Kolacja z jagniecina w roli glownej

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!Na specjalne okazje warto przygotowac wyjatkowe danie. Wedlug mnie w takiej sytuacji doskonale sprawdza sie jagniecina – niezwykle smaczne i zdrowe, ale malo popularne w Polsce mieso. Szczegolnie polecam Wam zeberka jagniece (tzw. „carré d’agneau”), ktore mozna upiec w piekarniku w „calosci” albo podzielic na pojedyncze kotlety i usmazyc/zgirllowac na patelni. Ja tym razem zdecydowalam sie na pierwsza opcje i przygotowalam jagniecine w chrupiacej, ziolowej panierce. Panierka nadaje miesu wyrazistego smaku i ciekawej konsystencji. Poza tym tak przygotowane kotleciki jagniece bardzo efektownie prezentuja sie na talerzu.

Przygotowanie dania z jagniecina w roli glownej pozwala nam na wybranie ulubionego stopnia wysmazenia miesa, odpowiednio regulujac czas, ktory spedzi w piekarniku. Ja zawsze wybieram wersje pol-krwista, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by piec mieso dluzej, az bedzie dobrze wysmazone.

 Jako dodatek do jagnieciny podalam ziemniaki fondant oraz ciepla salatke z zielonej fasolki z pieczonymi pomidorkami koktajlowymi i wyrazistym w smaku sosem vinaigrette z szalotkami i chilli. Calosc smakowala naprawde fantastycznie.

 Skladniki na 3-4 porcje:


Kotleciki jagniece:
zeberka jagniece  (8 sztuk o wadze okolo 700-800 g), wyfrenczowane
sol i swiezo mielony pieprz
oliwa

Ziolowa panierka do kotletow:
3 lyzki musztardy Dijon
 1/2 szklanki bulki tartej
1,5 lyzki drobno posiekanego swiezego rozmarynu
2 zabki czosnku, przecisniete przez praske
1,5 lyzki drobno posiekanej natki pietruszki
1/2 lyzeczki soli
szczypta pieprzu
1/2 lyzki skorki otartej z cytryny 
2 lyzki oliwy

Salatka z fasolki szparagowej z pieczonymi pomidorami, chilli i szalotkowym vinaigratte:
12 pomidorkow koktajlowych
250 g zielonej fasolki szparagowej, pozbawionej koncowek
2 male szalotki
1 mala papryczka chilli
2 lyzeczki musztardy Dijon
1 zabek czosnku
4 lyzki oliwy
2 lyzki bialego octu winnego
sol i swiezo mielony pieprz

Przygotowanie ziolowej panierki: 

Bulke tarta wymieszac z sola, odrobina pieprzu, rozmarynem, pietruszka, skorka otarta z cytryny, oliwa i czosnkiem. Odstawic na bok na czas przygotowania zeberek.

Przygotowanie zeberek:

1. Skore na wyfrenczowanych zeberkach ponacinac tak, zeby przypominala szachownice, uwazajac, zeby nie przeciac miesa. Obficie oproszyc sola i swiezo mielonym pieprzem.
2. Na patelni rozgrzac oliwe. Musi byc dobrze rozgrzana, bo w innym wypadku mieso bedzie przywieralo do patelni. Na patelni ulozyc mieso, najpierw skora do dolu. Podsmazyc przez 3-4 minuty lub do momentu, w ktorym skora nabierze zlocistego koloru. Obsmazyc z pozostalych stron, az mieso bedzie rumiane.
Obsmazone mieso ulozyc na blaszce do pieczenia lekko wysmarowanej oliwa. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 200C. 
Piec przez:
– 7-8 minut jesli chcecie otrzymac pol-krwiste mieso
– 12 minut jesli chcecie otrzymac srednio wsymazone mieso
– 15 minut jesli chcecie otrzymac wysmazone mieso*
Po tym czasie wyjac mieso z piekarnika.
*oczywiscie czas pieczenia miesa moze sie nieco wydluzyc/skrocic w zaleznosci od wielu czynnikow, np. warstwy tluszczu i miesa na zeberkach

 3. Mieso posmarowac musztarda Dijon, tak zeby cale bylo nia pokryte. Musztarda nada miesu smaku i sprawi, ze panierka sie do niego przyklei.
4. Mieso dokladnie obtoczyc w ziolowej panierce. Wstawic do piekarnika na kolejne 5-6 minut lub do momentu, w ktorym panierka nabierze lekko zlocistego koloru.

Po wyjeciu z piekarnika, zanim zaczniecie kroic mieso, nalezy odstawic je na 10 minut, zeby odpoczelo.

5. Mieso podzielic na 8 kawalkow, uzywajac w tym celu ostrego noza. W zaleznosci od preferowanego rozmiaru porcji, podawac 2-3 kotlety na jedna osobe. Serwowac z ziemniakami fondant i salatka z fasolki szparagowej z pieczonymi pomidorami i szalotkowym vinaigrette.

Przygotowanie salatki fasolowej:

 Przygotowanie salatki najlepiej zaczac od przygotowania pomidorkow koktajlowych, ktore moga zostac upieczone na 1-2h przed planowana kolacja. Wczesniej mozna takze przygotowac dressing. Fasolke najlepiej ugotowac dopiero w momencie, w ktorym jagniecina bedzie w piekarniku, bo salatka najlepiej smakuje na cieplo.

1. Pomidorki koktajlowe ulozyc na blaszce wylozonej papierem do pieczenia. Lekko skropic oliwa i oproszyc sola oraz swiezo mielonym pieprzem. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec przez okolo 15 minut lub do momentu, w ktorym skorka na pomidorach ladnie sie zarumieni. Nalezy uwazac, zeby nie spalic pomidorow.

2. Szalotki obrac i pokroic w bardzo drobna kostke.

3. Papryczke chilli pokroic w cienkie plasterki, zostawiajac gniazda nasienne lub pozbywajac sie ich, w zaleznosci od tego jak pikantna salatke chcecie otrzymac. Jesli nie lubicie pikantnych potraw, dodajcie tylko 2 plasterki chilli.
4. W misce wymieszac musztarde, ocet i oliwe. Dodac szalotki, papryczke chilli (zostawcie 3-4 plasterki do dekoracji talerza) i czosnek przecisniety przez praske. Doprawic do smaku odrobina soli i pieprzu.
5. W garnku zagotowac wode wraz z 1 lyzka soli. Dodac fasolke szparagowa. Gotowac na duzym ogniu (nie nalezy go zmniejszac po dodaniu fasoli) przez 5-6 minut lub do momentu, w ktorym bedzie miekka. 
6. Fasolke odcedzic na durszlaku i dodac do miski z vinaigrette. Dokladnie wymieszac.
7. Pieczone pomidory dodac do salatki dopiero po ulozeniu jej na talerzu – pomidory sa bardzo delikatne i wymieszanie ich z salatka w misce mogloby sprawic, ze sie rozwala.

Smacznego!

Deska Zakochanych

Mimo, ze zawsze zarzekam sie, ze „ja Walentynek nie obchodze”, co roku lapie sie na tym, ze tak czy siak tego dnia przygotowuje cos specjalnego dla ukochanej osoby. Bynajmniej nie mowie tu o kupnie kiczowatego pluszowego misia z czerwonym sercem albo serduszkowego, landrynkowego lizaka z napisem „I love you”. Jako, ze podobno do serca najlatwiej trafic przez zoladek (i niech tylko ktos sprobuje temu zaprzeczyc!), co roku staram sie przygotowac mala, mniej lub bardziej niecodzienna kolacje. Nie zebym na co dzien nie gotowala dla mojej drugiej polowki, ale sami wiecie… Walentynki, to Walentynki 😉

W tym roku na walentynkowa kolacje proponuje Wam danie, ktorego motywem przewodnim sa pomidorymocno pomidorowe tartaletki ze swiezymi ziolami i kozim serem, podawane z krewetkami z chilli i czosnkiem, ostrym sosem pomidorowym, rzezucha i natka pietruszki.

 Tartaletki nie tylko ladnie wygladaja, ale pysznie smakuja. Maslane, kruche ciasto kryje w sobie aromatyczne, mocno pomidorowe nadzienie z wyraznym aromatem ziol. Na srodku kazdej tartaletki znajduje sie plaster lekko ciagnacego sie, intensywnego w smaku koziego sera. Do tartaletek podalam krewetki z chilli i czosnkiem, do ktorych dodatkiem byla odrobina sosu z lekko podsmazanych, karmelizowanych, pikantnych pomidorow. Koniecznie poszukajcie duzych krewetek, ktore mozecie efektownie podac razem z glowami. Calosc nie moglaby sie obyc bez odrobiny zieleniny – rzezuchy i natki pietruszki – ktora nadaje daniu dodatkowego akcentu kolorystycznego.

Konserwatywni kucharze na pewno od razu skrytykuja polaczenie owocow morza z kozim serem, bo wedlug zlotej zasady morskich stworzen z serem zestawiac nie nalezy. Ale z gotowaniem jest jak z miloscia – kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Ja uwazam, ze polaczenie pomidorow, koziego sera, krewetek i chilli w tym wypadku spisalo sie swietnie. Poszczegolne skladniki do siebie nie pasuja, ale jedzone razem… Sami sprobujcie.

Danie, jak na walentynkowa uczte przystalo, jest pelne skladnikow, uwazanych za afrodyzjaki – pomidorow, owocow morza, chilli, swiezych ziol, czosnku i koziego sera.

Calosc proponuje podac na dwoch drewnianych deskach. Tak podane danie z pewnoscia wywola usmiech na twarzy Waszego towarzysza. Do tego kieliszek wina (polecam dobrze schlodzone Prosecco), ulubiona muzyka w tle i recepta na udany wieczor gotowa 🙂

PS: Wiecie jak ciezko jest znalezc plasterek chilli, ktory nieco przypomina serce? 🙂

 
Przepis dodaje do akcji na Durszlaku „Walentynkowy Konkurs Pudliszki”

Tartaletki pomidorowe

(skladniki na 4 sztuki o srednicy 10 cm)
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Kruche ciasto:
250 g maki pszennej
150 g zimnego masla
1/2 lyzeczki soli
1 lyzeczka cukru
1 jajko
2 lyzki zimnego mleka

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Nadzienie pomidorowe:
3 lyzki oliwy
2 zabki czosnku
2 lyzki posiekanej swiezej bazylii
1 lyzka posiekanego swiezego oregano
400 g pomidorow krojonych z bazylia i oregano Pudliszki
szczypta chilli
sol i swiezo mielony pieprz do smaku

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Dodatkowo:
4 plastry koziego sera plesniowego
4 pomidorki koktajlowe, pokrojone na male kawalki
plasterki chilli do dekoracji (jesli odpowiednio wybierzecie papryczke, plasterki beda nieco przypominaly serca)
Przygotowanie kruchego ciasta: Make wymieszac z cukrem i sola. Dodac pokrojone na male kawalki zimne maslo. Rozcierac skladniki palcami do uzyskania konsystencji kruszonki. Nastepnie dodac jajko i zimne mleko. Dokladnie, ale rownoczesnie szybko, wyrobic ciasto. Powinno byc gladkie, miekkie i elastyczne. Ciasto owinac w folie spozywcza i wlozyc do lodowki do schlodzenia na minimum 1h.

Po tym czasie ciasto podzielic na 4 rowne czesci (kazda o wadze mniej wiecej 115g). Kazda czesc rozwalkowac na cienki okrag na stolnicy lekko wysypanej maka. Okragle kawalki ciasta delikatnie przeniesc do foremek do tartaletek. Ciasto delikatnie docisnac do brzegow foremek. Starac sie jak najmniej rozciagac ciasto. Jesli na brzegach jest za duzo ciasta, odciac jego nadmiar. Foremki z ciastem wstawic do lodowki na kolejna godzine.

Po tym czasie ponakluwac ciasto widelcem. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec przez okolo 15 minut lub do czasu, gdy ciasto sie lekko zarumieni i nie bedzie surowe.

Odstawic do lekkiego przestudzenia.

Przygotowanie nadzienia (najlepiej zrobic je w czasie, gdy foremki z ciastem chlodza sie w lodowce): Czosnek drobno pokroic. Ziola bardzo drobno posiekac. Na patelni rozgrzac oliwe. Dodac czosnek. Podsmazyc przez kilkanascie sekund, uwazajac zeby czosnek sie zbytnio nie zarumienil i nie zgorzknial. Dodac krojone pomidory i swieze ziola. Zagotowac, a nastepnie zmniejszyc ogien. Dusic na srednim ogniu przez okolo 15-20 minut, az plyn dobrze odparuje. Doprawic do smaku chilli, sola i pieprzem.
Przygotowanie tartaletek: Na podpieczone spody wylozyc nadzienie pomidorowe (po okolo 3-4 lyzki na jedna tartaletke). Na srodku kazdej tartaletki ulozyc plaster koziego sera. Dookola plastro sera ulozyc kawalki pomidorkow koktajlowych.

Wstawic do piekarnika nagrzanego do 190C na 20 minut lub do czasu gdy nadzienie sie zetnie.

Wyjac z piekranika, lekko ostudzic. Delikatnie wyjac z foremek. Podawac cieple albo w temperaturze pokojowej.

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Sos pomidorowy:
4 lyzki pomidorow lekko podsmazanych Pudliszki
2 plasterki czerwonej papryczki chilli
1 szalotka
1 lyzka oliwy
Przygotowanie sosu: Szalotke pokroic w bardzo drobna kostke. Papryczke chilli drobno pokroic. Na patelni rozgrzac oliwe. Dodac szalotke i chilli. Podsmazac do czasu, gdy szalotka sie zeszkli i zmieknie. Dodac podsmazane pomidory. Podsmazac razem przez kilka minut. Nastepnie zmiksowac calosc w blenderze na gladka mase. Jesli potrzeba, doprawic do smaku sola i pieprzem.
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Krewetki:
4 duze krewetki (ja uzylam duzych krewetek z Madagaskaru)
2 plasterki czerwonej papryczki chilli
1/2 lyzeczki pomidorow lekko podsmazanych Pudliszki
1 zabek czosnku
szczypta grubo mielonego pieprzu
2 lyzki oliwy
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Przygotowanie krewetek: Krewetki obrac i oczyscic, zostawiajac glowy. Pomidory wymieszac z drobno pokorojonym czosnkiem i chilli oraz z 1 lyzka oliwy. Dodac swiezo mielony pieprz. Dokladnie wymieszac. Marynata zalac krewetki.

Na patelni rozgrzac 1 lyzke oliwy. Dodac krewetki w marynacie. Podsmazac po 1-2 minuty z kazdej strony lub do momentu, w ktorym nie beda surowe.

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Dodatkowo:
rzezucha/kielki (np. rzodkiewki albo brokula)
natka pietruszki
Przygotowanie dania: Na dwoch talerzach/deskach rozsmarowac odrobine sosu pomidorowego. Na kazdym talerzu na sosie ulozyc po dwie krewetki. Posypac rzezucha/kielkami i natka pietruszki. Obok krewetek ulozyc tarty. Udekorowac dodatkowymi plasterkami chilli. Podawac od razu, najlepiej w towarzystwie dobrego wina.

Smacznego!

Gdy burak spotka sie z oscypkiem

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Mimo, ze nie jestem z tych, ktorzy codziennie na obiad wcinaja salatki i inne dietetyczne wynalazki, bardzo lubie wszelkiego rodzaju zielenine. Czasami nachodzi mnie ochota na cos bardziej wyszukanego niz rukola z pomidorami i sosem vinaigrette albo niesmiertelna surowka z kiszonej kapusty. Wtedy czesto siegam po salatki z dodatkiem grillowanych/pieczonych warzyw. Ostatnio moim osobistym hitem jest salatka z pieczonymi burakami, plastrami grillowanego oscypka, liscmi szpinaku, dressingiem jogurtowo-zurawinowym i orzeszkami piniowymi. Calosc smakuje swietnie, a poszczegolne skladniki bardzo dobrze sie uzupelniaja. Slony i wyrazisty smak lekko ciagnacego sie w srodku oscypka przelamuje slodkosc burakow, a kremowy, slodko-kwasny dressing dobrze dogaduje sie zarowno z serem, jak i ze swiezym szpinakiem. Calosc nie bylaby tak dobra bez orzeszkow piniowych, ale jesli nie macie do nich dostepu, zamiast nich mozecie dodac prazone ziarna slonecznika albo orzechy wloskie.

Bardzo polecam, zarowno na lekki lunch, jak i na przystawke. Salatka swietnie sprawdzi sie np. podczas nadchodzacych Walentynek 🙂

 Skladniki na 3 porcje
przepis wlasny

3 nieduze buraki
1 duzy oscypek (9 plastrow)
3 lyzki zurawiny ze sloika
6 lyzek jogurtu naturalnego
sol i pieprz do smaku
3 lyzki orzeszkow piniowych
3 garsci lisci szpinaku*
*mozecie tak jak ja dodac rowniez inne liscie (np. bocwine, czerwona rukiew wodna, rukole) 

Przygotowanie burakow: Buraki umyc i umiescic w garnku z woda. Umiescic na palniku, zagotowac, zmniejszyc ogien i gotowac przez okolo 25 minut lub do czasu, gdy beda prawie miekkie. Nastepnie wyjac z garnka i zalac zimna woda, zeby je lekko przestudzic. Obrac buraki ze skor. Obrane buraki pokroic na cwiartki i ulozyc na blaszce do pieczenia. Lekko skropic je oliwa oraz oproszyc sola i pieprzem. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 200C na okolo 15 minut lub do czasu, gdy beda miekkie. Przykryc folia aluminiowa, zeby nie wystygly.

Przygotowanie dressingu: Zurawine wymieszac z jogurtem. Dressing doprawic do smaku odrobina soli i pieprzu.

 Przygotowanie oscypka: Oscypka pokroic w plastry. Plastry oscypka umiescic na bardzo dobrze rozgrzanej patelni grillowej i grillowac po 3-4 minuty z kazdej strony.

Przygotowanie salatki: Liscie szpinaku dokladnie umyc i osuszyc. Na talerzach zrobic kleksy z dressingu. Na kazdym talerzu ulozyc buraki i plastry grillowanego oscypka. Na wierzchu ulozyc liscie szpinaku/innych salat. Calosc posypac orzeszkami piniowymi. Podawac od razu, zeby oscypek i buraki nie zdazyly calkowicie wystygnac.

Smacznego!

Intensywnie czekoladowa tarta (walentynkowa)

Ostatnio mam problemy z piekarnikiem, wiec na moim stole co raz czesciej pojawiaja sie desery, ktore nie wymagaja pieczenia. Ta tarta to jeden z moich faworytow. Masa jest intensywnie czekoladowa i kremowa. Rownoczesnie dzieki dodatkowi ubitej piany z bialek konsystencja masy nieco przypomina mus. Calosc jest jednak ciezsza i bardziej kleista niz tradycyjne musy, co wedlug mnie jest jej zaleta. Smak ciasta w duzej mierze zalezy od jakosci uzytej czekolady. Decydujac sie na przygotowanie tej tarty, najlepiej zainwestowac w dobra, gorzka czekolade o 70- i 80% zawartosci kakao

Tarte mozna podawac jako samodzielny deser albo w towarzystwie swiezych owocow, np. malin, truskawek, czy porzeczek. Jako, ze czekolada podobno jest afrodyzjakiem, polecam Wam przygotowac te tarte dla ukochanej osoby na Walentynki albo… tak po prostu, bo w koncu kazdy dzien spedzony razem jest wyjatkowy 🙂



Skladniki na spod:
150 g ciastek digestive w ciemnej czekoladzie
50 g roztopionego masla

Musowy krem czekoladowy:
3 jajka 
3 zoltka
150 g cukru
250 ml smietanki kremowki
100 g niesolonego masla, pokrojonego w kostke
200 g gorzkiej czekolady o 70% zawartosci kakao, polamanej na kostki
50 g gorzkiej czekolady o 80% zawartosci kakao, polamanej na kostki

Przygotowanie spodu: Ciasteczka zmielic na „piasek” w blenderze/malakserze. Dodac roztopione maslo i dokladnie wymieszac. Masa wylepic dno tortownicy. Dokladnie docisnac i wyrownac mase. Wstawic do lodowki na czas przygotowania musu.

Przygotowanie kremu: W metalowej misce umiescic 50 g cukru, 6 zoltek i 200 ml smietanki kremowki. Miske umiescic na garnku z gotujaca sie woda, tak zeby dno miski nie dotykalo powierzchni wody. Mieszac drewniana lyzka albo silikonowa szpatulka, az masa bedzie goraca i zgestnieje. Zdjac miske z garnka i dodac do niej maslo oraz czekolade. Energicznie mieszac, az czekolada i maslo sie rozpuszcza, a wszystkie skladniki dobrze sie ze soba polacza.

Bialka ubic na sztywna piane, pod koniec ubijania dodajac reszte (100 g) cukru. Mase czekoladowa wymieszac z pozostala smietanka kremowka (50 ml). Dodac polowe ubitych bialek. Delikatnie wymieszac, a nastepnie dodac reszte bialek, starajac sie, zeby masa nie stracila na swojej puszystosci.

Mus wylozyc na mase ciasteczkowa. Schlodzic w lodowce przez minimum 4h.

Smacznego!

Jerozolimski obiad wg Y.Ottolenghiego i S.Tamimiego

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

W tym roku pod choinka znalazlam ksiazke „Jerusalem”, ktorej autorami sa Yotam Ottolenghi i Sami Tamimi. W tej przepieknie wydanej pozycji znajduja sie przepisy na potrawy charakterystyczne dla kuchni Jerozolimy, w ktorej w niezwykly sposob przeplataja sie ze soba tradycyje wielu kultur. W Jerozolimie mieszkaja przedstawiciele wielu nacji i wyznan, np. rosyjscy protestanci, Zydzi sefradyjscy, Zydzi Ashkenazi z Rumunii i Niemiec oraz muzulmanie. Kulturowa mozaika znajduje swoje odzwierciedlenie w miejscowej kuchni, ktora, mimo obecnosci wielu odrebnych i roznych od siebie tradycji, laczy sie w jasna i spojna calosc. Calosc, w ktorej kroluja lokalne, dostepne sezonowo skladniki- duza ilosc warzyw (np. pomidory, kalafior, karczochy, buraki i kalarepy), owocow (np. fig, cytryn i brzoskwin), swiezych ziol, orzechow, kasz i roslin straczkowych. Ksiazka jest takze prywatna odyseja obojga autorow, ktorzy dorastali w dwoch, kompletnie roznych czesciach miasta – Sami we wschodniej, muzulmanskiej dzielnicy, a Yotam w zachodniej, zydowskiej – i z ktorymi wiaze sie wiele wspomnien, ktore uksztaltowaly ich kulinarne osobowosci.

Przegladajac ksiazke, znalazlam wiele przepisow, ktore chcialam bym wyprobowac w najblizszym czasie. Swoja przygode z jerozolimska kuchnia rozpoczelam jednak od przygotowania kotletow rybnych z kolendra i pietruszka, duszonych w aromatycznym sosie pomidorowym z kuminem i chilli i podanych z liscmi swiezej miety. Potrawa ta ma swoje korzenie w kuchni Zydow sefradyjskich, pochodzacych z Syrii. Kotlety sa bardzo soczyste i delikatne, a aromatyczny, lekko pikantny sos doskonale uzupelnia ich smak. To typowy comfort food – danie idealne na chlodne, jesienno-zimowe wieczory, spedzone przy rodzinnym stole. Rownoczesnie danie jest dosc lekkie i po skonczeniu posilku nie odczujecie uczucia nadmiernej ciezkosci. Smakowalo mi bardzo i na pewno bede wracac do tego przepisu.

Skladniki na 4 porcje


Sos pomidorowy:
2,5 lyzki oliwy
1,5 lyzeczki mielonego kuminu
0,5 lyzeczki slodkiej, mielonej papryki
 1 lyzeczka mielonej kolendry
1 sredniej wielkosci cebula, pokrojona w kostke
125 ml bialego wina
400 g pomidorow z puszki
1 mala papryczka chilli, bez gniazd nasiennych, drobno pokrojona
1 duzy zabek czosku, przecisniety przez praske
2 lyzeczki cukru
sol i swiezo mielony pieprz do smaku

Kotlety rybne:
miazsz z 3 kromek bialego chleba (okolo 60 g)*
600 g filetow rybnych (np. z dorsza) bez skory
1 sredniej wielkosci cebula, drobno pokrojona
4 zabki czosnku, przecisniete przez praske
30 g lisci pietruszki, drobno pokrojonych**
30 g lisci swiezej kolendry, drobno pokrojonych**
1 lyzka mielonego kuminu
1,5 lyzeczki soli
2 duze jajka
4 lyzki oliwy

Dodatkowo:
garsc lisci swiezej miety do podania

*nie nalezy zamieniac swiezego chleba na bulke tarta, bo kotlety wyjda za suche
**ja dodalam 20 g pietruszki i 10 g kolendry i uwazam, ze to wystarczajaca ilosc

Przygotowanie sosu: W glebokim rondlu rozgrzac oliwe. Dodac przyprawy (kumin, slodka papryke i kolendre) oraz cebule. Zmniejszyc ogien i dusic na malym ogniu przez okolo 10 minut lub do momentu, w ktorym cebula bedzie miekka. Dodac wino i dusic kolejne 3 minuty. Nastepnie dodac pomidory, chilli, czosnek, cukier, pol lyzeczki soli i troche pieprzu. Dusic na malym ogniu przez okolo 15 minut, az sos nieco zgestnieje. Doprawic do smaku sola i pieprzem. Odstawic na bok.

Przygotowanie kotletow (najlepiej zaczac je, gdy sos sie powoli dusi na malym ogniu): Chleb umiescic w malakserze i zmiksowac do utrzymania drobnych okruchow. Jesli nie macie malaksera, pokruszcie chleb na bardzo drobne kawalki. Rybe drobno pokroic i umiescic w misce wraz z chlebem i reszta skladnikow, poza oliwa. Dobrze wymieszac, a nastepnie wstawic do lodowki na 30 minut, zeby masa nieco stezala. Po tym czasie z masy formowac nieduze kotlety o srednicy okolo 8 cm i grubosci okolo 2 cm. Z podanych proporcji powinno wyjsc Wam okolo 8-10 kotletow.

Na patelni rozgrzac oliwe. Partiami smazyc kotlety, po 3 minuty z kazdej strony. Nalezy bardzo uwazac podczas odwracania kotletow na druga strone, bo sa bardzo delikatne.

Podsmazone kotlety delikatnie wlozyc do rondla z sosem pomidorowym. Dodac tyle wody, zeby sos przykryl kotlety – maksymalnie okolo 200 ml. Przykryc rondel i dusic calosc na bardzo malym ogniu przez okolo 15-20 minut. Po tym czasie wylaczyc palnik, zdjac pokrywke i zostawic danie w rondlu na 10 minut.

Przed podaniem posypac liscmi swiezej miety, posiekanymi albo w calosci.

Podawac z ryzem, kasza bulgar albo couscous.

Smacznego!

Fondant czekoladowy z coulis truskawkowym z tonką

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lubicie fondanty czekoladowe? Ja uwielbiam! Są esencją czekoladowości i dobrze smakują o każdej porze roku i na każdą okazję, bez względu na to czy to samotne pyjama party z maratonem filmowym, czy deser na zakończenie eleganckiej kolacji. Do tego przygotowuje się je bardzo szybko – można zrobić je nawet dzień wcześniej, odstawić do lodówki i wyjąć dopiero na 15 minut przed planowaną konsumpcją. Można także zamrozić nie upieczone fondanty i potem wstawić  je od razu do piekarnika, piekąc je jedynie 5 minut dłużej niż w oryginalnym przepisie. Fondanty spokojnie leżakujące w zamrażalniku przydają się w awaryjnych sytuacjach, np. podczas wizyty niezapowiedzianych gości albo chwili smutku, kiedy najdzie nas ochota na coś intensywnie czekoladowego i bardzo kalorycznego 🙂
Sekretem smacznego fondanta jest dobrej jakości gorzka czekolada i dopilnowanie czasu pieczenia, tak żeby deser miał idealną konsystencję – ściętą na zewnątrz i płynną oraz kremową w środku. Fondant na zdjęciach zdążył się już nieco zsiąść (ciężka jest praca fotografa w fatalnie oświetlonym mieszkaniu! :)), bo od wyjęcia go z piekarnika minęło już dobre 15 minut. Uwierzcie jednak, że konsystencja była dokładnie taka jak być powinna.
Swój fondant podałam z lekko kwaskowatym coulis truskawkowym z dodatkiem tonki i odrobiną domowej roboty cukru bazyliowego.
Bardzo Wam polecam ten deser np. jako zwieńczenie świątecznego obiadu. Uwierzcie, że będzie to świetna  odskocznia od wszechobecnych pierników i makowców, a wszystkim gościom posmakuje.
Składniki na 4 duże porcje albo 8 mniejszych

Fondant czekoladowy
przepis Gordona Ramsaya
50 g roztopionego masła
1 łyżka ciemnego kakao
200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości, najlepiej o 70% zawartości kakao
200 g masła
200 g cukru trzcinowego
4 jajka i 4 żółtka
200 g mąki pszennej
Foremki (np. silikonowe na muffinki albo małe ramekiny) posmarować grubą warstwą roztopionego masła i wstawić je do zamrażalnika na około 10-15 minut, do czasu gdy masło się zsiądzie. Następnie nanieść kolejną warstwę masła i wysypać foremki kakao.Wytrząsnąć nadmiar kakao.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej wraz z masłem. Odstawić do przestudzenia na 10 minut. 
W misce utrzeć jajka i żółtka wraz z cukrem, aż masa będzie jasna, gęsta i puszysta. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Następnie dodać czekoladę, w trzech turach, za każdym razem dokładnie miksując wszystkie składniki. Masa powinna być gładka. Masę przełożyć do foremek. Wstawić do lodówki na minimum 20 minut. W lodówce można je przechowywać maksymalnie przez całą noc. Jeśli chcecie przechowywać je dłużej, to możecie je zamrozić i przechowywać przez maksymalnie miesiąc (należy je wtedy wstawić zamrożone do piekarnika i dodać 5 min do czasu pieczenia).
Nagrzać piekarnik do 200C (180C z termoobiegiem). Wstawić fondanty i piec przez 10-12 minut, aż na wierzchu utworzy się cienka skorupka, a desery zaczną odchodzić od foremek. Wyjąć z piekarnika i odstawić do odpoczęcia na 1 minutę.
Bardzo delikatnie wyjąć fondanty z foremek na talerzyki – polecam używać silikonowych foremek, bo z nich jest zdecydowanie łatwiej wyjąć ten delikatny deser. Oprószyć cukrem pudrem albo cukrem bazyliowym. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. sosem karmelowym, lodami albo coulis owocowym.
Coulis truskawkowe z tonką:
200 g truskawek (mogą być mrożone)
5 łyżek wody
3-4 łyżki cukru
odrobina startej tonki
Truskawki umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Ustawić na palniku i zagotować. Gotować na małym ogniu przez 10 minut. Po tym czasie odstawić truskawki do ostudzenia. Ostudzone truskawki zmiksować na gładką masę w blenderze. Dodać świeżo startą tonkę.

Dodatkowo:
cukier bazyliowy/cukier puder/gałka lodów waniliowych (lub bazyliowych :))

Fondanty oprószyć cukrem bazyliowym przed podaniem. Można podać go z innymi dodatkami.

Smacznego!

Mus czekoladowy z warstwą sernikową

Lubie robic skomplikowane ciasta i desery, ale czasami mam ochote na cos szybkiego i wzglednie prostego, co zaspokoi moja ochote na slodycze, ale przygotowanie czego nie zajmie mi wiecej niz kilkanascie minut. Wtedy zazwyczaj siegam po moje ulubione tiramisu, domowy budyn albo mus czekoladowy.

Przepisow na ten ostatni jest juz na blogu kilka, kazdy z nich jest nieco inny i niekiedy wystepuje jako element innego deseru:

Dzisiaj podziele sie z Wami kolejnym pomyslem na mus czekoladowy, tym razem w polaczeniu z kremem sernikowym z biala czekolada. Delikatny i puszysty mus o intensywnym smaku gorzkiej czekolady swietnie kontrastuje z ciezka, kremowa i slodka warstwa sernikowa. Krem sernikowy swoja konsystencje i smak w duzej mierze zawdziecza dodatkowi serka Philadelphia, wiec radzilabym nie wymieniac go na zaden inny. W samym srodku deseru kryje sie mala niespodzianka – odrobina konfitury owocowej (u mnie wisniowej). Latem mozna dodac do deseru swieze maliny, wisnie, porzeczki, jagody albo truskawki.
Deser robi sie szybko, a efekt jest naprawde smaczny. Jest na tyle elegancki, ze z powodzeniem mozna go podac gosciom na zakonczenie dobrej kolacji (albo tak jak ja zjesc go w pizamie na kanapie ;))
Skladniki na 4 duze albo 6 mniejszych porcji

Mus czekoladowy:
120 g gorzkiej czekolady o 70% zawartosci kakao + do oproszenia
3 jajka, bialka i zoltka osobno
2 lyzki cukru pudru
3 lyzki mocnego espresso
200 ml smietanki kremowki
Krem sernikowy:
250 g kremowego serka Philadelphia
100 g bialej czekolady
Dodatkowo:
6 lyzek konfitury truskawkowej/wisniowej/malinowej
Przygotowanie musu: Czekolade roztopic w kapieli wodnej. Zoltka ubic do bialosci wraz z cukrem pudrem, a nastepnie dodac do nich czekolade, zmiksowac. Bita smietane ubic na sztywno. Polowe smietany i espresso zmiksowac wraz z masa zoltkowo-czekoladowa, a nastepnie bardzo delikatnie wmieszac do powstalej masy reszte smietany, najlepiej przy pomocy lyzki. Bialka ubic na sztywno i bardzo delikatnie wymieszac z reszta masy.

Przygotowanie kremu sernikowego: Biala czekolade rozpuscic w kapieli wodnej i zmiksowac z serkiem na gladka mase.

Przygotowanie deseru: Na dno szklanek/pucharkow wylozyc krem sernikowy. Na kremie delikatnie rozsmarowac konfiture i przykryc go musem czekoladowym. Wierzch udekorowac starta gorzka czekolada. Schlodzic w lodowce przez minimum 2-3h, a najlepiej przez cala noc.
Smacznego!

Łosoś z beurre blanc i sałatką z brązowego ryżu z warzywami

Na pewno czasami zastanawiacie się jakim daniem poczęstować specjalnych gości. Idealny poczęstunek powinien składać się z dania, ktore jest nie tylko smaczne i eleganckie, ale także proste i względnie szybkie w przygotowaniu, tak żeby nie trzeba było spędzić kilku godzin w kuchni, podczas gdy goście czekają przy stole. Te kryteria spełnia moja dzisiejsza propozycja – filet z łososia z patelni z beurre blanc na kołderce z sałatki z brązowego ryżu z warzywami.


 Danie bardzo ładnie się prezentuje i świetnie smakuje. Ma w sobie szczyptę francuskiej elegancji, ale równoczesnie nie jest przytłaczające i bazuje na dosć uniwersalnych smakach, które powinny odpowiadać większości osób. Ryba jest smażona na patelni dość krótko, tak żeby skórka się zarumieniła i stała się chrupiąca, a środek filetu pozostał delikatny i soczysty. W miarę neutralny smak ryby dopełnia beurre blanc. Beurre blanc to klasyczny francuski sos na bazie smietanki kremówki, masła i białego wytrawnego wina, który świetnie komponuje się z rybami. Mimo, że beurre blanc jest bardzo łatwe w przygotowaniu, sprawia wrażenie eleganckiego i wyszukanego w smaku. Sos ma delikatną i kremową konsystencję, a ja, podczas jego przygotowywania, wprost nie mogłam powstrzymać się przed wielokrotnym maczaniem palca w garnku i oblizywaniem łyżki… 🙂 Całości dania dopełnia sałatka na ciepło z brązowego ryzu i warzyw – zielonych szparagów, groszku cukrowego, marchewki, cebuli i czosnku. Jesli nie znajdziecie swieżych szparagow i groszku cukrowego, a nie chcecie używać mrożonych warzyw, możecie dodać do sałatki np. fasolkę szparagową, czy pora. Ja jednak polecam użycie takich warzyw jak w przepisie, nawet jesli będą mrożone – mrożone nie zawsze znacznie odbiegają standardem od świeżych.

Bardzo polecam, nie tylko na specjalne okazje!
 
 Przepis dodaję do akcji „Łosoś norweski na jesienno-zimową rozgrzewkę w kategorii wagowej 500 g.

Składniki na 4 porcje
przepis własny

Łosoś:
500 g łososia norweskiego, podzielonego na 4 filety (każdy o wadze mniej wiecej 125 g)
sól i świeżo mielony pieprz 
garść mąki pszennej
2 łyżki masła klarowanego
Beurre blanc:
200 ml śmietanki kremówki (30%)
120 g masła
100 ml białego wytrawnego wina
2 szalotki
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Sałatka z brązowego ryżu:
1,5 szklanki brązowego ryżu
8 zielonych szparagow
100 g groszku cukrowego
1 mala cebula
1 ząbek czosnku
1 średniej wielkości marchew
3 łyżki kremowego serka typu Philadelphia
150-200 ml bulionu warzywnego
1 łyżeczka suszonych ziół prowansalskich
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
oliwa
Przygotowanie dania najlepiej zacząć od sałatki z brązowego ryżu: W garnku zagotować wodę wraz z łyżeczką soli. Do gotującej się wody wsypać ryż, zmniejszyć ogien i gotować, aż ryż będzie miękki – u mnie zajęło to około 20 minut. Po tym czasie dokładnie odsączyć ryż na sitku z nadmiaru wody.
Od szparagow odciąć główki i odłożyć je na bok. Resztę szparagow pokroić w cienkie plastry, najlepiej lekko ukośnie. Groszek cukrowy oczyścić z twardych koncowek i pokroić w cienkie plastry – ważne, żeby groszek byl młody i pozbawiony łyka. Jesli nie znajdziecie groszku cukrowego w strąkach, użyjcie swieżego lub mrożonego zielonego groszku (samych ziaren). Cebulę i czosnek pokroić w drobną kostkę. Marchewkę obrać i pokroić w „julienne” – cieniutkie, długie paski. 
Na patelni rozgrzać 2 łyzki oliwy. Dodać cebulę i czosnek i podsmażać na średnim ogniu, aż cebula się lekko zeszkli, uważając, żeby się nie zarumieniła. Następnie dodać suszone zioła, szparagi (bez głowek), groszek i marchewkę. Podsmażać przez 2-3 minuty, a następnie zalać połową bulionu i dusić na średnim ogniu przez około 15 minut, az warzywa lekko zmiekną, a bulion odparuje. Jeśli zajdzie taka potrzeba, w trakcie duszenia warzyw, stopniowo dodawać resztę bulionu. Na koniec dodać kremowy serek i dokładnie wymieszać. Do warzyw dodać ugotowany wcześniej ryż, wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. Przykryć pokrywką i odstawić na bok na czas przygotowania ryby i sosu.
Głowki szparagow zblanszować we wrzątku przez około 2-3 minuty i odłożyć na bok – będą potrzebne do dekoracji dania.
Przygotowanie beurre blanc: W rondelku umieścić szalotki przecięte na poł, białe wino i 1/3 śmietanki kremówki. Zagotować, zmniejszyć ogien i gotować przez około 5 minut, aż alkohol z wina nieco odparuje, a szalotka odda swoj aromat. Wyjąć szalotki (można je wyrzucić, nie będą juz potrzebne), dodać resztę śmietanki kremówki i 2/3 masła. Zagotować, ciągle mieszając. Gotować na małym ogniu przez około 10-15 minut, aż sos zgęstnieje. Należy często mieszać sos, najlepiej używając trzepaczki. Na koniec dodać resztę masła, dokładnie wymieszać i doprawić sos do smaku solą i pieprzem.
Przygotowanie ryby: Filety umyć i dokładnie osuszyć ręcznikiem papierowym. Oprószyć solą i pieprzem z obu stron, a następnie oprószyć skórę maką. Na rozgrzanej patelni roztopić masło klarowane. Na patelni położyć filety, skórą do dołu i smażyć na średnim ogniu przez 3-4 minuty, aż skorka ładnie się zarumieni i będzie chrupiąca. Następnie przewrócić rybę na drugą stronę i smażyć przez dosłownie 30 sekund, aż mięso się delikatnie zetnie. Ważne, żeby nie przesmażyć łososia – w środku ryba powinna być ciemno rożowa, delikatna i rozwarstwiąjaca się na płaty.
Podanie dania: Na dno głebokiego talerza nałożyć warstwę ryżu, zostawiąjąc miejsce na boku (okolo 1-2 cm). Dookoła ryżu delikatnie zrobić otoczkę z beurre blanc, w razie potrzeby wycierając nadmiar sosu. Na ryżu ułożyć filety z łososia. Na kazdym filecie ułożyć po dwie główki szparagów. Najlepiej nie polewać łososia sosem, tylko podać sos w sosjerce, tak żeby każdy mógł polać rybę samodzielnie taką iloscia sosu jaka mu odpowiada. Poza tym danie prezentuje się o wiele estetyczniej, gdy nie pływa w nadmiarze sosu.
Smacznego!

Jagnięcina w sosie czekoladowym

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, lubię eksperymentować z połączeniami smaków i zawsze chętnie próbuje rzeczy, których do tej pory nie jadłam. O ile dodatek czekolady do dań mięsnych nie był mi obcy, bo spotkałam się z nim już w chilli con carne, o tyle nigdy nie jadłam wytrawnego sosu, w którym czekolady byłoby aż tyle (60g). Kiedy w „Złotej Księdze Czekolady” zobaczyłam przepis na sarninę w sosie czekoladowym, postanowiłam w podobny sposób przyrządzić jagnięcinę. Przepis zmodyfikowałam, dostosowując go do własnego gustu kulinarnego. Jak wyszło? Na pewno bardzo kontrowersyjnie. Mnie danie smakowało bardzo – mięso było miękkie i delikatne, a czerwone wino i gorzka czekolada sprawiły, że sos był bardzo wytrawny, z lekką nutką goryczy, którą bardzo lubię. Mimo dodatku czekolady, sos zdecydowanie nie był deserowy i moim zdaniem dobrze pasował do mięsa. Kwaskowata suszona żurawina i orzeszki ziemne oraz nerkowca świetnie go uzupełniły. Innym domownikom danie smakowało nieco mniej, głównie za sprawą lekkiej goryczy sosu i wyczuwalnego smaku czekolady, który nie przekonał ich w połączeniu z mięsem. Jeśli lubicie poznawać nowe smaki, koniecznie przetestujcie przepis. Nie obiecuję, że Wam posmakuje, ale warto spróbować! 🙂
Składniki
(mocno zmodyfikowany przepis ze „Złotej Księgi Czekolady”)

Marynata:
1 kg jagnięciny bez kości (np. udźca)
200 ml czerwonego wytrawnego wina
10 owoców jałowca
2 liście laurowe
1 goździk
1 mała marchew
1 łodyga selera naciowego
1 szalotka

Sos:
mięso wraz z marynatą
3 szalotki
1 mała marchew
1 łodyga selera naciowego
2 ząbki czosnku
1,5 l bulionu 
2 łyżki koncentratu pomidorowego
60 g gorzkiej czekolady (najlepiej z 70% zawartości kakao)
garść suszonej żurawiny
garść orzeszków ziemnych i orzechów nerkowca
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
szczypta chilli
masło klarowane do smażenia

Mięso umyć i pokroić w dużą kostkę, a następnie umieścić w pojemniku. Do pojemnika dodać marchewkę, selera i szalotkę pokrojone w drobną kostkę,  a także resztę składników marynaty. Zamknąć pojemnik i wstawić do lodówki na całą noc.

Następnego dnia drobno pokroić szalotkę, marchew, selera i czosnek. Na rozgrzanej patelni roztopić masło klarowane, dodać warzywa i podsmażać przez kilka minut, aż lekko zmiękną. Dodać mięso, bez marynaty. Podsmażać, aż mięso lekko się zarumieni. Następnie dodać winną marynatę i dokładnie odparować alkohol. Dodać koncentrat pomidorowy i bulion. Przykryć i dusić na małym ogniu przez około 2h, aż mięso będzie miękkie. Po tym czasie dodać suszoną żurawinę, orzechy i czekoladę. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. Spróbować i doprawić do smaku solą, chilli i pieprzem. Podawać z ryżem albo kaszą.

Smacznego!

Panna cotta. Trawa cytrynowa. Mango. Ananas.

Bardzo lubię panna cottę, bo daje duże pole do eksperymentowania. Jest świetnym nośnikiem wszelkich smaków, a sama w sobie jest na tyle neutralna, że można ją śmiało łączyć z przeróżnymi dodatkami. „Podstawowa” panna cotta jest naprawdę prosta i szybka w przygotowaniu, więc bez problemu poradzą z nią sobie nawet osoby, które nie są mistrzami w przygotowaniu słodkości. 
Ja tym razem postawiłam na połączenie ze sobą kilku egzotycznych smaków – trawy cytrynowej, mango, cytryny i ananasa. Kremowa panna cotta z subtelną nutą trawy cytrynowej występuje w duecie z galaretką-musem z mango, do której, dla orzeźwienia smaku, dodałam sok z cytryny. Całości dopełnia ananas występujący tutaj w dwóch formach –  lekko karmelizowanej i suszonej. 
Deser nie tylko dobrze smakuje, ale także ładnie wygląda. Jest utrzymany w słonecznej, letniej tonacji, przywodzącej na myśl jakieś odległe, ciepłe kraje. W szarobure, listopadowe dni warto przenieść się gdzieś daleko, chociażby myślami. Jak wiadomo, dobre jedzenie pobudza wyobraźnię.
Składniki na 4 porcje
przepis własny
Panna cotta:
200 ml śmietanki kremówki 
60 ml mleka
1 łyżka cukru pudru
1 źdźbło trawy cytrynowej, przekrojone wzdłuż
1,5 łyżeczki żelatyny
Galaretka z mango:
1 duże dojrzałe mango
1 łyżka cukru
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
2 łyżeczki żelatyny
8 łyżek wody
Lekko karmelizowany ananas:
6 krążków ananasa
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki zalewy z ananasa
Dodatkowo:
4 krążki suszonego ananasa
Przygotowanie panna cotty: Śmietankę umieścić w rondelku wraz z mlekiem i trawą cytrynową. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i dodać żelatynę i cukier puder. Dokładnie wymieszać – należy uważać, żeby nie zrobiły się grudki z żelatyny. Przelać masę do foremek, wystudzić i wstawić do lodówki na 2h. Kiedy masa stężeje wylać na nią galaretkę z mango.
Galaretka z mango: Mango obrać ze skóry, pokroić w kostkę i zmiksować blenderem na puree, wraz z cukrem, sokiem z cytryny i 6 łyżkami wody. Żelatynę rozpuścić w 2 łyżkach ciepłej wody i dodać do puree z mango. Puree wylać na schłodzoną panna cottę. Schłodzić w lodówce przez 2h, aż galaretka stężeje. 
Panna cottę z galaretką delikatnie wyjąć z foremek, obkrawając brzegi nożem do masła. Podawać z lekko karmelizowanym ananasem i płatkiem suszonego ananasa na górze.
Karmelizowany ananas: Ananasa pokroić w kostkę. W rondlu zrobić karmel z cukru. Dodać zalewę z ananasa i bardzo szybko i intensywnie mieszać, żeby karmel się nie zbrylił. Dodać ananasa. Karmelizować na małym ogniu przez 5-6 minut, aż sos się zredukuje i zgęstnieje, a ananas się lekko zezłoci.
Smacznego!

Polędwiczki z pigwowcem i jabłkami

Za oknem zima, a u mnie na talerzu wciąż jesień. Jabłka i pigwa/pigwowiec nieodzownie kojarzą mi się z tą porą roku. Inspirując się przepisem na kotlety schabowe Donny Hay z książki „Simple Dinners”, przyrządziłam polędwiczki wieprzowe z glazurą z konfitury z pigwowca, oregano i podpiekanymi w maśle plasterkami jabłek. Mięso wyszło soczyste, a lekko kwaskowata konfitura świetnie kontrastowała ze słodyczą jabłek. Mimo, że to prawdziwa bomba smaków, danie robi się naprawdę bezproblemowo i szybko. Takie potrawy lubię najbardziej. Szczególnie, gdy za oknem jest szaro-buro, a słońce zachodzi co raz wcześniej…

Polędwiczki podałam z puree ziemniaczanym z dodatkiem jabłek i tymianku. Próbowaliście kiedyś takiego połączenia smakowego? Jeśli nie, to czym prędzej to nadróbcie, bo puree jest naprawdę smaczne. Jabłka nadają mu delikatnej słodyczy. Dzięki temu, że ziemniaki są gotowane w mleku, puree jest bardzo kremowe i delikatne w smaku bez potrzeby dodawania dużej ilości masła, czy śmietany.

Składniki na 4 porcje:

  • 1 duża polędwiczka wieprzowa
  • 2 jabłka
  • 6 łyżki konfitury z pigwowca (przepis tutaj)*
  • 2 gałązki oregano
  • 50 g masła, roztopionego
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Puree ziemniaczane z jabłkiem:

  • 500 g ziemniaków
  • 1 średniej wielkości jabłko
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżka masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku


*zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko jest dostać pigwę/pigwowca i nie każdemu chce się robić konfiturę. Dlatego myślę, że można spróbować dodać powidła śliwkowe, mus jabłkowy albo żurawinę. Sama chętnie wypróbuję takie wersje!

Przygotowanie mięsa: Polędwiczkę pokroić w plastry – ja pokroiłam w 6 plastrów – i bardzo delikatnie rozbić tłuczkiem z każdej strony, tak żeby mięso miało około 1-1,5 cm grubości. Oprószyć mięso solą i pieprzem. Naczynie żaroodporne lekko skropić oliwą i ułożyć w nim kawałki mięsa. Na każdy kawałek polędwicy nałożyć 1 łyżkę konfitury z pigwowca i kilka listków oregano. Jabłka pokroić w cienkie plastry i ułożyć po 3-4 plasterki na każdym kawałku mięsa. Polać mięso roztopionym masłem i na wierzchu ułożyć pozostałe oregano. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec około 20 minut, aż mięso nie będzie surowe, a jabłka ładnie się zarumienią. Podawać od razu.

Przygotowanie puree: Ziemniaki i jabłka obrać i pokroić w kostkę. Umieścić w garnku, zalać wodą i mlekiem. Dodać tymianek i około 1/2 łyżeczki soli. Zagotować, zmniejszyć ogień i dusić na małym ogniu, aż ziemniaki będą miękkie. Dodać masło i zmiksować całość na gładką masę. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać z plasterkami surowego jabłka.

Smacznego!

Tarta serowa z figami

 
Jako, że słodka tarta sernikowa z figami stała się prawdziwym hitem w moim domu i wszystkim bardzo smakowała, postanowiłam pokombinować i przygotować jej wytrawną wersję. Wyszło równie pysznie i śmiało mogę powiedzieć, że tarty z figami są zdecydowanie na samej górze listy naszych ulubionych jesiennych wypieków. Spód jest upieczony z mojego ulubionego przepisy – jest maślany i bardzo kruchy, ale równocześnie nie jest twardy. Nadzienie jest delikatne, z wyczuwalnym smakiem sera z niebieską pleśnią, aromatyczną bazylią i ciągnącą się mozzarellą. Na wierzchu są lekko karmelizowane, świeże figi. Czego chcieć więcej na lekki jesienny obiad albo kolację?

Tartę możecie zjeść solo albo w towarzystwie ulubionej sałatki. Ja polecam Wam podać ją z lekko karmelizowaną cykorią duszoną w maśle, na którą przepis znajduje się poniżej. Według mnie lekko słodka, maślana cykoria z delikatną nutą goryczki świetnie pasuje do smaku fig i serów.

Składniki na kwadratową formę o boku 24 cm
przepis własny
Kruche ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki zimnego mleka
Nadzienie:
  • 400 ml kwaśnej śmietany
  • 3 jajka
  • 150 g sera z niebieską pleśnią, pokrojonego w kostkę
  • kulka (125 g) mozzarelli
  • 4 łyżki startego parmezanu
  • garść liści bazylii, posiekane
  • 4 suszone figi, drobno pokrojone
  • 2 łyżki masła
  • 1 mała cebula
  • 1 ząbek czosnku
  •  4 świeże figi
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • łyżeczka cukru trzcinowego
Wszystkie składniki kruchego ciasta szybko zagnieść, do uzyskania gładkiego, miękkiego ciasta. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce przez godzinę. Po tym czasie ciastem wylepić formę do tarty, wraz z brzegami. Warstwa ciasta nie powinna być gruba, ale równocześnie nie może być zbyt cienka. Ponakłuwać ciasto widelcem. Przykryć papierem do pieczenia i obciążyć kulkami ceramicznymi/fasolą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec 15 minut. Po tym czasie zdjąć papier i obciążenie i piec kolejne 10 minut, aż ciasto lekko się zarumieni. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Po wystudzeniu, wyjąć z formy.
Na patelni rozgrzać masło. Cebulę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na maśle, wraz z drobno pokrojonym czosnkiem. Śmietanę wymieszać z jajkami, 75 g sera z niebieską pleśnią, parmezanem, listkami bazylii, suszonymi figami i zeszkloną cebulą i czosnkiem. Doprawić masę do smaku solą i pieprzem. 
Mozzarellę pokroić w plastry. Na kruchym cieście ułożyć plastry mozzarelli. Na wierzch wylać masę śmietanowo-serową. Figi pokroić w cienkie plastry i ułożyć na masie. Posypać pozostałym serem z niebieską pleśnią.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez godzinę, aż wierzch ładnie się zarumieni, a masa śmietanowa się zetnie. 5 minut przed końcem pieczenia posypać figi cukrem trzcinowym.
Po wyjęciu z piekarnika wyjąć tartę z formy i przed krojeniem dać jej odpocząć przez około 15 minut. Podawać z ulubionymi dodatkami. Ja polecam lekko karmelizowaną cykorię:

Karmelizowana cykoria:
  • 3 główki cykorii
  • 6 łyżek masła
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • garść rodzynek
  • 1/5 szklanki wody
 Obrać liście cykorii i wykroić gorzki głąb. Na rozgrzanej patelni roztopić masło. Dodać cukier i podgrzewać na średnim ogniu, aż cukier się roztopi. Dodać sól i cykorię. Podsmażać przez kilka minut. Dodać rodzynki i podlać wodą. Dusić na małym ogniu aż płyn odparuje, a cykoria zmięknie – około 10 minut.
Smacznego!

Pyszne trio

 
…czyli roladki z kurczaka z szałwią i szynką dojrzewającą, puree ziemniaczane z zielonym groszkiem i pomidory w panierce parmezanowej.

Pyszne i bardzo proste do przygotowania danie, które przygotujecie niemalże ekspresowo. Roladki przypominają saltimboccę, z tą różnicą, że są zrobione z piersi z kurczaka, a nie z cielęciny i nie są obsmażane z dodatkiem białego wina. Mimo, że tak naprawdę są w nich trzy składniki – mięso, szynka dojrzewająca i świeża szałwia – są bardzo aromatyczne i smakują praktycznie każdemu. Dodatek groszku do puree ziemniaczanego to ciekawy pomysł, który wzbogaca zarówno jego smak, jak i konsystencję. Ja zrobiłam puree z groszkiem z puszki, bo niestety nie wiedziałam, że nie mam już w domu mrożonego, ale zdecydowanie polecam Wam tę drugą opcję. Pomidory w panierce parmezanowej również są bardzo smaczne i ostatnio robiłam je nawet na niedzielne śniadanie. Niby taka prosta i mało wyszukana rzecz, a cieszy kubki smakowe 🙂

Inspiracją do stworzenia tego dania były warsztaty kulinarne z przygotowania potraw z wołowiny i cielęciny, organizowane przez Makro.

Składniki na 6 porcji

Roladki z kurczaka:

  • 3 pojedyncze piersi z kurczaka
  • 12 plasterków szynki dojrzewającej (np. szwarcwaldzkiej albo parmeńskiej)
  • 12 listków szałwii
  • świeżo mielony pieprz

Puree ziemniaczano-groszkowe:

  • 1 kg ziemniaków
  • 1 puszka zielonego groszku (albo 1 szklanka mrożonego groszku)
  • 5 łyżek mleka
  • 1 łyżka miękkiego masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Pomidory w parmezanowej panierce:

  • 3 średniej wielkości pomidory
  • 2 jajka*
  • 6 czubatych łyżek startego parmezanu
  • świeżo mielony pieprz
  • mąka pszenna

*można dowolnie zwielokrotniać ilość panierki, w zależności od ilości i wielkości pomidorów. Generalne proporcje: 1 jajko na 3 łyżki parmezanu

Roladki z kurczaka: Kurczaka umyć i oczyścić. Każdą pierś przekroić na 4 części. Każdą część rozbić tłuczkiem, aż będzie dość cienka (ale nie przezroczysta!). Każdy kawałek kurczaka ułożyć na plastrze szynki. Oprószyć świeżo mielonym pieprzem i na środku położyć listek szałwii. Zawinąć kurczaka w szynkę, tworząc płaską roladkę. Tak samo postąpić z resztą kurczaka. Na rozgrzanej patelni roztopić łyżkę klarowanego masła. Smażyć z obu stron do zarumienienia – około 2 minut z każdej strony. Podawać od razu.

Puree ziemniaczano-groszkowe: Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Po ugotowaniu dokładnie odcedzić i odparować. Do ziemniaków dodać 3/4 groszku, mleko i masło. Zmiksować blenderem do uzyskania gładkiej masy. Dodać resztę groszku – ma być w kawałkach – i doprawić do smaku solą i pieprzem.

Panierowane pomidory: Pomidora pokroić w grube plastry (każdego w około 4 plastry). Każdy plaster dokładnie oprószyć pieprzem i obtoczyć w mące, a następnie strząsnąć jej nadmiar. Roztrzepane jajka wymieszać z parmezanem. Pomidory maczać w mieszance jajeczno-serowej i smażyć z każdej strony na rozgrzanym maśle, aż panierka będzie złocista i chrupiąca (polecam Wam zamoczyć pomidora z jednej strony, położyć na patelni, a następnie posmarować jajkiem z serem drugą stronę – dzięki temu panierka będzie grubsza i nie upaprzecie się tak podczas przenoszenia pomidorów na patelnię).

Na talerzu ułożyć puree, a na nim pomidory. Obok ułożyć roladki. Można podać z rukolą.

Smacznego!

Urodzinowe danie

Jakiś czas temu prezentowałam na blogu przepis na mój tort urodzinowy, więc teraz czas na danie główne, które zaserwowałam swoim gościom. Postawiłam na francuską klasykę, którą zinterpretowałam po swojemu. Na talerzu pojawiły się konfitowane kacze udka, lekko odsmażone na patelni w towarzystwie grillowanych zielonych szparagów, flanu borowikowego i duszonych w maśle kurek. Całość dobrze się prezentowała i, co najważniejsze, smakowała świetnie. Wszystkie smaki dobrze się uzupełniały, a danie tworzyło spójną całość.

Konfitowane kacze udka (confit de canard) to jeden z moich ulubionych sposobów podania kaczki. Dzięki marynowaniu w soli (z dodatkiem tymianku i czosnki) i późniejszemu długim duszeniu w kaczym/gęsim tłuszczu, mięso ma specyficzny, słonawy smak i ciekawą strukturę – mięso rozwarstwia się, jest bardzo delikatne i samo odchodzi od kości. Wbrew pozorom kaczka nie jest tłusta – większość tłuszczu z udka wytapia się podczas duszenia, a smalec nie osiada na mięsie. Dzięki takiemu sposobowi przyrządzenia, mięso jest doskonale zakonserwowane i można je później przechowywać w lodówce przez kilka tygodni (zalane smalcem). Podobno im dłużej leżakuje i dojrzewa, tym lepiej smakuje. Niestety nie było mi dane sprawdzić, bo moje udka dojrzewały tylko jeden dzień. Jeśli lubicie nowe smaki, to koniecznie spróbujcie. Kaczka jest naprawdę przepyszna, a jej smak jest nie do podrobienia. Samo przygotowanie też nie jest problematyczne. Wymaga czasu, ale nie jest pracochłonne. Jedynym problemem może być znalezienie dużych ilości kaczego/gęsiego tłuszczu. Nie martwcie się astronomicznymi ilościami smalcu potrzebnego do tego dania – smalec można potem zużyć do smażenia albo do przygotowania kolejnego confit.

Swoje confit postanowiłam podać z flanem borowikowym, który miał bardzo intensywny, grzybowy smak i delikatną strukturę, fajnie uzupełniającą mięso. Taki flan zrobię na pewno jeszcze nie raz, bo bardzo mi smakował. Całości dopełniały grillowane szparagi i duszone w maśle kurki. Byłam bardzo zadowolona z tego połączenia, ale oczywiście możecie podać confit z innymi dodatkami, np. klasycznie z fasolą szparagową albo z soczewicą.

Składniki na 6 porcji
 
Konfitowane udko z kaczki:
(inspiracja stąd)

  • 6 kaczych udek* (moje miały po około 300 g)
  • 30 g soli morskiej
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • 8 ząbków czosnku
  • 10 gałązek tymianku
  • 1,2 kg kaczego/gęsiego smalcu
  • 4 łyżki miodu


Udka z kaczki umyć i dokładnie osuszyć. Każde dobrze natrzeć solą i czosnkiem – łącznie 6 ząbkami, przeciśniętymi przez praskę. Oprószyć świeżo mielonym pieprzem i posypać tymiankiem (8 gałązkami). Udka ułożyć w szczelnie zamykanym pojemniku. Wstawić do lodówki na 24-48h. Po tym czasie dokładnie umyć mięso i dobrze osuszyć. 

Smalec roztopić na małym ogniu.

Na patelni rozgrzać łyżkę smalcu i obsmażyć na nim udka z obu stron, tak żeby lekko się zarumieniły. Obsmażone udka ułożyć w dużym garnku. Zalać roztopionym smalcem, tak żeby przykrył udka. Przykryć garnek pokrywką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Kiedy na powierzchni smalcu pojawią się niewielkie bąbelki (nie może być zbyt gorący), zmniejszyć temperaturę piekarnika do 140C. Dusić około 2,5-3h, aż mięso będzie miękkie i będzie odchodziło od kości. Po 2h dodać do smalcu 2 ząbki czosnku i 2 gałązki tymianku. Gotowe udka albo pozostawić w smalcu i po wystudzeniu przechowywać w lodówce przez kilka tygodni albo od razu wziąć się za dalszą obróbkę**:

Udka osuszyć i posmarować miodem oraz oprószyć świeżo mielonym pieprzem. Na patelni rozgrzać smalec i wrzucić udka. Podsmażać na średnim ogniu z obu stron, aż skórka stanie się chrupiąca i będzie ładnie zarumieniona. Trzeba uważać, żeby nie spalić skórki – dodatek miodu sprawia, że dość szybko się rumieni.

*bardzo ładne kacze nogi dostanie w halach Makro. Ja kupowałam francuskiej firmy Le Canard i bardzo je Wam polecam – były duże i bardzo mięsiste, więc idealnie nadawały się do konfitowania 

**konfitowane kacze udka można przechowywać w lodówce, zalane smalcem, przez kilka tygodni. Należy je bardzo delikatnie wyjąć z tłuszczu, opłukać, osuszyć i dalej postępować zgodnie ze wskazówkami zawartymi w przepisie.

Flan borowikowy:

  • 40 g suszonych borowików
  • 2 łyżki masła
  • 2 małe szalotki, drobno pokrojone
  • 4 ząbki czosnku, drobno pokrojone
  • 1 gałązka tymianku
  • 1 i 1/3 szklanki śmietanki kremówki
  • 5 żółtek
  • 1/4 szklanki startego parmezanu
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
 Grzyby zalać gorącą wodą, tak żeby je przykryła. Odstawić na godzinę. Po tym czasie dokładnie je odsączyć, zachowując 1/2 szklanki płynu. Grzyby wraz z płynem zmielić w blenderze.

Na rozgrzanej patelni roztopić masło i zeszklić na nim szalotki i czosnek. Do zmiksowanych grzybów dodać szalotki, czosnek, listki tymianku, śmietanę, żółtka i ser. Wymieszać łyżką do połączenia się składników i doprawić masę do smaku solą i pieprzem. Miksturę przelać do ramekinów. Ramekiny umieścić w większej formie, która powinna być wypełniona taką ilością wrzątku, żeby sięgał do połowy wysokości ramekinów. Piec w temperaturze 175 C przez około 45-50 minut, aż flany się zetną.

Dodatki:
  •  pęczek zielonych szparagów
  • 1 łyżeczka cukru
  • 250 g kurek
  • 1 gałązka tymianku
  • 4 łyżki masła
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
 Szparagi krótko zblanszować, a następnie pokroić na 3 części. Główki odłożyć na bok, a resztę zgrillować na patelni grillowej przez około 5-6 minut, aż lekko się zarumienią i zmiękną. Po tym czasie dodać główki, posypać szparagi cukrem, solą i pieprzem i podsmażać je przez kolejną minutę lub dwie.

Na patelni rozgrzać masło. Dodać listki tymianku i podsmażać przez 10-20 sekund, aż zioło zacznie pachnieć. Dodać dokładnie oczyszczone kurki. Podsmażać przez kilka minut, aż grzyby lekko zmiękną. W razie potrzeby można podlać grzyby odrobiną wody. Doprawić do smaku solą i pieprzem. 

Podanie dania:

Na talerzu ułożyć szparagi, a na nich położyć udko z kaczki. Delikatnie wyjąć flan z foremki i położyć obok mięsa. Udekorować duszonymi kurkami.

Smacznego!

 

Sarna w sosie winno-borówkowym

 
Uwielbiam dziczyznę i bardzo żałuję, że jej ceny w Polsce uniemożliwiają częstsze spożycie tego smacznego mięsa. Niestety żeby często jeść dziczyznę, to trzeba albo samemu polować na dziką zwierzynę albo być bardzo bogatym człowiekiem. Nie zaliczam się do żadnej z tych grup i czasami mam wrażenie, że bardziej prawdopodobne jest to, że kiedyś zacznę należeć się do tej pierwszej… 🙂

Sarnina jest nie tylko smacznym, ale bardzo zdrowym mięsem – chudym, pochodzącym od zwierząt, które żywią się „naturalnie” i nie są karmione modyfikowanymi paszami. Ma jednak bardzo specyficzną strukturę – jest nieco zbita i nieco sucha, ale ja bardzo lubię tę konsystencję. Żeby uniknąć nadmiernego wysuszenia się tego chudego mięsa, należy je przed pieczeniem/duszeniem naszpikować słoniną. Polecam Wam także kupowanie mrożonego mięsa. Dziczyzna, żeby była smaczna, musi dobrze skruszeć, a kupując świeże mięso nie mamy pewności jak długo mięso kruszało i w jakich warunkach. Z kolei kupując mrożoną dziczyznę taką pewność mamy, bo mięso kruszeje podczas przemrażania. Sarninę warto też uprzednio macerować, np. w maślance, dzięki czemu jest delikatniejsza.

Sarninę możecie przygotować w różnorodny sposób, oczywiście w zależności od tego jaką część zwierzaka macie pod ręką. Ja miałam pokaźną ilość udźca. Z udźca możecie przygotować gulasz albo dusić go w całości i później pokroić w plastry. Możecie go także upiec w całości w piekarniku albo przygotować soczyste steki.  Przygotowując sarninę i inną dziczyznę, pamiętajcie, że leśne zwierzęta najlepiej „dogadują się” z owocami lasu – brusznicami, malinami, jagodami, grzybami, jeżynami, jałowcem, iglakami. Idąc tym tropem, swoją sarnę podałam z aromatycznym sosem winno-brusznicowym, doprawionym odrobiną cynamonu, jałowca i goździków. Smakowało wyśmienicie. Tak, wyśmienicie to odpowiednie słowo! Danie podałam z kopytkami i smacznymi, glazurowanymi marchewkami z odrobiną tymianku. Do pełni szczęścia potrzeba tylko lampki dobrego czerwonego wytrawnego wina.

Składniki:
  • 1,3 kg udźca z sarny bez kości*
  • 200 g słoniny
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • 1 duża cebula
  • 3 ząbki czosnku
  •  1 duża marchew
  • 1 seler korzeniowy
  • 1 korzeń pietruszki
  • pęczek natki pietruszki
  • 1 por
  •  4 ziarna ziela angielskiego
  • 3 listki laurowe
  • 2 szklanki bulionu
 
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 szklanka czerwonego wytrawnego wina
  • 8 kulek jałowca
  • 2 goździki
  • szczypta cynamonu
  • 5-6 łyżek konfitury z brusznicy
  • 2 łyżki cukru
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
Przemrożony udziec z sarny oczyścić z błonek, umyć i dokładnie wysuszyć. Naszpikować kawałkami słoniny (100g), pomagając sobie małym nożykiem albo wykałaczką. Natrzeć solą i pieprzem.

W głębokim rondlu rozgrzać łyżkę oleju i wrzucić pozostałą słoninę, pokrojoną w drobną kostkę. Kiedy tłuszcz będzie gorący, dodać mięso i obsmażyć z każdej strony. Wyjąć mięso z rondla i dodać cebulę i czosnek. Kiedy cebula się zeszkli, dodać startą na tarce marchew, pietruszkę i selera oraz pokrojonego w cienkie plasterki pora. Zalać bulionem i zagotować. Do bulionu włożyć mięso. Dodać ziele angielskie i liść laurowy. Przykryć i dusić na małym ogniu przez około 2h, aż mięso zmięknie. Kiedy mięso będzie miękkie, wyjąć je z bulionu i dać mu „odpocząć” przez 5-10 minut. Po tym czasie pokroić mięso na cienkie plastry i włożyć z powrotem do bulionu. Dusić jeszcze 15-20 minut. Po tym czasie wyjąć mięso i przełożyć je w ciepłe miejsce, np. do garnka żeliwnego.

Bulion dokładnie odcedzić na sitku. Do klarownego bulionu dodać wino, rozgnieciony w moździerzu jałowiec i goździki, cynamon i konfiturę z brusznicy. Zagotować. Na patelni roztopić dwie łyżki masła, dodać mąkę i zasmażyć razem do uzyskania złotego koloru. Zasmażkę dodać do gotującego się sosu i energicznie mieszać, przy pomocy rózgi, żeby nie zrobiły się grudki. Zmniejszyć ogień. Na suchej patelni zrobić karmel z 2 łyżek cukru i dodać go do sosu. Wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Dusić, aż sos się zredukuje i zgęstnieje.

Na talerzu układać plastry mięsa. Polewać je gorącym sosem. Podawać z ulubionymi dodatkami. Ja polecam kopytka/kluski śląskie i zasmażane buraczki albo glazurowane marchewki.

*mrożony udziec z sarny kupicie w halach Makro – jest w ładnych, dużych kawałkach i z polskich saren, co dla mnie jest ogromną zaletą. Idealnie nadaje się do wszelkiego rodzaju gulaszów i innych dań z dziczyzną. Polecam!

Przepis – własny, inspirowany przepisem Komarki z bloga Every Cake You Bake

Glazurowana marchewka:

  • 300 g marchwi
  • 4 czubate łyżki masła
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  • odrobina wody

 Marchewkę obrać i pokroić w cienkie paseczki. Na patelni roztopić masło wraz z cukrem i tymiankiem, zasmażając wszystko razem przez 2-3 minuty. Dodać marchew i glazurować ją w maśle przez 5 minut. Po tym czasie dolać tyle wody, żeby przykryła marchew. Dusić na średnim ogniu przez około 10 minut – marchew powinna wchłonąć większość sosu i stać się miękka. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Smacznego!

Trippa alla fiorentina

Patrząc na to zdjęcie, większość z Was na pewno nie domyśli się, że pod nazwą ‚trippa alla fiorentina” skrywają się „flaki po florencku”. Flaki robione na sposób włoski – długo duszone w aromatycznym sosie winno-pomidorowym – w niczym nie przypominają popularnej w Polsce zupy. Mimo, że flaki przygotowany na sposób polski lubię i okazjonalnie jadam, zdecydowanie bardziej odpowiada mi włoska wersja. Jest bardziej aromatyczna, ma bardziej złożony „bukiet” smakowy i ładniej wygląda. Wino, pomidory, różne warzywa (marchew, szalotka, seler, czosnek) i zioła nieco maskują specyficzny smak i zapach flaków, za którymi nie każdy przepada. Do tego dochodzi garść startego parmezanu i świeżej mięty, którymi posypuje się danie tuż przed podaniem. Jak dla mnie bajka, ale ja uwielbiam takie klimaty. Potrawy z podrobów i innych powszechnie ignorowanych i nie lubianych składników są bardzo bliskie mojemu sercu. Wychodzę z założenia, że z prawie każdej części zwierzęcia, przy odrobinie pomysłowości, umiejętności i odpowiednich składników, można wyczarować pyszne danie, bez względu na to czy to polędwica, grasica czy flaki. Ważne tylko, żeby się nie uprzedzać i nie mówić, że się czegoś nie lubi, zanim się tego nie spróbuje. Bardzo bliska jest mi kuchnia włoska – Włosi jak nikt inny potrafią wykorzystać podroby, a w rzymskich restauracjach królują dania z wątróbki i flaków. Polecam, szczególnie teraz, gdy pomidory są najlepsze 🙂


Składniki na 6 porcji:
  • 1 kg oczyszczonych i obgotowanych flaków wołowych
  • 1 duża szalotka
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 duże marchewki
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 kg pomidorów
  • 250 ml czerwonego wina
  • 400 ml bulionu wołowego
  • 2 gałązki świeżego tymianku
  • 6 listków bazylii
  • 2 listki laurowe
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 4 ziarenka ziela angielskiego
  • szczypta chilli
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
  • 50 g startego parmezanu
  • garść świeżej mięty
 Flaki obgotować (nawet jeśli kupiliście już ugotowane, to polecam obgotować je jeszcze raz) i wrzucić do miski z zimną wodą.

Szalotkę, czosnek i selera drobno posiekać. Jedną marchew zetrzeć na tarce, a drugą pokroić w średniej grubości plasterki. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i pokroić w kostkę.

 Na patelni rozgrzać oliwę. Wrzucić szalotkę, czosnek i selera. Podsmażać przez 2-3 minuty, aż szalotka się lekko zeszkli. Dodać marchew startą na tarce i podsmażać przez kolejne kilka minut. Zalać winem i odparować przez kilka minut. Dodać pomidory, bulion, tymianek, listki laurowe, chilli, ziele angielskie i ocet balsamiczny. Zagotować, zmniejszyć ogień i dusić około 10 minut. Po tym czasie dodać flaki i pokrojoną w plasterki marchew, dokładnie wymieszać. Zagotować i zmniejszyć ogień. Gotować na małym ogniu, aż flaki zmiękną, a sos zgęstnieje – u mnie zajęło to około 2h. Przed podaniem doprawić do smaku solą i świeżo mielonym pieprzem. Gotowe porcje posypać startym parmezanem i posiekaną świeżą miętą. Podawać z ulubionymi dodatkami – ja polecam Wam kaszę gryczaną albo dobry chleb na zakwasie.

Smacznego!

Tartaletki z malinami i bezą

 
Razem z Domi postanowiłyśmy ponownie spotkać się podczas „wspólnego” pieczenia, tym razem w ramach organizowanej przez nią akcji, „W Malinowym Chruśniaku”. Domi zaproponowała żebyśmy upiekły taratletki/kruche babeczki według jej pomysłu. Jako, że uwielbiam zarówno maliny, jak i bezy, nie mogłam odmówić i już kilka dni później na moim stole pojawił się jeden z najbardziej fotogenicznych deserów, jakie udało mi się do tej pory zrobić. Lekko zmodyfikowałam przepis, ale nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła 😉

 Babeczki wyglądają wprost rozkosznie i mają w sobie coś eleganckiego. W dodatku są przepyszne i ciężko się od nich oderwać – kruche, maślane ciasto kryje w sobie lekko kwaskowate nadzienie malinowe, a całość jest przykryta delikatną, słodką bezą. W mojej wersji beza została wzbogacona subtelną nutą lawendy, którą bardzo lubię w deserach – trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić z jej ilością, bo efekt będzie bardzo mydlany. Grunt to umiar! 🙂

Domi, dziękuję za kolejne wspólne pieczenie i wspaniały przepis!


 Przepis dodaję do akcji W Malinowym Chruśniaku

 Składniki na 12 tartaletek
(zmodyfikowany przeze mnie przepis Domi)


Kruche ciasto:

  • 120 g zimnego masła
  • 300 g mąki pszennej
  • 4 żółtka
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
  • 6 łyżek cukru pudru

 Wszystkie składniki szybko zagnieść i podzielić na 12 części. Ciastem wylepić foremki do muffinek (jeśli nie macie silikonowych foremek, wyłóżcie foremki papierem do pieczenia) – zarówno spód, jak i boki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170C i piec przez około 15 minut, aż spód ładnie się zarumieni.

Nadzienie:
  • 300 g malin
  • 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 4 białka
  • 7 łyżek cukru
  • 1 łyżeczka cukru lawendowego (przepis tutaj)
 Maliny rozgnieść widelcem i wymieszać z mąką ziemniaczaną oraz 1 łyżką cukru.

Białka ubić na sztywną, lśniącą pianę, pod koniec ubijania dodając 6 łyżek cukru i 1 łyżeczkę cukru lawendowego.

Na podpieczone spody wyłożyć maliny. Przykryć bezą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170C i piec przez 15 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 50C i suszyć bezę przez około 30-35 minut, aż będzie chrupiąca na zewnątrz i nie będzie surowa w środku. Wyjąc z piekarnika, lekko ostudzić i bardzo delikatnie wyjąć babeczki z foremek.


Smacznego!

 

Przepis chciałabym dodać do akcji „Kuchnia 24/7”, jako deser/podwieczorek, czyli czwarty posiłek. Polecam spożywać go w okolicach godziny 17. Tartaletki świetnie nadają się na deser – są małe, fikuśne i znajdzie się na nie miejsce nawet po sycącym obiedzie. Ich dodatkowym atutem jest użycie sezonowych owoców.

Kuchnia 24/7

Carpaccio z tuńczyka z marynowanymi rzodkiewkami


 O ile sushi lubię bardzo umiarkowanie i jem je dość rzadko, to wprost przepadam za carpaccio ze świeżego tuńczyka. Świeży tuńczyk ma wspaniałą konsystencję – jest mięciutki i delikatny – a wraz z wyrazistymi dodatkami smakuje wyśmienicie. Tym razem postanowiłam podać go w azjatyckiej wersji – z lekką sezamową „panierką” i w towarzystwie marynowanych w sosie sojowym rzodkiewek. Najlepiej polać go dodatkowym sosem sojowym – polecam Wam użyć takiego o obniżonej zawartości soli, który według mnie jest o wiele smaczniejszy i lepiej sprawdza się w roli „dressingu”. 
Carpaccio z tuńczyka można także podać z bardziej  „śródziemnomorskimi” dodatkami – skropione dobrą jakościowo oliwą, z ulubionymi ziołami, kaparami i oprószone świeżo startym parmezanem. Ta wersja również bardzo mi smakuje.
Tak podany tuńczyka możecie podać jako wykwintną przystawkę. Jeśli Wasi goście lubią azjatyckie smaki i świeżą rybę, to na pewno będą zachwyceni. Tuńczyk nie należy do tanich ryb, ale z kawałka ważącego około 300 g, uzyskacie 5-6 porcji carpaccio.
Składniki na 5-6 porcji:
  • 300 g polędwicy z tuńczyka*
  • sos sojowy o obniżonej zawartości soli
  • 4 łyżki ziaren sezamu
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • kilka łyżek posiekanego kopru włoskiego
Marynowane rzodkiewki
(przepis z bloga Magazyn)
  • 10 rzodkiewek pokrojonych w plastry
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki soli morskiej
Sos:
  • 2 łyżeczki sosu sojowego
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • 1/2 łyżeczki oleju sezamowego
  • kilka kropel oleju z chilli
* świeżego tuńczyka możecie kupić w halach Makro

Tuńczyk: Tuńczyka delikatnie polać sosem sojowym i obtoczyć w ziarnach sezamu. Na patelni rozgrzać olej sezamowy i smażyć tuńczyka, dosłownie po 30 sekund z każdej strony – w środku musi pozostać surowy. Odstawić na bok na kilka minut i pokroić ostrym nożem w cienkie plastry. 
Rzodkiewki: Pokrojone rzodkiewki zasypać cukrem i solą. Odstawić na pół godziny. Następnie odsączyć rzodkiewki z soku, który puściły – najlepiej odcisnąć je w rękach. Składniki sosu wymieszać i polać nim zamarynowane rzodkiewki. Odstawić na bok, żeby lekko się „przegryzły”.

Przygotowanie dania: Plastry tuńczyka ułożyć na talerzu. Obok ułożyć rzodkiewki, posypać koprem włoskim i polać tuńczyka sosem, w którym marynowały się warzywa. Podawać z dodatkowym sosem sojowym – najlepiej polewać tuńczyka sosem bezpośrednio na talerzu.
Smacznego!

Wykwintnie z jagnięciną w roli głównej, czyli…

Wykwintnie z jagnięciną w roli głównej, czyli steki jagnięce z pistacjową salsą verde i purée ziemniaczano-ciecierzycowym.

Jagnięcina jest jednym z moich ulubionych mięs, ale niestety rzadko kiedy mam okazję ją jeść, głównie ze względu na dość zaporową cenę tego mięsa w Polsce, która zdecydowanie przewyższa przeciętny domowy budżet na jedzenie. Jednakże gdy okazja jest specjalna, warto wydać nieco więcej i kupić kawałek tego pysznego mięsa i przyrządzić je w wyjątkowy sposób. Ja tym razem zdecydowałam się na wykorzystanie udźca jagnięcego bez kości, który doskonale nadaje się do przyrządzenia steków. Według mnie dobry  udziec jagnięcy najlepiej smakuje w formie pół-krwistego steku, w którym nie ginie się naturalny aromat mięsa – jeśli lubicie bardziej wysmażone steki, to nic nie stoi na przeszkodzie i wystarczy nieco dłużej potrzymać je na patelni albo po obsmażeniu z każdej strony, wstawić do nagrzanego piekarnika. Dobre mięso nie potrzebuje też wielu dodatków i ciężkich sosów. Jako, że samo mięso doprawiłam tylko solą i pieprzem, zdecydowałam się na podanie go z wyrazistą pistacjową salsą verde, łączącą w sobie smak świeżych ziół, słonawych kaparów i anchois oraz chrupiących orzeszków. Całości dopełnia lekko ostre purée ziemniaczano-ciecierzycowe o delikatnej konsystencji. Polecam wszystkim, szczególnie na wyjątkowe okazje.

Składniki na 4 porcje (lub 5 mniejszych):
  • 800 g udźca jagnięcego bez kości*
  • oliwa z oliwek
  • sól i świeżo mielony pieprz
Pistacjowa salsa verde:
  • 1/2 szklanki świeżej mięty
  • 1/2 szklanki świeżej bazylii
  • 3/4 szklanki natki pietruszki
  • 60 g pistacji, bez skorupek (+ dodatkowe 30 g do oprószenia talerza)*
  • dwie łyżeczki kaparów, posiekanych
  • 5 filecików anchois, posiekanych
  • 80 ml oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu winnego
  • szczypta chilli
Purée ziemniaczano-ciecierzycowe z pieczonym czosnkiem:
  • 400 g ziemniaków, ugotowanych
  • 400 g ugotowanej ciecierzycy
  • 3 łyżki mleka
  • 3 łyżki śmietanki kremówki
  • 3 ząbki pieczonego czosnku
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1/4 łyżeczki ostrego chilli
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • szczypta kurkumy
 Przygotowanie salsy verde: Wszystkie składniki utrzeć w moździerzu albo zmielić w blenderze – nie należy mielić na jednolitą masę, składniki muszą pozostać w niewielkich kawałkach. Odstawić na 30 minut, żeby smaki „się przegryzły”.
Przygotowanie pieczonego czosnku (całej główki): Czosnek obrać z nadmiaru łupin i ostrym nożem ściąć szczyt główki. Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, skropić oliwą i oprószyć solą i pieprzem. Przykryć folią aluminiową i piec przez 60 minut w temperaturze 150C. Po tym czasie zdjąć folię i dopiec przez jeszcze 10-15 minut. Czosnek, który Wam zostanie po przygotowaniu tego dania polecam Wam zjeść na kromce świeżego chleba (czosnek świetnie się rozsmarowuje).

Przygotowanie purée: ziemniaki i ciecierzycę zmielić blenderem wraz ze śmietaną i mlekiem na gładką masę. Dodać pieczony czosnek i sok z cytryny. Doprawić do smaku chilli, solą i pieprzem. Jeśli chcecie, żeby purée miało ładny, lekko żółty kolor, dodajcie trochę kurkumy.
Przygotowanie steków: Jagnięcinę podzielić na 4 duże kawałki. Lekko skropić oliwą i oprószyć solą i pieprzem. Odstawić na 30 minut. Patelnię grillową mocno rozgrzać, a następnie zmniejszyć temperaturę palnika i położyć na niej mięso. Smażyć z każdej strony do preferowanego stopnia wysmażenia – lekko pół-krwiste steki (jak na zdjęciu) otrzymacie po około 5 minutach smażenia z każdej strony, ale to zależy od grubości mięsa, którego używacie. Po usmażeniu, przed krojeniem zostawić mięso na kilka minut, żeby „odpoczęło” – dzięki temu nie wyleci z niego za dużo soków. 
Podanie dania: Na talerzu rozsmarować purée. Na purée ułożyć pokrojoną w plastry jagnięcinę. Mięso polać salsą verde. Z boku wysypać pokruszone pistacje -fajnie chrupią i świetnie uzupełniają danie o nową „teksturę”.
*te produkty możecie kupić w halach Makro. Polecam Wam tamtejszą jagnięcinę – udziec bez kości jest naprawdę ładny (bez nadmiernych przerostów i w „kształtnych” kawałkach) i świeży. Świetnie nadaje się do steków albo gulaszu.

Smacznego!

Śródziemnomorska zupa rybna

Lubicie zupę rybną? Ja bardzo, o ile nie jest to po prostu rosół z ryby, którego wprost nie znoszę. Lubię za to treściwe zupy z dużą ilością warzyw, przypraw i wyczuwalnymi kawałkami ryby. Dzisiaj proponuję Wam zupę rybną w śródziemnomorskim stylu – z dodatkiem pomidorów, selera naciowego, świeżych ziół i czerwonego wina. W mojej wersji jest pikantna, ale jeśli wolicie łagodniejsze smaki, to możecie pominąć tabasco. Możecie użyć do niej dowolnych ryb, a nawet dodać owoce morza – wersja z krewetkami jest przepyszna. Zupa jest esencjonalna i sycąca, a w ciepłe dni z powodzeniem może stanowić jednodaniowy obiad. Najlepiej smakuje z pajdą świeżo upieczonego domowego chleba na zakwasie albo kawałkiem foccaci oprószonej grubo mieloną solą morską i skropioną odrobiną dobrej jakości oliwy.

PS: Robienie zdjęć zupom nadal jest moją słabą stroną, ale pracuję nad tym i obiecuję poprawę 🙂

Składniki:

  •  1 pstrąg*
  • 200 g filetów z białej ryby*
  •   2 l wody
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka + natka
  • 6 łyżek posiekanego kopru włoskiego (liści)
  • 2 łyżki oliwy extra vergine
  •  1 łodyga selera naciowego, drobno posiekana
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 1 nieduża cebula, drobno posiekana
  • 1 mały por, pokrojony w cienkie plasterki
  • skórka z otarta1/3 cytryny
  • 400 g pomidorów z puszki
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 3 łyżki posiekanych ziół
  • szczypta tabasco
  • pół szklanki czerwonego wytrawnego wina
*tak naprawdę można dodać też same filety, około 500 g, ale pozostałości po filetowaniu pstrąga (lub innej ryby, bo jest tutaj pełna dowolność) przydają się do zrobienia esencjonalnego bulionu

Pstrąga wyfiletować.  Filety z dwóch rodzajów ryby pokroić w nieduże kawałki. Głowę i ogon zostawić i zalać 2 l wody. Do wody dodać marchewki, pietruszkę wraz z natką i 2 łyżki kopru włoskiego. Doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu przez około godzinę. Po tym czasie dokładnie odcedzić, zostawiając jedną marchewkę na później. Na patelni rozgrzać oliwę. Dodać drobno posiekanego selera naciowego, czosnek, pora i cebulę. Podsmażać, aż warzywa lekko zmiękną, ale się nie zarumienią. Dodać wino, lekko odparować. Dodać pomidory, skórkę z cytryny, koncentrat pomidorowy i świeże zioła. Zalać bulionem i zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem przez około 30 minut. Po tym czasie dodać drobno pokrojoną marchewkę i rybę. Gotować około 8 minut, aż ryba będzie miękka. Doprawić do smaku tabasco, solą i pieprzem. Podawać z kromką dobrego chleba.

Smacznego!

Moussaka

To jedno z dań, które bardzo lubią wszyscy członkowie mojej najbliższej rodziny, co naprawdę rzadko się zdarza. Przepis, którym się dzisiaj z Wami podzielę, jest moją wersją słynnej zapiekanki, zmodyfikowaną tak, że idealnie trafia w nasze gusta kulinarne. Jak do tej pory z najlepszą moussaką spotkałam się na greckiej wyspie Rodos i śmiem twierdzić, że ten przepis jest bliski oryginałowi, który utkwił mi w pamięci. Nie ma się jednak co oszukiwać – moussaka jedzona w małym miasteczku Ebona podczas wyjazdu wakacyjnego zawsze przebije tę spożywaną w domowym zaciszu, nawet jeśli słupek na termometrze powoli zbliża się do greckich standardów. 

W Łodzi ciężko dostać mieloną jagnięcinę, a jeśli już gdzieś jest, to jej cena nie zachęca do zakupu, więc zastąpiłam ją mięsem wołowo-wieprzowym. Dzięki aromatycznemu sosowi pomidorowemu z dużą ilością świeżego oregano, rodzynkami i odrobiną czerwonego wina, nawet wołowo-wieprzowe mięso nabiera głębokiego smaku. W moussace lubię też dodatek ziemniaków, więc nie mogło ich zabraknąć i tym razem. Przysłowiową „kropką nad i” jest gęsty sos beszamelowy z odrobiną sera. W Grecji do beszamelu często dodaje się jogurtu greckiego, ale ja zdecydowanie wolę mniej tradycyjną i bardziej kaloryczną wersję z serem 🙂

Składniki
  • 2 duże ziemniaki
  • 1 duży bakłażan
 Farsz:
  • 500 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego
  • 1 duża cebula, drobno pokrojona
  • 3 ząbki czosnku, drobno pokrojone
  • 1 łodyga selera naciowego, drobno pokrojona
  • 125 ml wytrawnego czerwonego wina
  • 400 g pomidorów z puszki
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • garść rodzynek
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczypta chilli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 gałązki świeżego oregano
  • pół łyżeczki ziół prowansalskich
  • sól i świeżo mielony pieprz do smaku
  • oliwa extra vergine
Sos beszamelowy:
  • 5 łyżek masła
  • 4 łyżki mąki
  • 400 ml mleka
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i świeżo mielony pieprz 
  • 1 jajko, roztrzepane
  • 50 g startego żółtego sera
  Bakłażan: Bakłażana umyć i pokroić w dość cienkie plasterki. Z obu stron oprószyć solą i odstawić na 30 minut. Po tym czasie dokładnie opłukać i osuszyć. Smażyć partiami na suchej patelni, po 3-4 minuty z każdej strony, aż ładnie się zarumieni.
Ziemniaki: Ziemniaki ugotować w mundurkach i pokroić w cienkie plastry.
Farsz: Rodzynki zalać wrzątkiem i odstawić do namoczenia na 30 minut, a następnie dokładnie odsączyć. Mięso podsmażyć na 2 łyżkach oliwy Monini, a następnie wyjąć z patelni i odstawić na bok. Na tej samej patelni podsmażyć drobno pokrojoną cebulę, czosnek i selera naciowego, aż lekko zmiękną, ale się nie zarumienią. Zalać czerwonym winem i odparować. Dodać koncentrat pomidorowy, oregano i pomidory z puszki, zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i dusić przez około 5 minut. Po tym czasie dodać mięso, rodzynki, cynamon, cukier, chilli i zioła prowansalskie. Dusić na małym ogniu przez około 30 minut. Po tym czasie doprawić do smaku solą i pieprzem.
 Sos beszamelowy: W rondelku rozpuścić masło. Dodać mąkę i zasmażać razem przez 2-3 minuty. Po tym czasie dodać gałkę muszkatołową i stopniowo wlewać mleko, ciągle mieszając, żeby nie powstały grudki. Podgrzewać na średnim ogniu, aż sos zgęstnieje. Gęsty sos zdjąć z palnika i doprawić do smaku solą i pieprzem. Wmieszać roztrzepane jajko. Na koniec dodać starty ser.

Przygotowanie całości: Dno dużego naczynia żaroodpornego posmarować oliwą Monini i wyłożyć plastrami ziemniaków. Na ziemniakach ułożyć połowę plastrów bakłażana. Przykryć połową farszu. Na wierzchu ułożyć resztę bakłażana, a następnie pozostały farsz. Delikatnie docisnąć i wyrównać całość, np. przy pomocy łyżki. Na wierzchu rozprowadzić beszamel. Piec w temperaturze 190C przez około 35 minut, aż wierzch ładnie się zarumieni. Po upieczeniu wyjąć z piekarnika i odstawić na 15 minut, żeby zapiekanka lekko się zsiadła. Pokroić na porcje i podawać z ulubioną sałatką.

Smacznego!

Panna Cotta. Jagody. Lemon Curd.

Bardzo dobry i szybki w przygotowaniu deser, który nie wymaga od Was spędzenia długiego czasu w upalnej kuchni i którym możecie się cieszyć po kilku godzinach od czasu wstawienia do lodówki. Bazą deseru jest panna cotta w nieco innej wersji – poza śmietanką kremówką, zawiera także jogurt grecki. Dodatek jogurtu nieco obniża kaloryczność deseru i nadaje mu bardzo przyjemnego lekko kwaskowatego smaku, który jednak nie przysłania dominującej nuty waniliowej. Ze słodką panna cottą dobrze kontrastuje cienka warstwa pysznej galaretki ze świeżych jagód i kleks kwaskowatego lemon curd. Jeśli macie czas przygotować lemon curd, postarajcie się z niego nie rezygnować, bo w tym deserze jest przysłowiową „kropką nad i”. Do deseru potrzeba tylko odrobinę kremu cytrynowego, więc resztę możecie (tak jak ja) spałaszować na kanapkach albo np. z naleśnikami 🙂 Polecam, szczególnie tym, którzy tak jak ja uwielbiają połączenie śmietany, wanilii, jagód i cytryny.

Składniki na 6 porcji

Panna cotta:

  • 250 ml kremówki
  • 250 ml jogurtu greckiego
  • 1 łyżka żelatyny
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
  • 4 łyżki cukru
 Galaretka jagodowa:
  • 150 g jagód
  • 1,5 łyżeczki żelatyny 
  • 2 łyżki wody
  • 1,5 łyżki cukru pudru
 Dodatkowo:

  • 6 łyżeczek lemon curd (np. z tego przepisu)
  • garść jagód do dekoracji
  125 ml kremówki umieścić w rondelku wraz z cukrem z prawdziwą wanilią i cukrem. Podgrzać, prawie do zagotowania. Z pozostałej kremówki odlać 3 łyżki i rozprowadzić w nich żelatynę, a następnie odstawić do napęcznienia na kilka minut. „Pastę” żelatynową dodać do gorącej śmietanki i intensywnie mieszać do połączenia się składników. Lekko przestudzić, a następnie do śmietanki z żelatyną dodać jogurt i dokładnie wymieszać całość – najlepiej użyć w tym celu trzepaczki. 
Pozostałą śmietankę ubić na sztywno i delikatnie wmieszać do masy śmietanowo-jogurtowej, najlepiej używając trzepaczki.

Masę przelać do pucharków i wstawić do lodówki na 2h, żeby stężała.

W międzyczasie przygotować galaretkę jagodową: jagody wymieszać z cukrem pudrem i podgrzać w rondelku, aż puszczą sok. Następnie należy zmiksować albo rozgnieść jagody – polecam tę drugą wersję, bo galaretka smakuje lepiej z malutkimi kawałkami owoców. Do ciepłej masy jagodowej dodać żelatynę rozpuszczoną w wodzie. Dokładnie wymieszać i odstawić do wystudzenia.

Wystudzoną masę jagodową rozprowadzić na stężałym deserze. Odstawić do lodówki na około godzinę. Kiedy galaretka stężeje, na wierzchu deseru zrobić kleksy z lemon curd i udekorować całość świeżymi jagodami. Podawać schłodzone.

Smacznego!

Danie z Masterchef: Coda alla vaccinara z zielonymi kopytkami

Wielokrotnie pytaliście mnie, jakie danie przygotowałam na casting do programu Masterchef i uznałam, że danie jest na tyle godne uwagi, że podzielę się z Wami przepisem. Za nazwą coda alla vaccinara kryją się ogony wołowe duszone w winnym sosie.  Ale jak to…ogony?! Tak, tak. To bardzo dobre i wyjątkowo niedoceniane mięso. Idealnie nadaje się do powolnego duszenia, po którym wręcz odchodzi od kości i jedząc, nie trzeba nawet używać noża. Ogony nie są tłuste, a mięso jest delikatne w smaku. Ciężko je kupić, ale jeśli zapytacie rzeźnika na stoisku z wołowiną i cielęciną, to na pewno przywiezie Wam je na zamówienie. Nie zrażajcie się tym, że to ogon – w końcu to po prostu mięsko otaczające kość (bez skóry!), takie jak każde inne, np. golonka albo karczek.

Ogony według tego przepisu są przyrządzone na sposób włoski. Bazą sosu jest klasyczne soffritto, u mnie z dodatkiem pancetty. Swój głęboki smak sos zawdzięcza dodatkowi czerwonego wina i dużej ilości pomidorów. Nie mogło w nim także zabraknąć świeżych ziół.

Danie robi się bezproblemowo, ale długo. Ogony muszą się dusić minimum 3h. I najlepiej jeśli przygotujecie je dzień wcześniej, bo z dnia na dzień jedynie zyskują na smaku.

Ogony podałam z zielonymi kopytkami z bobu, na które przepis znajdziecie tutaj. Dodałam do nich odrobinę świeżej bazylii i mięty. Świetnie komponowały się z sosem.

Jury Masterchef było bardzo zdziwione (w pozytywnym sensie), że zdecydowałam się na przyrządzenie takiego dania i wykorzystanie tego rodzaju mięsa. Jestem zdecydowanie zwolenniczką wykorzystywania mniej popularnych, ale równie smacznych, mięs, które są dużo tańsze niż bardziej popularne kawałki (ogony kosztują około 10 zł za kg). Jury stwierdziło też, że to bardzo „męskie” danie i nie spodziewali się tego po drobnej dziewczynie w białej koronkowej sukience 😉 Cóż, pozory mylą 😉

Składniki (na 4-5 porcji)
  • 1,5 kg ogonów wołowych
  • 3 łodygi selera naciowego (+ trzy łyżki posiekanej naci)
  • 2 średniej wielkości marchewki
  • 1 duża cebula
  • 200 g wędzonego boczku/pancetty
  • 4 duże ząbki czosnku
  • 2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
  • 3-4 szklanki bulionu wołowego
  • 1 kg świeżych pomidorów (albo dwie puszki pomidorów)
  • 1 gałązka świeżego rozmarynu
  • 1 gałązka świeżego tymianku
  • 3 listki świeżej bazylii
  • gałązka świeżego oregano
  • pół łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • łyżeczka soli
  • 4 łyżki oliwy
do podania:
  • starty parmezan
  • kopytka z bobu (przepis tutaj) albo klasyczne ziemniaczane gnocchi
Ogony wołowe, pokrojone w tzw. „bębenki”, dokładnie umyć i oczyścić z tłustych przerostów. Osuszyć i oprószyć 1/4 łyżeczki pieprzu i 1/4 łyżeczki soli. W dużym rondlu/garnku żeliwnym rozgrzać oliwę. Obsmażyć mięso z każdej strony, aż ładnie zbrązowieje. Wyjąć z garnka i odstawić na bok.
Przygotować soffritto – bardzo drobno pokroić obraną marchewkę, selera naciowego wraz z nacią, czosnek i cebulę. Dodać na patelnię wraz z drobno pokrojonym boczkiem. Podsmażać na średnim ogniu przez około 10 minut. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i drobno posiekać, a następnie dodać do garnka wraz z winem i bulionem (na początku polecam dodać 3 szklanki, a potem podlewać pozostałą szklanką). Dodać świeże zioła, lekko posiekane. Gotować na średnim ogniu przez około 10 minut, aż sos się lekko zredukuje. 
Do garnka z powrotem przełożyć mięso. Zagotować i zmniejszyć ogień. Przykryć i dusić na bardzo małym ogniu przez 3h. Po tym czasie wyjąć z garnka mięso. Zwiększyć ogień i gotować sos przez 20 minut, aż się zredukuje. Następnie lekko zmiksować sos – tak, żeby tylko lekko go zagęścić, ale żeby wciąż pozostały w nim kawałki warzyw i boczku. Włożyć z powrotem mięso i dusić na małym ogniu przez jeszcze 15 minut. Danie można podawać od razu, ale najlepiej smakuje po ponownym podgrzaniu następnego dnia (należy podgrzewać danie powoli, na niewielkim ogniu).
Podawać z kopytkami z bobu albo klasycznym ziemniaczanym gnocchi, lekko oprószone świeżo startym parmezanem albo innym twardym serem.

Smacznego!

Sernik. Wiśnie. Kruszonka.

Istnieją pewne składniki, które wydają się wprost stworzone dla siebie, tworząc zachwycającą całość – gorzka czekolada i pomarańcza; truskawki i ocet balsamiczny/bita śmietana; zielony groszek i mięta; jabłka i cynamon; wiśnie i migdały; pomidory, bazylia i mozzarella; gruszka i gorgonzola; kozi ser i buraki; limonka i mięta; kaczka i pomarańcza; młode ziemniaki i koperek; pistacje i biała czekolada; orzechy i karmel; wątróbka i jabłko; małże i białe wino; jajko i bekon… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, bo w głowie mam teraz całą masę pomysłów. Czasami jednak na drodze kulinarnych eksperymentów spotyka się połączenia, które mimo, że dość oczywiste i banalne, wcześniej nie przyszły nam do głowy. Tak było z tym sernikiem. Gdy teraz o nim myślę, nasuwa mi się stwierdzenie „świetny, z idealnie uzupełniającymi się składnikami”. Ale jeszcze do niedawna, sama nie wiem czemu, nie wpadłam na to, żeby połączyć ze sobą dwa z moich ulubionych elementów – kremowy, mazisty sernik z dodatkiem mascarpone i chrupiącą kruszonkę. Tego doskonałego mariażu nie można nie pokochać. Szczególnie jeśli ser ma delikatny aromat migdałów, który świetnie balansują soczyste, kwaskowate wiśnie. Nie będę już go tak zachwalać. Po prostu wypróbujcie. Może tak jak ja przepadniecie już po pierwszym kęsie?

PS: To ostatni przepis na sernik w najbliższym czasie 🙂 Kolejnego spodziewajcie się dopiero za minimum tydzień – uwielbiam serniki i mogłabym je jeść codziennie, ale muszę dać trochę odpocząć rodzince, bo jeszcze im zbrzydną! 🙂

Inspirację do stworzenia tego sernika znalazłam w jednej z moich ulubionych książek kucharskich, „Short and Sweet” Dana Leparda. Zmodyfikowałam składniki, dostosowując je do swoich gustów kulinarnych.

Przepis dodaję do organizowanej przeze mnie akcji Serniki 2012

Składniki na tortownicę o średnicy 25 cm


Biszkopt:

  • 1 jajko
  • 2 łyżki cukru
  • 1 łyżka płynnego miodu
  • skórka otarta z połowy cytryny
  • 4 łyżki mąki pszennej

Jajko ubić z cukrem, aż będzie lekkie i puszyste. Dodać miód i skórkę z cytryny i ubijać dalej, aż masa będzie gęsta i kremowa. Delikatnie wmieszać łyżką mąkę. Masę przełożyć do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (proponuję też wyłożyć tortownicę folią aluminiową od zewnątrz, żeby później nie wyciekał z niej sok z wiśni). Piec przez 10-12 minut w temperaturze 180C (z termoobiegiem 160C) do tzw. „suchego patyczka”. Wyjąć i lekko przestudzić.

Masa wiśniowa:

  • 350 g wiśni bez pestek
  • 250 g konfitury wiśniowej

Wiśnie dokładnie odsączyć z soku, przekroić na pół i wymieszać z konfiturą. Masę delikatnie rozsmarować na upieczonym biszkopcie.

Masa serowa:

  • 250 g mascarpone
  • 650 g twarogu do sernika
  • 200 g cukru
  • 25 g mąki ziemniaczanej albo kukurydzianej
  • kilka kropel aromatu migdałowego
  • 2 jajka
  • 125 ml kremówki

Jajka lekko ubić mikserem. W osobnej misce zmiksować ser z cukrem, mąką, mascarpone i aromatem migdałowym – jedynie do połączenia się składników, nie dłużej. Dodać ubite jajka i miksować przez minutę. Na koniec wmieszać łyżką kremówkę. Masę wylać na biszkopt posmarowany masą wiśniową. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C (160C z termoobiegiem) i piec przez 20 minut.

Kruszonka:

  • 120 g mąki pszennej
  • 100 g cukru trzcinowego
  • pół łyżeczki cynamonu
  • 50 g roztopionego masła

Mąkę wymieszać z cukrem i cynamonem. Dodać masło i zagniatać ciasto aż do uzyskania konsystencji kruszonki. Po 20 minutach pieczenia sernika delikatnie uchylić drzwiczki piekarnika i posypać sernik kruszonką, starając się zrobić to szybko, ale delikatnie. Piec sernik przez kolejne 30-40 minut, aż boki sernika się zetną, ale środek wciąż będzie lekko galaretkowaty. Zostawić do lekkiego przestudzenia w lekko uchylonym piekarniku – przez około 20-30 minut. Po tym czasie wyjąć z piekarnika, całkowicie ostudzić, delikatnie obkroić boki sernika nożem, żeby oddzielić go od formy i zdjąć obręcz tortownicy. Schłodzić sernik w lodówce przez całą noc.

Smacznego!

Sernik kokosowo-ananasowy na początek AKCJI SERNIKI 2012


Ten sernik jako propozycję konkursową wysłała mi specjalistka od serników w blogosferze, Majana (pozdrawiam Cię gorąco :*) i obiecałam, że przygotuję go na rozpoczęcie akcji sernikowej. Przepis publikuję dopiero teraz, ale muszę się Wam do czegoś przyznać – byłam tak ciekawa tego sernika, że nie mogłam wytrzymać i upiekłam go już w kilka dni po zakończeniu konkursu 🙂 Ach, to łakomstwo -kiedyś mnie zgubi 😉

Przechodząc do sernika… jest wspaniały! Kruchy kokosowy spód* jest przykryty soczystymi ananasami i  kremową, mazistą warstwą serową (coś co sernikomaniacy, ze mną na czele, lubią najbardziej :)) z orzeźwiającą nutą cytrynową. Ciasto zwieńcza delikatna bita śmietana oprószona wiórkami kokosowymi i kakao. Żaden z wielu elementów, które znajdują się w serniku, nie dominuje, a wręcz przeciwnie – wszystko tworzy świetnie zgraną pod względem smaków całość. Ciasto ma w sobie coś egzotycznego, więc świetnie sprawdzi się latem, nawet podczas upałów. Na pewno będę do niego wracać.

*w trakcie przygotowania sernika zauważyłam, że mam w spiżarni za mało wiórków kokosowych, więc zmodyfikowałam oryginalny przepis i do spodu dodałam zmielone migdały – polecam Wam taką wersję, bo efekt był smaczny, a spód dobrze się kroił

Dzisiaj rusza pierwsza organizowana przeze mnie akcja Serniki 2012. Potrwa do 15.07, czyli równo miesiąc.
Zachęcam Was do wzięcia udziału i dodania przepisów na smaczne serniki – słodkie i wytrawne, pieczone i na zimno, z owocami i z czekoladą, polskie i londyńskie… Mam nadzieję, że dzięki akcji stworzę bazę smakowitych inspiracji na serniki na każdą okazję.

Składniki na tortownicę o średnicy 24 cm
(przepis z bloga Majany, z moimi modyfikacjami)
Spód:
  • 100 g wiórków kokosowych
  • 100 g zmielonych migdałów
  • 3 łyżki płatków migdałowych
  • 8 łyżek roztopionego masła
  • 12 krążków ananasa z puszki, przekrojonych na pół
Masa serowa:
  • 750 g twarogu do sernika
  • 150 g cukru
  • 175 g kwaśnej śmietany 18%
  • 3 jajka
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (albo 16 g cukru waniliowego)
Wierzch:
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
  • 50 g wiórków kokosowych do posypania
  • kakao do oprószenia
Przygotowanie spodu: Składniki spodu wymieszać i dobrze wcisnąć w spód tortownicy, wyrównując powierzchnię łyżką. Na wierzchu ułożyć kawałki ananasa. 
Składniki na masę serową zmiksować. Wylać na spód i piec 15 minut w temperaturze 175C. Obniżyć temperaturę do 110C i piec kolejne 70 minut. Po tym czasie lekko uchylić drzwiczki piekarnika i zostawić w nim sernik na 1h. Ostudzić, delikatnie odpiąć brzegi tortownicy i schłodzić w lodówce przez całą noc.
Śmietanę ubić z cukrem pudrem i skórką cytrynową. Wyłożyć na schłodzony sernik, wyrównać. Posypać wiórkami kokosowymi i oprószyć kakao. Przed podaniem, najlepiej włożyć do lodówki na kolejną godzinę.
Smacznego!

Truskawki. Mascarpone. Cytryna.

 Dla mnie to ciasto jest kwintesencją późnej wiosny/wczesnego lata. Słońca co raz śmielej wybijającego się zza chmur, co raz cieplejszych podmuchów wiatru, co raz obfitszych zbiorów słodkich owoców ziemi.Wspólnego jedzenia posiłków na świeżym powietrzu i wycieczek rowerowych z drobnymi przekąskami w plecaku. Długich spacerów i po południowych drzemek na leżaku.


Ciasto jest przepyszne – delikatne i mocno owocowe. Zadowoli nawet największego łasucha.
Kruchy, mało słodki spód, jest posmarowany cienką warstwą lemon curd, a wysoka warstwa kremu na bazie serka mascarpone i kremówki z delikatną nutą cytrynową jest przykryta słodkimi truskawkami zatopionymi w niedużej ilości owocowej galaretki. Jedyną wadą tego ciasta jest to, że z trudem można powstrzymać się przed nałożeniem na talerzyk kolejnego kawałka. Czemu nie można bezkarnie objadać się wszystkimi wspaniałościami tego świata? 🙂


PS: Wczoraj miałam swój ostatni egzamin, możliwe, że w życiu, więc będę miała więcej czasu na gotowanie. Nie żebym teraz jakoś specjalnie je zaniedbywała, ale… 😉


PS2: Dopiero teraz zauważyłam, że deser jest biało-czerwony. Ale to wcale nie dlatego, że też ogarnęła mnie faza na przygotowywanie deserów w barwach Euro 😉 Ot czysty przypadek 🙂


Składniki na formę do tarty o średnicy 25cm
 Kruche ciasto
(inspiracja od Michela Roux)

  • 250 g mąki pszennej
  • 125 g masła, pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
  • 1 jajko
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 40 ml zimnej wody

Do miski wsypać mąkę, zrobić w niej wgłębienie. Włożyć do niego masło, wsypać cukier i sól i wbić jajko. Szybko połączyć składniki. Zagniatając powoli wlewać wodę. Zagnieść gładkie ciasto (jak najszybciej!) i uformować z niego kulę. Kulę owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na 2h.

Po tym czasie rozwałkować ciasto na okrągły placek i wyłożyć nim formę do tarty (formę najlepiej lekko posmarować masłem i wysypać kaszą manną), odcinając nadmiar ciasta. Podziurkować widelcem i schłodzić w lodówce przez 30 minut.
W międzyczasie nagrzać piekarnik do 190C. Schłodzone ciasto wyłożyć papierem do pieczenia i wysypać na niego fasolę/ceramiczne kulki. Wstawić do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Po tym czasie zdjąć papier z fasolą i piec ciasto przez kolejne 10-15 minut, aż się ładnie zarumieni. Wyjąć z piekarnika i ostudzić. Ostudzone ciasto wyjąć z formy.
Krem mascarpone:

  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 250 g mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżka skórki otartej z cytryny
  • kilka kropel esencji waniliowej

Dodatkowo:

  • 250 g truskawek
  • 4 łyżki marmolady cytrynowej albo lemon curd – polecam użyć lemon curd, ale jeśli nie mamy, to marmolada cytrynowa też się sprawdzi
  • pół paczki galaretki truskawkowej – 35 g

Galaretkę rozpuścić w 200 ml wrzącej wody. Odstawić do stężenia. Małe truskawki zostawić w całości, a duże przekroić na pół.

Kremówkę ubić na sztywno z cukrem pudrem. Dodać esencję waniliową, skórkę otartą z cytryny i mascarpone. Dokładnie wymieszać za pomocą drewnianej łyżki/łopatki, aż w kremie nie będzie grudek – polecam nie używać miksera, bo mascarpone zrobi się bardziej wodniste.
Ostudzony spód od tarty posmarować marmoladą cytrynową albo lemon curd. Wyłożyć krem mascarpone, wyrównać. Na wierzchu ułożyć truskawki, zaczynając od środka i starając się ułożyć ładny wzór. Truskawki lekko wcisnąć w krem. Przy pomocy małej łyżeczki polewać truskawki galaretką, tak żeby każda truskawka była pokryta niewielką ilością glazury. Schłodzić w lodówce przez minimum 3h.
Ciasto wyjąć z lodówki 10 minut przed planowanym krojeniem.
Smacznego!

Curry z krewetkami i orzeszkami

Lubicie curry? Ja uwielbiam. Szczególnie wegetariańskie albo z krewetkami. Curry z tego przepisu należy do moich ulubionych, choć niestety muszę jeść je sama, bo moja rodzina nie przepada za krewetkami i innymi owocami morza 🙂 Danie łączy w sobie kilka bardzo intensywnych i zdecydowanych smaków – morski smak krewetek, ostrość papryki chilli, słodkość mleka kokosowego i orzeszków, aromat przypraw (np. kozieradki i kolendry) i kwaskowatość octu winnego – które świetnie się uzupełniają i balansują. Korzystałam z przepisu Liski, ale od siebie dodałam pokrojonego ziemniaka (uwielbiam dodatek ziemniaków w curry, bo nadają mu świetnej konsystencji i dobrze neutralizują smaki) i świeży koriander. Polecam fanom takich dań albo tym, którzy chcą spróbować czegoś nowego.
Składniki na 3 porcje
(lekko zmodyfikowany przepis z bloga Liski)
  • 5 łyżek oliwy, oleju roślinnego lub ghee
    3 ząbki czosnku, rozgniecione
    20 g świeżego imbiru, startego na tarce
    60 g orzeszków nerkowca (ja dodałam ziemne)
    sól, do smaku
    1/2 łyżeczki nasion kozieradki
    1 łyżeczka nasion musztardowca
    1 cebula, pokrojona w piórka
    1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
    3/4 łyżeczki kurkumy
    1 łyżeczka mielonego kuminu
    1/2 małej papryczki chilli
  •  400 g mleka kokosowego
    2 łyżki octu z białego wina 
  •  350 g surowych krewetek, bez skorupek, oczyszczonych
  • 1 duży ziemniak
  • świeży koriander do podania
Ziemniaka ugotować i pokroić w niedużą kostkę.
Imbir i czosnek zmiksować na gładką pastę, dodając 1 łyżkę wody.
Na głębokiej patelni rozgrzać łyżkę oliwy, dodać pastę, orzeszki i smażyć ok. 1-2 minut, aż zacznie pachnieć.
Zdjąć z patelni. Wlać na patelnię resztę oliwy, dodać nasiona kozieradki i musztardowca. Kiedy lekko się uprażą (nasiona musztardowca będą podskakiwać na patelni), dodać cebulę i dusić ją na średnim ogniu, aż zmięknie – potrwa to około 10 minut. Dodać pastę z czosnku i imbiru z orzeszkami. Po 2 minutach dodać resztę przypraw (kolendrę, kurkumę, kumin, chilli), sól do smaku oraz kilka (3-4) łyżek wody.
Kiedy woda odparuje, dodać mleko kokosowe i gotować do czasu, aż część z niego odparuje, a sos będzie miał konsystencję gęstej śmietany – około 5 minut. Doprawić do smaku octem. Dodać pokrojonego ziemniaka i krewetki. Gotować, aż krewetki staną się różowe (ok. 3 minut).
Podawać z gotowanym ryżem.
Smacznego!

B jak brandade

 
W ciepłe dni uwielbiam jeść obiad na tarasie, szczególnie wszelkiego rodzaju zupy, sałatki i dobre pieczywo z różnego rodzaju smarowidłami. Moim odkryciem ostatniego miesiąca jest brandade – francuskie „smarowidło” (w cudzysłowie, bo tak naprawdę nie wiem jak zaklasyfikować tę potrawę) z ryby i ziemniaków. Brzmi banalnie, ale uwierzcie mi, że ma wspaniały i niepowtarzalny smak- delikatny, subtelnie „morski”, z lekko wyczuwalnym aromatem czosnku i ziół. Wręcz rozpływa się w ustach.Najlepiej smakuje podawane w temperaturze pokojowej, wraz z kromkami ciepłej, czosnkowej bagietki.

. Sposób przygotowania tego dania również nie jest oczywisty – rybę dusi się przez kilka minut w oliwie z dodatkiem tymianku, aż zacznie rozpadać się na płaty, a ziemniaki gotuje się w zalewie mleczno-śmietanowej z tymiankiem i czosnkiem, dzięki czemu są później kremowe i aromatyczne.

 
Składniki:
(lekko zmodyfikowany przepis z „Kuchni Świata” G.Ramsaya)
  • 300 g filetu z dorsza bez skóry 
  •  150 ml oliwy z oliwek 
  •  1/2 łyżeczki soli
  • 2 gałązki tymianku
  • 350 g ziemniaków 150 ml śmietany 18%
  • 150 mleka 3,2%
  • 3 ząbki czosnku obrane, pokrojone w plasterki
  • do smaku: sól i pieprz, suszone zioła prowansalskie
  • listki z 2 gałązek bazylii, pokrojone w cienkie paseczki, dodatkowe listki tymianku
 
 Bagietka czosnkowa:
  • 1 bagietka 
  • 3 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  •  3 łyżki masła
Do rondelka włożyć rybę, wlać oliwę, dodać sól i gałązkę tymianku. Dusić około 10 minut na najmniejszym ogniu, do momentu kiedy ryba zacznie rozpadać się na płatki. Odstawić do ostygnięcia, a następnie wyjąć rybę i dokładnie odsączyć ją z oliwy, zachowując oliwę na później. 
 
Ziemniaki obrać i pokroić w 2 cm kostkę. Umieścić w rondelku i zalać mlekiem i śmietaną. Dodać czosnek, tymianek, sól, pieprz i zioła prowansalskie. Gotować na małym ogniu, aż będą miękkie – Gordon Ramsay sugeruje 10 minut, ale moje ziemniaki były miękkie dopiero po około 20 minutach. Jeśli będzie taka potrzeba, przecedzić – moje ziemniaki wchłonęły większość płynu, więc ich nie odcedzałam. Wyjąć tymianek i lekko ugnieść ziemniaki tłuczkiem.
Ziemniaki wymieszać z płatkami ryby. Doprawić solą, pieprzem i odrobiną oliwy zachowanej z duszenia ryby. Odstawić do wystygnięcia – brandade najlepiej podawać w temperaturze pokojowej, mnie smakowało też schłodzone.
Przed podaniem  wymieszać z listkami bazylii i ewentualnie dodatkowymi listkami tymianku.
Podawać z kawałkami bagietki czosnkowej: Miękkie masło wymieszać z czosnkiem i solą. Bagietkę naciąć w kilku miejscach, do nacięć powkładać kawałki masła czosnkowego. Piec w temperaturze 200C przez około 5-10 minut, aż masło się roztopi.

Smacznego!

Kurczak. Mascarpone. Zioła. Ostry Sos

 Dzisiaj mam dla Was świetną propozycję na grilla (danie można też przyrządzić w piekarniku na opcji grill) – roladki z kurczaka nadziewane ziołowym mascarpone, owinięte w szynkę dojrzewającą. Tak przygotowany kurczak jest soczysty, delikatny i aromatyczny. Po przekrojeniu roladek wypływa z nich kremowy, czosnkowo-ziołowy serek, a szynka tworzy na wierzchu chrupiącą skorupkę. Bardzo nam smakowały.

Roladki świetnie smakują z ostrym sosem pomidorowym na bazie jogurtu z dodatkiem ziół i świeżych pomidorów. Sos świetnie pasuje także do frytek i wielu innych potraw, np. domowej tortilli albo naleśników nadziewanych mięsem. Robiąc te roladki postarajcie zrobić ten sos – bez niego roladki wiele tracą! 🙂

Przepis dodaję do akcji Wielkie blogowe Pudliszkowanie

Składniki na 4 duże roladki:
  • jedna podwójna pierś z kurczaka
  • 150 g serka mascarpone albo kremowego serka typu Philadelphia
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka posiekanej świeżej bazylii
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • sól do smaku
  • świeżo mielony pieprz.
  • 8 plastrów szynki dojrzewającej, np. szwarcwaldzkiej
Każdą pierś przekroić na pół i rozbić tłuczkiem. Każdy płat kurczaka obficie oprószyć świeżo mielonym pieprzem. Serek mascarpone wymieszać z przeciśniętym przez praskę czosnkiem, bazylią, koperkiem i solą. Serek rozsmarować na środku każdego kawałka kurczaka. Kurczaka zwijać w roladki. Każdą roladkę owinąć dwoma kawałkami szynki, starając się, żeby większość kurczaka była owinięta. Spiąć wykałaczkami – ja spięłam każdą roladkę w trzech miejscach, dzięki czemu ser nie wypływał w trackie pieczenia.
Roladki ułożyć na tacce aluminiowej i piec na rozgrzanym grillu przez około 20-25 minut, aż szynka się zarumieni, a kurczak nie będzie surowy. Można je także upiec w piekarniku – w temperaturze 200C, na opcji grill, przez około 15 minut.

Ostry sos pomidorowy:
  • 200 ml jogurtu greckiego
  • 2 łyżki ketchupu pikantnego Pudliszki
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka ostrego sosu chilli
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżeczka sosu Worcestershire
  • 1 łyżka posiekanej bazylii
  • 1 łyżka posiekanego oregano
  • sól do smaku
  • 1 mały pomidor, drobno pokrojony
 Wszystkie składniki sosu wymieszać i wstawić do lodówki na minimum godzinę, a najlepiej 2-3h, żeby smaki się przegryzły.

Upieczone/grillowane roladki z kurczaka podawać z sosem i ulubionymi dodatkami, np. domowymi frytkami albo młodymi ziemniakami z koperkiem.

Smacznego!

Szparagi. Ulubione.


Nie wiem jak Wy, ale ja cały rok z niecierpliwością czekam na świeże szparagi. Uwielbiam je w prawie każdej postaci – z wody, okraszone bułką tartą albo masełkiem czosnkowym; na pizzy; w tartach, zapiekankach, omletach i fritattach; w sałatkach; w makaronach i risotto; w roladkach z kurczaka… Najbardziej lubię zielone i fioletowe, ale białymi też nie pogardzę. Ba, kupię i zjem je równie chętnie. 

Dzisiaj chciałabym Wam polecić przepis na szybką, smaczną i sycącą sałatkę ze szparagami, piersią z kurczaka marynowaną w ziołowym jogurcie, grzankami czosnkowymi, odrobiną boczku i jajkiem w koszulce. Świetnie nadaje się na lekki obiad albo kolację. 
Efektowniej prezentuje się z zielonymi szparagami, które dodają jej bardziej wyrazistego wyglądu, ale tym razem miałam w lodówce białe szparagi. Zdjęcie było robione na szybko. W końcu czasami blogerzy kulinarni też umierają z głodu i na „sesję” poświęcają góra minutę 😉

Składniki na 3 porcje:
  • pęczek szparagów
  • jedna pierś z kurczaka
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • szczypta estragonu
  • szczypta trybuli
  • 1 ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 plastry boczku
  • 1/3 łyżeczki słodkiej papryki
  •  3 jajka
  • grzanki czosnkowe
Jogurt wymieszać z oliwą, tymiankiem, estragonem, trybulą, przeciśniętym przez praskiem czosnkiem, solą i pieprzem. Pierś z kurczaka umyć i pokroić w nieduże kawałki. Zalać jogurtem, wymieszać i odstawić do lodówki na minimum godzinę. Po tym czasie podsmażyć na rozgrzanej oliwie przez 4-5 minut, aż mięso nie będzie surowe, ale wciąż będzie soczyste. Boczek pokkroić w cienkie paski i delikatnie zarumienić na patelni, posypując go słodką papryką. Boczek, wraz z sokami, które się z niego wytopiły wymieszać z kurczakiem.
Szparagi obrać i ugotować w lekko osolonej wodzie. 
Jajka ugotować w koszulkach: wodę zagotować z dwoma łyżkami octu winnego. Na mocno gotującą się wodę – w sam środek „wiru” delikatnie wbijać jajka, „kładąc” je na wodzie (najlepiej używając do tego celu niewielkiego naczynia, np. filiżanki). Gotować na średnim ogniu przez 1,5 minuty. Polecam Wam nie gotować więcej niż 3 jajek na raz. Delikatnie wyłowić jajka, używając łyżki cedzakowej
Na talerzu ułożyć szparagi. Posypać piersią z kurczaka z boczkiem i grzankami. Na wierzchu delikatnie ułożyć jajka. Podawać od razu.
Grzanki czosnkowe:
  • 3 grube kromki pszennego, białego pieczywa
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • szczypta soli
  • szczypta ulubionych suszonych ziół
Z chleba odkroić skórkę i pokroić go na nieduże kawałki. Masło roztopić, podgrzewając. Czosnek przecisnąć przez praskę/zetrzeć na tarce i dodać do masła. Doprawić masło solą i ziołami. Chleb ułożyć na blaszce do pieczenia. Delikatnie pokropić masłem – po dosłownie kilka kropel na jeden kawałek. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C na opcji grill. Podpiekać, aż się zarumienią – około 5 minut.


Smacznego!