, aż mięso nie będzie surowe, a jabłka ładnie się zarumienią. Podawać od razu.

Przygotowanie puree: Ziemniaki i jabłka obrać i pokroić w kostkę. Umieścić w garnku, zalać wodą i mlekiem. Dodać tymianek i około 1/2 łyżeczki soli. Zagotować, zmniejszyć ogień i dusić na małym ogniu, aż ziemniaki będą miękkie. Dodać masło i zmiksować całość na gładką masę. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać z plasterkami surowego jabłka.

Smacznego!

Drożdżowa strucla z dynią i budyniem

O mojej miłości do dyni pisałam Wam już niejednokrotnie. Cały rok wyczekuję momentu, w którym zacznie pojawiać się na straganach, a kiedy już jest, kupuję ją dość często i eksperymentuję, przygotowując ją na wiele sposób. To pyszne warzywo ląduje zarówno w daniach wytrawnych, jak i słodkich. Ostatnią sztukę, którą zakupiłam, w całości przerobiłam na purée . Z części dyniowego purée powstało dzisiejsze ciasto –  drożdżowa strucla z budyniem waniliowym, z rodzynkami i suszoną żurawiną.

Dzięki dodatkowi dyni ciasto jest wilgotne i delikatne, ale równocześnie nie traci nic ze swojej puszystości. Strucla ma też piękny, pomarańczowo-żółty kolor, który jest tak intensywny, że aż trudno uwierzyć, że nie został uzyskany za pomocą sztucznych barwników. Zaznaczam jednak, że kolor ciasta w dużej mierze zależy od rodzaju dyni, którego użyjecie. Polecam Wam dynię hokkaido, która ma nie tylko piękną barwę, ale także pyszny, lekko orzechowy smak.

To ciasto jest wyjątkowe także dzięki nadzieniu. Na początku miałam zrobić zwykłą dyniową drożdżówkę z kruszonką, ale potem stwierdziłam, że nieco poeksperymentuję i dodam coś do środka. Przez myśl przeszły mi biały ser, krem czekoladowy, konfitura pomarańczowa oraz budyń i w końcu zdecydowałam się na ten ostatni. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Część budyniu wsiąka w ciasto podczas pieczenia, nadając mu wilgotności*, a reszta staje się pysznym nadzieniem. Do środka dodałam także trochę rodzynek i suszonej żurawiny.

*dzięki dodatkowi dyni i budyniu ciasto dość długo utrzymuje świeżość

Przepis chciałabym dodać do Festiwalu Dyni 2012, organizowanego przez Beę w Kuchni

 
Składniki na 2 strucle
przepis własny

Ciasto drożdżowe:

  • 1/5 + 1/4 szklanki ciepłej wody
  • 17 g świeżych drożdży
  • 1/3 szklanki ciepłego mleka
  • 1 duże jajko, roztrzepane
  • 3/4 szklanki puree z dyni
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 1 czubata łyżka miodu
  • 3 i 1/4 szklanki mąki pszennej + do podsypywania
  • 1/5 szklanki otrębów pszennych
  • 1 łyżeczka soli
  • 3/4 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego

 Dodatkowo:

  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka
  • cukier puder do oprószenia

Nadzienie budyniowe*

  • 550 ml mleka
  • 30 g masła
  • 4 żółtka
  • 4 łyżki cukru
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 60 g mąki pszennej
  •  50 g mąki ziemniaczanej
  • 50 g rodzynek
  • 50 g suszonej żurawiny
Przygotowanie ciasta: Drożdże pokruszyć, zalać 1/4 szklanki ciepłej wody i zasypać łyżeczką cukru. Odstawić do wyrośnięcia na 15 minut. Mąkę przesiać i wymieszać z otrębami, cynamonem, kardamonem, cukrem i solą. Dodać drożdże i dokładnie wymieszać. Następnie dodać ciepłą wodę, mleko, miód, puree z dyni oraz jajko. Zagnieść ciasto, po jakimś czasie dodając masło. Zagniatać aż ciasto będzie gładkie, miękkie i elastyczne. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1,5h. 

Po tym czasie przełożyć wyrośnięte ciasto na wysypaną mąką stolnicę. Podzielić na dwie części i każdą z nich rozwałkować na prostokąt o grubości około 1 cm. Na ciasto wyłożyć nadzienie budyniowe, zostawiając około 2-3 cm margines z każdej strony. Zwinąć ciasto wzdłuż dłuższego boku, na koniec podwijając końce pod spód. Tak samo postąpić z drugą struclą. Strucle ułożyć obok siebie na dużej, szerokiej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając trochę miejsca między ciastem a brytfanną. Przykryć i zostawić do napuszenia na około 30 minut. Po tym czasie posmarować strucle jajkiem roztrzepanym z mlekiem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec około 20-25 minut do tzw. suchego patyczka. Jeszcze ciepłe ciasto oprószyć cukrem pudrem.

Przygotowanie budyniu: 330 ml mleka zagotować z cukrem, cukrem z prawdziwą wanilią, masłem i cynamonem. Pozostałe mleko zmiksować z żółtkami i obiema mąkami, a następnie wlać je do gotującego się mleka, ciągle mieszając, żeby nie powstały grudki. Gotować na średnim ogniu, aż zgęstnieje. Dodać rodzynki i żurawinę i odstawić do przestudzenia. 

*Jeśli chcecie nieco ułatwić sobie przygotowanie nadzienia, to możecie użyć budyniu w proszku. W tym wypadku należy zagotować 350 ml mleka wraz z 4 łyżkami cukru, 1 łyżką cukru z prawdziwą wanilią, 1/4 łyżeczki cynamonu i 30 g masła. W 150 ml mleka należy rozmieszać proszek budyniowy i wlać mieszankę do gotującego się mleka z cukrem, ciągle mieszając, żeby nie powstały grudki. Gotować aż masa zgęstnieje, a następnie lekko przestudzić. Do masy dodać 50 g rodzynek i 50 g żurawiny.


Smacznego!


Konfitura z pigwowca

 Pigwa i pigwowiec to bardzo niedoceniane w Polsce owoce, a szkoda, bo są naprawdę pyszne i zdrowe. Owoce te są pełne cennych dla organizmu witamin i składników mineralnych. Nie bez powodu już od czasów starożytnych były wykorzystywane w medycynie naturalnej i podobno używał ich sam Hipokrates. Wzmacniają odporność organizmu, regenerują wątrobę i mają właściwości antybakteryjne. Z tego względu są idealne na jesienną i zimową pluchę.

Zachęcam Was więc do przygotowania kilku słoiczków konfitury z pigwowca/pigwy, a żadne choróbska nie będą Wam straszne 🙂 Konfitura jest bardzo smaczna – lekko kwaskowata i o bardzo wyrazistym smaku – i świetnie nadaje się jako dodatek do deserów, serów i mięs. Ja wolę ją od większości dżemów 🙂
 Co więcej, robi się ją niezwykle szybko, bo pigwa i pigwowiec to owoce o jednej z największej zawartości naturalnych pektyn, dzięki którym dżemy i konfitury bardzo szybko gęstnieją i nie potrzebują sztucznych zagęszczaczy.

Niedługo na blogu pojawią się propozycje wykorzystania tej konfitury, więc jeśli tylko uda się Wam zdobyć owoce pigwowca lub pigwy, czym prędzej bierzcie się do roboty!

Składniki:

  • 1 kg pigwowca
  • około 300 g cukru
  • mała laska cynamonu
  • woda

Owoce pigwowca obrać ze skórki i wykroić z niego gniazda na kawałki, a następnie pokroić na kawałki. Zachować część gniazd i skórek (2-3 garści) Wsadzić owoce do garnka i zalać wodą tak żeby tylko przykryła owoce. Dodać laskę cynamonu. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i gotować do czasu, gdy owoce zmiękną. Następnie przelać owoce przez sito, zachowując sok, w której się gotowały. Do soku dodać skórki i gniazda nasiennie. Zagotować i gotować przez około 15 minut. Po tym czasie przecedzić płyn. Do płynu dodać cukier i gotować do momentu, w którym cukier się rozpuści. Dodać ugotowane owoce. Dusić na małym ogniu, często mieszając, aż płyny odparują, a dżem zgęstnieje. Przełożyć do wyparzonych słoiczków. Przechowywać w lodówce albo spasteryzować.

Smacznego!

Nietypowe brownies. Z awokado i limonką.

 Miałam ochotę na coś bardzo czekoladowego, co zaspokoi moje zapotrzebowanie na porządną porcję cukru. Od razu pomyślałam o brownies, ale jako, że całkiem niedawno je robiłam, stwierdziłam, że tym razem muszę trochę poeksperymentować. I tak powstały te babeczki – brownies z dodatkiem awokado, przykryte lekko kwaskowatym kremem limonkowym. Upieczenie ciasta w formie babeczek było dobrym pomysłem, bo jak wiadomo brownies są bardzo czekoladowe i bardzo sycące, a jeśli dojdzie do tego krem na bazie mascarpone, to lepiej dawkować sobie takie przyjemności 😉 W końcu jeśli ktoś jest łasuchem, to zawsze może zjeść dwie albo nawet trzy. 

Brownies z awokado widziałam już na wielu blogach i od zawsze mnie intrygowało, wydając mi się bardzo dziwnym połączeniem smakowym. Z drugiej strony awokado zawiera dużo tłuszczu, więc w cieście może zastąpić część masła, nadając mu delikatnej, kremowej konsystencji (na zdjęciach brownies wygląda na ciężkie, ale w smaku było dość kremowe i wilgotne). Dzięki awokado babeczki mają specyficzny smak. Mimo, że owoc nie jest wyczuwalny i większość osób nie zgadnie, co w babeczkach jest „magicznym” dodatkiem, ciasto nabiera lekko „korzennego” (nie mam pomysłu na żadne lepsze określenie :)) smaku. Poza tym odniosłam wrażenie, że awokado spotęgowało czekoladowość brownies, które w tym wydaniu są prawdziwą gratką dla wszystkich czekoholików. 

„Kropką nad i” w babeczkach jest krem limonkowy na bazie mascarpone i kwaśnej śmietany – dzięki śmietanie nabiera on lekkości i nie jest taki przytłaczający jak ten przyrządzony jedynie na bazie serka. Jest lekko kwaskowaty i bardzo orzeźwiający, świetnie kontrastując z mocno czekoladowym ciastem. Limonka, awokado i czekolada tworzą bardzo zgrany duet.
 

Przepis dodaję do akcji konkursowej na Durszlaku „Apart: Kosmetyczne inspiracje-kulinarne akrobacje!”. Przepis został zainspirowany produktem firmy Apart – nektarem do kąpieli z awokado i limonką. I kąpiel z tym kosmetykiem i jedzenie tych brownies to prawdziwa rozkosz 🙂

Składniki na 12 babeczek:

1 duże dojrzałe awokado

100 g masła

200 g gorzkiej czekolady

1 szklanka cukru

2 jajka

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej

 

Krem limonkowy:

250 g mascarpone

3 łyżki kwaśnej śmietany 18%

sok i skórka otarta z 1 limonki

3 łyżki cukru pudru

 

Przygotowanie brownies:

Czekoladę rozpuścić w rondelku wraz z masłem, aż masa będzie gładka i lśniąca. Lekko przestudzić, a następnie dodać do niej cukier, jajka, rozgniecione widelcem awokado (na maź) i mąkę. Dokładnie wymieszać za pomocą łyżki. 

Masę przelać do foremek na muffinki wyłożonych papilotkami (silikonowych nie trzeba wykładać papilotkami). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175C. Piec około 15-20 minut. Przestudzić.

 Przygotowanie kremu: 

Mascarpone i śmietanę lekko ubić wraz z cukrem pudrem. Dodać sok i skórkę z limonki, zmiksować. Gotowy kremem dekorować babeczki. Nie ma potrzeby schładzania ich w lodówce, chyba, że jest upał – jeśli jest ciepło i babeczki muszą być przechowywane w lodówce, należy wyjąć je z niej około 30 minut przed planowaną konsumpcją, bo inaczej będą twarde.

Smacznego!

Sernik różany z musem truskawkowym


 Dzisiaj mam dla Was mały przedsmak relacji z Maroka, która rusza na moim blogu już jutro, czyli pyszny sernik na zimno z białą czekoladą, musem truskawkowym i wodą różaną. Oczywiście sernik nie jest typowo marokańskim deserem, ale pachnie tak obłędnie, że momentalnie przywołuje wspomnienia z tego pełnego kolorów i aromatów kraju. W regionie El Kelaa M’Gouna, potocznie zwanym „Doliną Róż”, uprawia się różę stulistną oraz damasceńską. W maju, zaraz po „żniwach”, róże mają w Maroku swoje własne świętoKelaa-des-Mgouna, podczas którego miasta w Dolinie Róż przemierzają udekorowane kwiatami pochody i wybierana jest Królowa Róż. Podobno zapach tych kwiatów chroni ludzi przed złymi duchami i nieszczęściami. Prawda, czy nie, jedno jest pewne – desery z dodatkiem wody różanej potrafią uszczęśliwić, zahipnotyzować i wywołać uśmiech na twarzy.
Moja dzisiejsza propozycja to jeden z najlepszych serników na zimno, jakie udało mi się zrobić. Bardzo kremowa, rozpływająca się w ustach masa z delikatną nutą waniliowo-różaną jest przykryta lekko kwaskowatym musem (w formie galaretki) truskawkowo-różanym. Aromat różany jest wyczuwalny, ale nie jest przytłaczający. Dodając do ciast tak intensywne w smaku i zapachu olejki, pamiętajcie, żeby zachować umiar, bo inaczej całość będzie miała nieco mydlany, perfumowany posmak.
Żałuję tylko, że w Polsce tak ciężko kupić dobrej jakości wodę różaną. Większość dostępnych na rynku wód ma dodatek alkoholu i sztucznych aromatów, przez co pachnie bardziej jak perfumy niż naturalny olejek. W Maroko za dużą butelkę w 100% naturalnej wody różanej zapłaciłam tylko 8 Euro. W domu mam także małą buteleczkę wody różanej kupionej w Anglii za niewiele niższą kwotę i powiem Wam, że różnica jest ogromna. Marokańska woda jest subtelniejsza w smaku i trzeba dodać jej o wiele więcej, żeby uzyskać pożądany różany aromat w deserze. Jest to jednak ogromna zaleta, bo ciężko przedobrzyć i deser smakuje „naturalnie”. Po dodaniu do deseru kilku kropel wody, którą kupiłam w Anglii, całość pachnie jak różane mydełko…

Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm
Spód:
  • 180 g ciastek digestive
  • 60 g masła
Masa serowa:
  • 500 g zmielonego twarogu
  • 200 g białej czekolady
  • 200 ml śmietanki kremówki 36%
  • 1 łyżka żelatyny
  • 1/8 szklanki gorącej wody
  • 2 łyżki naturalnej wody różanej
 Mus truskawkowy:
  • 200 g truskawek (mogą być mrożone)
  • 3 łyżki cukru
  • 1,5-2 łyżki naturalnej wody różanej
  • 2 łyżeczki żelatyny
 Przygotowanie spodu: Ciastka zmielić w malaskerze i dodać do nich roztopione masło. Wymieszać, aż do połączenia się składników. Masą ciasteczkową wylepić dno tortownicy, dokładnie wyrównać i wstawić do lodówki na czas przygotowania reszty ciasta.
Przygotowanie masy serowej: Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i odstawić do ostudzenia. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie i lekko przestudzić. Ser zmiksować z białą czekoladą, wodą różaną i żelatyną. W osobnym naczyniu ubić na sztywno śmietankę kremówkę i delikatnie wmieszać do masy serowej. Masę serową wyłożyć na schłodzony spód i wstawić do lodówki, żeby stężała. Po około 2-3h na wierzch wylać mus truskawkowy.
Przygotowanie musu: Truskawki zmiksować blenderem na gładką masę. Przelać do rondelka, dodać cukier i podgrzewać, aż masa się zagotuje. Dodać żelatynę i wodę różaną, dokładnie wymieszać i odstawić do wystudzenia. Wystudzoną masę wylać na stężałą masę serową. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej przez całą noc.
Smacznego!

Wiewiórka (Placek Amerykański)

 Bardzo proste, wręcz ekspresowe w przygotowaniu ciasto – wszystkie składniki miesza się razem i od razu wstawia do piekarnika, więc cały proces, licząc pieczenie, nie zajmie Wam więcej niż godzinę. Wiewiórka, znana także pod nazwą „placek amerykański”, to dość popularny wypiek, na który chyba większość osób ma swój własny przepis. Zawsze znajdują się w nim jabłka i orzechy, a czasami również rodzynki i kakao. Ja swoje dodatkowo polewam roztopioną czekoladą i posypuję wiórkami kokosowymi, a do środka dodaję dwa rodzaje orzechów (włoskie i laskowe) oraz suszoną żurawinę. Ciasto jest bardzo jesienne. Wilgotne i, mimo sporej ilości dodatków, dość lekkie i puszyste. Nie jest to ciasto, na którego widok obślinicie się do pasa albo które będzie się Wam śniło po nocach, ale warto je upiec, bo jest dobre i całkowicie bezproblemowe. To bardzo domowy, nieco „oldschoolowy” wypiek i mam wrażenie, że z powodzeniem mógłby znaleźć się na stole mojej babci 🙂

Swoją drogą, ciekawe czy z plackiem amerykańskim jest tak jak z rybą po grecku i fasolką po bretońsku… 🙂 A może ktoś z Was wie czy w USA faktycznie jest jakiś wypiek podobny do tego?


Składniki na blachę o boku 24 cm
przepis własny
wszystkie składniki ciasta powinny być w temperaturze pokojowej
  • 350-400 g jabłek, obranych i pokrojonych w kostkę (najlepiej antonówek/szarej renety)
  • 60 g orzechów włoskich
  • 60 g orzechów laskowych
  • garść rodzynek/suszonej żurawiny
  • 1 łyżka skórki otartej z pomarańczy
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki oleju
  • 50 g gorzkiej czekolady 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych
Wszystkie składniki ciasta, poza czekoladą i wiórkami kokosowymi, wymieszać na wolnych obrotach miksera, jedynie do połączenia się składników. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C i piec przez około 40-45 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i rozsmarować ją na jeszcze ciepłym cieście. Posypać wiórkami kokosowymi.
Smacznego!

Tarta serowo-karmelowo-jabłkowa

 Po pobycie w Maroko i zajadaniu się ciastami z orzechami oraz popularnymi tam deserami z repertuaru kuchni francuskiej, miałam ochotę na jakieś proste, domowe ciasto, najlepiej z dodatkiem białego sera i jabłek. Początkowo chciałam zrobić najzwyklejszą szarlotkę z twarogiem, ale nie byłabym sobą, gdybym pozostała przy tak banalnym pomyśle. Chwilę poszperałam i znalazłam przepis na tartę serowo-karmelowo-jabłkową. To był strzał w dziesiątkę. Ciasto wyszło dokładnie takie jakie sobie wymarzyłam – bazujące na podstawowych połączeniach smaków, ale mimo to urzekające w swojej prostocie. Masa serowa z delikatnym karmelowym posmakiem kryje w sobie kwaskowate jabłka, a całość po upieczeniu jest polana cynamonowym sosem karmelowym. W dodatku przygotowałąm je bardzo szybko, a uwierzcie, że mając tyyyyyle zdjęć do sortowania i obrobienia co ja, staje się to jedną z kluczowych zalet ciasta.

Składniki na formę do tarty o średnicy 24-26 cm
(przepis z tej strony)

Kruche ciasto:

  • 250 g mąki pszennej
  • 120 g masła
  • 80 g cukru pudru
  • 1 jajko

 Sos karmelowy:

  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 150 ml śmietanki kremówki 36%
  • 1 pełna łyżka masła
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

 Nadzienie:

  • 200 g zmielonego twarogu
  •  350-400 g jabłek
  • 3 jajka

Mąkę połączyć z cukrem pudrem i masłem. Dodać pokrojone w kostkę makro i zagnieść ciasto o konsystencji kruszonki. Dodać jajko i szybko zagnieść, aż do otrzymania gładkiego ciasta. Ciastem wyłożyć formę na tartę. Lekko ponakłuwać ciasto widelcem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C na 15 minut. Wyjąć z piekarnika i przestudzić.

Kiedy spód będzie się podpiekał, przygotować sos karmelowy: w garnku z grubym dnem doprowadzić do wrzenia masło, śmietankę kremówkę, cukier i cynamon. Zmniejszyć ogień i gotować aż karmel zgęstnieje i nabierze złotego koloru. Mieszać często, żeby sos się nie przypalił.

Jabłka obrać i pokroić w dużą kostkę (jeśli jabłka są małe, mogą to być ósemki). Ser zmiksować z jajkami i dodać do niego połowę sosu karmelowego. Dokładnie wymieszać.

Na podpieczonym spodzie ułożyć jabłka. Zalać masą serowo-karmelową. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec około 35 minut. Po upieczeniu polać tartę resztą sosu karmelowego.

Smacznego!

Ptasia pianka z galaretką i owocami


 Bardzo lubię kupne ptasie pianki, szczególnie niemieckiej firmy z fioletową krową, chociaż te polskiej firmy na „W” też zjadam ze smakiem. Dlatego kiedy zobaczyłam przepis na to ciasto, wiedziałam, że muszę je koniecznie zrobić i to jak najszybciej. Co więcej, jakiś czas temu zaopatrzyłam się w termometr kuchenny, więc była to świetna okazja by go przetestować. Ciasto wyszło smaczne, lekkie jak chmurka i bardzo delikatne. Po zjedzeniu wielkiego kawałka wcale nie czuje się go w brzuchu 🙂 Całość przykrywa galaretka (u mnie wiśniowa) pełna pysznych owoców – ja dodałam borówki, ale możecie użyć także malin albo truskawek. Czy przypomina kupne mleczka? Hmm… i tak i nie. Masa jest równie lekka i napowietrzona jak w popularnych słodyczach. Niestety brakuje jej tej specyficznej „śmietankowości”. To jednak niczego nie ujmuje ciastu, bo i tak jest dobre i znika w mgnieniu oka. Muszę się Wam jednak przyznać, że ciasto mnie nie zachwyciło – zjadłam je z dużym smakiem, ale nie będzie mi się śniło po nocach 🙂 Domownikom bardzo smakowało.
 
Składniki na tortownicę o średnicy 26-28 cm
(przepis z bloga Moje Wypieki)

  • 420 g cukru
  • 220 ml wody
  • 95 g masła w temperaturze pokojowej
  • 8 białek z dużych jajek
  • 25 g żelatyny
  • 1 łyżeczka świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii


Na wierzch:

  • 2 galaretki po 75 g każda (malinowe/wiśniowe/truskawkowe/porzeczkowe)
  • 2,5 szklanki wody
  • 300 g borówek/malin/truskawek

Do garnka wlać wodę i wsypać 360 g cukru. Postawić na palniku i podgrzewać, mieszając aż do rozpuszczenia się cukru, po czym natychmiast przestać mieszać. Podgrzewać aż syrop osiągnie temperaturę 120-130C. Natychmiast zdjąć z palnika.

W międzyczasie ubić 8 białek na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając 60 g cukru. Jak syrop będzie gotowy (syropu nie studzimy!), stopniowo wlewać go do białek, ciągle miksując. Dodać miękkie masło, ekstrakt z wanilii i sok z cytryny, nadal ubijając. 
Gotową masę przelać do tortownicy. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a gdy masa będzie gotowa, na wierzchu ułożyć owoce i wylać na nie tężejącą galaretkę – galaretki należy rozpuścić w 2,5 szklanki wrzącej wody. Schłodzić w lodówce do czasu gdy galaretka stężeje.
Smacznego!

Szarlotka na cieście drożdżowym

Proste, domowe ciasto, które potrafi wywołać uśmiech na nie jednej twarzy. Podczas pieczenia w całym domu unosi się przepiękny zapach, a smakiem ciasta można cieszyć się już godzinę po wyjęciu go z piekarnika – jak wiadomo lekko ciepła drożdżówka jest najlepsza! Ciasto jest wilgotne, puszyste i delikatne. Bardzo ładnie wyrasta podczas pieczenia. Duża ilość lekko kwaskowatych jabłek na wierzchu i chrupiąca owsiana kruszonka sprawiają, że od ciasta nie można się oderwać. Lubię takie ciasta. Ujmujące w swojej prostocie.

W Maroku również spotkałam się z ciastem drożdżowym, co było dla mnie dużym zaskoczeniem! O moich kulinarnych wrażeniach z tego fascynującego kraju przeczytacie już wkrótce 🙂

Składniki na blachę o wymiarach 25×35 cm
przepis własny
Ciasto drożdżowe:
  • 4 szklanki mąki
  • 1,5 szklanki mleka
  • 150 g masła
  • 2/3 szklanki cukru
  • 16 g cukru wanilinowego
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 50 g świeżych drożdży
  • 3 żółtka
  • szczypta soli

Jabłka:
  • 8 jabłek, średniej wielkości (polecam antonówki albo szarą renetę)
  • 5 łyżek cukru trzcinowego Sante
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Kruszonka:
  • 3/4 szklanki mąki
  • 1/3 szklanki cukru trzcinowego Sante
  • 1/4 szklanki płatków owsianych Sante
  • 80 g masła, roztopionego

 Drożdże zasypać 1 łyżką cukru i zalać połową szklanki ciepłego (ale nie gorącego) mleka. Odstawić do wyrośnięcia na 10-15 minut. Resztę mleka podgrzać w rondelku wraz z masłem, cukrem i cukrem wanilinowym, aż cukier i masło się rozpuszczą. Mąkę przesiać i wymieszać ze skórką z cytryny, solą i rozczynem z drożdży. Zalać ciepłym mlekiem z cukrem i wymieszać. Dodać żółtka. Wyrabiać przez około 10 minut, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie odgazować i przełożyć do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na kolejne 20 minut. 

Do garnka dodać 5 łyżek wody, przykryć i podgrzewać, aż garnek będzie mocno zaparowany. Do środka wrzucić obrane jabłka pokrojone w cienkie plasterki. Przykryć i rozprażać, aż część jabłek zamieni się w „mus”, a reszta wciąż będzie w całości. W czasie rozprażania należy często mieszać jabłka. Dodać cukier i cynamon.

Mąkę wymieszać z cukrem i płatkami owsianymi. Dodać roztopione masło i wyrobić ciasto o konsystencji kruszonki.

Jabłka wyłożyć na wyrośniętym cieście. Posypać kruszonką.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170C. Piec około 40 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić. Można jeść lekko ciepłą.

Smacznego!

Knedle ze śliwkami. Najlepsze.

 Lubicie knedle? Ja bardzo. Generalnie nie przepadam za wszelkiego rodzaju kluchami, ale bardzo lubię knedle i kluski leniwe.Zawsze bardzo żałuję, że sezon na dobre śliwki jest taki krótki. Jako, że moja rodzina jest wybitnie „kluskowa”, od czasu do czasu przygotowuję im dużą porcję kluch. Wychodzę z założenia, że jak już mam wyjmować stolnicę i bawić się w lepienie, to lepiej od razu zrobić więcej sztuk – obiady na kilka dni będą z głowy albo będzie zapas „gotowców” w zamrażalniku.

W ostatnią niedzielę na naszym stole pojawiły się knedle ze śliwkami z mojego ulubionego, niezawodnego przepisu. Sekretem moich knedli jest dodatek kaszy manny do masy ziemniaczano-mącznej, dzięki czemu ciasto jest miękkie i delikatne, ale równocześnie nie podchodzi wodą i nie rozwala się podczas gotowania. Poza tym ja podaję knedle w panierce z bułki tartej, posypane karmelizowanymi orzechami włoskimi. Lekko chrupiąca panierka i odrobina orzechów sprawiają, że zwykłe knedle nabierają nieco ciekawszego wyrazu. Oczywiście możecie je podać klasycznie – z kwaśną śmietaną z cukrem i cynamonem. Polecam Wam jednak spróbować wersji odsmażanej 🙂

Moim zdaniem do knedli najlepsze są małe śliwki węgierki. Nie przepadam za knedlami z większymi odmianami śliwek – w efekcie kluski wyglądają prawie jak piłeczki do tenisa, a i same śliwki nie są tak smaczne 🙂 Wolę te mniejsze i zgrabniejsze, ładniej prezentujące się na talerzu. Poza tym im śliwka większa, tym grubsza musi być warstwa ciasta, w której jest zamknięta (jeśli oblepicie wielką, ciężką śliwkę cieniutką warstwą masy ziemniaczano-mącznej, to knedel Wam się rozwali), a jak wiadomo, im mniej ciasta, tym lepiej.

Składniki na około 50 sztuk*
przepis własny
  • 2 kg ziemniaków (waga po obraniu)
  • 1,5-2 szklanki mąki + 1 szklanka do podsypywania
  • 2/3 szklanki  kaszy manny
  • 2 jajka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 750 g małych śliwek węgierek
  • po 1/3 łyżeczki cukru na jedną śliwkę
Do podania 
(na około 16 knedli)
  • 200 g masła
  • 7 łyżek bułki tartej
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • dwie garści orzechów
  • 1/3 szklanki cukru brązowego
lub
  • 250 ml kwaśnej śmietany
  • 4 łyżeczki cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
* to wcale nie jest tak dużo jak by mogło się wydawać. Głodna dorosła osoba spokojnie zje 8-10 knedli, bo są raczej nieduże – wszystko zależy od rozmiaru śliwek jakich użyjecie, ale do knedli zdecydowanie najlepsze są małe węgierki. Poza tym ja lubię gdy ciasto jest dość cienkie, co również wpływa na rozmiar knedli

Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie. Najlepiej zrobić to dzień wcześniej, dzięki czemu ziemniaki dobrze odparują, a knedle nie wyjdą wodniste. Ugotowane ziemniaki utłuc tłuczkiem. dodać do nich jajka, sól, kaszę mannę i 2/3 mąki. Wyrabiać ciasto, co jakiś czas dosypując mąki – ciasto powinno być miękkie i nie powinno się za bardzo lepić.

Z zagniecionego ciasta odrywać po małym kawałku i rozpłaszczać ręką na oprószonej mąką stolnicy. Do każdej wypestkowanej śliwki wsypać odrobinę cukru i układać je na cieście. Zwinąć brzegi ciasta, „zamykając” śliwkę w środku. Delikatnie rolować knedle na dłoni, aż będą miały ładny, okrągły kształt. Uformowane knedle układać na tacy obsypanej mąką.

Knedle wrzucić na lekko osolony wrzątek, zmniejszyć ogień na średnią moc i gotować aż do wypłynięcia klusek na powierzchnię.

Podawać polane kwaśną śmietaną z cukrem i cynamonem albo w panierce z bułki tartej, z karmelizowanymi orzechami:

Na rozgrzanej patelni roztopić masło. Dodać cukier, cynamon i bułkę tartą. Podsmażać przez minutę, aż bułka lekko napęcznieje. Na patelni ułożyć knedle i obtoczyć je w bułce. Zasmażać przez 2-3 minuty, aż „panierka” się do nich przyklei. Podawać posypane pokruszonymi, karmelizowanymi orzechami włoskimi:

Na patelni roztopić cukier trzcinowy wraz z łyżką wody. Karmelizować, aż cukier się rozpuści i nabierze lekko złotego koloru. Dodać orzechy i podsmażać przez kilka minut, aż całe pokryją się karmelem. Wyłożyć na talerz i zostawić do wyschnięcia. Kiedy wyschną, lekko rozkruszyć je tłuczkiem/w moździerzu.

Smacznego!

Tarta sernikowa z figami i solonym karmelem


Czy jeśli napiszę Wam, że zjadłam trzy kawałki tej tarty (zazwyczaj jem jeden, góra dwa kawałki ciast, które piekę), to będzie wystarczającą rekomendacją, zachęcającą Was do zrobienia jej już dziś? Pewnie nie, więc pozwólcie, że jeszcze trochę się nią pozachwycam… 🙂 Spód jest zrobiony z mojego ulubionego kruchego ciasta – idealnie kruchego i bardzo maślanego, a przy tym wcale nie tłustego. W środku znajduje się krem sernikowy, składający się z tylko dwóch składników – zmielonego twarogu i białej czekolady, która nie tylko nadaje masie słodkości, ale także sprawia, że całość ładnie tężeje bez dodatku żelatyny. Na wierzchu ułożyłam plasterki świeżych, dojrzałych fig i lekko skropiłam je solonym kremem karmelowym (przepis tutaj). Można pominąć dodatek karmelu, ale uwierzcie mi, że w tej tarcie jest on przysłowiową „kropką nad i”. Jako, że w tym przepisie trzeba upiec jedynie spód, tarta jest szybka i bezproblemowa w przygotowaniu. Jedynym problemem jest to, że ciężko się od niej oderwać, nawet jeśli jesteście na diecie albo wmawiacie sobie, że nie lubicie słodyczy 😉

Składniki na formę do tarty o średnicy 25 cm
Przepis własny
Kruche ciasto*
  • 250 g mąki pszennej
  • 3 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 150 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki zimnego mleka
Krem sernikowy:
  • 500 g mielonego twarogu do sernika
  • 200 g białej czekolady
Dodatkowo:
  • 4 świeże figi
  • 4 łyżki solonego karmelu (przepis tutaj)
 *mnie z podanych proporcji wyszło więcej ciasta. Jeśli zostanie Wam ciasto, zamroźcie je i wykorzystajcie w przyszłości

.

Wszystkie składniki kruchego ciasta szybko zagnieść, do uzyskania gładkiego, miękkiego ciasta. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce przez godzinę. Po tym czasie ciastem wylepić formę do tarty, wraz z brzegami. Warstwa ciasta nie powinna być gruba, ale równocześnie nie może być zbyt cienka. Ponakłuwać ciasto widelcem. Przykryć papierem do pieczenia i obciążyć kulkami ceramicznymi/fasolą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec 15 minut. Po tym czasie zdjąć papier i obciążenie i piec kolejne 10 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Po wystudzeniu, wyjąć z formy.
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i lekko ostudzić. Twaróg zmiksować z roztopioną czekoladą, aż do uzyskania gładkiej, gęstej masy. Masę rozsmarować na upieczonym spodzie.
Figi pokroić w pół-plasterki. Plasterki fig ułożyć na masie sernikowej.
Krem karmelowy delikatnie podgrzać w rondelku/mikrofali, żeby był nieco bardziej płynny, a następnie polać nim figi.
Ciasto schłodzić w lodówce przez 2-3h. Wyjąc z lodówki 10-15 minut przed planowaną konsumpcją.
Smacznego!

Ciasto z brzoskwiniami i kaszą manną

Tak, tak, mam dla Was kolejne ciasto. Co ja poradzę na to, że nie mogę obyć się bez słodkości, szczególnie latem, gdy dookoła jest tyle pysznych owoców, które aż proszą się by dodać je do jakiegoś deseru. Tym razem w cieście wylądowały słodkie i soczyste brzoskwinie. Ciasto jest z gatunku tych prostych, domowych i smacznych. Takich, których nie podacie gościom na wykwintnej kolacji, ale którymi będziecie zajadali się na co dzień. Kruchy, maślany spód jest przykryye grubą warstwą kremu budyniowego z dodatkiem kaszy manny, śmietany i brzoskwiń. Co ciekawe, kilka osób, które miały okazję spróbować kawałka ciasta, myślały, że to jakiś sernik. Masa faktycznie nieco przypomina sernik, zarówno smakiem, jak i konsystencją, chociaż ja bym powiedziała, że jest o wiele delikatniejsza i bardziej kremowa. Kaszy manny nie da się wyczuć i wpływa ona jedynie na konsystencję nadzienia. Bardzo polecam, szczególnie teraz. Myślę, że jako dodatek do tego ciasta sprawdziłyby się także inne owoce, np. wiśnie, jagody i maliny.

Składniki na tortownicę o średnicy 24 cm
(przepis z tej strony)
Kruche ciasto:
  • 210 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki cukru
  • 100 g zimnego masła
Nadzienie:
  • 500 ml mleka
  • paczka budyniu waniliowego/śmietankowego
  • 80 g kaszy manny
  • 1/2 szklanki cukru
  • 16 g cukru wanilinowego
  • 250 g śmietany 18%
  • 3 jajka
  • 5-6 brzoskwiń

Wszystkie składniki ciasta szybko zagnieść i wstawić do lodówki na czas przygotowania nadzienia.

Połowę mleka zagotować z cukrem i cukrem wanilinowym, a w drugiej połowie rozmieszać proszek budyniowy. Do gotującego się mleka z cukrem wlać zimne mleko z budyniem i wsypać kaszę mannę. Zmniejszyć ogień i ciągle mieszając, gotować, aż masa zgęstnieje. Odstawić na 15 minut do lekkiego wystudzenia.
Brzoskwinie obrać ze skóry, wypestkować i pokroić w niedużą kostkę. Jajka roztrzepać i wymieszać ze śmietaną, a następnie dodać do masy budyniowej. Dokładnie wymieszać. Dodać brzoskwinie.
3/4 kruchego ciasta wylepić spód do tortownicy (uprzednio wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą/kaszą manną), wraz z brzegami – brzeg powinien mieć około 2-3 cm. Na spód wylać masę i dokładnie wyrównać. Z pozostałego ciasta wyciąć dowolne wzorki – ja wycięłam paski – albo zetrzeć ja na tartce i przykryć nim masę. 
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175C. Piec 1h. Lekko przestudzić, odpiąć boki tortownicy i oprószyć cukrem pudrem. Podawać po całkowitym wystudzeniu.
Smacznego!

Chciałabym się także podzielić z Wami moimi wrażeniami na temat obieraczki o trzech ostrzach Joseph Joseph, dostępnej w  Fabryce Form. Obieraczka już na pierwszy rzut oka wygląda solidnie i wydaje się bardzo funkcjonalna – według informacji na opakowaniu ma trzy ostrza, których można używać do różnych celów: obierania warzyw i owoców o twardych i o miękkich skórkach oraz do krojenia warzyw w stylu julienne. Poza tym na obieraczce znajduje się wykrawacz służący do usuwania niejadalnych części produktów. Ostrza zmienia się kręcąc przyciskiem na środku obieraczki i mechanizm działa sprawnie. Ostrza do obierania warzyw o twardych i miękkich skórkach spisują się bardzo dobrze, a obieranie idzie sprawnie i szybko. Zastrzeżenia mam tylko do ostrza julienne, które jest nieco gorze od pozostałych dwóch – niby kroi warzywa ładnie, ale niestety często się zapycha i blokuje, co wpływa na tempo pracy. Generalnie bardzo Wam polecam tę obieraczkę. To solidny produkt, z gatunku tych, których używa się praktycznie codziennie.

Jesień na talerzu

Po zrobieniu babki dyniowo-cynamonowej i kilku innych przysmaków, zostało mi jeszcze trochę dyni i zastanawiałam się co z nią zrobić. Jako, że miałam ochotę na sałatkę, trochę pokombinowałam i stworzyłam bardzo jesienną kompozycję smaków. Młode, lekko słodkie orzechy laskowe, zdrowa quinoa, lekko orzechowy w smaku ser Bursztyn, karmelizowana dynia i chrupiące listki szałwii. Do tego odrobina rukoli dla wyostrzenia smaku oraz płatków nagietka do dekoracji i mamy smaczną, zdrową i pięknie wyglądającą sałatkę. Dla mnie to idealna propozycja na lekki obiad albo kolację.

Składniki na 2 porcje:

  • 400 g dyni
  • 1 łyżka oliwy
  • 3 łyżki masła
  • 10 listków szałwi
  • 1 łyżka cukru trzcinowego
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 1/2 szklanki quinoa*
  • 4 garści rukoli
  • 10 orzechów laskowych
  • 50 g sera bursztyn 
* polecam Wam użyć quinoa, ale jeśli jej nie macie/nie lubicie, możecie zastąpić ją kuskusem albo bulgurem.

Dynię oczyścić z pestek, ale zostawić na niej skórę. Ułożyć na blaszce, skropić oliwą i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec około 20 minut, aż dynia zmięknie. Ostudzić, obrać ze skórki i pokroić w kostkę.

Quinoa wsypać do gotującej się, osolonej wody. Gotować na średnim ogniu przez około 15 minut lub do momentu gdy stanie się miękka. Dobrze odsączyć na sitku.

Na rozgrzanej patelni roztopić masło. Dodać listki szałwii i podsmażać przez około 1-2 minuty, aż listki staną się chrupiące. Wyjąc listki z patelni i wrzucić pokrojoną w kostkę, upieczoną dynię. Podsmażać na średnim ogniu przez 2-3 minuty. Następnie dodać sól, pieprz i cukier trzcinowy. Dokładnie wymieszać i podsmażać, aż dynia lekko się skarmelizuje.

Do miski wsypać quinoa, skarmelizowaną dynię wraz z masełkiem szałwiowym, rukolę, pokrojone orzechy laskowe i ser bursztyn pokrojony w kostkę. Wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem. Udekorować chrupiącymi listkami szałwii i płatkami nagietka.

Smacznego!

Przepis chciałabym dodać do akcji „Kuchnia 24/7”, jako lekką kolację, czyli piąty posiłek. Polecam jedzenie piątego posiłku w okolicy godziny 20-21. Spożycie takiej sałatki na kolacje to świetny pomysł – jest sycąca, ale równocześnie nie jest zapychająca. Poza tym zawiera wiele cennych dla naszego organizmu składników i nie jest wysokokaloryczna, więc nadaje się nawet dla osób, które zwracają uwagę na to co jedzą lub są na diecie.

Kuchnia 24/7

Jabłka zapiekane z granolą i KONKURS

Sezon na jabłka jest w pełni, więc trzeba się nimi cieszyć póki są takie dobre i tanie. Jak już wspominałam, nie przepadam za jabłkami samymi w sobie, ale bardzo lubię je w wypiekach. Nie można jednak codziennie jeść szarlotki, bo nawet ta najlepsza szybko by się znudziła. Pomyślałam więc, że można by zapiec jabłka w całości ze smacznym nadzieniem z granoli i miodu, a przed podaniem polać całą masą syropu klonowego. Tak przyrządzone jabłka są przepyszne i świetnie smakują zarówno na śniadanie, jak i na deser. Nadzienie granolowe świetnie się sprawdza, bo jest smaczne i nie „rozciapuje się” za bardzo podczas pieczenia. Myślę jednak, że jeśli nie macie w domu granoli, to możecie z powodzeniem dodać płatki owsiane, nieco więcej miodu i dowolne dodatki (np. drobno posiekane orzechy albo rodzynki). 

  
Składniki na 3 porcje:

  • 3 średniej wielkości jabłka
  • 6 łyżek granoli (np. z granatem i owocami firmy Sante)
  • 3 łyżeczki miodu
  • 3 łyżeczki masła
  • 1/3 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżki konfitury morelowej
  • syrop klonowy/syrop z agawy do polania

Jabłka wydrążyć tak, żeby usunąć ogryzek, ale żeby reszta pozostała nietknięta – można to zrobić ostrym nożem albo specjalnym przyrządem. Do środka każdego owocu nałożyć łyżeczkę miodu, następnie 1 łyżeczkę granoli i łyżeczkę masła, a na koniec znowu łyżeczkę granoli. Posypać cynamonem, włożyć do naczynia żaroodpornego wypełnionego wodą (woda powinna sięgać do 1/3 wysokości jabłek) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Po 15 minutach każde jabłko posmarować konfiturą morelową. Piec kolejne 10-15 minut do momentu gdy jabłka będą miękkie. Podawać ciepłe, polane syropem klonowym/syropem z agawy.

Konkurs:

Mam dla Was dwa zestawy produktów firmy Sante, zawierające nowość na rynku – batoniki z granolą i dodatkami (jagodami goji i żurawiną w polewie jogurtowej albo z orzechami w polewie z gorzkiej czekolady). W pierwszym zestawie poza dwoma batonikami znajdą się płatki owsiane oraz otręby pszenne wysokobłonnikowe (19% błonnika), a w drugim otręby granulowane z jabłkami. Otręby świetnie sprawdzają się jako dodatek do owsianki, koktajlów owocowych, domowego pieczywa, czy ciast pełnoziarnistych. Za to batoniki są pyszną i zdrową przekąską, którą możecie zabrać ze sobą do szkoły czy do pracy.

 

 Zasady konkursu:

1. Należy pod tym postem, na moim profilu na facebooku albo drogą mailową udzielić odpowiedzi na pytanie: „Do czego byście wykorzystali jagody goji?”. Liczę na Waszą kreatywność i spośród wszystkich odpowiedzi wybiorę dwie, które spodobają mi się najbardziej. Pamiętajcie, że nie muszą to być jedynie słodkości.
2. Każdy może udzielić tylko jednej odpowiedzi.
3. Poza odpowiedzią na pytanie w komentarzu musi się znaleźć adres e-mail, dzięki czemu będę mogła skontaktować się ze zwycięzcami.
4. Polubienie mojego bloga na Facebooku nie jest koniecznie, ale będzie mi bardzo miło jeśli to zrobicie (KLIK).
5. Odpowiedzi możecie wysyłać od teraz do godziny 23:59 dnia 20 września.
6. Wyniki konkursu ogłoszę do 25 września.
7. Nagrodą za pierwsze miejsce są dwa batoniki, płatki owsiane i otręby pszenne wysokobłonnikowe, a za drugie dwa batoniki i otręby granulowane z jabłkami.

Apple pie

Upiekłam już naprawdę dużo różnego rodzaju szarlotek i śmiało mogę powiedzieć, że ta jest jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą. Przypomina tradycyjny angielski apple piecieniutkie, kruche, maślane ciasto skrywa w sobie całą masę smakowitego nadzienia. Smak nadzienia w dużym stopniu zależy od rodzaju jabłek, których użyjecie – tradycyjnie polecam Wam antonówki. Samo ciasto nie jest trudne w przygotowaniu, ale musicie uważać podczas jego rozwałkowywania. Przyznam się, że mnie jeszcze nigdy nie udało się przenieść ciasta ze stolnicy do formy w całości, ale ciiii…. Ważne, że efekt końcowy jest zadowalający 🙂 Ba, jest cudowny, a od ciasta wprost nie można się oderwać. Smakuje nawet tym, którzy za szarlotkami nie przepadają. By nie dać się uwieść kruchości maślanego ciasta połączonego z kwaskowatym nadzieniem, trzeba by mieć albo naprawdę silną wolę albo wyjątkowo nie znosić jabłek*. Mnie i moją rodzinę smak ciasta uwiódł tak bardzo, że całe zniknęło w jeden dzień, a ja już myślę o powtórce… 🙂
*Tak naprawdę to ja nie lubię jabłek samych w sobie – nie wyobrażam sobie kupienia jabłek tylko po to żeby się nimi zajadać. Za to szarlotki wprost uwielbiam!
Składniki na tortownicę o średnicy 23 cm
Kruche ciasto:
  • 2 szklanki mąki
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 175 g masła
  • 3 łyżki cukru
  • 3 zimnej łyżki wody
 Nadzienie:
  • 8 średniej wielkości antonówek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1/5 szklanki rodzynek
  • 1/5 szklanki suszonej żurawiny
  • 15 g masła
 Dodatkowo:
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka cukru
Składniki kruchego ciasta szybko zagnieść. Uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na godzinę.
Kiedy ciasto będzie się chłodzić, przygotować nadzienie: jabłka obrać i pokroić w cienkie pół-plasterki, a następnie wymieszać z sokiem z cytryny, cukrem trzcinowym, cynamonem, mąką, rodzynkami i żurawinami.
Po tym czasie 2/3 ciasta rozwałkować na oprószonej mąką stolnicy – ciasto powinno być cienkie i mieć około 4-5 cm więcej niż średnica naszej formy. Ciasto delikatnie przenieść do formy (dno należy wyłożyć papierem do pieczenia). Ciasto jest bardzo delikatne, więc żeby sobie pomóc, można nawinąć je na wałek i w ten sposób przenieść do formy. Jeśli zrobi się jakaś dziurka, nie martwcie się – wystarczy ją zakleić. Ciasto uformować w formie tak, żeby było nim wyłożone nie tylko dno, ale także boki.
Na ciasto wyłożyć jabłka, dobrze docisnąć i wyrównać masę. Pozostałą 1/3 ciasta* rozwałkować i przykryć nią masę jabłkową. Dobrze połączyć dwie części ciasta, tak żeby nadzienie nie wypłynęło. Wierzch posmarować mlekiem wymieszanym z roztopionym masłem i cukrem.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220C i piec około 45 minut, aż ciasto ładnie się zarumieni. Przed krojeniem przestudzić.
*można zostawić odrobinę ciasta i udekorować nim wierzch, ale nie jest to konieczne.
Smacznego!
 

Koktajle Samo Zdrowie

Jako, że wstaję wcześnie, pierwszy posiłek jem już po 6 i nie mogę obyć się bez drugiego śniadania. Ostatnio najchętniej sięgam wtedy po koktajle ze zmiksowanych świeżych owoców, którymi powinniśmy się cieszyć póki są tak łatwo dostępne – są pyszne, tanie i zdrowe. Do koktajlów dodaję mleko i różne dodatki, w zależności do tego na co akurat mam ochotę. Najczęściej decyduję się na dodatek lnu złocistego i otrębów, które są znane ze zbawiennego wpływu na nasz organizm.

Skład koktajlów możecie dowolnie modyfikować, zgodnie z własnymi preferencjami smakowymi. Zamiast mleka możecie dodać kefir, jogurt naturalny albo maślankę. Do zmiksowania nadają się praktycznie wszystkie owoce i sama wypróbowałam już dziesiątki wersji. Dzisiaj pokażę Wam te, które ostatnio smakowały mi najbardziej i które mogę Wam z czystym sumieniem polecić.

Koktajle świetnie smakują zarówno rano na śniadanie, jak i  jako szybka, lekka przekąska w trakcie dnia. Są sycące i przede wszystkim bardzo smaczne. To zdecydowanie lepsza opcja niż bardziej popularne przekąski – batoniki, kanapki, chipsy, czy nawet kupne jogurty owocowe.

Bananowo-orzechowy

Składniki na 2-3 porcje:

  • 1 dojrzały banan
  • 2 łyżki masła orzechowego*
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego*
  • 1 łyżka lnu złocistego*
  • 1 łyżka otrębów pszennych*
  • szklanka mleka

 Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Najlepiej smakuje lekko schłodzony.

Malinowo-gruszkowy
Składniki na 2-3 porcje:
  • 2 gruszki, obrane ze skóry
  • szklanka malin (plus dodatkowe do dekoracji)
  • szklanka mleka
  • 1 łyżka ksylitolu*
  • 1 łyżka lnu złocistego*
  • 1 łyżka otrębów pszennych*
  • 1/3 łyżeczki cynamonu

  Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Udekorować dodatkowymi malinami. Najlepiej smakuje lekko schłodzony.

Szpinakowo-owocowy

Składniki na 2-3 porcje

  • 1 szklanka mleka
  • 30 g mrożonego szpinaku
  • 1 mała gruszka, obrana ze skóry
  • 1 mała brzoskwinia, obrana ze skóry
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka lnu złocistego + do posypania*
  • łyżka miodu
  • szczypta cynamonu

 Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Najlepiej smakuje lekko schłodzony. Przed podanie posypać lnem.

*wszystkie te składniki znajdziecie w ofercie firmy Sante – bardzo je Wam polecam, bo są naprawdę bardzo dobre jakościowo i przystępne cenowo

Smacznego!

Crumble z brzoskwiniami i lawendą

Crumble. Malutka porcja niepozornego deseru, który zawsze potrafi poprawić mi humor. Duża ilość soczystych, ciepłych owoców skryta pod grubą warstwą pysznej, migdałowo-owsianej kruszonki. Niby nic takiego, a jednak wiele.

Zastanawiałam się długo, czy w ogóle dodawać na bloga przepis na najprostsze crumble. Bez udziwnień, takie jakie lubię najbardziej. Po chwili zastanowienia ze smutkiem stwierdziłam, że mimo, że to taki banalny deser, wiele osób o nim nie słyszało i dla wielu wciąż jest to nowość. Jeśli jeszcze nie robiliście owoców pod kruszonką, to koniecznie nadróbcie zaległości. Jeśli znacie ten deser, to i tak go zróbcie, żeby przypomnieć sobie jego wspaniały w swojej prostocie smak.

Crumble można przygotować z wieloma owocami. Ja najbardziej lubię je z brzoskwiniami, morelami, malinami, czy śliwkami. Można także eksperymentować z dodatkami do kruszonki – płatkami owsianymi, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, posiekanymi orzechami, czy mieszanką ziaren. W każdej wersji jest smaczne. W każdej smakuje jak esencja letniego sadu skryta pod warstwą kruchego maślanego nieba.

Składniki na 3-4 porcje:

  • 2 duże brzoskwinie
  • 1,5 łyżeczki cukru lawendowego*
  • 50 g roztopionego masła
  • 80 g mąki pszennej
  • 45 g zmielonych migdałów
  • 25 g płatków owsianych
  • 100 g cukru trzcinowego Sante

* jeśli nie macie cukru lawendowego, dodajcie 1/4 łyżeczki rozkruszonych, suszonych kwiatów lawendy i 1,5 łyżeczki cukru. Możecie też zastąpić smak lawendy migdałowym i dodać kilka kropel aromatu migdałowego albo łyżkę likieru Amaretto

Brzoskwinie pokroić w kostkę i wymieszać z cukrem lawendowym. Mąkę wymieszać z cukrem, zmielonymi migdałami i płatkami owsianymi. Zalać roztopionym masłem i wyrobić ciasto o konsystencji kruszonki.

W ramekinach ułożyć owoce. Przykryć warstwą kruszonki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C i zapiekać przez około 25 minut. Podawać ciepłe. Samo albo w towarzystwie ulubionych lodów 🙂

Smacznego!