Pains aux raisins

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Pains aux raisins to, obok croissantow i pains au chocolat, prawdopodobnie najbardziej znane slodkie, francuskie buleczki. Mozna je kupic na calym swiecie, a w Anglii sa dostepne niemalze w kazdym supermarkecie. Jak na prawdziwa fanke drozdzowych wypiekow przystalo, wprost za nimi przepadam, a w rano poza filizanka dobrej, mocnej kawy i jednym rodzynkowym slimaczkiem do szczescia juz nic mi nie potrzeba (no moze poza wizja dnia wolnego od pracy ;)). Jako, ze pains aux raisins plasuja sie na liscie ulubionych slodkich wypiekow mojego Lubego, postanowilam w koncu upiec je sama. Jak wyszly? Pysznie. Delikatne, puszyste i mocno maslane ciasto kryje w sobie waniliowy crème pâtissière i duzo rodzynek. Podczas ich pieczenia w calym domu unosi sie wspanialy zapach, a ja wciaz nie jestem pewna, czy bardziej smakuja mi lekko cieple, czy po przestudzeniu… 🙂

Skladniki na 6-8 buleczek:
250 g maki pszennej
3 lyzki cukru
1/3 lyzeczki soli
6 g suszonych drozdzy
3 jajka
175 g roztopionego, przestudzonego masla
50 ml cieplego mleka

Skladniki na crème pâtissière:
300 ml mleka
70 g cukru
3 zoltka
 1,5 lyzki maki pszennej
1,5 lyzki skrobii ziemniaczanej/kukurydzianej
1/2 laski wanilii
Dodatkowo:
50 g rodzynek 
1 jajko
1 lyzka mleka
1/4 szklanki cukru pudru
1 lyzka soku z cytryny
Pierwszy dzien
 Przygotowanie ciasta: Drozdze zalac 20 ml cieplego mleka. Odstawic na 10 minut. Make przesiac z sola, dodac do niej drozdze i cukier. Dokladnie wymieszac. Nastepnie dodac jajka i reszte mleka. Wyrabiac ciasto przez okolo 10 minut, az bedzie gladkie i elastyczne. Nastepnie stopniowo dodawac maslo, czekajac az bedzie dobrze wchloniete przez ciasto. Gotowe ciasto powinno byc miekkie, lsniace i elastyczne. Przykryc sciereczka i odstawic w cieple miejsce do podwojenia objetosci na 1,5-2h. Po tym czasie odgazowac ciasto, krotko je wyrobic i wstawic do lodowki na cala noc (12h).
Przygotowanie nadzienia: Zoltka ubic do bialosci z 40 g cukru. Dodac do nich 50 ml mleka, make pszenna i skrobie ziemniaczana/kukurydziana. Zmiksowac do dokladnego polaczenia sie skladnikow.
250 ml mleka zagotowac z 30 g cukru i ziarenkami z polowy laski wanilii. Kiedy mleko sie zagotuje, zmniejszyc ogien i wlac do niego mase z zoltek. Gotowac, ciagle mieszajac, az krem zgestnieje i nie bedzie mial posmaku surowej maki – powinno to zajac okolo 3-4 minut.
 Gotowy krem przykryc folia aluminiowa, tak zeby dotykala jego powierzchni – dzieki temu nie powstanie kozuch. Odstawic do ostudzenia, a nastepnie schlodzic w lodowce przez cala noc.
Drugi dzien

Ciasto wyjac z lodowki i na podsypanej maka stolnicy rozwalkowac na duzy, nie za gruby (1/2 cm) prostokat. Na ciescie rozsmarowac crème pâtissière, a nastepnie posypac rodzynkami. Ciasto dosc ciasno zwinac w rolade wzdluz dluzszego boku. Pokroic na 6-8 czesci, kazda o grubosci okolo 2,5-3 cm. 

Slimaczki ulozyc na blaszce wylozonej papierem do pieczenia, zachowujac spore odstepy miedzy poszczegolnymi bulkami. Przykryc sciereczka i odstawic do napuszenia na 40 minut.

Po tym czasie delikatnie splaszczyc buleczki dlonia i posmarowac jajkiem roztrzepanym z lyzka mleka. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 220C (bez termoobiegu). Piec przez okolo 15 minut lub do momentu, w ktorym buleczki beda ladnie zarumienione i dopieczone w srodku.

Studzic na kratce. Jeszcze cieple polukrowac. Lukier przyrzadzic z 1/4 szklanki cukru pudru wymieszanej z 1 lyzka soku z cytryny i 1-2 lyzkami wody.

Smacznego!

Owsianka dyniowa

Bardzo lubię prostą, chciałoby się rzec „swojską”*, zupę z dyni na mleku z zacierkami. U mnie w domu w sezonie dyniowym pojawia się ona co najmniej kilkakrotnie, a wszyscy wyczekują jej przez cały rok. Nie jest wyszukana w smaku ani tak naprawdę szczególnie pyszna, ale nieodzownie kojarzy mi się z dzieciństwem i dniami spędzonymi u babci, która zawsze taką gotowała. Gdy któregoś dnia rano robiłam owsiankę, postanowiłam dodać do niej kilka łyżek puree dyniowego, licząc, że efekt smakowy będzie nieco zbliżony do wspomnianej zupy. Całość przerosła moje oczekiwania – wyszło pysznie i owsianka od razu wskoczyła na listę moich ulubionych. Ma piękny, intensywny kolor i kremową konsystencję. Smak dyni jest wyczuwalny, ale nie dominuje nad całością. Na koniec wystarczy do niej dodać dwie kostki czekolady i odrobinę orzechów i ma się na stole pyszne, energetyzujące śniadanie na dobry początek dnia.
*nie wiem czy pamiętacie, ale za taką zupą tęsknił Pawlak w „Samych Swoich” 😉
Składniki na 2 spore porcje:
1 szklanka mieszanki płatków owsianych, orkiszowych i jęczmiennych
2 szklanki mleka
2 łyżki miodu
5 łyżek puree z dyni
1/2 łyżeczki cynamonu
4 kostki czekolady
kilka orzechów wloskich
Płatki zalać mlekiem, dodać cynamon. Zagotować mleko, a następnie zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu, aż owsianka zgęstnieje, a płatki zmiękną. Należy ją często mieszać, żeby się nie przypaliła. Jeśli zajdzie taka potrzeba, podlać odrobiną mleka. Do gotowej owsianki dodać miód i puree z dyni i jeszcze chwilę pogotować – dosłownie 1-2 minuty.  Gorąca nałożyć do misek, dodać czekoladę i orzechy.
Smacznego!

Marokańskie "naleśniki" (M’semmen)

Jak to często bywa, śniadanie w hotelu (Royal Atlas & SPA w Agadirze) było moim ulubionym z serwowanych tam posiłków. Wybór był bardzo duży – od nielubianych przeze mnie komponentów tzw. „English Breakfast”, przez zimne sałatki, wędliny i sery, do ogromnego wyboru wszelkiego rodzaju chlebów, ciast i słodkich wypieków, takich jak croissanty, pain au chocolat i magdalenki. Codziennie były także dwa rodzaje hariry – wytrawna z mięsem i soczewicą oraz na słodko, przypominająca polską zupę mleczną z kaszą manną. Obecność mięsnej hariry na śniadaniu bardzo mnie zdziwiła – z tego co czytałam o marokańskiej kuchni wynika, że tę zupę je się na kolację, głównie w czasie Ramadanu. Poza tym kucharze smażyli na zamówienie duże, cieniutkie naleśniki, gofry, omlety z różnymi dodatkami, a także wspomniane w poprzednim poście m’semmen, beghrir i harcha.

Śniadanie w hotelu było więc zgrabnym połączeniem europejskich i marokańskich elementów, skomponowanych tak, żeby każdy gość znalazł coś dla siebie, mając także możliwość posmakowania lokalnej kuchni. A jak wygląda typowe marokańskie śniadanie?

Z tego co mówił na przewodnik i co zaobserwowałam na miejscu wynika, że marokańskie śniadanie nie może obyć się bez słynnej miętowej herbaty atai (tzw. „whiskey berberyjskiej”) – zielonej herbaty z dodatkiem dużej ilości świeżej mięty i cukru. Herbata pojawiła się w Maroko w XVIII wieku, kiedy sułtan Moulay Ismael dostał ją w prezencie od delegacji brytyjskiej i holenderskiej. Szybko stała się ona symbolem burżuazji, a jej picie ceremonią. Pod koniec XIX wieku herbata stała się dostępna dla reszty społeczeństwa. Obecnie atai jest serwowana na początek i na koniec dnia. Jest oferowana gościom i podawana hierarchicznie, zgodnie z wiekiem i pozycją społeczną, a odmówienie wypicia szklanki jest uznawane za niegrzeczne. Podobno Marokańczycy piją jej tak dużo, że Maroko jest jednym z czołowych importerów chińskiej zielonej herbaty na świecie 🙂

Podczas śniadania, poza dzbankiem herbaty, na stole zwykle pojawia się chleb, który macza się w różnego rodzaju dodatkach – oliwie z oliwek, oleju arganowym, miodzie, dżemie i amlou. O amlou wspominałam już tutaj. Jest to marokańska wersja masła orzechowego, przyrządza z migdałów/orzeszków ziemnych i oleju arganowego, często z dodatkiem miodu. Tradycyjnie amlou jest robione w ogromnych moździerach, w których orzechy są ręcznie ucierane z olejem arganowym. Podobno jedzone na śniadanie hamuje głód na kilka godzin. Ze względu na to, że zawiera zarówno cenny olej arganowy, jak i bardzo zdrowe orzechy, jest pełne wartości odżywczych. Mnie amlou bardzo smakowało i jako, że przywiozłam ze sobą do Polski trochę tego przysmaku, mogę się teraz zajadać nim na śniadanie 🙂 Jako ciekawostkę powiem Wam, że dawniej amlou było przechowywane w sypialni i uznawane za oznakę dobrobytu i afrodyzjak. Było nawet dawane młodej parze jako prezent weselny. Obecnie amlou jest równie popularne i mimo, że nie jest tanie (1 kg na souku kosztuje około 100 dirhamów), nie może go zabraknąć w żadnym prawdziwym marokańskim domu. Amlou można kupić na wagę na targu albo w słoiczkach:

Poza chlebem maczanym w różnych olejach i słodkich dodatkach, Marokańczycy na śniadania lubią jeść wszelkiego rodzaju placki i naleśniki. Znajomy powiedział mi jednak, że w typowym marokańskim domu, m’semmen, harcha, czy beghrir je się tylko na specjalne okazje albo w wolne dni. Z tych trzech smakołyków najbardziej zasmakowały mi m’semmen i właśnie je postanowiłam przyrządzić w domu.


M’semmen
to rodzaj marokańskich naleśników z ciasta drożdżowego, zazwyczaj w prostokątnym kształcie. Jako, że składają się z kilku warstw, z których każda przed złożeniem jest smarowana tłuszczem (np. mieszanką masła i oliwy), naleśniki rozwarstwiają się po upieczeniu i z wyglądu nieco przypominają ciasto francuskie. W smaku są jednak zupełnie inne – lekko chrupiące na wierzchu i mięciutkie w środku, z wyczuwalnym smakiem drożdży i masła. Jak dla mnie pycha, szczególnie polane dobrym miodem! Są bardzo łatwe w przygotowaniu, więc zachęcam Was do zrobienia ich w domu i zjedzenia śniadania w marokańskim stylu 🙂
 

Składniki na około 8 naleśników
(przepis z tej strony)

  • 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka suszonych drożdży
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 10 łyżek masła, roztopionego
  • 10 łyżek oliwy
  • około 1/2 szklanki semoliny

Wymieszać ze sobą suche składniki, poza drożdżami. Drożdże rozpuścić w wodzie i dodać do mąki. Zagniatać ciasto przez około 10 minut, aż będzie miękkie i elastyczne. Przykryć i odstawić do wyrośnięci na 30 minut.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 8 części. Z każdej części zrobić kulkę i maczać ją w mieszance masła i oliwy. Kulkę cienko rozwałkować. Posmarować tłuszczem i oprószyć semoliną. Zagiąć do środka dwa boki i posmarować je tłuszczem i posypać semoliną. Tak samo postąpić z pozostałymi dwoma bokami – w efekcie finalnym powinien Wam powstać prostokąt. Posmarować wierzch tłuszczem. Przykryć i odstawić na 15-20 minut do napuszenia.

Smażyć na suchej, rozgrzanej patelni po około 2,5-3 minuty z każdej strony.

Podawać z miodem lub innymi ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

Jabłka zapiekane z granolą i KONKURS

Sezon na jabłka jest w pełni, więc trzeba się nimi cieszyć póki są takie dobre i tanie. Jak już wspominałam, nie przepadam za jabłkami samymi w sobie, ale bardzo lubię je w wypiekach. Nie można jednak codziennie jeść szarlotki, bo nawet ta najlepsza szybko by się znudziła. Pomyślałam więc, że można by zapiec jabłka w całości ze smacznym nadzieniem z granoli i miodu, a przed podaniem polać całą masą syropu klonowego. Tak przyrządzone jabłka są przepyszne i świetnie smakują zarówno na śniadanie, jak i na deser. Nadzienie granolowe świetnie się sprawdza, bo jest smaczne i nie „rozciapuje się” za bardzo podczas pieczenia. Myślę jednak, że jeśli nie macie w domu granoli, to możecie z powodzeniem dodać płatki owsiane, nieco więcej miodu i dowolne dodatki (np. drobno posiekane orzechy albo rodzynki). 

  
Składniki na 3 porcje:

  • 3 średniej wielkości jabłka
  • 6 łyżek granoli (np. z granatem i owocami firmy Sante)
  • 3 łyżeczki miodu
  • 3 łyżeczki masła
  • 1/3 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżki konfitury morelowej
  • syrop klonowy/syrop z agawy do polania

Jabłka wydrążyć tak, żeby usunąć ogryzek, ale żeby reszta pozostała nietknięta – można to zrobić ostrym nożem albo specjalnym przyrządem. Do środka każdego owocu nałożyć łyżeczkę miodu, następnie 1 łyżeczkę granoli i łyżeczkę masła, a na koniec znowu łyżeczkę granoli. Posypać cynamonem, włożyć do naczynia żaroodpornego wypełnionego wodą (woda powinna sięgać do 1/3 wysokości jabłek) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Po 15 minutach każde jabłko posmarować konfiturą morelową. Piec kolejne 10-15 minut do momentu gdy jabłka będą miękkie. Podawać ciepłe, polane syropem klonowym/syropem z agawy.

Konkurs:

Mam dla Was dwa zestawy produktów firmy Sante, zawierające nowość na rynku – batoniki z granolą i dodatkami (jagodami goji i żurawiną w polewie jogurtowej albo z orzechami w polewie z gorzkiej czekolady). W pierwszym zestawie poza dwoma batonikami znajdą się płatki owsiane oraz otręby pszenne wysokobłonnikowe (19% błonnika), a w drugim otręby granulowane z jabłkami. Otręby świetnie sprawdzają się jako dodatek do owsianki, koktajlów owocowych, domowego pieczywa, czy ciast pełnoziarnistych. Za to batoniki są pyszną i zdrową przekąską, którą możecie zabrać ze sobą do szkoły czy do pracy.

 

 Zasady konkursu:

1. Należy pod tym postem, na moim profilu na facebooku albo drogą mailową udzielić odpowiedzi na pytanie: „Do czego byście wykorzystali jagody goji?”. Liczę na Waszą kreatywność i spośród wszystkich odpowiedzi wybiorę dwie, które spodobają mi się najbardziej. Pamiętajcie, że nie muszą to być jedynie słodkości.
2. Każdy może udzielić tylko jednej odpowiedzi.
3. Poza odpowiedzią na pytanie w komentarzu musi się znaleźć adres e-mail, dzięki czemu będę mogła skontaktować się ze zwycięzcami.
4. Polubienie mojego bloga na Facebooku nie jest koniecznie, ale będzie mi bardzo miło jeśli to zrobicie (KLIK).
5. Odpowiedzi możecie wysyłać od teraz do godziny 23:59 dnia 20 września.
6. Wyniki konkursu ogłoszę do 25 września.
7. Nagrodą za pierwsze miejsce są dwa batoniki, płatki owsiane i otręby pszenne wysokobłonnikowe, a za drugie dwa batoniki i otręby granulowane z jabłkami.

Focaccia z ziarnami

Bardzo lubię focaccię, bo szybko się ją robi, a efekt jest zawsze super – ciasto jest puszyste, lekko wilgotne i delikatne. Zazwyczaj decyduję się na klasyczną wersję oprószoną solą morską i z dodatkiem świeżych ziół, ale ostatnio postanowiłam nieco poeksperymentować i zrobiłam focaccię w wersji z ziarnami. Wyszła pyszna, nawet nie wiem czy nie lepsza niż wersja podstawowa. Mimo dodatku sporej ilości ziaren (słonecznika, lnu złocistego i siemienia lnianego), chleb zachował swoją lekkość i puszystość. Duża ilość rozmarynu sprawiła, że focaccia nie tylko pięknie pachniała podczas pieczenia, ale także pysznie smakowała. Takie pieczywo świetnie pasuje do dań z grilla, lekkich sałatek i zup. Ja uwielbiam focaccię  maczaną w dobrej jakości oliwie z oliwek i occie balsamicznym, w towarzystwie antipasti (np. suszonych pomidorów i szynki parmeńskiej). Jeśli pokroicie ją w grube kromki, możecie zrobić z niej kanapki.

Składniki na blachę o wymiarach 25×35 cm
(zmodyfikowany przepis z tej strony)

  • 450 g wody
  • 600 g mąki pszennej + dodatkowa do oprószenia
  • 75 g ziaren słonecznika
  •  30 g lnu złocistego
  • 35 g siemienia lnianego
  • 30 g oliwy
  • 20 g świeżych drożdży
  • 20 g cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 2 łyżki suszonego rozmarynu

Wszystkie składniki, poza rozmarynem, dokładnie wymieszać. Zagnieść ciasto, aż będzie miękkie i elastyczne. Blachę posmarować oliwą i oprószyć mąką. Przełożyć do niej ciasto, na wierzchu ciasta robiąc opuszkami palców charakterystyczne „wgłębienia”. Posypać mąką, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 45-60 minut – ciasto powinno wypełnić około 3/4 blaszki.

Wyrośnięte ciasto posypać rozmarynem i skropić oliwą i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec około 30-40 minut, aż ciasto będzie ładnie zarumienione, a środek „suchy”.

Lekko ostudzić i pokroić na kwadraty.

Smacznego!

Koktajle Samo Zdrowie

Jako, że wstaję wcześnie, pierwszy posiłek jem już po 6 i nie mogę obyć się bez drugiego śniadania. Ostatnio najchętniej sięgam wtedy po koktajle ze zmiksowanych świeżych owoców, którymi powinniśmy się cieszyć póki są tak łatwo dostępne – są pyszne, tanie i zdrowe. Do koktajlów dodaję mleko i różne dodatki, w zależności do tego na co akurat mam ochotę. Najczęściej decyduję się na dodatek lnu złocistego i otrębów, które są znane ze zbawiennego wpływu na nasz organizm.

Skład koktajlów możecie dowolnie modyfikować, zgodnie z własnymi preferencjami smakowymi. Zamiast mleka możecie dodać kefir, jogurt naturalny albo maślankę. Do zmiksowania nadają się praktycznie wszystkie owoce i sama wypróbowałam już dziesiątki wersji. Dzisiaj pokażę Wam te, które ostatnio smakowały mi najbardziej i które mogę Wam z czystym sumieniem polecić.

Koktajle świetnie smakują zarówno rano na śniadanie, jak i  jako szybka, lekka przekąska w trakcie dnia. Są sycące i przede wszystkim bardzo smaczne. To zdecydowanie lepsza opcja niż bardziej popularne przekąski – batoniki, kanapki, chipsy, czy nawet kupne jogurty owocowe.

Bananowo-orzechowy

Składniki na 2-3 porcje:

  • 1 dojrzały banan
  • 2 łyżki masła orzechowego*
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego*
  • 1 łyżka lnu złocistego*
  • 1 łyżka otrębów pszennych*
  • szklanka mleka

 Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Najlepiej smakuje lekko schłodzony.

Malinowo-gruszkowy
Składniki na 2-3 porcje:
  • 2 gruszki, obrane ze skóry
  • szklanka malin (plus dodatkowe do dekoracji)
  • szklanka mleka
  • 1 łyżka ksylitolu*
  • 1 łyżka lnu złocistego*
  • 1 łyżka otrębów pszennych*
  • 1/3 łyżeczki cynamonu

  Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Udekorować dodatkowymi malinami. Najlepiej smakuje lekko schłodzony.

Szpinakowo-owocowy

Składniki na 2-3 porcje

  • 1 szklanka mleka
  • 30 g mrożonego szpinaku
  • 1 mała gruszka, obrana ze skóry
  • 1 mała brzoskwinia, obrana ze skóry
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka lnu złocistego + do posypania*
  • łyżka miodu
  • szczypta cynamonu

 Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować do połączenia się składników. Najlepiej smakuje lekko schłodzony. Przed podanie posypać lnem.

*wszystkie te składniki znajdziecie w ofercie firmy Sante – bardzo je Wam polecam, bo są naprawdę bardzo dobre jakościowo i przystępne cenowo

Smacznego!

Rogaliki na maślance

Fantastyczne śniadaniowe rogaliki, które przygotujecie w niecałe 1,5h, wliczając w to czas na wyrastanie ciasta i pieczenie. Podczas gdy rogaliki wyrastają (najpierw przez 20 minut, a potem przez pół godziny), możecie zająć się porannymi czynnościami, a resztę domowników obudzić zapachem świeżego pieczywa. Wymagają naprawdę małego nakładu pracy, a w smaku są świetne – puszyste, lekko wilgotne, delikatne. Dobrze smakują zarówno ze słodkimi dodatkami (polecam Wam wersję z jogurtem naturalnym wymieszanym z mascarpone i świeżymi owocami, np. malinami!), jak i wytrawnymi. Można zjeść je jeszcze ciepłe, kiedy świeże masło delikatnie się na nich rozpływa 🙂 Najlepiej smakują w dniu pieczenia.
Składniki na około 16 niedużych rogalików
(przepis z tej strony)
  • 600 g mąki pszennej
  • 30 g świeżych drożdży
  • 200 ml ciepłej wody
  • 200 ml maślanki
  • 2 łyżki masła/oleju
  • 1,5 łyżeczki cukru
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 roztrzepane jajko do posmarowania rogalików
Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie. Mąkę przesiać i wymieszać z solą, proszkiem do pieczenia i cukrem. Do mąki wlać drożdże, a następnie maślankę i olej/masło. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 20 minut. Po tym czasie ponownie wyrobić ciasto i podzielić je na dwie części. Każdą część rozwałkować na okrąg, który następnie podzielić na 8 trójkątów. Każdy trójkąt zwijać, zaczynając od podstawy, formując rogalika. Rogaliki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć i odstawić do napuszenia na 30 minut. Po tym czasie posmarować rogaliki roztrzepanym jajkiem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec około 15 minut, aż ładnie się zarumienią.
Smacznego!

Pudding Samo Zdrowie

O ile nie lubię wszelkiego rodzaju produktów „light”, odtłuszczonych jogurtów i sztucznych słodzików, to zawsze chętnie sięgam po tak zwaną „zdrową żywność”. Nie tylko ze względu na jej oczywiste walory zdrowotne, ale również dlatego, że po prostu bardzo mi smakuje. Lubię wszelkiego rodzaju płatki zbożowe, otręby, ziarna i bakalie, a brązowy cukier uważam za dużo smaczniejszy od białego. Tym razem w jednym puddingu postanowiłam połączyć składniki, które są słynne ze swoich zbawiennych dla organizmu właściwości – komosę ryżową (quinoa) i jagody goji. Całość posłodziłam ksylitolem (naturalną substancją słodzącą pozyskiwaną z kory brzozy) i nierafinowanym cukrem trzcinowym. Do tego wszystkiego dorzuciłam garść orzechów (pistacji i migdałów), aromatyczne przyprawy (cynamon, lawendę, kardamon) i świeżą, soczystą brzoskwinię. A to wszystko zjadłam na śniadanie w towarzystwie nieco mniej zdrowego mocnego espresso. Pudding smakowało mi bardzo i mogę śmiało powiedzieć, że poprawił mi humor, dodając mi, niezbędnego o szóstej rano, zastrzyku energii. Ja najbardziej lubię jeść takie rzeczy na śniadanie, ale myślę, że jako deser pudding sprawdzi się równie dobrze.
  Składniki na 3-4 porcje:
  • 4 szklanki mleka (można dodać 1 szklankę śmietanki)
  • 1/4 szklanki ksylitolu*
  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego*
  • 1 szklanka komosy ryżowej (quinoa)*
  • 3 łyżki jagód goji*
  • 1/5 szklanki orzechów – pistacji, migdałów, orzechów nerkowca
  • 1/4 łyżeczki suszonych kwiatów lawendy
  • 4 ziarenka kardamonu
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 duża, dojrzała brzoskwinia/garść malin/1 duża gruszka
*wszystkie te produkty ma od niedawna w swojej ofercie firma Sante, co bardzo mnie ucieszyło, bo wcześniej, poza cukrem trzcinowym, ciężko było dostać w Polsce te produkty (chyba, że w sklepach ze zdrową żywnością lub z „kuchniami” świata). Z quinoa i jagodami goji spotkałam się już w Anglii i bardzo je lubię, bo są nie tylko smaczne, ale również bardzo zdrowe. Za to nowością był dla mnie ksylitol, którego nigdy wcześniej nie próbowałam. Powiem Wam, że gdyby nie moja zakorzeniona niechęć do spożywania „pustych kalorii”, to wcinałabym go łyżeczką prosto z opakowania – jest tak samo słodki jak cukier, ale po zjedzeniu go w ustach pojawia się bardzo ciekawe odczucie przypominające chłód albo lekkie musowanie. 
Mleko wymieszać z cukrem, ksylitolem, kardamonem, cynamonem i lawendą (jeśli używacie śmietanki, to należy ją dodać teraz) i zagotować. Do gotującego się mleka wsypać komosę ryżową i gotować na małym ogniu przez około 30 minut, aż zmięknie i wchłonie większość płynu. Często mieszać, żeby nie przywarła do dna garnka i w razie potrzeby podlać odrobiną mleka. Po 20 minutach gotowania dodać jagody goji i orzechy. Przełożyć do pucharków. Ostudzić i schłodzić w lodówce przez kilka godzin (albo całą noc). Podawać z pokrojonymi owocami – np. brzoskwinią, malinami, gruszką.
Smacznego!

Bliny z kwaśną śmietaną i wędzonym łososiem

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju placuszki i racuszki, a bliny zajmują miejsce w czołówce moich placuszkowych ulubieńców. Najbardziej lubię te z samej mąki gryczanej. Lekkie, delikatne i pełne malutkich pęcherzyków powietrza. Nieduże i potrzebujące dosłownie 30 sekund z każdej strony by ładnie przyrumienić się na patelni.

Jeśli podacie je z kwaśną śmietaną, wędzonym łososiem i koprem włoskim, mogą stanowić całkiem wykwintną i smaczną przekąskę. Aż trudno uwierzyć, że coś co robi się tak banalnie i co w Rosji było niegdyś zostawiane na oknach dla biedaków, na „Zachodzie” weszło do gamy eleganckich przekąsek bankietowych. Pewnie chodzi o TEN smak… Polecam!

Składniki na około 12-15 sztuk
(zmodyfikowany przeze mnie przepis Liski)
  • 100 g mąki gryczanej
  • 200 ml mleka, ciepłego
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 jajko
  •  1/3 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • szczypta pieprzu 
  • olej/smalec do smażenia
Do podania:
  •  wędzony łosoś
  • kwaśna śmietana
  • odrobina świeżego koperku/kopru włoskiego
  • świeżo mielony pieprz

Drożdże zasypać cukrem i zalać 50 ml mleka, odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Rozczyn z drożdży dodać do mąki, wraz z jajkiem, resztą mleka, solą i pieprzem. Energicznie wymieszać ciasto łyżką, tak żeby miało konsystencję gęstej śmietany. Przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na godzinę. 
Na patelni rozgrzać odrobinę oleju/roztopić smalec (patelnia powinna być tylko delikatnie posmarowana tłuszczem, bliny nie mogą w nim pływać). Łyżką nakładać porcje ciasta i smażyć cienkie placuszki, po około 30-40 sekund z każdej strony. Podawać ciepłe – na każdym placuszku należy zrobić kleks z kwaśnej śmietany, ułożyć kawałek wędzonego łososia, a następnie posypać koperkiem i oprószyć świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Smacznego!

Francuskie klimaty…

 … czyli galantyna z kurczaka z pistacjami.

Nie wiem jak Wy, ale ja staram się nie kupować gotowych wędlin, pieczeni i pasztetów, bo nie dość, że szybko się psują i nie wiadomo co jest w środku, to tak naprawdę nie zachwycają smakiem. Jako, że u mnie w domu wszyscy lubimy wszelkiego rodzaju galantyny i balotyny, postanowiłam w końcu upiec własną wersję słynnego francuskiego przysmaku – galantyny z kurczaka z pistacjami. W oryginale miejsce kurczaka zazwyczaj zajmuje kaczka, ale przyznam, że bałam się, że nie wyjdzie mi to tak jak bym chciała i wolałam nie ryzykować eksperymentować z dość drogą kaczką. Wyszło jednak super i następnym razem pod nóż pójdzie kaczka 😉 Jednakże wersja z kurczaka też jest bardzo smaczna, więc gorąco Wam ją polecam. Mięso jest aromatyczne, a kawałki zielonych pistacji w środku są miłą niespodzianką dla wszystkich, którzy próbują galantyny. Najlepiej smakuje z naprawdę dobrym pieczywem, więc jeśli planujecie wyrób galantyny, koniecznie się w takowe zaopatrzcie (czytaj: upieczcie!). Nie obawiajcie się, że przyrządzenie galantyny jest trudne – wcale nie, wystarczy nabrać wprawy z luzowaniem kości, co w dobie internetu i dostępie do filmików instruktażowych nie jest skomplikowane 🙂

Składniki
(inspiracja, mocno zmodyfikowana ze strony Olgi Smile)

  •   1 kurczak ważący około 1,5 kg
Nadzienie:
  • połowa mięsa z kurczaka
  • 200 g wątróbki drobiowej
  • 200 g wędzonego boczku
  • 100 g kwaśnej śmietany
  • 100 g pistacji bez skorupek
  • 1 ząbek czosnku
  • pół łyżeczki ziół prowansalskich
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki pieprzu
  • szczypta chilli
  • szczypta słodkiej papryki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  •  rękaw do pieczenia
 Kurczaka wyluzować z kości i wyjąć z niego całe mięso, zostawiając tylko skórę (polecam obejrzeć filmik instruktażowy – klik). Połowę mięsa z kurczaka (najlepiej wymieszać i dodać trochę piersi i trochę mięsa z udek) zmiksować blenderem na gładką masę wraz z wątróbką i śmietaną. Doprawić do smaku ziołami prowansalskimi, solą, pieprzem, słodką papryką, chilli i gałką muszkatołową. Dodać przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, pistacje (część w całości, część posiekanych) i 100 g drobno pokrojonego boczku. Wymieszać i odstawić do lodówki na 40 minut. Na skórze kurczaka, położonej na przeciętym rękawie do pieczenia (rękaw ma mieć kształt dużego prostokąta) ułożyć 100 g boczku pokrojonego w cieniutkie plastry. Na skórę wyłożyć schłodzone nadzienie i delikatnie zwinąć w roladę. W razie potrzeby końce można spiąć wykałaczkami. Jeśli skóra lekko popęka, nie przejmujcie się. Zwinąć boki rękawa do pieczenia, ciasno zaciskając mięso i nadając mu ładny, roladkowy kształt. Końcówki zakręcić, tak jak w „cukierku”. Rękaw dodatkowo obwiązać sznurkiem, żeby mieć pewność, że jest szczelny. Ułożyć na kratce w piekarniku nagrzanym do 160C. Pod kratką ustawić naczynie z parującą wodą. Piec około godziny. Wystudzić i schłodzić w lodówce przez minimum 3-4h, a najlepiej przez całą noc. Podawać pokrojone w plastry.
Smacznego!

Latem lubię…

 Latem lubię leniwe śniadania na tarasie w przyjemnym porannym słońcu. Najlepiej pełne letnich owoców i warzyw, które są prawdziwą eksplozją witamin, kolorów i smaku. Taka właśnie jest ta sałatka. Pyszna i elektryzująco kolorowa. A do tego naprawdę szybka w przygotowaniu.
Intensywna w smaku rukola, słodkie grillowane i lekko skarmelizowane brzoskwinie i morele, maliny, twarożek, lekko cytrynowa świeża melisa i kwaskowaty dressing malinowo-balsamiczny. Do szczęścia nic mi nie potrzeba. Może poza filiżanką dobrego espresso.
Składniki na 2 porcje:
  • 1 duża brzoskwinia
  • 2 morele
  • dwie duże garści rukoli
  • dwie garści malin
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 4 łyżeczki twarożku
  • kilka listków świeżej melisy
 Maliny (zostawić kilka do dekoracji) rozgnieść widelcem i wymieszać z miodem i octem balsamicznym. Dodać połowę listków melisy, posiekanych. Odstawić na bok na czas przygotowania reszty składników.
 Brzoskwinię obrać ze skóry i przekroić na pół, wyjąć z niej pestkę. Morele przekroić i wyjąć z nich pestki. Rozgrzać patelnię grillową i położyć na niej morele i brzoskwinie, najpierw rozcięciem do dołu. Zgrillować przez minutę i odwrócić na drugą stronę. Rozcięcie posypać brązowym cukrem i ponownie przewrócić, grillując, aż owoce lekko się skarmelizują (pilnujcie, żeby się nie spaliły!). 
Na talerzach ułożyć rukolę. Polać połową dressingu malinowego. Na wierzchu ułożyć owoce. Na środek brzoskwini nałożyć twarożek i posypać resztą melisy. Ułożyć resztę malin i polać resztą dressingu.Podawać od razu.
Smacznego!

Groszek. Kozi Ser. Zioła. Jajko w koszulce

W tym roku w ogrodzie miałam posadzone kilka krzaczków groszku cukrowego – zbiory nie były jakieś ogromne, ale wystarczające by nacieszyć się jego słodkim smakiem. Mimo, że duża część groszku została zjedzona prosto z krzaczka, przygotowałam z nim kilka potraw. Dzisiaj zaprezentuję Wam mój groszkowy hit tego lata, który, całkiem przypadkowo, wymyśliłam któregoś letniego po południa, starając się dobrze wykorzystać zasoby mojego ogródka – grzanki z chleba razowego z pastą z groszku i koziego sera, z jajkiem w koszulce. Pasta jest pyszna i intensywna w smaku, głównie dzięki dodatkowi świeżej bazylii, mięty, czosnku i szczypiorku. A płynne żółtko dopełnia całości, rozlewając się po całej „kanapce” – jedzenie tego dania zawsze skończy się jakąś plamą ma ubraniu, więc jeśli chcecie podać je gościom, polecam użyć widelców i noży 😉
Danie doskonale pasuje zarówno na leniwe śniadanie, jak i przystawkę przed wykwintnym obiadem czy lekką kolację.
Składniki na 2 porcje:
  • 2 dość grube kromki razowego chleba
  • 2 jajka
  • duża garść zielonego groszku
  • 5 listków mięty
  • 5 listków bazylii
  • 4 plastry koziego sera pleśniowego
  • 1 duży ząbek czosnku, przeciśnięty przez praską
  • 1 drobno posiekana cebulka dymka wraz ze szczypiorkiem
  • sól i pieprz do smaku
Chleb lekko podpiec w piekarniku – powinien lekko chrupać, ale nie może stać się twardą grzanką. Groszek zblanszować przez 2-3 minuty, a następnie zalać lodowatą wodą i dokładnie odcedzić. W moździerzu umieścić groszek, miętę, bazylię i czosnek i lekko rozetrzeć – dzięki temu z ziół uwolnią się aromaty. Dodać szczypiorek i pokrojony w kostkę ser i ponownie rozetrzeć. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Pastą posmarować podpieczony chleb. 
Jajka ugotować w koszulkach (instrukcja tutaj – klik) i delikatnie położyć na chlebie z pastą. Oprószyć solą.
Smacznego!

Przepis chciałabym dodać do akcji „Kuchnia 24/7”, jako śniadanie, czyli pierwszy posiłek.Wbrew pozorom przygotowanie takiego posiłku nie zajmuje dużo czasu. Takie śniadanie ma wiele zalet – jest pyszne i pełnowartościowe; doda Wam zastrzyku energii na dobry początek dnia i poprawi humor nawet w pochmurny dzień.

Kuchnia 24/7

Prosto z ogródka – sałatka z nagietkiem

Smaczna, kolorowa sałatka, na którą składają się głównie rośliny z mojego ogrodu – ogórek gruntowy, rukola, szczypiorek i nagietek. Do tego odrobina pysznego miodu akacjowego i pleśniowego koziego sera. Rankiem nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. No może jedynie odrobiny słońca (i filiżanki dobrego espresso). Przygotowanie tej sałatki tak naprawdę nie wymaga szczegółowego przepisu i nie jest to danie wyszukane, ale wyglądała tak ładnie i smakowała mi tak bardzo, że postanowiłam się nią z Wami podzielić 🙂
Jeśli nigdy nie próbowaliście sałatek z dodatkiem nagietka, zachęcam Was do spróbowania – kwiatek nie ma intensywnego smaku, ale jest delikatnie słodki i przepięknie wygląda na talerzu.
Składniki na 1 porcję:
  • 1 mały ogórek gruntowy, obrany i pokrojony w plastry
  • garść rukoli
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 1 łyżka miodu akacjowego
  • 1 kwiat nagietka
  • 2 plastry koziego sera pleśniowego, pokruszonego na małe kawałki
 Rukolę ułożyć na talerzu. Przykryć plastrami ogórka i polać ogórka miodem. Posypać resztą składników. Zajadać się w piękny, słoneczny dzień.
Smacznego!

Muffinki szpinakowe z fetą

 Smaczne, szybkie w przygotowaniu muffiny, które najlepiej smakują w towarzystwie zupy z letnich warzyw albo ulubionej sałatki. Jak wszystkie muffiny, świetnie nadają się do zabrania na lunch albo na wakacyjną wycieczkę. Polecam, szczególnie na ciepły, słoneczny dzień 🙂

Przepis dodaję do akcji muffinkowej organizowanej przez Domi

Składniki na 4 duże muffiny:
  • 150 g młodego szpinaku 
  • 1 łyżka masła
  • 175 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jajko
  • 30 ml oleju
  • 125 ml kwaśnej śmietany/jogurtu greckiego
  • 125 g sera feta
  • 1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • 1 ząbek czosnku, drobno posiekany
  Na patelni rozpuścić jedną łyżkę masła i podsmażyć szpinak wraz z czosnkiem przez dwie minuty, aż lekko zmięknie. Odsączyć z nadmiaru płynów i lekko przestudzić.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i pieprzem. Lekko roztrzepane Jajko wymieszać ze śmietaną i olejem, a następnie powoli wlać do suchych składników. Dodać fetę i szpinak z czosnkiem. Wymieszać wszystko łyżką- mogą pozostać niewielkie grudki. Doprawić do smaku solą – ja nie dodawałam już soli, bo według mnie feta jest wystarczająco słona.

Masę przełożyć do foremek na muffiny wyłożonych papilotkami – masa powinna sięgać do około 2/3 wysokości babeczek. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec około 25-30 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Podawać na ciepło albo w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

Przepis chciałabym dodać do akcji „Kuchnia 24/7”, jako drugie śniadanie, czyli drugi posiłek. Takie muffinki doskonale nadają się do zabrania ze sobą do pracy albo na uczelnię i zjedzenia kiedy złapie nas głód – np. około godziny 10-11.

Kuchnia 24/7

Batoniki muesli

 

Piszę do Was z Zakopanego, jedząc gofra z bitą śmietaną i jagodami (niestety raczej niezbyt smacznego). Z tego względu będę odpowiadać na Wasze komentarze z małym opóźnieniem. Ale posty będą publikowane regularnie, również z relacjami z wyjazdu . Te batoniki będą mi towarzyszyć w codziennych wyprawach w góry. Są pyszne, lekko chrupiące na zewnątrz i ciągnące się w środku. Pełne smakowitych dodatków – suszonych żurawin, rodzynek i moreli, orzechów włoskich i laskowych, płatków owsianych i wieloziarnistych, siemienia lnianego, wiórków koksowych, pestek dyni, ziaren słonecznika, sezamu i płatków migdałowych. Tyle dobroci w takim małym batoniku! 🙂 Batoniki świetnie sprawdzają się jako przekąska podczas wycieczek, nie tylko górskich. Jeden mały batonik doda Wam dużo energii i pokrzepi do dalszej wędrówki. Ich kalorycznością nie ma co się przejmować – szybko się je spali podczas ruchu na świeżym powietrzu.

Batoniki zostały zainspirowane przepisem Nigelli, który znacznie wzbogaciłam i urozmaiciłam.

Składniki
(inspiracja przepisem Nigelli)
duża puszka (około 500 g) mleka skondensowanego słodzonego
200 g płatków owsianych górskich
100 g innych płatków – u mnie orkiszowe, żytnie, gryczane
80 g suszonej żurawiny
80 g suszonych moreli, pokrojonych
50 g orzechów laskowych, przekrojonych na pół
50 g orzechów włoskich, posiekanych
50 g płatków migdałowych
50 g suszonych rodzynek
50 g wiórków kokosowych
125 g ziaren – u mnie słonecznik, pestki dyni, siemię lniane, sezam
pół łyżeczki cynamonu
Mleko lekko podgrzać w garnku – nie może się zagotować.
Wszystkie suche składniki umieścić w misce i dodać do nich mleko skondensowane. Dokładnie wymieszać.
Blachę (20×30 cm) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej masę. Dokładnie wyrównać.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 130C i piec przez godzinę. Wyjąć z piekarnika, odczekać 15 minut i pokroić masę na 16 batoników. Przechowywać w suchym miejscu, np. w puszce albo szczelnie zamykanym pojemniku.
Smacznego!

Bułeczki z płatkami owsianymi i marchewką

Kiedy byłam mała, mama często kupowała dla mnie w sklepie garmażeryjnym bułeczki marchewkowe z rodzynkami. Pamiętam, że to był jeden z moich przysmaków, ale kiedy po przeprowadzce przestaliśmy robić zakupy w owym sklepie, bułeczki kompletnie zniknęły z mojego jadłospisu i już nigdy więcej się z nimi nie spotkałam. O smaku bułek marchewkowych, choć w nieco innej wersji, bo bez rodzynek, ale za to z płatkami owsianymi, przypomniałam sobie całkiem niedawno, kiedy wzięłam do ust pierwszy kęs puszystej, delikatnej bułeczki o pięknym, złocistym kolorze. Mimo, że w bułkach znajduje się sporo marchewki, jest ona prawie niewyczuwalna i nadaje im jedynie subtelnej słodkości. Nie są to jednak słodkie bułki – wspaniale sprawdzają się nawet w towarzystwie wędlin.
Polecam!
PS: To ostatni post z przepisem na domowe pieczywo, przynajmniej przez najbliższy tydzień 😉 Nie chcę Was zanudzić! 🙂

Składniki na 10-12 bułeczek
(przepis pochodzi z inspirującej książki –  „Nordic Bakery Book” Miisy Mink)
  • 300 ml letniej wody 
  • 7 g suchych drożdży (albo 14 g świeżych, ze świeżych należy zrobić rozczyn)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 450 g mąki pszennej
  • 50 g płatków owsianych
  • 1 łyżka oleju
  • 100 g marchewki, startej na drobnych oczkach
Wodę wymieszać z drożdżami, solą i 300 g mąki. Wyrabiać przez kilka minut. Następnie dodać płatki owsiane i olej, dalej wyrabiając. Na koniec dodać marchewkę wraz z resztą mąki i wyrabiać ciasto przez kolejnych kilka minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na około 60 minut. 
Po tym czasie ponownie wyrobić ciasto i uformować z niego 12 bułeczek. Każdą bułeczkę oprószyć mąką. Bułeczki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć i odstawić do napuszenia na kolejne 30 minut. 
Po tym czasie wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C (bez termoobiegu). Piec około 15 minut, aż ładnie się zarumienią.

Smacznego!

Parfait z kurzych wątróbek

Bardzo smaczny pasztet do smarowania, który robi się we wręcz ekspresowym tempie – nie trzeba go piec, wystarczy zmiksować podsmażoną wątróbkę wraz z masłem, przyprawami i śmietaną, a następnie schłodzić w lodówce. Jest idealnie kremowy i aromatyczny. Nieco przypomina kupne pasztety do smarowania, ale ma bardziej głęboki smak i jest przygotowany tylko z wątróbki – nie zawiera żadnych paskudnych odpadów oddzielonych mechanicznie ani wypełniaczy, np. skrobi, na myśl o których aż przechodzą mnie ciarki.

Jeśli macie w domu koniak albo brandy, to dodajcie do masy 3 łyżki – parfait zyska wykwintny, wyszukany smak. Myślę, że sherry też by się sprawdziło. Ja nie miałam żadnego z tych alkoholi, ale parfait i tak bardzo nam smakowało i zniknęło w ekspresowym tempie.

Możecie przechowywać parfait w lodówce przez ponad tydzień.

Najlepiej smakuje ze świeżym chlebem, np: chlebem z pieczonymi ziemniakami, wiejskim chlebem pszenno-żytnim, czeskim chlebem pszenno-żytnim, francuskim chlebem wiejskim na zakwasie, czy chlebem na zakwasie z ziarnami.

Składniki:
  • 500 g wątróbki drobiowej
  • 150 g masła + 75 g na wierzch
  • 3 listki szałwii
  • 1 gałązka tymianku
  • szczypta suszonych ziół prowansalskich
  • 1 nieduża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • około 1/2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony pieprz do smaku
Na patelni rozgrzać dwie łyżki masła i podsmażyć cebulę wraz z czosnkiem, aż lekko się zeszkli. Wątróbkę umyć, oczyścić i osuszyć, dodać na patelnię wraz z listkami szałwii i tymianku oraz ziołami prowansalskimi. Podsmażać przez kilka minut, aż wątróbka nie będzie surowa, ale nadal będzie różowa w środku*. Zmiksować blenderem na gładką masę. Dodać 150 g miękkiego masła i kwaśną śmietanę. Ponownie zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Przełożyć do małych naczynek, np. ramekinów albo miseczek.

75 g masła roztopić na małym ogniu. Przepuścić przez gazę, tak żeby zebrać cały biały tłuszcz – ten tłuszcz należy wyrzucić. Żółte masło wylać na parfait. Schłodzić w lodówce.

*to bardzo ważne. Jeśli wątróbka będzie przesmażona, to parfait będzie gorsze zarówno w smaku, jak i w konsystencji

Smacznego!


Sałatka z wędzonym kurczakiem

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię wędzoną pierś z kurczaka – zarówno w sałatkach, jak i w makaronach czy nawet pokrojoną w plasterki na kromce świeżego chleba. Ostatnio naszła mnie na nią ogromna ochota, więc przyrządziła smaczną, pikantną sałatkę makaronową. Ostrość zawdzięcza dodatkowi moich ulubionych papryczek jalapenos, od których jestem wprost uzależniona. Poza nimi dodałam też chrupiące, lekko podgotowane brokuły i marynowaną słodką paprykę. Polecam, bo jest pyszna!

Składniki:

  • 1 wędzona pierś z kurczaka
  • 2 kawałki marynowanej papryki
  • 2 łyżki jalapenos
  • 100 g różyczek brokuła
  • garść szczypiorku
  • 3 łyżki majonezu
  • 3 garści makaronu risi (suchego)
  • sól i pieprz do smaku

Pierś z kurczaka pokroić w nieduże kawałki. Paprykę i jalapenos pokroić. Makaron ryżowy ugotować w lekko osolonej wodzie i odcedzić. Brokuły, wraz z łodyżkami włożyć do garnka z wodą, zagotować i gotować przez 5 minut. Odcedzić i pokroić na nieduże kawałki (ja skrawam też część łodyg). Wszystkie składniki sałatki wymieszać. Dodać majonez i szczypiorek. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Schłodzić w lodówce przez minimum godzinę, żeby smaki się przegryzły.

Smacznego!

Pieczarki. Tymianek. Mozzarella

Przepyszne danie, które swoje korzenie ma w słonecznej Italii. Mimo, że składa się jedynie z kilku, w dodatku bardzo prostych i niewyszukanych, składników, smakuje świetnie. Kto by pomyślał, że zasypując pokrojone pieczarki tymiankiem, solą i pieprzem, dodając odrobinę czosnku, a następnie przykrywając wszystko warstwą mozzarelli i zapiekając przez chwilę w piekarniku, otrzymamy takie dobre danie? 🙂 Właśnie za to uwielbiam kuchnię włoską – Włosi z najprostszych składników potrafią wyczarować prawdziwe cuda.

Polecam na śniadanie albo lekką kolację, szczególnie w towarzystwie dobrego pieczywa.

A Tym czasem rano mam swój pierwszy egzamin podczas tegorocznej sesji. Brr! Trzymajcie kciuki 😉

Składniki na 4 porcje:

  • 12 średniej wielkości pieczarek
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka suszonego albo 2 łyżki świeżego, posiekanego tymianku
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 1 duża kulka mozzarelli albo paczka mini-kulek

Pieczarki umyć i obrać, a następnie pokroić w grube plastry i ułożyć w ramekinach. Dodać do nich pokrojony w plastry czosnek i posypać wszystko tymiankiem, solą i pieprzem. Dokładnie wymieszać. Na wierzchu ułożyć pokrojoną mozzarellę.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160C i zapiekać przez 10 minut. Po tym czasie zwiększyć temperaturę do 200C i piec kolejne 5 minut, aż ser się roztopi i ładnie zarumieni. Wyjąć z piekarnika i zostawić na 5 minut przed podaniem.


Smacznego!

Pesto rosso. Boczek. Szpinak. Ser.

 Te drożdżowe ślimaczki są świetną propozycją na letnie imprezy na świeżym powietrzu  – pikniki, grille i garden party, a także na lunch, gdyż świetnie smakują na zimno (według mnie nawet lepiej niż na ciepło). Przygotowuje się je stosunkowo szybko, a nadzienie możecie dowolnie modyfikować, np. robiąc wersję wegetariańską z czerwoną papryką i cebulą. 
Ślimaczki są bardzo aromatyczne dzięki dodatkowi domowej roboty pesto rosso. Tym razem postanowiłam poeksperymentować ze składnikami i poza świeżym pomidorem i suszonymi pomidorami z zalewy do pesto dodałam odrobinę ketchupu. Wiem, że dla niektórych to na pewno zbrodnia, ale według mnie pesto wyszło świetne – lekko słodkawe i aromatyczne, o przyjemnej konsystencji. Z podanych poniżej proporcji składników otrzymacie sporo pesto – do ślimaczków potrzeba tylko kilku łyżek, więc resztę możecie wykorzystać do innych dań – np. makaronu z pesto rosso i pomidorkami koktajlowymi, czy bruschetty z pesto, mozzarellą, pomidorem i bazylią.
Przepis dodaję do akcji Wielkie blogowe Pudliszkowanie


Składniki na 15 ślimaczków:
  • 250 g mąki pszennej
  • 10 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 50 g masła, roztopionego
  • 150 ml mleka, ciepłego
  • 3 łyżki pesto rosso (przepis poniżej)
  • 100 g wędzonego boczku albo wędzonej kiełbasy, bardzo drobni pokrojonego
  • garść liści świeżego szpinaku, poszatkowanego
  • 80 g żółtego sera, startego na tarce/pokrojonego w drobną kostkę
Drożdże pokruszyć, zasypać cukrem i zalać 30 ml ciepłego mleka. Odstawić na 15 minut. Mąkę przesiać z solą. Dodać rozczyn z drożdży i resztę ciepłego mleka. Wyrabiać ciasto przez kilka minut. Następnie dodać roztopione masło i wyrabiać ciasto aż będzie gładkie, lśniące i elastyczne. Przykryć lnianą ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 40 minut. Po tym czasie krótko wyrobić ciasto i rozwałkować (albo rozciągnąć rękoma) na prostokąt o wymiarach 20×30 cm (mniej więcej). Posmarować pesto rosso. I posypać mieszanką boczku, szpinaku i sera. Zwinąć wzdłuż dłuższego boku, formując roladę i zawinąć boki pod spód. Za pomocą ostrego nożna podzielić ciasto na 15 części. Ślimaczki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując kilkucentymetrową odległość między bułeczkami. Każdą bułeczkę lekko rozpłaszczyć dłonią. Przykryć i odstawić do napuszenia na 15 minut.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220C. Piec około 10-12 minut, aż ładnie się zarumienią. Studzić na kratce. Podawać lekko ciepłe albo w temperaturze pokojowej. Dobrze smakują też drugiego dnia.
Pesto rosso w wersji z ketchupem:
  • 150 g suszonych pomidorów w zalewie
  • 2 czubate łyżki łagodnego ketchupu Pudliszki
  • 1 duży pomidor
  • 50 g startego parmezanu
  •  2 łyżki ricotty
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 3 łyżki posiekanych orzechów – włoskich/nerkowców/piniowych/migdałów/pekanów (ja polecam nerkowce albo włoskie)
  • dwie łyżki liści świeżej bazylii
  • oliwa z oliwek – około 100 ml
Orzechy uprażyć na patelni. Pomidora sparzyć i obrać ze skóry. Wszystkie składniki zmiksować, pod koniec dolewając oliwę – pesto powinno mieć kremową konsystencję.
Przełożyć do słoiczków i przechowywać w lodówce.

Smacznego!

B jak brandade

 
W ciepłe dni uwielbiam jeść obiad na tarasie, szczególnie wszelkiego rodzaju zupy, sałatki i dobre pieczywo z różnego rodzaju smarowidłami. Moim odkryciem ostatniego miesiąca jest brandade – francuskie „smarowidło” (w cudzysłowie, bo tak naprawdę nie wiem jak zaklasyfikować tę potrawę) z ryby i ziemniaków. Brzmi banalnie, ale uwierzcie mi, że ma wspaniały i niepowtarzalny smak- delikatny, subtelnie „morski”, z lekko wyczuwalnym aromatem czosnku i ziół. Wręcz rozpływa się w ustach.Najlepiej smakuje podawane w temperaturze pokojowej, wraz z kromkami ciepłej, czosnkowej bagietki.

. Sposób przygotowania tego dania również nie jest oczywisty – rybę dusi się przez kilka minut w oliwie z dodatkiem tymianku, aż zacznie rozpadać się na płaty, a ziemniaki gotuje się w zalewie mleczno-śmietanowej z tymiankiem i czosnkiem, dzięki czemu są później kremowe i aromatyczne.

 
Składniki:
(lekko zmodyfikowany przepis z „Kuchni Świata” G.Ramsaya)
  • 300 g filetu z dorsza bez skóry 
  •  150 ml oliwy z oliwek 
  •  1/2 łyżeczki soli
  • 2 gałązki tymianku
  • 350 g ziemniaków 150 ml śmietany 18%
  • 150 mleka 3,2%
  • 3 ząbki czosnku obrane, pokrojone w plasterki
  • do smaku: sól i pieprz, suszone zioła prowansalskie
  • listki z 2 gałązek bazylii, pokrojone w cienkie paseczki, dodatkowe listki tymianku
 
 Bagietka czosnkowa:
  • 1 bagietka 
  • 3 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  •  3 łyżki masła
Do rondelka włożyć rybę, wlać oliwę, dodać sól i gałązkę tymianku. Dusić około 10 minut na najmniejszym ogniu, do momentu kiedy ryba zacznie rozpadać się na płatki. Odstawić do ostygnięcia, a następnie wyjąć rybę i dokładnie odsączyć ją z oliwy, zachowując oliwę na później. 
 
Ziemniaki obrać i pokroić w 2 cm kostkę. Umieścić w rondelku i zalać mlekiem i śmietaną. Dodać czosnek, tymianek, sól, pieprz i zioła prowansalskie. Gotować na małym ogniu, aż będą miękkie – Gordon Ramsay sugeruje 10 minut, ale moje ziemniaki były miękkie dopiero po około 20 minutach. Jeśli będzie taka potrzeba, przecedzić – moje ziemniaki wchłonęły większość płynu, więc ich nie odcedzałam. Wyjąć tymianek i lekko ugnieść ziemniaki tłuczkiem.
Ziemniaki wymieszać z płatkami ryby. Doprawić solą, pieprzem i odrobiną oliwy zachowanej z duszenia ryby. Odstawić do wystygnięcia – brandade najlepiej podawać w temperaturze pokojowej, mnie smakowało też schłodzone.
Przed podaniem  wymieszać z listkami bazylii i ewentualnie dodatkowymi listkami tymianku.
Podawać z kawałkami bagietki czosnkowej: Miękkie masło wymieszać z czosnkiem i solą. Bagietkę naciąć w kilku miejscach, do nacięć powkładać kawałki masła czosnkowego. Piec w temperaturze 200C przez około 5-10 minut, aż masło się roztopi.

Smacznego!

Szparagi. Ulubione.


Nie wiem jak Wy, ale ja cały rok z niecierpliwością czekam na świeże szparagi. Uwielbiam je w prawie każdej postaci – z wody, okraszone bułką tartą albo masełkiem czosnkowym; na pizzy; w tartach, zapiekankach, omletach i fritattach; w sałatkach; w makaronach i risotto; w roladkach z kurczaka… Najbardziej lubię zielone i fioletowe, ale białymi też nie pogardzę. Ba, kupię i zjem je równie chętnie. 

Dzisiaj chciałabym Wam polecić przepis na szybką, smaczną i sycącą sałatkę ze szparagami, piersią z kurczaka marynowaną w ziołowym jogurcie, grzankami czosnkowymi, odrobiną boczku i jajkiem w koszulce. Świetnie nadaje się na lekki obiad albo kolację. 
Efektowniej prezentuje się z zielonymi szparagami, które dodają jej bardziej wyrazistego wyglądu, ale tym razem miałam w lodówce białe szparagi. Zdjęcie było robione na szybko. W końcu czasami blogerzy kulinarni też umierają z głodu i na „sesję” poświęcają góra minutę 😉

Składniki na 3 porcje:
  • pęczek szparagów
  • jedna pierś z kurczaka
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • szczypta estragonu
  • szczypta trybuli
  • 1 ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • świeżo mielony pieprz
  • 2 plastry boczku
  • 1/3 łyżeczki słodkiej papryki
  •  3 jajka
  • grzanki czosnkowe
Jogurt wymieszać z oliwą, tymiankiem, estragonem, trybulą, przeciśniętym przez praskiem czosnkiem, solą i pieprzem. Pierś z kurczaka umyć i pokroić w nieduże kawałki. Zalać jogurtem, wymieszać i odstawić do lodówki na minimum godzinę. Po tym czasie podsmażyć na rozgrzanej oliwie przez 4-5 minut, aż mięso nie będzie surowe, ale wciąż będzie soczyste. Boczek pokkroić w cienkie paski i delikatnie zarumienić na patelni, posypując go słodką papryką. Boczek, wraz z sokami, które się z niego wytopiły wymieszać z kurczakiem.
Szparagi obrać i ugotować w lekko osolonej wodzie. 
Jajka ugotować w koszulkach: wodę zagotować z dwoma łyżkami octu winnego. Na mocno gotującą się wodę – w sam środek „wiru” delikatnie wbijać jajka, „kładąc” je na wodzie (najlepiej używając do tego celu niewielkiego naczynia, np. filiżanki). Gotować na średnim ogniu przez 1,5 minuty. Polecam Wam nie gotować więcej niż 3 jajek na raz. Delikatnie wyłowić jajka, używając łyżki cedzakowej
Na talerzu ułożyć szparagi. Posypać piersią z kurczaka z boczkiem i grzankami. Na wierzchu delikatnie ułożyć jajka. Podawać od razu.
Grzanki czosnkowe:
  • 3 grube kromki pszennego, białego pieczywa
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • szczypta soli
  • szczypta ulubionych suszonych ziół
Z chleba odkroić skórkę i pokroić go na nieduże kawałki. Masło roztopić, podgrzewając. Czosnek przecisnąć przez praskę/zetrzeć na tarce i dodać do masła. Doprawić masło solą i ziołami. Chleb ułożyć na blaszce do pieczenia. Delikatnie pokropić masłem – po dosłownie kilka kropel na jeden kawałek. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C na opcji grill. Podpiekać, aż się zarumienią – około 5 minut.


Smacznego!

Pasta fasolowa z suszonymi pomidorami

Pasty z fasoli są bardzo smaczne i bardzo zdrowe -fasola zawiera dużo białka roślinnego, mało tłuszczu, a także wiele cennych mikroelementów (np. sód, potas, magnez, żelazo, miedź, cynk, witaminy E i K oraz witaminy z grupy B). Kanapka z pastą fasolową jest więc wartościowym posiłkiem, który dodatkowo nasyci Was na długi czas.

Ostatnio przygotowałam pastę z fasoli, która wyjątkowo mi posmakowała – z dodatkiem suszonych pomidorów, bazylii i szczyptą chilli. Mówię Wam, pycha!


Składniki:

  • puszka białej fasoli, dobrze odsączonej z zalewy
  • 6-8 suszonych pomidorów
  • 4 łyżki zalewy z pomidorów
  • 2 duże ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • pól łyżeczki suszonej bazylii
  • pół łyżeczki zmiażdżonego w moździerzu kolorowego pieprzu
  • szczypta chilli
  • sól do smaku

Wszystkie składniki, poza 2 pomidorami, zmiksować w blenderze na gładką masę. Dwa-trzy pomidory drobno pokroić i wmieszać do pasty. Doprawić do smaku solą. Odstawić do lodówki na 30-40 minut, żeby smaki się przegryzły.

Smacznego!

Kiełbasa słoikowa (domowa mielonka)

 Lubicie mielonkę? Jeśli tak to polecam Wam wykonać domową wersję popularnej kiełbasy słoikowej. Robiąc mielonkę w domu, będziecie mieli pewność, że zawiera prawie 100% mięsa (a nie 50% jak w kupnych), nie zawiera dodatkowego tłuszczu (tylko niewielką ilość, która wytopi się z mięsa) i nie ma żadnych zbędnych dodatków, np. skórek, resztek oddzielonych mechanicznie (patrz: wszystkiego co zostaje po produkcji innych wyrobów mięsnych…) i skrobi.

Mimo, że nigdy nie przepadałam za mielonką i tę zrobiłam na zamówienie mamy, z przyjemnością zjadłam kilka plasterków i bardzo mi smakowała – jest dobrze doprawiona, nietłusta i otoczona aromatyczną galaretką. Za galaretką wprost przepada moja kotka i zawsze wyjada mi ją z talerzyka 🙂

Polecam!



Składniki na 10 słoików (o pojemności 200-250 g):

  • 250 g piersi z kurczaka
  • 500 g golonki wieprzowej bez kości
  • 500 g łopatki wieprzowej
  • 4 duże ząbki czosnku
  • 2,5-3 łyżeczki soli
  • 1,5 łyżeczki pieprzu
  • szczypta chilli
  • 1,5 łyżeczki suszonego majeranku

Mięso zmielić w maszynce wraz z czosnkiem. Dodać przyprawy, dokładnie wymieszać. Mięsem napełniać słoiki do 2/3 wysokości. Na dnie dużego garnka ułożyć ściereczkę, wlać wodę, wstawić słoiki. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować na małym-średnim ogniu (tak żeby woda delikatnie bulgotała) przez godzinę. Garnek odstawić z palnika i zostawić w nim słoiki do wystudzenia. Następnego dnia ponownie zagotować wodę, zmniejszyć ogień i gotować słoiki przez około 40 minut. Wyjąć z garnka, ostudzić i schłodzić w lodówce przez minimum 2-3h.

Smacznego!

Granola rozmaitości

Bardzo lubię jeść granolę albo muesli z jogurtem/mlekiem na śniadanie, bo stanowią pełnowartościowy, sycący i do tego smaczny posiłek. Niestety kupne granole są bardzo słodkie, gdyż zawierają dużo cukru i innych substancji słodzących. Z kolei muesli często składa się głównie z płatków owsianych i kukurydzianych, a reszta dodatków stanowi jedynie małą część całości. Ze świeczką można by szukać muesli z sezamem i suszoną żurawiną. Z tego względu zdecydowanie wolę zrobić granolę sama, za jednym zamachem przygotowując trzy duże słoiki pysznej, pachnącej mieszanki. Domowa granola ma same zalety – jest delikatnie osłodzona naturalnym sokiem jabłkowym (zawiera tylko odrobinę miodu), jest bogata w ziarna i otręby oraz bakalie. Polecam Wam przygotowanie jej w różnych wersjach smakowych – ja do pierwszej dodałam po upieczeniu szczyptę cynamonu i orzechy; do drugiej trochę kakao i posiekaną gorzką czekoladę; a trzecią pozostawiłam bez dodatków.

Przepis dodaję do akcji FIT na lato

 

Składniki:

  • 500 g płatków owsianych górskich (lub mieszanki płatków owsianych i orkiszowych)
  • 100 g otrębów granulowanych z jabłkiem
  • 100 g otrębów granulowanych z czarną porzeczką
  • 50 g płatków kukurydzianych
  • 450 ml soku jabłkowego 100%
  • 3-4 łyżki miodu
  • 10 suszonych moreli, pokrojonych na nieduże kawałki
  • garść suszonych żurawin
  • 5 łyżek wiórków kokosowych
  • 4 łyżki sezamu
  • 5 łyżek ziaren słonecznika
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • dodatki: orzechy, posiekana gorzka czekolada 70%, kilka łyżek kakao

Wszystkie składniki (poza czekoladą i kakao) wymieszać w dużej misce. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia i wsypać na nią granolę, równomiernie rozprowadzając ją po powierzchni blachy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 150C. Piec około godziny, mieszając do 15 minut. Ostudzić, ewentualnie dodać posiekaną czekoladę i kakao. Przełożyć do szczelnie zamykanych pojemników.

Smacznego!

5 o’clock

Scones to popularne w Wielkiej Brytanii bułeczki (a tak naprawdę coś pomiędzy bułeczkami a ciasteczkami), tradycyjnie jedzone jako część słynnego „cream tea”. Najlepiej smakują z dżemem i przepyszną „clotted cream” – bardzo gęstą i tłustą śmietaną z charakterystyczną skorupką na wierzchu- którą można zastąpić dobrym jakościowo masłem. Scones przygotowuje się błyskawicznie, bo nie potrzebują czasu na wyrastanie, a w piekarniku spędzają tylko 10-12 minut. Idealnie nadają się więc na leniwe, niedzielne śniadanie albo na chwile, gdy nagle najdzie nas ochota na coś słodkiego, ale nie wymagającego od nas spędzenia długiego czasu w kuchni. Ja podałam je na śniadanie, a dokończyliśmy je po południu tego samego dnia. Wszystkim bardzo smakowały.



Przepis na scones powstał z połączenia wielu receptur znalezionych w internecie, w ramach poszukiwania idealnych bułeczek, które smakiem będą najbardziej zbliżone do tych, których próbowałam w swojej ulubionej angielskiej kawiarni. Jestem bardzo zadowolona z efektu, bo scones wyszły takie jak lubię – miękkie, ale równocześnie lekko „gliniaste”, z chrupiącą cukrową posypką. Jeśli chcecie do środka możecie dodać garść lekko obtoczonych w mące rodzynek albo suszonych żurawin.

Niebawem podzielę się z Wami przepisem na scones w wersji wytrawnej, które świetnie sprawdzą się jako dodatek do śniadania albo przekąska do zabrania do pracy/na uczelnię/na piknik.
 


Scones na maślance
(z podanych składników wychodzi 10-12 sztuk)

  • 400 g mąki pszennej
  • 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 50 g niesolonego masła
  • 300 ml maślanki
  • 1 jajko, roztrzepane widelcem
  • 1 łyżka cukru trzcinowego do posypania

Do podania: clotted cream/masło i ulubiony dżem/konfitura

Mąkę przesiać z solą i proszkiem do pieczenia. Masło pokroić w kostkę i dokładnie rozetrzeć palcami z mąką – tak jak wtedy gdy robimy kruszonkę. W osobnej misce wymieszać maślankę z cukrem pudrem, a następnie dodać mieszankę do reszty składników. Zagnieść gładkie ciasto (uwaga: ciasto może się kleić) i uformować z niego kulę.

Piekarnik nagrzać o 220C (jeśli pieczecie z termoobiegiem, to do 210C).

Stolnicę oprószyć mąką. Ciasto rozciągnąć rękoma do powstania placka o grubości około 3 cm. Szklanką o ostrych krawędziach albo specjalną foremką wykrawać krążki o średnicy około 6 cm. Krążki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch każdego scone posmarować jajkiem i oprószyć cukrem.

Piec przez około 12-14 minut do zezłocenia. Podawać lekko ciepłe albo ostudzone. Najlepiej z dobrą konfiturą, clotted cream i kubkiem ulubionej herbaty.

Smacznego!


Wielkanocna wersja jajek a la Benedict

 Jajka a la Benedict cieszą się ogromną popularnością na całym świecie i nie ma się co temu dziwić – danie jest przepyszne, sycące i wbrew pozorom łatwe w przygotowaniu. W klasycznej wersji jednym ze składników jest podsmażona, grubo krojona wędlina albo boczek. Ja postanowiłam lekko zmodyfikować tradycyjny przepis i swoje jajka przyrządziłam z dodatkiem podsmażonej białej kiełbasy. Jajka a la Benedict idealnie się sprawdziły w niedzielę, na wielkanocnym śniadaniu. Wszystkim smakowały i bardzo podobały się wizualnie – żółtko wylewające się na muffinę z kiełbasą, wymieszane z żółciutkim sosem hollandaise nie może nie zrobić wrażenia na gościach 🙂 A wrażenie jest jeszcze większe po pierwszym kęsie…

Polecam, nie tylko na Wielkanoc 🙂
Przepis dodaję do akcji Wielkanocne Smaki II

Składniki na 6 porcji:

  • 3 angielskie muffiny (z tego przepisu)
  • 20 plasterków białej kiełbasy
  • 6 jajek

Sos hollandaise w wersji na szybko:

  • 3 żółtka
  • 100 g masła, roztopionego
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku

W rondelku wymieszać żółtka z sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Ubić mikserem. Pod koniec ubijania powoli wlewać ciepłe (ale nie gorące!), roztopione masło, ciągle miksując. Postawić na palniku i podgrzewać na małym ogniu aż sos zgęstnieje. Doprawić do smaku dodatkową solą i pieprzem.

Muffiny przekroić na pół, posmarować masłem i podpiec w piekarniku. Kiełbasę podsmażyć na rumiano i ułożyć po 4 kawałki na każdej połówce bułeczki.

Jajka ugotować w koszulkach: wodę zagotować z dwoma łyżkami octu winnego. Na mocno gotującą się wodę – w sam środek „wiru” delikatnie wbijać jajka, „kładąc” je na wodzie (najlepiej używając do tego celu niewielkiego naczynia, np. filiżanki). Gotować na średnim ogniu przez 1,5 minuty. Polecam Wam nie gotować więcej niż 3 jajek na raz. Delikatnie wyłowić jajka, używając łyżki cedzakowej i ułożyć je na muffinach z kiełbasą. Polać sosem hollandaise. Podawać natychmiast.

Smacznego!

Comfort food:ryż na mleku ze śmietaną i konfiturą


Kiedy mam gorszy dzień, często sięgam po słodkie dania, które kojarzą mi się z dzieciństwem i rodzinnym domem. Proste, robione ze składników, które zazwyczaj mam w lodówce, ale niezmiennie wywołujące uśmiech na twarzy. Racuchy z jabłkami oprószone cukrem pudrem; naleśniki z białym serem; budyń waniliowy z syropem malinowym; ryż na mleku ze śmietaną i konfiturą. Przepis na ryż podam Wam dzisiaj. Niby nic skomplikowanego, ale może komuś się przyda albo chociaż przywoła jakieś miłe wspomnienia 🙂

Skoro już jesteśmy przy temacie comfort food, muszę powiedzieć, że każde danie smakuje o wiele lepiej przy ulubionej muzyce. Mnie muzyka towarzyszy niemalże cały dzień. Rano, gdy jem śniadanie, słucham porannej audycji w Trójce; na uczelnię chodzę ze słuchawkami na uszach (takimi wieeelkimi, w których wyglądam nieco komicznie); bez słuchawek nie obędzie się także w bibliotece podczas pisania pracy dyplomowej i podczas wieczornego joggingu. Muzyki słucham różnej, w zależności od nastroju i pory dnia. Rzadko piszę o czymś innym niż jedzenie, ale wydaje mi się, że muzyka, której słuchamy mówi dużo o nas samych. Zastanawiałam się, jakie piosenki wybrać do tego posta i stwierdziłam, że zdecyduję się na dziesięć tych, które (według statystyk w odtwarzaczu) w ciągu ostatnich trzech dni grały u mnie najczęściej:

Pink Floyd „High Hopes”
Afro Kolektyw „Wiążę sobie krawat”
Republika „Raz na milion lat”
Metallica „Breadfan”
Renata Przemyk „Odjazd”
Jeff Buckley „Last Goodbye”
Beth Hart and Joe Bonamassa „I’ll Take Care of You”
Jace Everett „Bad Things”
Adele „Someone like you”
Hey „Umieraj stąd”
Zaz „Le Lond De La Route”

Enjoy!

Składniki na 1 porcję:
  • 1/2 szklanki suchego ryżu
  • 1,5 szklanki mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 3 łyżeczki ulubionej konfitury
  • 2 kostki gorzkiej czekolady
Ryż zalać mlekiem, do mleka dodać cukier i cynamon. Zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu, często mieszając, przez około 20 minut. Jeśli ryż wchłonie całe mleko, podlać odrobiną wody. Kiedy ryż będzie miękki, przełożyć go do miseczki i odstawić do całkowitego wystudzenia. Wystudzony ryż wymieszać ze śmietaną. Na wierzchu ułożyć konfiturę i posypać startą czekoladą.

Smacznego!

Omletowe love w stylu cesarskim

 Omlet cesarski („Kaiserschmarrn”, czyli dosłownie „ścinki cesarza”) ostatnio cieszy się ogromną popularnością na blogach i co blog, to inny przepis na ten słynny austriacki przysmak. Ja postanowiłam zrobić omleta ze swojego ulubionego przepisu* i usmażyć go w sposób „cesarski”. Efekt bardzo mnie zaskoczył. Omlet wyszedł puszysty, powiedziałabym wręcz, że delikatny jak chmurka, a dzięki sprytnej metodzie rozwalania wszystkiego na patelni, pozbyłam się odwiecznego problemu z odwróceniem omleta 😉

Po raz kolejny przekonałam się, że jestem prostą kobietą, której do osiągnięcia chwili szczęścia nie potrzeba mi żadnych wymyślnych potraw. Ot talerz z rozwalonym omletem oprószonym cukrem pudrem, podanym z kleksem konfitury wiśniowej, a ja jestem rozanielona… Pełnię szczęścia dopełnia przyjemna nuta w tle – Kasia Nosowska „O Lesie”. Właśnie takiego omleta zjadłaby tam gdzie pasą się mgły. Rozmarzyłam się!

*na 1 jajko daję jedną łyżkę mąki i niepełną łyżkę śmietany/jogurtu naturalnego/maślanki



Składniki na jednego dużego omleta(wystarczy na dość lekkie śniadanie dla dwóch osób albo słodki obiad/lunch dla jednej osoby, omlet z podanych proporcji był smażony na dużej patelni o średnicy około 25-28 cm)

  • 3 jajka (osobno białka i żółtka)
  • szczypta soli
  • 3 łyżki mąki
  • 2 łyżki śmietany/jogurtu naturalnego/maślanki
  • 2 łyżki masła
  • cukier puder
  • ulubiona konfitura/owoce

Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywno ze szczyptą soli. Żółtka rozkłócić ze śmietaną i powoli wlać do ubitych białek, miksując całość krótko, na niskich obrotach miksera. Na koniec dodać mąkę i delikatnie wmieszać, starając się stracić jak najmniej objętości ciasta.
Na rozgrzanej patelni roztopić masło, wlać ciasto. Wyrównać. Smażyć z pierwszej strony przez 3-4 minuty, aż ciasto się zetnie i lekko zarumieni. Po tym czasie podzielić omleta na kilka części i każdą z nich odwrócić na drugą stronę. Smażyć przez kilka minut (2-3 minuty), aż ciasto ładnie się zarumieni. Podzielić na jeszcze mniejsze kawałki. Przełożyć na talerz, oprószyć cukrem pudrem i podawać w towarzystwie ulubionych dodatków – konfitury, powideł albo owoców.

Smacznego!

Sałatka owocowa z rumem


Dzisiaj prosto i niewydumanie, ale bardzo smacznie i zdrowo. Długo zastanawiałam się czy dodać przepis na coś tak banalnego, ale potem stwierdziłam, że „czemu nie? Może przypomnę komuś o istnieniu tej skromnej, acz smacznej sałatki?”. W końcu czasami, szukając co raz to wymyślniejszych i bardziej skomplikowanych przepisów, zapominamy o tych najprostszych potrawach. A szkoda, bo często to właśnie one przywołują miłe wspomnienia i pozwalają cieszyć się każdym kęsem podczas leniwego poranka… Na takie leniwe, nieco sentymentalne poranki ta sałatka nadaje się idealnie. Bomba witaminowa i eksplozja kolorów stworzą zgrany duet z ulubionym jogurtem, kubkiem ciepłego kakao czy małą czarną w ładnej filiżance. Uważajcie jednak, bo ta niepozorna sałatka kryje w sobie małą niespodziankę – rodzynki nasączone rumem.

Składniki:
2 kiwi
2 pomarańcze
3 mandarynki
1 banan
4 plastry ananasa z puszki
8 suszonych moreli
50 g rodzynek (najlepiej jak największych i najbardziej mięsistych)
30-40 ml rumu

Rodzynki zalać rumem i odstawić na 2-3h do nasączenia. Wszystkie świeże owoce umyć, obrać ze skórek i pokroić. Morele pokroić na nieduże kawałki. Świeże owoce wymieszać z ananasem z puszki i morelami. Dodać rodzynki wraz z pozostałym rumem. Wymieszać i odstawić na godzinę, aż smaki się przegryzą.

Smacznego!