Elegancka kutia z pęczaku na pierniku w gorzkiej czekoladzie

Uwielbiam wszelkiego rodzaju desery z dodatkiem masy makowej i chętnie jadłabym je przez cały rok, nie tylko w krótkim okresie świąt Bożego Narodzenia. Jednym z moich ulubionych jest kutia, która jest jedną z dwunastu potraw wchodzących w skład tradycyjnej, wschodniosłowiańskiej wieczerzy wigilijnej. Swoją kutię przyrządzam tak jak podobno robi się ją na Białorusi, czyli z dodatkiem kaszy jęczmiennej pęczak. Robi się ja zdecydowanie szybciej niż tę z łuskanymi ziarnami pszenicy, a poza tym moim zdaniem w takiej wersji smakuje lepiej. Kutia to nie tylko smaczny, ale także zdrowy deser – zawiera kaszę, miód, mak, suszone owoce i orzechy, które są bogate w witaminy i mikroelementy.
Niestety tradycyjnie przyrządzona i podana kutia jest dość niefotogeniczna i nie prezentuje się ani smakowicie ani elegancko. Z tego względu swoją kutię postanowiłam zaserwować w zupełnie inny sposób – na lukrowanym pierniku z gorzką czekoladą i z sosem miodowym z domową kandyzowaną skórką pomarańczową. To był strzał w dziesiątkę. Deser nie tylko wyglądał ładnie, ale także smakował jeszcze lepiej. Miękki, aromatyczny piernik doskonale skomponował się ze smakiem kutii, nadając jej jeszcze bardziej świątecznego charakteru. Podając kutię w ten sposób, możecie zaserwować ten z pozoru prosty i nieco przaśny deser nawet na zakończenie eleganckiej kolacji.

Chciałabym także życzyć Wam wszystkim wesołych Świąt, spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze i przy stole zastawionym samymi przysmakami :) 
Tym samym, biorę kilka dni blogowego urlopu i wrócę do Was z nowymi przepisami już 27 grudnia 🙂
Składniki na 6 porcji
przepis własny
3/4 szklanki kaszy pęczak
2 szklanka mleka
1 szklanki wody
szczypta soli

1,5 szklanki masy makowej (domowej albo kupnej)
1-2 czubate łyżki miodu (ja użyłam miodu z kwiatem pomarańczy), ilość miodu zależy od słodkości używanej masy makowej
5-6 łyżek pokrojonych suszonych owoców: żurawin, fig, moreli i śliwek
2 łyżki drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki wiórków kokosowych
szczypta cynamonu
4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza

Dodatkowo:
domowa kandyzowana skórka pomarańczowa
6 pierników w gorzkiej czekoladzie*
płynny, klarowny miód
6 orzechów włoskich

*polecam pierniki w gorzkiej czekoladzie firmy Fine Food dostępne w halach Makro
Mleko i wodę wlać do garnka, dodać odrobinę soli i zagotować. Do gotujących się płynów wsypać kaszę. Zmniejszyć ogień i gotować, aż kasza zmięknie – powinno to zająć około 20 minut. Po tym czasie odcedzić kaszę na sitku, zachowując 4 łyżki płynów, w których się gotowała. Odstawić kaszę do ostudzenia.
Ostudzoną kaszę wymieszać z masą makową. Dodać miód, dostosowując jego ilość do słodkości używanej masy makowej. Dodać pokrojone suszone owoce, orzechy, wiórki kokosowe, cynamon i 4 łyżki mleka, w którym gotowała się kasza. Dokładnie wymieszać.
Na talerzu  umieścić piernik. Używając pierścienia cukierniczego (polecam, znacznie ułatwia sprawę, ale jeśli nie macie, to możecie uformować masę ręką) lub postawionego na pierniku, na wierzchu ciastka ułożyć kutię, dokładnie ją dociskając, tak żeby masa była dość zbita i trzymała formę. Delikatnie zdjąć pierścień. Na wierzchu kutii położyć orzecha włoskiego i odrobinę kandyzowanej skorki pomarańczowej. Udekorować talerz płynnym miodem i kandyzowaną skórką pomarańczową.
Deser podawać w temperaturze pokojowej.
Smacznego!

Pasztet mieszany z gęsią wątróbką, grzybami i śliwkami

Bardzo smaczny pasztet o kremowej konsystencji i głębokim aromacie. Jeden z najlepszych pasztetów, jakie kiedykolwiek zrobiłam. O jego smaku decyduje kilka składników: odrobina czerwonego wina, suszone grzyby, cała gama przypraw i dodatek gęsich wątróbek, które moim zdaniem są o wiele lepsze od kurzych. Świetnie się kroi i dzięki małej śliwce w środku każdego kawałka ładnie się prezentuje. Mimo, że przygotowanie domowego pasztetu jest droższe od kupnego, warto zrobić go samodzielnie, bo jest o wiele smaczniejszy i możecie dowolnie zmodyfikować przepis, dopasowując go pod własny gust. Polecam, nie tylko na święta.

Składniki na 3 małe keksówki
przepis własny
1 kg gęsich wątróbek
600 g szynki/łopatki wieprzowej
400 g boczku/podgardla wieprzowego
1 średniej wielkości marchew
1 nieduża pietruszka
1/3 selera
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
1 duża bułka
50 ml czerwonego wina
5-6 dużych suszonych grzybów
5 jajek
2 łyżki jogurtu greckiego albo kwaśnej gęstej śmietany
1/2 łyżeczki ziaren kolendry
1/2 łyżeczki białej gorczycy
1,5-2 łyżeczki czarnego, mielonego pieprzu
1 łyżeczka majeranku
2 owoce jałowca
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
3 ziela angielskiego
szczypta chilli
sól do smaku – około 2-2,5 łyżeczki
15 suszonych śliwek

Dodatkowo:
masło do wysmarowania foremek
bułka tarta do wysypania foremek
masło klarowane do smażenia

Wieprzowinę pokroić na nieduże kawałki i partiami obsmażyć na maśle klarowanym, aż się lekko zarumieni. Następnie umieścić w dużym garnku, dodać marchewkę, pietruszkę i selera oraz zalać wodą. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować, aż mięso będzie miękkie. Odstawić do przestudzenia.

Grzyby zalać wrzątkiem i odstawić do namoczenia na 30 minut. Po tym czasie odcedzić, zachowując wodę. Grzyby pokroić w niedużą kostkę. Bułkę zalać czerwonym winem i wodą, w której moczyły się grzyby. Odstawić do namoczenia na około 30 minut.

Na rozgrzanej patelni podsmażyć wątróbkę, aż ładnie się zarumieni i nie będzie krwista. Należy jednak uważać, żeby nie przesmażyć wątróbki.

Cebulę i czosnek drobno pokroić, a następnie zeszklić na maśle klarowanym.

W maszynce do mięsa zmielić mięso wieprzowe, wątróbkę gęsią, warzywa, które gotowały się razem z mięsem, cebulę, czosnek i namoczoną bułkę. Do zmielonej masy dodać około 50 ml wywaru, powstałego po gotowaniu mięsa.

W moździerzu rozetrzeć wszystkie przyprawy i dodać do masy pasztetowej. Spróbować czy masa jest wystarczająco słona i pieprzna. Dodać jogurt/śmietanę, pokrojone grzyby i jajka. Dokładnie wymieszać.

Foremki wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Do foremek przełożyć połowę masy. Śliwki przekroić na pół i w każdej z foremek na środku masy pasztetowej ułożyć po 10 połówek śliwek. Przykryć resztą masy i dokładnie wyrównać.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 50-60 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Wystudzić, a następnie schłodzić w lodówce przez minimum 4h, a najlepiej przez całą noc. Pasztet nadaje się do mrożenia.

Smacznego!

Ciasto czekoladowo-kasztanowe (Gateau Lyonnais)

Kasztany nieodzownie kojarzą mi się ze świętami, gdyż w wielu krajach, np. w Anglii, to właśnie one często pojawiają się na bożonarodzeniowym stole. Zazwyczaj jednak występują jako składnik dań wytrawnych, takich jak nadzienie do pieczonego indyka. Niestety w Polsce są mniej popularne i z tego względu ciężko je dostać, a jeśli już można je gdzieś kupić, osiągają zawrotne ceny. Niemniej jednak chciałabym Was zachęcić do wypróbowania połączenia kasztanów i czekolady. Przepis na to francuskie gateau znalazłam w książce Ricka Steina „Rick Stein’s French Odyssey”, którą bardzo Wam polecam. Nie mam pojęcia, czy takie ciasto faktycznie jada się w Lyonie. Może ktoś z Was wie coś na ten temat?
Ciasto jest dość nietypowe, gdyż nie ma w nim ani grama mąki, która została w całości zastąpiona dodatkiem puree kasztanowego. Jest ciężkie i nieco zbite, ale równocześnie kremowe i rozpływające się w ustach. Na wierzchu ma charakterystyczną, chrupiącą skorupkę. Mnie bardzo przypomina ciasto truflowe. Mimo, że smak kasztanów jako takich jest mało wyczuwalny, podkreślają one smak czekolady i sprawiają, że ciasto jest niesamowicie intensywne w smaku. To bardzo wykwintne ciasto, które z powodzeniem może zwieńczyć elegancki świąteczny obiad. Można je podawać na ciepło z kulką lodów waniliowych albo w temperaturze z dodatkiem świeżych owoców albo bitej śmietany. Mnie bardziej smakowało na ciepło. Jeśli jednak przechowujecie je w lodówce, najlepiej wyjmijcie je z niej na godzinę przed planowaną konsumpcją, dzięki czemu nabierze delikatniejszej konsystencji.

Składniki na tortownicę o średnicy 22 cm:
125 g miękkiego masła
250 g gorzkiej czekolady o minimum 60% zawartości kakao
1 puszka (435 g) niesłodzonego puree kasztanowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżka whisky albo ciemnego rumu
6 dużych jaj, białka i żółtka osobno
szczypta soli
175 g cukru

Dodatkowo:
cukier puder do oprószenia
lody waniliowe/bita śmietana/świeże owoce do podania
Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i odstawić do przestudzenia. Puree kasztanowe utrzeć z masłem, aż masa będzie gładka i puszysta. Dodać ekstrakt waniliowy, alkohol, żółtka i roztopioną czekoladę.

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywna pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier. Delikatnie wmieszać 1/3 piany do masy kasztanowej, żeby ją nieco rozluźnić, a następnie delikatnie dodać resztę.

Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C, na opcji grzania góra-dół. Piec przez około 45 minut, aż ciasto lekko urośnie, a na wierzchu utworzy się twarda skorupka. Nie należy się martwić jeśli wierzch lekko popęka albo ciasto opadnie po opieczeniu. Po wyjęciu z piekarnika, zostawić w formie do przestudzenia na 20 minut, a następnie delikatnie wyjąć na duży talerz. Oprószyć cukrem pudrem. Podawać po około godzinie (jeśli chcecie jeść je lekko ciepłe) albo w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

Świąteczny krem z pieczarek z kluseczkami twarogowymi

Zupa-krem z grzybów leśnych, która zagości na moim bożonarodzeniowym stole, na blogu pojawi się dopiero po świętach. Tymczasem mam dla Was przepis na bardzo smaczną, mniej tradycyjną alternatywę dla zupy z grzybów leśnychkrem z pieczarek z kluseczkami twarogowymi. Zupa jest aromatyczna i choć jej smaku nie można porównywać do tej z podgrzybków czy borowików, jest naprawdę bardzo dobra. Swoją zupę podałam z kluseczkami twarogowymi, przygotowywanymi z żółtek, odrobiny mąki i twarogu. W smaku nieco przypominają mi pierogi leniwe. Kluseczki doskonale pasują do zupy, nadając jej nieco innej konsystencji. Myślę, że taki krem na pewno posmakuje dzieciom, a dorośli degustatorzy poproszą o dokładkę 🙂
Taka zupa z powodzeniem może zagościć na Waszym wigilijnym stole. Ja tak naprawdę mogłabym ją jeść przez cały rok – jest smaczna, szybka w przygotowaniu i na tyle sycąca, że może stanowić jednodaniowy obiad.


Składniki na 5 porcji:
2 l wody
1 mała marchewka
1 pietruszka korzeniowa
1/2 selera korzeniowego
opcjonalnie: 1 żeberko wołowe (pominąć w wersji postnej)
3 ziela angielskie
2 liście laurowe

350 g pieczarek
4 kapelusze suszonych borowików/podgrzybków
1 mała marchewka
cały bulion
1 średniej wielkości cebula
2 duże ząbki czosnku
listki z jednej gałązki świeżego tymianku
2 łyżki kwaśnej śmietany
1/4-1/3 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
sól do smaku
1 łyżka masła klarowanego

Kluseczki twarogowe:
250 g tłustego twarogu w kostce
5 łyżek mąki
2 żółtka
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
Przygotowanie kremu: Marchewkę, pietruszkę i selera obrać i przekroić na kilka kawałków. Zalać wodą. Jeśli nie robicie zupy postnej, dodajcie także 1 żeberko wołowe. Dodać ziele angielskie i liście laurowe. Zagotować i zmniejszyć ogień. Gotować na małym ogniu przez około 50-60 minut. Po tym czasie dobrze odcedzić bulion.
Cebulę i czosnek pokroić w kostkę. Pieczarki pokroić w plasterki. Marchewkę zetrzeć na tarce. Na patelni roztopić masło klarowane. Dodać cebulę i czosnek. Podsmażać na małym ogniu, aż cebula się zeszkli. Należy uważać, żeby się nie zarumieniła. Dodać pieczarki, tymianek i marchewkę. Podsmażać wszystko razem przez 5 minut. 
Do bulionu dodać połamane na kawałki suszone grzyby. Zagotować. Dodać pieczarki z warzywami i tymianek. Gotować na średnim ogniu przez 15 minut. Po tym czasie zmiksować blenderem, aż zupa będzie miała kremową konsystencję. Do kubeczka przelać kilka łyżek gorącej zupy i wymieszać ze śmietaną. Następnie dodać śmietanę do zupy. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać z kluseczkami twarogowymi albo innymi ulubionymi dodatkami, np. grzankami. Przed podaniem można posypać posiekaną natką pietruszki – ja zapomniałam jej kupić 🙂
Przygotowanie kluseczek twarogowych: Twaróg utrzeć z żółtkami, cukrem i solą. Dodać mąkę i zmiksować do połączenia się składników. W masie mogą pozostać małe grudki z twarogu, ale ważne, żeby mąka była równomiernie rozprowadzona. Z masy formować niewielkie, okrągłe kluseczki, rolując je na wewnętrznej stronie dłoni. Kluseczki wrzucić do osolonego wrzątku, zmniejszyć ogień i gotować do momentu, w którym wypłyną na powierzchnię. 
Smacznego!

Fondant czekoladowy z coulis truskawkowym z tonką

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Lubicie fondanty czekoladowe? Ja uwielbiam! Są esencją czekoladowości i dobrze smakują o każdej porze roku i na każdą okazję, bez względu na to czy to samotne pyjama party z maratonem filmowym, czy deser na zakończenie eleganckiej kolacji. Do tego przygotowuje się je bardzo szybko – można zrobić je nawet dzień wcześniej, odstawić do lodówki i wyjąć dopiero na 15 minut przed planowaną konsumpcją. Można także zamrozić nie upieczone fondanty i potem wstawić  je od razu do piekarnika, piekąc je jedynie 5 minut dłużej niż w oryginalnym przepisie. Fondanty spokojnie leżakujące w zamrażalniku przydają się w awaryjnych sytuacjach, np. podczas wizyty niezapowiedzianych gości albo chwili smutku, kiedy najdzie nas ochota na coś intensywnie czekoladowego i bardzo kalorycznego 🙂
Sekretem smacznego fondanta jest dobrej jakości gorzka czekolada i dopilnowanie czasu pieczenia, tak żeby deser miał idealną konsystencję – ściętą na zewnątrz i płynną oraz kremową w środku. Fondant na zdjęciach zdążył się już nieco zsiąść (ciężka jest praca fotografa w fatalnie oświetlonym mieszkaniu! :)), bo od wyjęcia go z piekarnika minęło już dobre 15 minut. Uwierzcie jednak, że konsystencja była dokładnie taka jak być powinna.
Swój fondant podałam z lekko kwaskowatym coulis truskawkowym z dodatkiem tonki i odrobiną domowej roboty cukru bazyliowego.
Bardzo Wam polecam ten deser np. jako zwieńczenie świątecznego obiadu. Uwierzcie, że będzie to świetna  odskocznia od wszechobecnych pierników i makowców, a wszystkim gościom posmakuje.
Składniki na 4 duże porcje albo 8 mniejszych

Fondant czekoladowy
przepis Gordona Ramsaya
50 g roztopionego masła
1 łyżka ciemnego kakao
200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości, najlepiej o 70% zawartości kakao
200 g masła
200 g cukru trzcinowego
4 jajka i 4 żółtka
200 g mąki pszennej
Foremki (np. silikonowe na muffinki albo małe ramekiny) posmarować grubą warstwą roztopionego masła i wstawić je do zamrażalnika na około 10-15 minut, do czasu gdy masło się zsiądzie. Następnie nanieść kolejną warstwę masła i wysypać foremki kakao.Wytrząsnąć nadmiar kakao.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej wraz z masłem. Odstawić do przestudzenia na 10 minut. 
W misce utrzeć jajka i żółtka wraz z cukrem, aż masa będzie jasna, gęsta i puszysta. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Następnie dodać czekoladę, w trzech turach, za każdym razem dokładnie miksując wszystkie składniki. Masa powinna być gładka. Masę przełożyć do foremek. Wstawić do lodówki na minimum 20 minut. W lodówce można je przechowywać maksymalnie przez całą noc. Jeśli chcecie przechowywać je dłużej, to możecie je zamrozić i przechowywać przez maksymalnie miesiąc (należy je wtedy wstawić zamrożone do piekarnika i dodać 5 min do czasu pieczenia).
Nagrzać piekarnik do 200C (180C z termoobiegiem). Wstawić fondanty i piec przez 10-12 minut, aż na wierzchu utworzy się cienka skorupka, a desery zaczną odchodzić od foremek. Wyjąć z piekarnika i odstawić do odpoczęcia na 1 minutę.
Bardzo delikatnie wyjąć fondanty z foremek na talerzyki – polecam używać silikonowych foremek, bo z nich jest zdecydowanie łatwiej wyjąć ten delikatny deser. Oprószyć cukrem pudrem albo cukrem bazyliowym. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. sosem karmelowym, lodami albo coulis owocowym.
Coulis truskawkowe z tonką:
200 g truskawek (mogą być mrożone)
5 łyżek wody
3-4 łyżki cukru
odrobina startej tonki
Truskawki umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Ustawić na palniku i zagotować. Gotować na małym ogniu przez 10 minut. Po tym czasie odstawić truskawki do ostudzenia. Ostudzone truskawki zmiksować na gładką masę w blenderze. Dodać świeżo startą tonkę.

Dodatkowo:
cukier bazyliowy/cukier puder/gałka lodów waniliowych (lub bazyliowych :))

Fondanty oprószyć cukrem bazyliowym przed podaniem. Można podać go z innymi dodatkami.

Smacznego!

Jak przyrządzić świński łeb?

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Wychodzę z założenia, że skoro jakieś zwierzę oddało życie po to, żebyśmy mogli je zjeść, należy starać się, aby żadna z jego części, którą da się w jakiś sposób przyrządzić, nie została zmarnowana. Skoro zwierze już zostało zabite po to, żeby Pan Kowalski kupił schabowe, a Pani Nowak polędwicę, uszanujmy je i zjedzmy całe (no prawie…).* Powiedzcie mi, czym różni się kotlet schabowy od świńskiej głowy? Obydwa kawałki mięsa mogą pochodzić od tej samej świni. Dlaczego więc gdy dodaję przepisy na dania mięsne, np. spaghetti z pulpecikami, to nigdy nie pojawia się żadna dyskusja na temat etyki jedzenia mięsa? 🙂 Czy nie jest to hipokryzja? Może po prostu większość ludzi jedząc kotleta, spożywa go na tyle „automatycznie”, że nawet się nie zastanawia, że właśnie je świnię? A dopiero gdy widzi kawałek mięsa, po którym wyraźnie widać, że jest to zwierzę, zaczyna myśleć? Uważam, że tak być nie powinno. Decydując się na jedzenie mięsa, musimy wiedzieć, że kiedyś to była żywa istota i nie powinniśmy się wówczas obruszać, że podczas gdy my jadamy tylko szynkę, ktoś je głowę. Co innego, gdy ktoś po prostu używa argumentu, że „nie je głowizny, bo mu po prostu nie smakuje”.

*Jako, że od razu po publikacji posta na facebooku zostałam bardzo skrytykowana i zarzucono mi bezmyślność i okrucieństwo, zaznaczę, że ten post nie ma mieć charakteru ideologicznego i nie jest skierowany do wegetarian ani wegan, a raczej do osób, które na co dzień regularnie jedzą mięso (np. schab czy żeberka) i uważają to za całkowicie normalne i etyczne, a które równocześnie nie zdecydowałyby się na zjedzenie np. głowy świni. Chciałabym je przekonać, że skoro już decydujemy się na spożywanie mięsa, nie powinniśmy marnować części zwierząt, które uważamy za gorsze. Jemy szynkę pochodzącą z tyłka świni i golonki z nóg, a głowy rzadko. Dlaczego? Poza tym zaznaczam, że celem tego bloga jest prezentowanie przepisów na dania, które są przede wszystkim SMACZNE, a nie edukacja z zakresu moralności i etycznego żywienia. 

Wracając do przepisu…

Głowizna jest bardzo niedocenianym kawałkiem świni. Szkoda, bo to naprawdę smaczne mięso, które można przygotować na bardzo wiele sposobów – upiec w całości, oddzielić od kości i udusić w kapuście, czy odpowiednio zrolować i upiec jako domową wędlinę. Poza tym głowy świńskie są niezwykle tanie (na targowiskach w Łodzi pół głowy kosztuje około 4-6 zł). Jako, że mięsem obranym z połowy głowy naje się czteroosobowa rodzina, przyrządzenie go jest świetnym sposobem na podanie niskobudżetowego, ale smacznego i sytego posiłku.

Niestety muszę przyznać, że upieczona świńska głowa wygląda nieco makabrycznie, co może zniechęcić wiele osób przed spróbowaniem przygotowanego przez nas dania. Z całego serca zachęcam Was jednak do przełamania się! W końcu mięso w głowie to nic innego jak np. kawałki karczku i policzków, które większość z Was zapewne nie raz kupiła. Część głowizny, zawierająca specyficzny, kleisty tłuszcz, swoją konsystencją nieco przypomina golonkę.

Dzisiaj podzielę się z Wami świetnym i naprawdę łatwym sposobem na efektowne przygotowanie świńskiego łba. Najpierw należy przez dobę marynować mięso w zalewie z czerwonego wina z dodatkiem szalotek, warzyw korzeniowych, tymianku i czosnku, a następnie piec w piekarniku przez około 4h, zaczynając od temperatury 150C, a kończąc na lekkim zgrillowaniu głowy, dzięki czemu skórka staje się rumiana i chrupiąca. Mięso przygotowane w ten sposób jest bardzo delikatne, soczyste, wręcz rozpływające się w ustach. Gruba warstwa skóry chroni mięso przed nadmiernym wysuszeniem się, a składniki zalewy sprawiają, że jest aromatyczne.

Na bazie płynu, w którym piekła się głowa, polecam przygotować sos. Sos będzie miał głęboki winny aromat i kremową konsystencję. Nie ma on zbyt apetycznego koloru, ale jest naprawdę smaczny. Swoje danie dodatkowo wzbogaciłam o dodatek puree ziemniaczanego i zasmażanej kapusty z suszonymi śliwkami.

Składniki na około 4 spore porcje:
połowa świńskiego łba
2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
3 owoce jałowca
4 ziela angielskie
3 liście laurowe
5 ząbków czosnku
4 duże szalotki
2 marchewki
1 pietruszka
1 łodyga selera naciowego
2 łyżki soli
1 łyżeczka czarnego, mielonego pieprzu
1 łyżka słodkiej papryki
3 gałązki tymianku
2 l bulionu

Sos:
1 l płynów zlanych z brytfanny, w której piekła się głowa
100 ml śmietanki kremówki
1 łyżka drobno posiekanych listków świeżego tymianku
4 łyżki zimnego masła
1,5 łyżki mąki pszennej
sól i pieprz do smaku

Dodatkowo:
puree ziemniaczane
kapusta zasmażana z suszonymi śliwkami/surówka

Dzień przed pieczeniem: Głowę dokładnie umyć i jeśli wciąż są na niej jakieś włosy, ogolić ją przy pomocy jednorazowej maszynki do golenia. Polecam jednak kupić głowę, która będzie na tyle dobrze oczyszczona, że golenie jej będzie zbędne.

Głowę natrzeć solą, pieprzem i słodką papryką. Marchew i pietruszkę obrać i pokroić w plastry. Selera naciowego drobno posiekać. Czosnek pokroić w plasterki, a szalotki w talarki. Na dnie brytfanny ułożyć połowę marchwi, pietruszki, selera, szalotek i czosnku oraz 2 gałązki tymianku (lekko porwane rękoma), a następnie na warzywa wylać około 1/2 szklanki wina. Na warzywach ułożyć głowę, skórą do góry. Na głowie ułożyć resztę warzyw, 2 gałązki tymianku i całość zalać resztą wina. Dobrze zafoliować folią spożywczą i odstawić w chłodne miejsce na całą dobę.

Dzień pieczenia: Bulion podgrzać tak, żeby się zagotował, a następnie wlać go do brytfanny. Dodać ziele angielskie, jałowca i liście laurowe. Przykryć głowę folią aluminiową, osobno foliując ucho. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 150C. Piec przez 2h. Po tym czasie z głowy zdjąć folię, zostawiając ją tylko na uchu. Zwiększyć temperaturę do 180C i piec kolejne 1,5h. W międzyczasie kilkakrotnie polewać łeb sosem, który wytworzył się w brytfannie. Po upływie 1,5h zdjąć folię z ucha, zwiększyć temperaturę piekarnika do 220C i przestawić go na opcję „grill”. Piec przez kolejne 15 minut, aż głowa ładnie się zarumieni, a mięso będzie odchodziło od kości. Wyjąć z piekarnika i przed krojeniem odczekać 15 minut, w międzyczasie przygotowując sos.

Sos: Z brytfanny zlać 1l płynów i umieścić w rondelku. Dodać połowę szalotek, z którymi piekł się łeb. Połowę marchewek pokroić w kostkę i również dodać do sosu. Zagotować i od razu zmniejszyć ogień. Śmietanę zahartować kilkoma łyżkami gorącego płynu, a następnie dodać ją do sosu. Następnie dodać posiekany tymianek. Na rozgrzanej patelni rozpuścić 2 łyżki masła, dodać mąkę i zasmażać, aż mieszanka nabierze złocistego koloru. Zasmażkę dodać do sosu, ciągle mieszając, żeby nie powstały grudki. Sos nie powinien być zbyt gęsty. Spróbować i w razie potrzeby doprawić do smaku solą i pieprzem. Przed podaniem zaciągnąć sos pozostałymi 2 łyżkami zimnego masła.

Podanie dania: Głowę umieścić na dużym półmisku, sos zlać do sosjerki. W celu podzielenia głowy na porcje najlepiej najpierw przeciąć ją na pół, a następnie partiami odkrawać kawałki mięsa. Głębiej ukryte mięso wygodniej będzie wyjąć palcami. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. puree ziemniaczanym i zasmażaną kapustą z suszonymi śliwkami.

Smacznego!

Eleganckie, warstwowe makówki (makiełki)

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

W moim rodzinnym domu makiełki (makówki) zawsze przygotowywało się z masy makowej wymieszanej z makaronem i bakaliami. Odkąd pamiętam było to, zaraz po pierogach z kapustą i grzybami, moje ulubione wigilijne danie, na które nawet jako mała dziewczynka czekałam przez cały rok. Kiedy jednak sama zaczęłam gotować i przeglądać bezkresne zasoby internetu w poszukiwaniu inspiracji na świąteczne dania, dowiedziałam się, że w innych rejonach Polski, np. na Śląsku, makówki przygotowuje się z dodatkiem namoczonej w mleku bułki/chałki. Pomysł ten bardzo mi się spodobał, szczególnie, że jestem fanką wszelkiego rodzaju dziwnych zup mlecznych i bardzo lubię mleko z bułką, ciastem drożdżowym, a nawet pączkiem 🙂


Nie byłabym jednak sobą gdybym trochę nie pokombinowała i nie przygotowała śląskich makówek po swojemu. W mojej wersji zostały podane w indywidualnych pucharkach, dzięki czemu prezentują się bardzo elegancko i na pierwszy rzut oka nikt nie spodziewa się, że to tak naprawdę dość prosty i „swojski” deser. Mnie i wielu innym osobom prezentacja deseru od razu przywiodła na myśl tiramisu. W smaku to jednak zupełnie inna bajka, choć również bardzo smaczna. Trzy warstwy chałki moczonej w mleku przekładanej budyniem waniliowym i masą makową pełną bakalii.  Dla mnie pychota! Mogłabym jeść ten deser przez cały rok, nie tylko w okresie świątecznym 🙂 W sekrecie zdradzę Wam, że takie makiełki najlepiej smakują…jedzone na śniadanie.

Składniki na 6 dużych pucharków
Masa makowa:
300 g suchego mielonego maku
60 g miękkiego masła
4 łyżki cukru
1/3 szklanki miodu
40 g rodzynek
40 g suszonej żurawiny
4 suszone śliwki, pokrojone na małe kawałki
3 łyżki wiórków kokosowych
30 g posiekanych orzechów włoskich
4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
1 łyżka naturalnego ekstraktu migdałowego albo pomarańczowego

Budyń:
1 opakowanie budyniu waniliowego
2 łyżki cukru
2 łyżki masła
400 ml mleka

Dodatkowo:
9 kromek chałki
300-400 ml mleka
suchy mak do dekoracji
Przygotowanie masy makowej: Mak zalać wodą wymieszaną z mlekiem w proporcjach 1:1. Odstawić do namoczenia na 4-5 h, a najlepiej na całą noc. Po namoczeniu dobrze odsączyć z nadmiaru płynu. 

Masło utrzeć z cukrem do białości, a następnie dodawać partiami namoczony mak. Dodać miód, próbując czy masa jest wystarczająco słodka. Wmieszać bakalie i ekstrakt.

Przygotowanie budyniu: 300 ml mleka zagotować wraz z cukrem i masłem. W pozostałych 100 ml mleka dokładnie rozprowadzić proszek budyniowy, a następnie dodać do gotującego się mleka. Zmniejszyć ogień  i, ciągle mieszając, gotować, aż budyń zgęstnieje. Zdjąć z ognia i przestudzić.

Przygotowanie deseru: Każdą kromkę chałki przekroić na pół i przed ułożeniem w pucharkach zanurzyć w mleku, uważając, żeby chałka się nie rozwaliła i zbytnio nie rozmiękła. Na dnie każdego z pucharków ułożyć po połowie namoczonej w mleku kromki chałki. Przykryć warstwą budyniu, a następnie masą makową, starając się ją równomiernie rozprowadzić. Cykl powtórzyć jeszcze raz, układając w pucharkach najpierw namoczoną w mleku chałkę, potem budyń i masę makową. Na koniec na wierzchu ułożyć po ostatnim kawałku namoczonej chałki. Posypać suchym makiem. Wstawić do lodówki na 3h, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!

Bank przepisów świątecznych (104!)

Przez ostatnie 2 lata na blogu pojawiło się sporo przepisów świątecznych. Postanowiłam zebrać je w jednym miejscu, tak żebyście mogli łatwiej je przeglądać w poszukiwaniu inspiracji na nadchodzące święta. Jest ich dużo, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie 🙂 Są tutaj zarówno propozycje na wigilijny stół, jak i na kolejne dni świąt; dania tradycyjne, jak i bardziej nowoczesne. Za pomocą gwiazdki „*” oznaczyłam te przepisy, które polecam Wam najbardziej 🙂

Wytrawne propozycje na wigilijny stół: span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Słodkie propozycje na wigilijny stół:



Propozycje na świąteczny obiad:



Ciasta na pierwszy i drugi dzień świąt:


Inne świąteczne przysmaki:



Ciasteczka i czekoladki – pomysł na prezent własnej roboty albo dekorację świątecznego stołu:


Rolada "Śliwka w Czekoladzie"

Ta rolada to świetna propozycja na świąteczne ciasto dla tych, którzy nie przepadają za piernikami i makowcem. Mimo, że jest bardzo prosta w przygotowaniu, ma w sobie coś eleganckiego. Mocno czekoladowy, puszysty i miękki biszkopt jest nadziany kremem czekoladowym z dodatkiem śliwek moczonych w rumie. Całość smakuje naprawdę dobrze.

Takie samo ciasto możnaby przygotować w formie mini-tortu, składającego się z dwóch warstw biszkoptu, przełożonego kremem ze śliwkami. Wydaje mi się jednak, że w formie rolady prezentuje się ciekawiej.


Składniki na roladę o długości 40 cm
Przepis wlasny 
 
Biszkopt czekoladowy:
4 jajka, osobno żółtka i białka
100 g cukru
100 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki ciemnego kakao
40 g gorzkiej czekolady, startej na tarce
16 g cukru wanilinowego
Krem czekoladowy:
250 ml śmietanki kremówki
4 łyżki cukru
60 g gorzkiej czekolady
50 g gorzkiej/mlecznej czekolady, grubo posiekanej
4 łyżki ciemnego kakao
rum, w którym moczyły się śliwki
Dodatkowo:
10 suszonych śliwek
40 ml ciemnego rumu albo brandy
50 g mlecznej/gorzkiej czekolady roztopionej w kąpieli wodnej

Przygotowanie biszkoptu: Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania stopniowo dodając cukier. Ubijać aż piana będzie sztywna i lśniąca. Następnie dodawać po jednym żółtku, ciągle ubijając. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, kakao i startą czekoladą i bardzo delikatnie wmieszać ją do masy jajecznej za pomocą łyżki.
Masę rozsmarować na blaszce o wymiarach 30 x 40 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C i piec przez około 14-15 minut, do tzw. „suchego patyczka”.
Bawełnianą ściereczkę kuchenną wysypać cukrem wanilinowym. Kiedy ciasto się upiecze, jeszcze gorące położyć na ścierce wysypanej cukrem papierem do pieczenia do góry. Delikatnie ściągnąć papier do pieczenia i zwinąć roladę wzdłuż dłuższego boku, wraz ze ściereczką. Pozostawić do ostudzenia, a następnie bardzo delikatnie odwinąć roladę ze ściereczki i przełożyć na dużą tackę. Posmarować ciasto kremem czekoladowym i ułożyć na nim kawałki śliwek. Delikatnie zwinąć w roladę wzdłuż dłuższego boku, starając się lekko dociskać ciasto. Wierzch polać roztopioną czekoladą. Przed podaniem schłodzić w lodówce przez 2h.
Przygotowanie śliwek: Śliwki pokroić na nieduże kawałki, umieścić w miseczce i zalać rumem/brandy. Odstawić na godzinę, a następnie odsączyć z nadmiaru rumu/brandy, nie wylewając go, bo przyda się do przygotowania kremu.
Przygotowanie kremu: Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i odstawić do wystudzenia. Kremówkę ubić z cukrem na sztywno. Dodać kakao, ostudzoną, roztopioną czekoladę i rum/brandy. Zmiksować tylko do połączenia się składników, tak żeby masa się nie zwarzyła. Dodać posiekaną czekoladę i wymieszać.
Smacznego!

Piernik litewski

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Bardzo dobry piernik, który nie musi leżakować po upieczeniu, więc doskonale nadaje się do przyrządzenia na ostatnią chwilę, nawet tuż przed świętami. Konsystencję ma zupełnie inną od piernika staropolskiego. Jest miękki, puszysty i bardzo wilgotny. W środku ma całą masę bakalii, które sprawiają, że nieco przypomina keks o miodowo-piernikowym aromacie. Można udekorować go polewą czekoladową albo marcepanową, ale moim zdaniem jest smaczny sam w sobie i nie potrzebuje żadnych dodatków. Bardzo polecam!

Składniki na małą keksowkę

lekko zmodyfikowany przepis z Moich Wypieków
125 g mąki pszennej
125 g jasnej mąki żytniej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
125 ml miodu
75 g masła
2 jajka
2/3 szklanki cukru
1,5 łyżki przyprawy do piernika
1/2 szklanki jogurtu naturalnego
125 g bakalii (u mnie rodzynki, suszone śliwki, orzeszki ziemne, orzechy włoskie i suszona żurawina), posiekanych

 Masło roztopić w garnku wraz z miodem i odstawić do ostudzenia. Jajka ubić z cukrem do białości, a następnie powoli zmiksować z masłem z miodem. Dodać przyprawę do piernika, a następnie bakalie obtoczone w jednej łyżce mąki. Na koniec naprzemiennie dodawać jogurt naturalny i mąki przesiane z sodą oczyszczoną, miksując całość na niskich obrotach miksera. Przełożyć do keksówki wyłożonej papierem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 50 minut lub do tzw. „suchego patyczka”. Ostudzić i dowolnie udekorować, np. lukrem, polewą czekoladową albo marcepanową.
Smacznego!

Domowa wędlina: pieczony brzuch w aromatycznej marynacie

O ile za sklepowymi wędlinami nie przepadam, domowe bardzo lubię. Robiąc wędliny samemu, mamy pewność, że mięso jest świeże i dobrej jakości. Poza tym możemy nadać im taki smak, jaki najbardziej nam odpowiada, poprzez zamarynowanie mięsa w ulubionych przyprawach. Dzisiaj podzielę się z Wami przepisem na swój ulubiony pieczony brzuch. Jego sekretem jest bardzo aromatyczna marynata, która jest tak dobra, że zawsze zbieram jej nadmiar palcami z deski do krojenia 😉 Ważne jest, żeby kupić możliwie jak najchudszy kawałek mięsa, bo chyba nikt nie chce jeść słoniny. Polecam, nie tylko na święta.

 Składniki:
1 kawałek brzucha wieprzowego bez skóry o wadze mniej więcej 1,2-1,3 kg
Marynata:
2 łyżeczki soli + 1/2 łyżeczki suszonych ziół prowansalskich
3 duże ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
1 łyżka oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka octu z czerwonego wina
1 łyżeczka musztardy, najlepiej Dijon
1 łyżeczka ziaren białej gorczycy
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki ziaren kolendry, utłuczonych w moździerzu
4 owoce jałowca, utłuczone w moździerzu
1 łyżka brązowego cukru
 Dodatkowo:
50 ml oleju słonecznikowego span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!

Mięso umyć, osuszyć i umieścić w naczyniu żaroodpornym. Wszystkie składniki marynaty, poza solą i ziołami prowansalskimi, wymieszać. Sól rozetrzeć w moździerzu z ziołami prowansalskimi i dokładnie natrzeć nią mięso z każdej strony. Następnie polać mięso resztą marynaty. Przykryć folią aluminiową i wstawić do lodówki na 24 h. Po tym czasie do naczynia żaroodpornego wlać olej słonecznikowy. Wstawić mięso do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec przez 60 minut. Po 30 minutach obrócić mięso na drugą stronę. Po upieczeniu dokładnie wystudzić mięso, od czasu do czasu polewając je sokami, które z niego wypłynęły i marynatą. Przed podaniem, schłodzić w lodówce przez 2h.

Smacznego!

Sernik "Róża" z miodem i karmelizowanymi jabłkami

Sernik, który może być prawdziwą dekoracją świątecznego stołu. Dzięki lekko karmelizowanym jabłkom ułożonym we wzór przypominający płatki róży, ciasto wygląda przepięknie i aż szkoda je kroić na kawałki… 🙂 W smaku sernik jest przepyszny. Bardzo kremowy i mazisty, wręcz rozpływający się w ustach, z lekko wyczuwalnym smakiem miodu i cynamonu, które nadają mu świątecznego charakteru. Karmelizowane, lekko kwaskowate jabłka polane dodatkową porcją solonego karmelu świetnie uzupełniają smak masy serowej. Dawno nie byłam tak zadowolona z żadnego słodkiego wypieku!


Składniki na tortownicę o średnicy 22 cm
przepis własny

Spód:
150 g ciastek digestive
80 g roztopionego masła
1/2 łyżeczki cynamonu

Masa serowa:
700 g tłustego, zmielonego twarogu do sernika
150 ml jogurtu naturalnego
5 łyżek miodu
1/3 szklanki cukru (lub więcej jeśli lubicie słodsze ciasta)
4 jajka
span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!1 łyżka mąki pszennej

Karmelizowane jabłka:
4-5 średniej wielkości jabłek, najlepiej szarej renety
50 g masła
3 łyżki wody
8 łyżek cukru trzcinowego
1/3 łyżeczki soli morskiej
1/2 łyżeczki  cynamonu


Przygotowanie spodu: Ciasteczka zmielić w blenderze. Dodać roztopione masło i cynamon. Dokładnie wymieszać i wylepić masą spód tortownicy. Wstawić do lodówki na czas przygotowania reszty składników.

Przygotowanie masy serowej: Ser wymieszać z cukrem i miodem. Zmiksować na średnich obrotach miksera, aż cukier się rozpuści. Dodać jajka, mąkę pszenną i zmiksować do połączenia się składników. Na koniec za pomocą łyżki wmieszać jogurt naturalny, dokładnie rozprowadzając go po całej masie.
Masę serową wylać na spód ciasteczkowy. Dobrze wyrównać masę. Przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 260C. Piec przez 12 minut, a następnie obniżyć temperaturę do 100C i piec kolejne 40 minut. Brzegi sernika powinny być ścięte, a środek powinien pozostać lekko „galaretkowaty”. Wyjąć z piekarnika, ostudzić do temperatury pokojowej i schłodzić w lodówce przez całą noc. Schłodzenie sernika jest konieczne – inaczej się nie zetnie prawidłowo i będzie się źle kroił.

Następnego dnia przygotować jabłka: Jabłka obrać ze skórki i pokroić w cienkie półplasterki. W rondlu rozpuścić 30 g masła i dodać do niego 5 łyżek cukru. Podgrzewać na średnim ogniu, aż cukier się rozpuści, a sos karmelowy nabierze lekko złocistego koloru. Dodać jabłka i 3 łyżki wody. Dokładnie wymieszać, przykryć garnek pokrywką i dusić na małym ogniu przez kilka minut, aż jabłka lekko zmiękną. Należy uważać, żeby zbytnio nie rozgotować jabłek, bo muszą zachować swój kształt. Wyjąć jabłka z garnka, odsączając je z nadmiaru sosu, przełożyć je do osobnej miski i ostudzić. Do garnka dodać resztę cukru i masła oraz sól, nieco zwiększyć ogień i podgrzewać, aż sos nabierze złocistego koloru i zgęstnieje.

Dekoracja wierzchu sernika: Następnego dnia, kiedy sernik będzie dobrze schłodzony, oddzielić brzegi sernika od tortownicy za pomocą noża i delikatnie odpiąć przegi blachy. Na wierzchu sernika ułożyć plasterki karmelizowanych jabłek, zaczynając od zewnętrznej strony sernika i zbliżając się ku środkowi, formując wzór przypominający różę. Plasterki jabłek ułożyć dość gęsto, tak żeby lekko na siebie nachodziły. Następnie przerwy pomiędzy poszczególnymi plasterkami wypełnić sosem karmelowym, najlepiej używając w tym celu małej łyżeczki do herbaty.
Smacznego!

Pomysł na prezent: 15 książek o tematyce kulinarnej

span.fullpost {display:none;} span.fullpost {display:inline;}
<a href="”>Czytaj więcej!
Jak już Wam kiedyś mówiłam, uwielbiam kupować i przeglądać książki kucharskie. Rzadko kiedy korzystam z przepisów w nich zawartych, ale bardzo lubię je czytać, patrzeć na piękne zdjęcia i inspirować się tym, co w nich znajdę, tworząc własne dania. Moja kolekcja ciągle się powiększa, a mimo to, lista książek, które chciałabym kupić nigdy się nie kończy. Ach, gdybym była bogata.. 🙂

Jako, że moim zdaniem nie ma lepszego i bardziej uniwersalnego prezentu niż dobra książka, w związku z nadchodzącymi świętami postanowiłam poświęcić jeden wpis na książki, którymi możecie obdarować kogoś bliskiego albo siebie samych. Na liście znajdują się bardzo różnorodne pozycje, więc znajdzie się tu coś dla osób lubiących naprawdę ciekawe, profesjonalne gotowanie przez duże „G”, jak i tych, którzy po prostu lubią czytać o jedzeniu, sztuce kulinarnej i od czasu do czasu chcą upichcić coś smacznego. Lista jest bardzo subiektywna i ciężko było mi się zdecydować, które pozycje na niej umieścić. Postawiłam na różnorodność. Moim zdaniem każda z tych książek jest godna polecenia, ciekawa i pod jakimś względem „dobra”. Listę podzieliłam na dwie części – książki dostępne w języku polskim i te po angielsku, gdyż niestety nie wszystkie pozycje doczekały się publikacji w Polsce.

Książki w języku polskim:

1. „Słodkie życie w Paryżu” David Lebovitz

Książka jest nie tylko pełna przepisów na smakowite potrawy, zarowno słodkie, jak i wytrawne, ale także zabawnych anegdot i opowieści o życiu w Paryżu, tamtejszych kulinarnych trendach i zwyczajach oraz mentalności Francuzów. Jest napisana w takiej formie, że każdy rozdział, w którym autor prezentuje nowy „smaczek” z życia Paryża i jego mieszkańcow, jest także okraszony przepisami, które są przysłowiową „kropką nad i”, doskonale ilustrującą to, co David Lebovitz ma do powiedzenia na dany temat. Więcej o tej książce pisałam tutaj.

Cena: 30-32 zł

 2.  „Sekrety włoskiej kuchni” Elena Kostiukovitch

Sekrety włoskiej kuchni - Elena Kostiukovitch

Podróż po wszystkich regionach słonecznych Włoch z kulinariami w tle. Pełna interesujących anegdotek, z dobrze zarysowanym tłem historycznym, które w pewnym stopniu tłumaczy różnice kulturalne i kulinarne, istniejące pomiędzy różnymi rejonami Italii. Bardzo wciągająca i pełna informacji. Dla pasjonatów.

Cena: 37-47 zł

3. „Złota księga czekolady” Carla Bardi, Claire Pietersen

Złota księga czekolady

Ogromna księga, wyglądem przypominająca tabliczkę czekolady. Z ciekawym wstępem o historii produkcji i konsumpcji tytułowego słodkiego przysmaku. Pełna przepisów, zarówno na desery, jak i dania wytrawne. Znajdziecie w niej potrójnie czekoladowe ciasteczka, brownie z bourbonem, smoothie czekoladowo-bananowe, suflet z białą czekoladą i orzechami, brioche z wiórkami czekoladowymi, tort Sachera, czy nawet indyka w sosie meksykańskim. Każdy przepis jest opatrzony zdjęciem, co dla mnie jest ogromnym plusem. Jedynym minusem książki są drobne nieścisłości w przepisach, ale nie zdarzają się one zbyt często, więc można na nie przymknąć oko. To prawdziwa gratka dla czekoholików!

Cena: 85-95 zł

4. „Kucharz doskonały” Wojciecha Wielądki, opracowanie prof. Jarosław Dumanowski

Historyczne opracowanie drugiej najstarszej książki kucharskiej w Polsce, napisanej w XVIII wieku przez ówczesnego kucharza-celbrytę. Piękna opowieść o kulturze kulinarnej w Polsce, oparta na najpopularniejszej francuskiej książce kucharskiej z tamtego okresu. To trzeci tom z serii „Monumenta Poloniae Culinaria”, wydawanej przez Muzeum Pałac w Wilanowie. Perełka, nie tylko dla pasjonatów gotowania.

Cena: około 70 zł

5. „Jajka. 130 prostych przepisów” Michel Roux

Jajka. 130 prostych przepisów

Bardzo fajna propozycja wprost od mistrza Roux. Przystępna i bardzo uniwersalna. Znajdziecie w niej 130 przepisów na potrawy z wykorzystaniem jajek – jajecznicę, suflety, dressingi, naleśniki, jajka po benedyktyńsku, omlety, ciasto parzone, krem zabajone i wiele, wiele innych smakołyków… Niektóre z nich są bardzo oryginalne – np. jajka na miękko z karmelem – a inne to wariacje na temat klasyków – np. sałatka Cezara z anchois. W książce znajdują się także porady dotyczące przygotowania dań z jajkami i bazowe przepisy (np. na ciasto kruche), które mogą stać się punktem wyjścia do stworzenia czegoś własnego.

Cena: 30-34 zł

6. „Kuchnia Neli” Aniela Rubinstein

Kuchnia Neli - Aniela Rubinstein

Niecco starmodna książka autorstwa żony znanego pianisty, Artura Rubinsteina, zawierająca wiele dość prostych, ale dopracowanych i dających smaczne rezultaty, przepisów. Wśród nich dominują pozycje charakterystyczne dla kuchni polskiej, ale pojawiają się też dania o zagranicznym rodowodzie, np. francuskim i hiszpańskim. Książka nie ma zdjęć, ale ponad 300 stron świetnych przepisów to rekompensuje. W „Kuchni Neli” najbardziej urzekło mnie to, że czytając ją  można odnieść wrażenie, że jest to pamiętnik, a nie książka kucharska. Jest w niej pełno wspomnień i anegdotek, które łączą wszystkie przepisy w spójną całość, sprawiając, że czyta się ją łatwo, szybko i z uśmiechem na twarzy.

Cena: 30-34 zł

7. „Cafe Museum” Robert Makłowicz
Café Museum - Robert Makłowicz

Czytając tę książkę, od razu chce się kupić bilet lotniczy albo wsiąść do samochodu i odwiedzić miejsca, które opisuje w niej Robert Makłowicz. Można także pomarzyć o smaku wszystkich wspomnianych w niej potraw, których obraz został nakreślony w tak plastyczny sposób, że pobudza wyobraźnię czytelnika i przyprawia go o ślinotok. Jednakże wbrew pozorom nie jest to książka o kulinariach, ale o wspólnocie, jaką jest Europa Środkowa. O tym, że mimo, że każde ze znajdujących się w tym rejonie państw zachowało swoją odrębność kulturaną, odzwierciedloną, na przykład, w zróżnicowanym jedzeniu ich mieszkańców, istnieje pewnego rodzaju jedność, sprawiająca, że podróżując po tej części Europy, czujemy się jak w domu.

Sam Makłowicz pisze: „Tak więc jestem i Grekiem, i Chińczykiem, cóż to komu może przeszkadzać? Choć polski mym ojczystym językiem, najbardziej lubię słyszeć wokół siebie także inne mowy. Cieszy mnie obecność w jednym miejscu świątyń różnych wyznań, a jeszcze bardziej raduje, gdy wszystkie są otwarte. Przekraczanie granic od dzieciństwa stanowiło mą ulubioną rozrywkę, a myśl o ich istnieniu jedno z najczęściej przywoływanych przekleństw. Gdy już sam mogłem decydować o miejscu własnego pobytu, a los sprawił, że granice stały się przekraczalne, podejmowałem nieraz wyprawy bez konkretnie określonego celu, byle tylko usłyszeć inny język, zjeść inny rodzaj zupy, spróbować innego alkoholu, zobaczyć inny krajobraz. By zobaczyć własne odbicie w innym lustrze. To konieczne, gdyż lustra potrafią kłamać, więc jeśli całe życie przeglądasz się w jednym, możesz do końca nie wiedzieć, jak naprawdę wyglądasz”  

Cena: 33-39 zł

Książki w języku angielskim:
1. „Hairy Bikers’ Perfect Pies” Si King, Dave Myers


Mimo, że rzadko korzystam książek kucharskich, które znajdują się w moich zbiorach, przepisy z tej wypróbowałam już wielokrotnie. Drugie tyle zaznaczyłam karteczkami, do przetestowania w najbliższym czasie. W książce znajdują się przepisy na wszelkiego rodzaju tarty, zapiekanki i „paje”, zarówno słodkie, jak i wytrawne, a także podstawowe wskazówki, np. o tym jak przygotować idealne kruche ciasto. To zdecydowanie jedna z najbardziej dopracowanych książek kucharskich z jakimi się spotkałam, a w dodatku zotała napisana przez owłosionych motycklistów 🙂 Więcej pisać nie trzeba!

Cena: £11 (około 56 zł)

2. „Ottolenghi: The Cookbook” Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi

Aromatyczne, przygotowane ze świetnych jakościowo składników, zdrowe. Takie są potrawy, którymi szczyci się sieć restauracji Ottolenghi i na które przepisy możecie znaleźć w tej książce. Już oglądając zdjęcia, chce się spróbować większości dań. Większość z nich jest wyraźnie inspirowana kuchnią Bliskiego Wschodu, ale przepisy są napisane w taki sposób, że z powodzeniem przygotujecie wszystko w domu. Sałatka z koprem włoskim, fetą, granatem i sumakiem, pulpeciki z indyka z kukurydzą i sosem z grillowanej papryki, nadziewane bakłażany, ciasto pomarańczowe z polentą – to tylko niektóre z propozycji, które znajdziecie w tej książce.

Cena: £20 (około 100 zł)

3. „Rick Stein’s Seafood” Rick Stein

Tę książkę wszyscy amatorzy ryb i owoców morza mogliby nazwać swoją biblią. Została napisana przez Ricka Steina, który jest uważany za prawdziwego mistrza w przygotowywaniu morskich przysmaków i który na ten temat wie chyba wszystko. Swoją wiedzą w przystępny i bardzo dopracowany sposób dzieli się w tej książce. Znajdziecie w niej porady, opisane krok po kroku, na temat tego jak wyfiletować różne rodzaje ryb, a następnie jak je potem przyrządzić. Dużo miejsca jest także poświęcone skorupiakom. Bardzo polecam!

Cena: £11 (około 56 zł)

4. „Ad Hoc at Home” Thomas Keller

Książka Thomasa Kellera z przepisami, które, w przeciwieństwie do wielu propozycji tego autora, można przyrządzić w domowym zaciszu. Jej głównym celem jest pokazanie, że nawet w domu, gotując dla całej rodziny, można przygotować coś naprawdę pysznego i specjalnego, ale równocześnie nie nadętego i zbytnio eleganckiego. Nawet codziennie jedzenie może być czymś niezwykłym, o ile poświęcimy mu wystarczająco dużo uwagi. Z tą myślą przewodnią została napisana ta przepięknie wydana książka, w której znajdziecie przepisy na np. polędwiczkę wieprzową nadziewaną figami, papardelle z pulpecikami, cobbler z jagodami, sałatkę ze świeżym tuńczykiem, czy zupę grzybową z Cavolo Nero i ziemniakami Yukon Gold.

Cena: £25 (około 127 zł)

5. „Tartine Bread” Chad Robertson, Elizabeth Prueitt

To książka, którą powinien mieć każdy entuzjasta domowego pieczywa. Zawiera szczegółówe instrukcje chodowania różnych zakwasów, a także składania bochenków czy formowania bułek i bagietek. Zakwas pszenny na rodzynkach to mój osobisty przebój, dzięki któremu jestem w stanie upiec pieczywo w niczym nie ustępujące temu, które można kupić w znanych knajpach śniadaniowych, np. w Charlotte. Znajduje się w niej mnóstwo przepisów na wypieki na drożdżach i zakwasie, zarówno słodkie jak i wytrawne, a także pomysły na wykorzystanie resztek starego chleba.

Cena: £16 (około 80 zł)

6. „Bread: A Baker’s Book of Techniques and Recipes” Jeffrey Hamelman

Kolejna obowiązkowa pozycja na półce osób chcących zacząć swoją przygodę z wypiekiem domowego pieczywa lub tych, którzy już to roją rozpoczęli, ale szukają sprawdzonych przepisów na chleb. Książka zawiera ponad 150 przepisów, opatrzonych opisami przygotowania krok po kroku pomogą Wam upiec pyszny chleby lub bułki – na zakwasie, na drożdżach, żytnie, orkiszowe, brioche i wiele, wiele innych. Na uwagę zasługują bardzo ładne rysunki i zdjęcia, które towarzyszą wszystkim przepisom i które znacznie ułatwiają przygotowanie opisywanych potraw. Dzięki temu nawet osoby, nie mające wiele wspólnego z gotowaniem, poradzą sobie w starciu z większością przepisów.

Cena: £15 (około 76 zł)

7. „Secrets of Scandinavian Cooking… Scandilicious” Signe Johansen

Przyjemna i przystępna pozycja o skandynawskiej kuchni – śniadaniach, brunchach, kolacjach, słodkich wypiekach. Od cynamonowych bułeczek-ślimaczków, dżemu śliwkowego i instrukcji robienia domowego jogurtu, przez gravlax, po chowder rybny z Bergen. Wszystkie przepisy łączy jednak jedno – lekkość. Dzięki tej książce dowiecie się jak jeść lekko i zdrowo, ale wciąż smacznie. Nie jest to jednak pozycja o dietach, ale raczej o stylu życia i sposobie odżywiania, dzięki któremu można utrzymać ładną sylwetką i zdrowy organizm bez wyrzeczeń.

Cena: £14 (około 71 zł)

8. „Bentley” Brent Savage

Coś dla ambitnych. Książka młodego szefa kuchni, Brenta Savage, która ma na celu przybliżenie czytelnikowi nowoczesnych technik gotowaniach, takich jak na przykład sous vide, opisanych krok po kroku wraz ze szczegółowymi ilustracjami. Dzięki temu można odtworzyć przepisy na dania kuchni molekularnej w domu, bez drogiego sprzętu, dostępnego jedynie w restauracjach. W książce znajduje się także ponad 80 przepisów na naprawdę pyszne dania, np. krewetki na patyku z białym i czarnym sezamem, tatara z dziczyzny ze słodkim, płynnym wasabi, tostowany custard z czekoladowym parfait i puree z liczi. Większość przepisów wykorzystuje sezonowe, ogólnodostępne składniki, które dzięki nowoczesnym metodom obróbki nabierają zupełnie innego charakteru i przenoszą degustatorów na zupełnie nowy poziom doznań smakowych.

Cena: £16 (około 80 zł)

Zdjęcia pochodzą ze stron internetowych: Księgarni Inernetowa Gandalf, merlin.pl, amazon.co.uk, empik.com

Tarta drożdżowa z kiszoną kapustą i grzybami

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju tarty. Są proste i w miarę szybkie w przygotowaniu, a do środka możecie dodać swoje ulubione dodatki. Doskonale nadają się zarówno na obiad, lunch do zabrania do pracy, czy przekąskę na niezobowiązujące imprezy. Dobrze smakują zarówno na ciepło, jak i w temperaturze pokojowej. Tarta, którą proponuję Wam dzisiaj, to ciekawy pomysł na nowoczesną potrawę wigilijną albo po prostu smaczny, nieco świąteczny obiad. Można ją podać jako dodatek do czerwonego, klarownego barszczu. Tym bardziej, że jej przygotowanie jest znacznie mniej praco- i czasochłonne niż lepienie pierogów albo uszek, a nawet smażenie krokietów.

Sekretem tej tarty jest bardzo aromatyczny farsz, pełen grzybów i różnorodnych przypraw (np. jałowca, majeranku, kolendry), urozmaicony suszonymi śliwkami i odrobiną czerwonego wina. W taki sam sposób przyrządzam także kapustę do pierogów wigilijnych, czy krokietów.

Tarta jest przygotowana na cieście drożdżowym, które moim daniem sprawdza się o wiele lepiej niż klasyczny, kruchy spód. Brzegi są grube, puszyste i lekko maślane. Dobrze smakują maczane w barszczu 🙂

Bardzo polecam, nietylko na święta!

Składniki na formę do tarty o średnicy 25 cm
Ciasto drożdżowe:
200 g mąki pszennej
60 g roztopionego masła
15 g świeżych drożdży
1/4 szklanki ciepłego mleka
1 łyżka cukru
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
Farsz:
500 g kapusty kiszonej
5 kapeluszy suszonych grzybów + 350 ml wrzątku
200 g świeżych/mrożonych leśnych grzybów, ewentualnie pieczarek
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
6 suszonych śliwek
2 liście laurowe
2 ziela angielskie
2 owoce jałowca
5 ziarenek kolendry
1 łyżeczka ziaren białej gorczycy
1 łyżeczka majeranku
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/2 łyżeczki kminku
1/3 łyżeczki kuminu
szczypta chilli
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
1/3 szklanki czerwonego wytrawnego wina
1 łyżka octu balsamicznego
2 łyżki masła klarowanego
Dodatkowo:
3 łyżki kaszy manny
Przygotowanie ciasta: Drożdże pokruszyć, zasypać cukrem i zalać ciepłym mlekiem. Odstawić do wyrośnięcia na 15 minut. Po tym czasie wymieszać z mąką pszenną. Dodać sól, jajko i masło. Zagnieść gładkie i elastyczne ciasto. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 1h (w tym czasie można przygotować farsz). Po tym czasie ciasto ponownie zagnieść, przełożyć na stolnicę wysypaną mąką i rozwałkować na okrąg wielkości formy. Ciasto przełożyć do formy, dokładnie docisnąć, zwłaszcza brzegi. Z 1/5 części ciasta można zrobić dekoracje – np. gwiazdki albo paski. Ciasto posypać kaszą manną – dzięki temu nie rozmięknie od farszu.
Przygotowanie farszu: Suszone grzyby zalać wrzątkiem i odstawić na godzinę. Po tym czasie pokroić grzyby w cienkie paski. Wodę zostawić do podlewania kapusty.
Cebulę i czosnek drobno posiekać. Grzyby pokroić w cienkie półplasterki. Kapustę kiszoną pokroić na mniejsze kawałki. Śliwki pokroić w niedużą kostkę.

Wszystkie suche przyprawy rozetrzeć w moździerzu.

Na rozgrzanej głębokiej patelni albo w rondlu rotopić 1 łyżkę masla klarowanego, dodać cebulę i czosnek i podsmażać na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli (należy uważać, żeby się zbytnio nie zarumieniła). Cebulę wyjąć patelni. Dodać kolejną łyżkę masła klarowanego, a następnie dodać grzyby. Podsmażać, aż grzyby się lekko zarumienią i odparuje z nich nadmiar wody. Dodać suszone grzyby, śliwki i cebulę. Podsmażać razem przez 2-3 minuty. Dodać kapustę. Dokładnie wymieszać. Podsmażać przez kilka minut, a następnie dodać wszystkie suche przyprawy roztarte w moździerzu, ocet balsamiczny, miód i czerwone wino. Zalać całość 1/3 wody, w której moczyły się grzyby. Zmniejszyć ogień i dusić, aż kapusta zmięknie, od czasu do czasu podlewając wodą, w której moczyły się grzyby. Jeśli zajdzie taka potrzeba, dodać więcej wody. Kapusta powinna być miękka po okolo 40 minutach. Na koniec doprawić do smaku solą i pieprzem.
Przygotowanie tarty: Farsz wyłożyć na ciasto drożdżowe. Wyrównać i udekorować, np. gwiazdkami z ciasta. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C. Piec około 30-35 minut, aż ciasto się ładnie zezłoci. Podawać na ciepło, najlepiej w towarzystwie czerwonego barszczu.
Smacznego!


Śledź z burakami na pierzynce

Szuba, zwana także śledziami pod pierzynką, to sałatka pochodząca z kresów, popularna głównie w okresie bożonarodzeniowym. Bardzo ją lubię i zawsze dziwię się, że tak proste i niewyszukane składniki tworzą tak smaczną kompozycję. Jako, że tradycyjna wersja zawierająca buraki, marchewkę i ziemniaki jest dość oklepana, postanowiłam stworzyć luźną interpretację tego dania – śledzie na pierzynce 🙂 Śledzie na pierzynce moim zdaniem wyglądają bardziej elegancko od tych przykrytych sosem. Poza tym moja „pierzynka” ma w składzie cebulę, ogórki kiszone i jabłka, więc tak naprawdę bardzo odbiega od tego, co znajdziemy w szubie. Niemniej jednak sałatka jest pyszna i na pewno będzie się pojawiała na moim stole nie tylko w okresie świątecznym. Słodkie buraki, słone śledzie i słodko-kwaśna pierzynka tworzą kompozycję smakowa, która ucieszy nie jedno podniebienie.

Składniki:
3 filety śledziowe a la Matjas
2 duże buraki
4 duże kiszone ogórki
1 średnia cebula
2 średniej wielkości jabłka
6 łyżek majonezu
300 ml kwaśnej śmietany
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
liście roszponki/szpianku do dekoracji
 Buraki ugotować do miękkości i ostudzić. Następnie je obrać ze skóry i jednego z nich pokroić w cienkie pół-plasterki, a drugiego w kostkę (albo zetrzeć na tarce).
Kiszone ogórki i jabłka obrać i pokroić w drobną kostkę kostkę. Cebulę również drobno pokroić. Majonez wymieszać ze śmietaną. Dodać ogórki, jabłka i cebulę. Doprawić „pierzynkę” do smaku solą i pieprzem.
Śledzia pokroić na średniej wielkości, prostokątne kawałki.
Na środku dużego półmiska albo dwóch mniejszych równomiernie rozłożyć „pierzynkę” śmietanową z dodatkami. Na wierzchu na zmianę układać kawałek śledzia i plasterek buraka. Dookoła „pierzynki” rozłożyć drobno pokrojone/starte buraki. Udekorować roszponką/szpinakiem i oprószyć świeżo zmielonym pieprzem. Schłodzić w lodówce przez minimum 2-3, żeby smaki się przegryzły.
Smacznego!

Ślimaczki z marcepanem i bakaliami

Tak, tak, u mnie nadal świątecznie! I zapewniam Was, że tak będzie przez cały grudzień. Mam mnóstwo pomysłów na świąteczne smakołyki, zarówno te słodkie, jak i wytrawne i już zaczynam żałować, że grudzień nie ma 50 dni… 🙂 Nic straconego, nadrobię za rok! A tymczasem zapraszam Was na pyszne, pachnące świętami, drożdżowe ślimaczki.

Robiąc te ślimaczki, nieco zainspirowałam się słynnym, niemieckim Stollen, które bardzo lubię, a które już nieco przejadło mi się w klasycznej formie. Tak jak to ciasto, bułeczki zawierają mnóstwo suszonych owoców (jagody goji, żurawinę, morwę, śliwki i morele) moczonych w rumie, skórkę cytrynową i duże kawałki marcepanu. Ślimaczki są jednak zdeycdowanie delikatniejsze i lżejsze od Stollen. Są miękkie, puszyste i maślane. Świetnie smakują jedzone na śniadanie w towarzystwie kubka kakao albo szklanki mleka. Myślę, że sprawdziłyby się też jako ciekawa propozycja na niezobowiązujące, świąteczne śniadanie. Jako, że uwielbiam marcepan, suszone owoce i ciasta drożdżowe, mogłabym się nimi zajadać przez cały rok 🙂


Składniki na około 12-14 bułeczek:
skórka otarta z 1 cytryny + łyżki soku*
6 łyżek rumu
30 g rodzynek
30 g suszonej morwy
15 g suszonych moreli, pokrojonych na kawałki
30 g suszonych śliwek, pokrojonych na kawałki
550 g mąki pszennej
75 g cukru
30 g świeżych drożdży
szczypta cynamonu
szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
85 g masla, roztopionego
szczypta soli
1 jajko
250 ml ciepłego mleka + kilka łyżek do posmarowania bułeczek
300 g marcepanu (białego lub złotego)
Lukier:
1 łyżka wody
5 łyżek cukru pudru

*zamiast skórki cytrynowej, możecie dodać skórkę otartą z pomarańczy (około 2 łyżek)

Owoce wymieszać ze skórką otartą z cytryny, zalać sokiem z cytryny i rumem, a następnie odstawić do namoczenia na czas przygotowania reszty ciasta.
Drożdże zasypać 1 łyżką cukru, zalać 50 ml ciepłego mleka i odstawić do wyrośnięcia na 15 minut.
Po tym czasie wymieszac je z mąką. Dodać sól, cynamon, gałkę muszkatołową, jajko i mleko. Wyrobić ciasto, a następnie dodać roztopione masło. Wyrabiać przez około 10 minut, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przykryć i odstawić do podwojenia objętości na 1,5h.
Po tym czasie ponownie wyrobić ciasto. Dodać namoczone w rumie bakalie, dokładnie wymieszać, tak żeby były równomiernie rozprowadzone po całym cieście. Rozwałkować na stolnicy wysypanej mąką na grubość około 0,5 cm. Z marcepanu uformować wałek o długości ciasta i ułożyć go na brzegu rozwałkowanego prostokątu. Zwinąć ciasto, zawijając marcepan do środka. Przy pomocy ostrego noża pociąć ciasto na 12-14 części. Bułeczki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy. Przykryć i odstawić do napuszenia na 40 minut.
Po tym czasie posmarować bułeczki mlekiem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190C. Piec około 20 minut.
Cukier puder wymieszać z wodą. Lukrem polać jeszcze ciepłe bułeczki.
Smacznego!


Najlepszy piernik z powidłami i marcepanem

Nie mogę uwierzyć, że już są Mikołajki! Czas płynie w zatrważającym tempie, a to oznacza tylko jedno – zanim się obejrzymy, będą święta. W związku z tym już teraz warto pomyśleć o przygotowywaniu świątecznych pierników i pierniczków, które często potrzebują sporej ilości czasu, żeby zmięknąć i nabrać głębokiego smaku. Dziś mam dla Was propozycję na piernik, którym będziecie mogli się zajadać już po 4-5 dniach od rozpoczęcia przygotowań. Z każdym dniem piernik nabiera smaku. U mnie wytrwał tydzień i zapewniam Was, że po upływie czasu nadal był dobry, a nawet jeszcze lepszy niż w 2 dni po upieczeniu.
Zanim upiekłam ten piernik, byłam przekonana, że najlepszy jest piernik staropolski, ciasto na który musi leżakować nawet 5-6 tygodni w chłodnym miejscu. Teraz zmieniam zdanie – ten piernik jest dużo smaczniejszy, a do tego o wiele mniej kłopotliwy! Robiąc to ciasto, nie musicie ani  martwić się o to, gdzie jest schować na 5-6 tygodni ani pozostawać w niepewności przez długi czas, nie wiedząc, czy efekt na pewno spełni Wasze oczekiwania. Skład ma nieco podobny, bo również zawiera mąkę żytnią i smalec. Ciekawym dodatkiem jest w nim jednak nieduża ilość gorzkiej czekolady, która nadaje mu ładnego koloru i lepszego smaku od pierników, które zawierają jedynie kakao.

Ciasto jest bardzo aromatyczne i za każdym razem, gdy będziecie otwierać pudełko, w którym je przechowujecie, po całym pomieszczeniu rozniesie się piękny, korzenny zapach. Piernik sam w sobie jest puszysty, ale równocześnie wilgotny. Konsystencją nieco przypomina mi pierniczki alpejskie.
Swój piernik przełożyłam grubą warstwą gęstych, lekko kwaskowatych powideł węgierkowych i pokryłam złotą masą marcepanową. Smakował mi tak bardzo, że na pewno pojawi się na moim świątecznym stole!
 
Składniki na blachę o wymiarach 15 x 20 cm albo tortownicę o średnicy 20 cm
zmodyfikowany przeze mnie przepis z tej strony
 
Ciasto:
210 g mąki pszennej + około 3 garści do podsypywania w trakcie wałkowania
75 g mąki żytniej jasnej
5 czubatych łyżek miodu naturalnego (około 125 g)
1/4 szklanki cukru trzcinowego
50 g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)
75 g smalcu
3,5 łyżki przyprawy do piernika
1/4 łyżeczki cynamonu
1 łyżka kawy zbożowej
1/3 szklanki jogurtu naturalnego/kwaśnej śmietany
1 niepełna łyżeczka sody oczyszczonej
1 jajko
szczypta soli
 
Dodatkowo:
gęste powidła śliwkowe
masa marcepanowa – biała albo złota

Smalec rozpuścić w garnku wraz z miodem, cukrem i czekoladą. Ostudzić, a następnie dodać przyprawę do piernika, kawę i cynamon. Mąki przesiać, wymieszać z solą i dodać do masy maślanej. Następnie jogurt wymieszac z jajkiem i sodą i dodać do reszty składników. Za pomocą łyżki wymieszać wszystko, aż do uzyskania gładkiej, gęstej masy. Garnek przykryć pokrywką i odstawić w chłodne miejsce na 2 dni.

Po tym czasie podzielić ciasto na 3 części. Każdą część rozwałkować na wysypanej mąką stolnicy na wielkość blachy. Pierwszy placek przełożyć do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 180C (bez termoobiegu) przez 15-16 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Tak samo postąpić z pozostałymi dwoma plackami.

Placki ostudzić, a następnie przełożyć grubą warstwą powideł, dobrze dociskając ciasto, żeby elementy się ze sobą skleiły. Wierzch pokryć cienko rozwałkowaną masą marcepanową*. Piernik pokroić na kawałki i umieścić w szczelnie zamkniętym pojemniku na 2-3 dni, aż zmięknie, a smaki dobrze się przegryzą.
*masę marcepanową należy wałkować na stolnicy wysypanej cukrem pudrem
Smacznego!

Serniko-makowco-brownies

Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby połączyć trzy swoje ulubione ciasta w jedno? W mojej głowie ten nieco szalony pomysł pojawił się kilka dni temu, gdy postanowiłam stworzyć kombinację marzeń – serniko-makowco-brownies. Pomyślałam, że skoro ser i mak świetnie dogadują się w seromakowcu, a sernikobrownies od lat plasuje się na liście moich ulubionych słodkości, to połączenie tych wszystkich elementów w jednym cieście nie może się nie udać.
Szybko zabrałam się za przygotowanie mojego eksperymentalnego ciasta i już 20 minut później wkładałam je do piekarnika z odrobiną wahania i sporą dozą niepewności. Nie minęło półtorej godziny, a ja zachwycałam się smakiem wymarzonego ciasta. Intensywnie czekoladowe, wilgotne, lekko gliniaste brownies przykryte dwoma, kontrastującymi ze sobą warstwami – kremowym sernikiem z nutą migdałową i masą makową z całym mnóstwem bakalii – nie mogło rozczarować. Ciasto było jeszcze lepsze następnego dnia, gdy wszystkie smaki się przegryzły, a poszczególne warstwy nabrały właściwej konsystencji.

 Jeśli szukacie ciekawego i oryginalnego ciasta na święta, to zdecydowanie przepis dla Was! Ciasto jest nie tylko smaczne, ale także bardzo szybkie i bezproblemowe w przygotowaniu – nie trzeba nawet wyjmować miksera, wystarczy wszystko wymieszać łyżką. Jeśli nie macie domowej masy makowej, możecie użyć kupnej, ale wtedy dodajcie do niej dodatkowe 2 łyżki kaszy manny i nieco więcej bakalii oraz miodu.
Składniki na blachę o wymiarach 20×20 cm

przepis własny

 
 

Brownies:
115 g gorzkiej czekolady (najlepiej o zawartości kakao 60-70%)
85 g masła
70 g mąki pszennej
110 g cukru
2 duże jajka
1 łyżka ciemnego kakao
75 g gorzkiej czekolady, posiekanej
Masa serowa:
200 g zmielonego twarogu do sernika
1 żółtko
4 łyżki cukru
kilka kropel ekstraktu migdałowego
Masa makowa:
450 g gotowej masy makowej (domowej albo z puszki*)
2 łyżki kaszy manny
1 jajko
50 g posiekanych bakalii – u mnie jagody goji, suszona żurawina i posiekane orzechy włoskie
1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej (lub mniej, jeśli masa makowa zawiera jej dużo)
2 łyżki miodu
kilka kropel ekstraktu migdałowego
2 łyżki wiórków kokosowych

*do kupnej masy makowej należy dodać 2 łyżki kaszy manny więcej oraz, jeśli będzie dość uboga w składniki, nieco więcej bakalii i miodu
 
 
Przygotowanie masy brownies: czekolady roztopić w rondelku wraz z masłem i odstawić do ostudzenia. Do ostudzonej masy dodać jajka i cukier. Dokładnie wymieszać. Następnie dodać mąkę i kakao, mieszając za pomocą łyżki, aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Na koniec wmieszać posiekaną czekoladę.
Przygotowanie masy serowej: Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę, jedynie do połączenia się składników. Nie należy miksować zbyt długo, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy.
Przygotowanie masy makowej: Do masy makowej dodać jajko, kasze mannę, ekstrakt migdałowy i wiórki kokosowe. Dodać miód i spróbować masę, czy jest wystraczająco słodka. Jeśli zajdzie taka potrzeba, dodać więcej miodu. Na koniec wmieszać bakalie i kandyzowaną skórkę pomarańczową.
Przygotowanie ciasta: Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Na dno wylać masę brownies. Następnie na masę brownies wyłożyć masę serową, dokładnie wyrównując. Na masie serowej zrobić paski z masy makowej, wykładając ją bardzo delikatnie. Ja zrobiłam 5 pasków o szerokości 2-3 cm. Gotowe ciasto bardzo delikatnie wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C*. Piec 35-40 minut. Następnie wystudzić ciasto, wyjąć z formy i pokroić na kawałki. Ciasto najlepiej smakuje następnego dnia.
 
 
*temperatura bez termoobiegu, na opcji grzania góra-dół, jeśli używacie termoobiegu, obniżcie temperaturę o 10-15C
 
Smacznego!
Ciasto podałam na stół, używając piętrowej etrażerki Babel, firmy Koziol, dostępnej w sklepie  itnernetowym Fabryka Form. Etrażerka występuje w wielu ładnych, żywych kolorach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jest wykonana z bardzo dobrego jakościowo tworzywa sztucznego. Dla mnie ogromnym plusem tej etrażerki jest to, że jest rozkładana na części – można podzielić ją na 3 oddzielne półmiski. Dzięki temu można serwować na niej duże ilości słodkości, używając złożonej etrażerki, albo podać mniejsze porcje na poszczególnych półmiskach. Etrażerka jest nowoczesna i stylowa, a równocześnie na tyle nieformalna, że z powodzeniem można korzystać z niej na co dzień, nie tylko na specjalne okazje. Bardzo polecam!

Świąteczne kopytka-gwiazdki z makiem

Kto powiedział, że nawet zwykłe kopytka nie mogą zostać przekształcone w świąteczne danie? Wystarczy dodać do nich odrobinę maku i zamiast klasycznych podłużnych klusek wycinać z ciasta nieduże gwiazdki. Kopytka w takiej formie nie tylko ładnie i oryginalnie wyglądają, ale także bardzo dobrze smakują. Moim zdaniem mak i ziemniaki tworzą bardzo zgrany duet (polecam Wam kiedyś spróbować puree ziemniaczanego z makiem!), a nieduży rozmiar kluseczek sprawia, że smakuja jeszcze lepiej niż ich popularny, nieco większy odpowiednik. Tak podane kopytka na pewno zdobędą serce małych niejadków, ale spodobają się także dorosłym. Myślę, że jeśli pojawią się na Waszym wigilijnym albo świątecznym stole, to z pewnością wywołają uśmiech na niejednej twarzy.
 
Na zdjęciu powyżej widać moją propozycję podania kopytek-gwiazdek z makiem. Kluseczki zaserwowałam w towarzystwie świątecznej kapusty z grochem, z lekką okrasą z bułki tartej podsmażanej na maśle. Smakowało pysznie! Myślę, że z powodzeniem możecie podać je w taki sposób jako dodatek do świątecznego obiadu albo niecodzienną potrawę wigilijną. Możecie także, tak jak ja, zrobić je już niebawem, powoli wprowadzając siebie i rodzinę w przyjemny, pachnący grzybami i smakujący makiem świąteczny nastrój.  



Składniki:
1 kg mączystych ziemniaków
1 łyżeczka soli
1/2 szklanki mąki + drugie tyle do podsypywania*
4 łyżki maku
 
*ilość mąki, którą trzeba dodać w dużej mierze zależy od ziemniaków. Jeśli ziemniaki będą wodniste, trzeba będzie dodać do nich znacznie więcej mąki
Ziemniaki obrać, pokroić w ćwiartki i ugotować do miękkości w wodzie z dodatkiem 1 łyżeczki soli. Z garnka wylać wodę, zostawiając w środku ziemniaki i postawić go na rozgrzanym palniku na kilka minut, uważając żeby ziemniaki się nie przypaliły. Dzięki temu odparuje z nich nadmiar wody i będą bardziej suche. Odparowane ziemniaki dobrze ostudzić, a następnie utłuc tłuczkiem na gładką masę. Ziemniaki można także przecisnąć przez praskę. Do utłuczonych ziemniaków dodać mąkę i mak i wyrobić gładkie ciasto. Ciasto przełożyć na stolnicę wysypaną mąką. Podzielić ciasto na 2 części i każdą z nich rozwałkować na grubość około 0,5 cm. Z rozwałkowanego ciasta wykrawać gwiazdki albo inne kształty. Można także zrobić z ciasta kopytka – wtedy należy uformowac z ciasta cienki wałek i odkrawać z niego nieduże, lekko ukośne kluseczki.
Kluski wrzucać na lekko osolony wrzątek. Gotować przez 1-2 minuty, do momentu, gdy wypłyną na powierzchnię.
Podawać z sosami mięsnymi, kapustą wigilijna z grochem, bigosem albo innymi ulubionymi dodatkami. Dobrze smakują okraszone jedynie bułką tartą. Jeśli nie zjecie wszystkich zaraz po przygotowaniu, następnego dnia polecam Wam odsmażyć je na maśle, aż będa złociste i lekko chrupiące.
Smacznego!
 

Wigilijna kapusta z grochem

 U mnie w domu podczas Wigilii zawsze jadało się kapustę z grochem, którą przyrządzała moja babcia. Co ciekawe, babcia dodawała do niej puree ziemniaczane,przez które danie nabierało konsystencji paciai i przymulajacego smaku. Smaczną czy nie, kapustę zjeść  było trzeba. Nikt nie chciał urazić babci i wszyscy starali się wyczyścić zawartość miseczek, ale równocześnie nikt nie podjął wyzwania i nie zdecydował się przyrządzić smaczniejszej wersji tego dania. Do czasu. Gdy na dobre pochłonęło mnie gotowanie, postanowiłam zrobić kapustę z grochem po swojemu, wyrzucając z listy składników utłuczone ziemniaki i dodając całą gamę przypraw, które nie tylko nadają daniu głębokiego, ciekawego smaku, ale także sprawiają, że to niezbyt lekkostrawne danie staje się nieco bardziej przystępne dla naszych zmęczonych świątecznym obżarstwem brzuchów. Moja kapusta posmakowała wszystkim i przyrządzam ją nie tylko na Wigilię. Taka kapusta to świetny dodatek do wszelkiego rodzaju pieczonych mięs albo pyz/pierogów z mięsem. Ja jednak najbardziej lubię jeść ją samą z kromką dobrego chleba na zakwasie.

Składniki
przepis własny,  inspiracja
 
1 kg kapusty kiszonej
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
250 g świeżych grzybów leśnych albo pieczarek
5 kapeluszy suszonych grzybów
2 łyżki masła
1 łyżeczka nasion kuminu
1/2 łyżeczki kolendry
1/2 łyżeczki suszonego chilli
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/2 łyżeczki mielonego kminku
1/3 łyżeczki mielonego pieprzu
1 liść laurowy
3 ziela angielskie
2 łyżeczki suszonego majeranku
3 łyżki oleju

1 łyżka miodu
3-4 szklanki wody
cały ugotowany groch

Groch:
1 szklanka grochu
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka nasion kuminu


1 łyżeczka soli
1 liść laurowy
1 ziele angielskie

Groch zalać wodą i odstawić na całą noc. Następnego dnia wylać starą wodę i zalać nową – taką ilością, żeby przykryła groch. Do wody dodać kurkumę, kumin, sól, liść laurowy i ziele angielskie. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować na średnim ogniu, aż groch będzie miękki. W razie potrzeby podlać większą ilością wody.

W moździerzu utrzeć ze sobą przyprawy – kumin, kminek, słodką paprykę, chilli, kolendrę, sól, pieprz i majeranek. Suszone grzyby zalać wrzątkiem i odstawić do namoczenia na 20 minut. Namoczone grzyby pokroić w cienkie paseczki. Nie wylewać wody pozostałej po namoczeniu grzybów. Kapustę pokroić na mniejsze kawałki. Grzyby leśne/pieczarki pokroić w plasterki. Cebulę i czosnek pokroić w drobną kostkę. W rozgrzanym, głębokim rondlu roztopić masło. Dodać pokrojone grzyby i podsmażać, aż woda z grzybów lekko odparuje. Dodać cebulę i czosnek. Podsmażać na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli i lekko zmięknie, uważając, żeby się zbytnio nie zarumieniła. Dodać 3 łyżki oleju, kapustę, suszone grzyby, miód i przyprawy utarte w moździerzu. Podsmażać przez 5 minut, a następnie zalać kapustę wodą z grzybów i 1 szklanką wody. Dodać ziele angielskie i liść laurowy. Dusić na małym ogniu, aż kapusta zmięknie, co jakiś czas, stopniowo podlewając ją niewielką ilością pozostałej wodą (2 szklankami). Kiedy kapusta będzie miękka, dodać groch. Wymieszać i dusić razem przez jeszcze 15 minut. W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem. Podawać na ciepło. Kapusta nadaje się do mrożenia.

Smacznego!

Sernik straciatella z mandarynkami

Niedawno podzieliłam się z Wami przepisem na sernik Davida Lebovitza, który bardzo Wam polecałam, zachwalając zarówno jego smak, jak i konsystencję. Dzisiaj mam dla Was świątęczną, zmodyfikowaną wersję tego przepisu z dodatkiem skórki otartej z mandarynek, musu mandarynkowego, miodu, gorzkiej czekolady i cynamonu. Podczas pieczenia z piekarnika unosi się przepiękny zapach, który z pewnością przypomni Wam o tym, że święta już tuż, tuż… Smak sernika jest subtelny, z delikatną nutą cytrusową i aromatem cynamonu. Jedząc sernik, w środku napotkacie na miłą niespodziankę w postaci drobinek gorzkiej czekolady. Lekko kwaskowaty mus na wierzchu ciasta doskonale przełamuje słodycz masy serowej. 
Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć sernika – robiłam go na szybko, dzień przed wyjazdem zagranicę, a sami wiecie jak to jest ze światłem jesienną i zimową porą… 🙂 

Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm

Spód:
150 g ciastek digestive
60 g roztopionego masła
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

Masa serowa:
500 g mielonego twarogu do sernika
150 g serka Philadelphia
150 ml gęstego jogurtu naturalnego, polecam grecki
4 jajka
1/3 szklanki cukru
4 łyżki miodu
skórka otarta z  1 mandarynki
1 łyżka esencji waniliowej
1 łyżka mąki pszennej
1/2 łyżeczki cynamonu
60 g posiekanej gorzkiej czekolady

Mus mandarynkowy:
miąższ z 4 dużych mandarynek albo 6 małych
3 łyżki cukru
1/4 szklanki wody
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Przygotowanie musu: Mandarynki obrać ze skóry i wyjąć miąższ z błon. Umieścić w rondelku, zasypać cukrem i zalać wodą. Zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu przez około 10 minut. Dodać mąkę ziemniaczaną, dokładnie wymieszać, żeby nie zrobiły się grudki. Pogotować jeszcze 3 minuty. Zdjąć z palnika i ostudzić.

Przygotowanie spodu: Ciasteczka zmielić w blenderze i wymieszać z roztopionym masłem oraz cynamonem. Masą ciasteczkową wylepić dno tortownicy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C* na 8 minut. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić.

Przygotowanie masy serowej: Piekarnik nagrzać do 260C*.
Twarog ubić z cukrem, miksując, aż cukier się całkowicie rozpuści. Dodawać kolejno po jednym jajku, ciągle miksując. Dodać esencję waniliową, miód, skórkę otartą z mandarynki, 3 łyżki musu mandarynkowego, posiekaną czekoladą i mąkę pszenną. Zmiksować tylko do połączenia się składników, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy. Na koniec za pomocą łyżki wmieszać jogurt.
Masę przełożyć do tortownicy, wyrównać. Na wierzchu zrobić kleksy z musu mandarynkowego. Przykryć wierzch folią aluminiową, żeby sernik zbytnio się nie zarumienił. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 260C* i piec przez 12 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 100C* i piec kolejne 40 minut. Gotowy sernik powinien być ścięty na bokach, ale wciąż lekko galaretkowaty na środku. Upieczony sernik wyjąć z piekarnika, ostudzić do temperatury pokojowej, a następnie schłodzić w lodówce przez całą noc.
Przed podaniem polecam posypać sernik małymi kawałkami domowej kandyzowanej skórki pomarańczowej. Mozna podać go, tak jak ja, z kleksem ubitej kwasnej śmietany z cynamonową nutą. Pasować będą także świeże owoce (np. maliny, truskawki, orówki), sos owocowy albo sos czekoladowy.

*wszystkie temperatury podane są dla piekarnikow bez termoobiegu, na opcji grzania „góra-dół”. Jeśli używacie termoobiegu, obniżcie temperaturę o 15-20C

Smacznego!.

Makowiec na biszkopcie z kremem sernikowym

Aż trudno uwierzyć, że już nadszedł początek grudnia. Jeszcze niedawno wygrzewałam się na słońcu, pijąc poranną kawę na tarasie, a teraz rankiem z trudem wstaję z łóżka ze smutkiem zerkając na szaroburą aurę. Pociesza mnie tylko to, że święta zbliżają się małymi kroczkami! A Boże Narodzenie to zdecydowanie moje ulubione święta w roku, także pod względem kulinarnym. Przygotowanie potraw bożonarodzeniowych daje ogromne pole do popisu dla naszej kreatywności. W końcu nie sztuką jest co roku podawać dokładnie te same dania i ciasta. Mimo, że na naszym wigilijnym i świątecznym stole pojawiają się pewne stałe, niezmienne od lat pozycje (np, pierogi z kapustą i grzybami), zawsze staram się wymyślić coś nowego, wnoszącego powiew orzeźwiającej smakowitości. Nie ukrywam, że najbardziej lubię eksperymentować z ciastami i ich przygotowania zawsze zaczynam już  pod koniec listopada. Żaden z domowników nie ma nic przeciwko, bo wszyscy lubimy ciasta z makiem, bakaliami, serem, marcepanem, pomarańczami i innymi składnikami, które nieodzownie kojarzą się ze świętami. 
Dzisiaj mam dla Was przepis na ciasto, które na pewno pojawi się na naszym tegorocznym wigilijnym stole – makowiec na biszkopcie z kremem sernikowo-jogurtowym z białą czekoladą. Delikatny i puszysty biszkopt jest przykryty pyszną masą makową, pełną bakalii – suszonej żurawiny i śliwek, rodzynek, wiórek kokosowych, skórki pomarańczowej, orzechów włoskich. Niby nic takiego, bo przepis na makowiec na biszkopcie krąży w sieci  i jest dość dobrze znany. Z jednym wyjątkiem – swoje ciasto dodatkowo wzbogaciłam lekkim kremem jogurtowo-sernikowym z dodatkiem białej czekolady, który podnosi to proste ciasto do zupełnie innej rangi. Inspiracją był tradycyjny seromakowiec (przepis tutaj), który chciałam zamienić na coś lżejszego, bardziej kremowego i eleganckiego (i dla wielu o wiele smaczniejezego!). Eksperyment uważam za niezwykle udany, a ciasto zniknęło z patery w jeden dzień. Oczywiście w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach 😉
Tym ciastem rozpoczynam serię przepisów świątecznych, które będą pojawiały się na blogu przez cały grudzień. Mam nadzieję, że się Wam przydadzą, gdy będziecie myśleć nad skomponowaniem własnego menu świątecznego 🙂 
Składniki na tortownicę o średnicy 23 cm albo blachę o boku 20 cm
przepis własny

Warstwa makowa:
350 g suchego mielonego maku*
2 jajka
80 g miękkiego masła
8 łyżek cukru
1/2 szklanki miodu
50 g rodzynek
50 g suszonej żurawiny
4 suszone śliwki, pokrojone na małe kawałki
4 łyżki wiórków kokosowych
50 g posiekanych orzechów włoskich
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej
2 łyżki kaszy manny
opcjonalnie: 1 łyżka naturalnego ekstraktu migdałowego albo pomarańczowego

Biszkopt:
2 jajka
1/3 szklanki cukru
1/3 szklanki mąki pszennej
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej

Krem sernikowo-jogurtowy:
100 g zmielonego twarogu do sernika
100 g jogurtu naturalnego
100 g białej czekolady

Dodatkowo:
kandyzowana skórka pomarańczowa do posypania

*jeśli takiego nie znajdziecie, to będziecie musieli dwukrotnie zemleć mak po namoczeniu. Kupno zmielonego suchego maku znacznie ułatwia proces przygotowania ciasta
Przygotowanie masy makowej: Mak zalać wodą wymieszaną z mlekiem w proporcjach 1:1. Odstawić do namoczenia na 4-5 h, a najlepiej na całą noc. Po namoczeniu dobrze odsączyć z nadmiaru płynu. 
Masło utrzeć z cukrem do białości, a następnie dodawać po jednym żółtku, ciągle miksując.  Dodawać partiami namoczony mak. Dodać miód, próbując czy masa jest wystarczająco słodka. Wmieszać bakalie i ekstrakt.
Białka ubić na sztywną pianę i bardzo delikatnie wymieszać z masą makową.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Delikatnie przełożyć do niej masę makową i dobrze wyrównać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175C. Piec przez 35 minut.
Przygotowanie biszkoptu: Mąki przesiać. Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania stopniowo dodając cukier. Następnie dodawać po jednym żółtku. Na koniec delikatnie wmieszać mąkę, najlepiej przy pomocy łyżki albo rózgi.
Ciasto wylać na gorącą, upieczoną masę makową. Wyrównać. Wstawić do piekarnika i piec przez około 20 minut, do tzw. „suchego patyczka”.
Kiedy ciasto wystygnie delikatnie podnieść papier do pieczenia wraz z ciastem i wyjąć z formy. Ciasto nakryć dużą tacką/talerzem i odwrócić do góry nogami, tak żeby biszkopt był na dole, a masa makowa na górze. Delikatnie odkleić papier do pieczenia.
Przygotowanie kremu: Białą czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i lekko przestudzić. Za pomocą łyżki wymieszać z jogurtem i twarogiem – nie polecam miksowania kremu, bo może się upłynnić. Krem rozsmarować na ostudzonym cieście. Posypać kandyzowaną skórką pomarańczową. Wstawić do lodówki na 2 h, żeby masa lekko stężała. Następnie wyjąć ciasto z lodówki, bo najlepiej smakuje w temperaturze pokojowej. Gdy krem raz się zsiądzie, to jeśli nie jest zbyt ciepło, nie upłynni się.
Smacznego!

Ser koryciński – zrób to sam!

Zbliżają się święta, a to doskonała okazja by zaskoczyć rodzinę i gości i poczęstować ich wspaniałym serem korycińskim własnego wyrobu. Bardzo żałuję, że w dzisiejszych czasach tak mało osób decyduje się na samodzielne robienie sera. Być może jest to spowodowane tym, że co raz trudniej kupić mleko „prosto od krowy” z pewnego źródła, a jak wiadomo, bez dobrego mleka, nie będzie dobrego sera. Poza tym z moich obserwacji wynika, że w Polsce „kultura serowa” jest bardzo słabo rozwinięta i tak naprawdę wiedza większości populacji na temat rodzimych serów jest znikoma. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że w Polsce na często niewielką, lokalną skalę produkowane są naprawdę pyszne „sery zagrodowe”, które mogłyby śmiało konkurować z zagranicznymi produktami, które tak chętnie kupujemy w sklepach.

Wbrew pozorom zrobienie sera w domowym zaciszu wcale nie jest trudne. Jest jednak dość czasochłonne i wymaga sporej dozy cierpliwości, która przydaje się np. przy częstym odwracaniu sera, odciekającego na durszlaku z nadmiaru serwatki. Wyrób sera wymaga także pewnej wprawy i wyczucia. Tak naprawdę wiele czynności należy wykonywać intuicyjnie, np. decydując kiedy skrzep osiągnął właściwą konsystencję by go pokroić na kawałki. Jednakże zapewniam Was, że warto się trochę namęczyć, bo efekt wynagrodzi Wam wszystkie trudy. Domowy ser jest nie tylko niesamowicie smaczny, ale również zdrowy. Robiąc ser samemu mamy pewność, że wszystkie składniki są 100% naturalne i najwyższej jakości. Poza tym ser zrobiony własnoręcznie smakuje o niebo lepiej od sklepowego. Warto również wspomnieć, że domowy ser koryciński jest dużo tańszy od kupnego – cena kupnego sera korycińskiego dobrej jakości to około 49 zł/kg, a mój wyniósł mnie około 25 zł/kg.

Dodatkową zaletą i efektem ubocznym produkcji sera jest otrzymanie dużych ilości serwatki, która jest bardzo zdrowa i niskokaloryczna. Jest bogata w proteiny (np. albuminy), witaminy (np. grupę B i biotynę/witaminę H) oraz składniki mineralne (np. fosfor i wapń). Podobno ma dobroczynny efekt na trawienie, pobudzając perystaltykę jelit. Jeśli więc zdecydujecie się na produkcję domowego sera, nie wylewajcie serwatki! Zlejcie ją do butelek i przechowujcie w lodówce. Ja piję ją rano na czczo. Poza tym serwatka świetnie sprawdzi się także w przyrządzaniu wielu potraw. Polecam Wam zrobienie żurku albo chleba z jej dodatkiem.

Składniki na jeden ser o wadze około 1,3-1,5 kg
(inspiracja z wielu źródeł, np. Ziołowego Zakątka i Olgi Smile, na podstawie własnych doświadczeń i prób)
10 l tłustego mleka niepasteryzowanego*
mała fiolka podpuszczki (1 g)**
200 ml kefiru z żywymi kulturami bakterii***

Dodatkowo:
ulubione zioła lub przyprawy (np. czosnek, bazylia, czarnuszka)
duża gaza/pielucha/prześcieradło
durszlak
termometr
6-8 łyżek soli

*o mleko popytajcie na lokalnych targowiskach. Jeśli mieszkacie w Łodzi albo okolicach, to napiszcie maila, a ja chętnie dam Wam namiary na dobre źródło

**podpuszczkę można kupić na Allegro za naprawdę nieduże pieniądze

***radzę Wam bardzo uważać podczas zakupu kefiru. Ważne, żeby kefir był dobrej jakości bez sztucznych dodatków takich jak żelatyna albo mleko w proszku. Zdziwicie się jak wiele produktów je zawiera… Możecie użyć także zsiadłego mleka, jogurtu naturalnego z kulturami bakterii albo maślanki

Przygotowanie sera: Mleko wlać do dużego garnka z grubym dnem, podgrzać do temperatury 38C i zdjąć z ognia. Najlepiej podgrzewać je powoli, na małym ogniu. Odlać kilka łyżek ciepłego mleka i rozpuścić w nim podpuszczkę (uwaga: podpuszczka sama w sobie jest szkodliwa dla zdrowia i nie należy jej próbować!). Do ciepłego mleka dodać podpuszczkę i kefir. Wymieszać. Przykryć garnek pokrywką i odstawić na bok na 30 minut. W międzyczasie nie należy odkrywać garnka. Po tym czasie z mleka powinien uformować się skrzep – gęsta, galaretkowata substancja. Skrzep pokroić na małe kwadraty (o boku około 1 cm) używając specjalnego przyrządu serowarskiego albo ostrego noża. Jeśli chcecie dodać do sera jakieś dodatki, np. zioła albo przyprawy, dodajcie je teraz. Zostawić ser na kolejne 30 minut, żeby serwatka dobrze oddzieliła się od skrzepu.

Durszlak wyłożyć gazą/pieluchą/prześcieradłem i umieścić nad miską/garnkiem, do którego będzie odciekał nadmiar serwatki. Do durszlaka partiami przekładać skrzep, delikatnie odciskając go rękoma, tak żeby oddzielił się od niego nadmiar serwatki. Polecam od czasu do czasu mocniej odcisnąć ser, zaciskając gazę/prześcieradło, bo w innym wypadku proces przekładania sera potrwa bardzo dużo czasu. Należy jednak uważać, żeby zbyt mocno nie odcisnąć sera, bo będzie suchy. Przekładając ser do durszlaka, starajcie się lekko go dociskać, tak żeby miał ładny kształt. Ser odciskany z nadmiaru serwatki na tym etapie powinien mieć konsystencję nieco przypominającą popularny serek wiejski. Gdy cały skrzep znajdzie się w durszlaku, zostawcie ser do odcieknięcia na około godzinę. Po tym czasie przykryjcie durszlak talerzykiem, delikatnie odwróćcie ser na drugą stronę, zdejmijcie gazę i przełóżcie ser z powrotem do durszlaka. Czynność powtarzajcie co 2-3h. Dzięki temu ser będzie miał ładny kształt i będzie równomiernie odciekał z serwatki. Całość procesu odciekania powinna trwać około 24h.

Po 24h włożyć ser do kąpieli solankowej (należy rozpuścić około 6-8 łyżek soli w takiej ilości wody, żeby przykryła ser). Żeby ser nie wypłynął na powierzchnię, należy go przykryć talerzykiem i docisnąć ciężkim przedmiotem, np, kamieniem albo moździerzem. Trzymać ser w solance przez 4h. Po tym czasie wyjąć ser i dokładnie go osuszyć za pomocą ręczników papierowych. Spożywać od razu albo odstawić w chłodne, ciemne miejsce do dojrzewania na 2-3 tygodnie.

Smacznego!

Burgery z łososia z ostrą salsą z awokado i bułeczkami koperkowymi

Lubicie domowe burgery? Ja mimo, że nie znoszę jeść w znanej jadłodajni pod złotymi łukami, uwielbiam domowy fast food, który w takim wydaniu tak naprawdę staje się slow foodem. Przetestowałam już mnóstwo przepisów na burgery, używając do nich wszelkiego rodzaju mięs, ryb i warzyw – wołowiny, wieprzowiny, jagnięciny, kurczaka, indyka, łososia, makreli, dorsza, fasoli, ciecierzycy… Bardzo się od siebie różniły i każdy z nich wymagał podania z zupełnie innymi dodatkami. Dzisiaj podzielę się z Wami przepisem na swój ulubiony fast food ostatnich miesięcy – burgery z łososia z pikantną salsą z awokado, pomidorków koktajlowych i papryczek jalapenos, podane z roszponką i sosem majonezowo-jogurtowym z limonką, zamknięte w domowych bułkach koperkowych.
Burgery są naprawdę przepyszne. Kotlety są zrobione jedynie z mięsa łososia, doprawionego kilkoma przyprawami, bez zbędnych dodatków, które mogłyby przyćmić to co jest w nich najważniejsze – smak dobrej ryby. Jeśli ich zbytnio nie przesmażycie, burgery będą soczyste i delikatne w środku. Pazura daniu dodaje pikantna salsa z awokado, a całości dopełnia sos majonezowo-jogurtowy z limonką. Całość nie smakowałaby tak dobrze, gdybym nie zrobiła domowych bułek. Nikogo chyba nie muszę przekonywać o wyższości domowego pieczywa nad tym co proponuje większość piekarni… 🙂 Tym razem zdecydowałam się na bułki koperkowe, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Bułeczki wyszły miękkie i puszyste. Są tak dobre, że często pojawiają się u mnie w domu nie tylko jako dodatek do burgerów.
Takie burgery to dobra propozycja dla osób dbających o linię i zdrowe odżywianie. Burgery są smażone na patelni grillowej bez tłuszczu, a mięso łososia jest bogate w drogocenne kwasy tłuszczowe. Salsa również składa się ze zdrowych składników, a większą część sosu stanowi jogurt naturalny. Jeśli chcecie, możecie nawet całkowicie zrezygnować z dodatku majonezu do sosu. Oczywiście ważnym elementem burgera są bułki, które nie należą do mało kalorycznych, ale myślę, że takie robione samodzielnie w domu  na pewno nikomu nie zaszkodzą. Bułki koperkowe można zamienić na pieczywo pełnoziarniste, chociaż moim zdaniem koperek bardzo dużo wnosi do smaku burgerów. 
Bardzo polecam!
Przepis dodaję do akcji „Łosoś norweski na jesienno-zimową rozgrzewkę” w kategorii wagowej  300 g
Składniki na 4 duże bułki koperkowe*
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1/2 szklanki letniego mleka 
2 łyżki masła
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
1 małe jajko
4 łyżki drobno posiekanego koperku

Na wierzch:
4 łyżki mleka
sezam
Drożdże zasypać cukrem i zalać kilkoma łyżkami letniego mleka. Dokładnie wymieszać i odstawić rozczyn do wyrośnięcia na 15 minut. 
Mleko i masło umieścić w rondelku. Podgrzewać, aż masło się rozpuści. Jeśli mleko będzie zbyt ciepłe, odstawić do lekkiego przestudzenie – powinno być letnie. 
Mąkę przesiać i dodać do niej rozczyn z drożdży. Wymieszać. Dodać mleko z masłem, sól, jajko i koperek. Wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przykryć lnianą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości na około 1,5 h. Po tym czasie ponownie wyrobić ciasto i podzielić je na 4 części. Z każdej części uformować okrągłą bułeczkę. Bułki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i delikatnie rozpłaszczyć dłonią. Przykryć ściereczką i odstawić do napuszenia na 20 minut.
Przed pieczeniem posmarować bułki mlekiem i posypać sezamem. Piec w temperaturze 180C przez około 20 minut, aż bułki lekko się zarumienią i nie będę surowe w środku. Studzić na kratce.
*Do przygotowania burgerów potrzebujemy tylko 4 bułek, ale ja polecam Wam od razu podwoić albo nawet potroić ilość składników i upiec więcej bułek – możecie je zamrozić i wykorzystać przy okazji ponownego robienia burgerów albo po prostu zjeść, bo są naprawdę pyszne 🙂
Składniki na 4 burgery z łososia:
300 g surowego filetu z łososia norweskiego
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
Filety obrać ze skóry i zmielić na gładka masę w blenderze/malakserze. Doprawić do smaku solą, pieprzem i kuminem. Masę podzielić na 4 części. Z każdej z nich uformować płaski, okrągły burger. Wstawić do lodówki na minimum 30 minut, żeby masa lekko stężała. Burgery smażyć bez tłuszczu na patelni grillowej po 2 minuty z każdej strony – ważne jest, żeby za bardzo ich nie przesmażyć i nie przesuszyć.
Składniki na pikantną salsę z awokado:
1 małe awokado
6 pomidorów koktajlowych
1 duży ząbek czosnku
sok z 1/2 limonki
5 plasterków marynowanych papryczek jalapenos
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
Awokado przekroić na pół, wyjąć z niego pestkę, a następnie obrać je ze skóry i pokroić w niedużą kostkę. Zalać sokiem z awokado. Do awokado dodać bardzo drobno posiekany czosnek oraz pomidory i papryczki jalapenos pokrojone na małe kawałki. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Odstawić na bok (w temperaturze pokojowej) na 2-3h, żeby smaki się przegryzły.
Sos majonezowo-jogurtowy z limonką:
100 g gęstego jogurtu naturalnego, np. greckiego
2 łyżki majonezu
sok z 1/2 limonki
1 łyżeczka skórki otartej z limonki
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
sól do smaku
Wszystkie składniki wymieszać i odstawić do lodówki na minimum godzinę, żeby smaki się przegryzły.
Dodatkowo:
4 garści roszponki

Złożenie burgerów:
Bułki koperkowe przekroić na pół i lekko podsmażyć na patelni grillowej – przez  około 1-2 minuty, żeby były lekko chrupiące, ale równocześnie zbytnio się nie zarumieniły. Na połówkach bułek ułożyć po garści roszponki. Polać sosem majonezowo-jogurtowym. Na wierzchu ułożyć burgery z łososia i salsę z awokado. Przykryć drugą częścią bułki. Podawać od razu. 
Smacznego!

Mus czekoladowy z warstwą sernikową

Lubie robic skomplikowane ciasta i desery, ale czasami mam ochote na cos szybkiego i wzglednie prostego, co zaspokoi moja ochote na slodycze, ale przygotowanie czego nie zajmie mi wiecej niz kilkanascie minut. Wtedy zazwyczaj siegam po moje ulubione tiramisu, domowy budyn albo mus czekoladowy.

Przepisow na ten ostatni jest juz na blogu kilka, kazdy z nich jest nieco inny i niekiedy wystepuje jako element innego deseru:

Dzisiaj podziele sie z Wami kolejnym pomyslem na mus czekoladowy, tym razem w polaczeniu z kremem sernikowym z biala czekolada. Delikatny i puszysty mus o intensywnym smaku gorzkiej czekolady swietnie kontrastuje z ciezka, kremowa i slodka warstwa sernikowa. Krem sernikowy swoja konsystencje i smak w duzej mierze zawdziecza dodatkowi serka Philadelphia, wiec radzilabym nie wymieniac go na zaden inny. W samym srodku deseru kryje sie mala niespodzianka – odrobina konfitury owocowej (u mnie wisniowej). Latem mozna dodac do deseru swieze maliny, wisnie, porzeczki, jagody albo truskawki.
Deser robi sie szybko, a efekt jest naprawde smaczny. Jest na tyle elegancki, ze z powodzeniem mozna go podac gosciom na zakonczenie dobrej kolacji (albo tak jak ja zjesc go w pizamie na kanapie ;))
Skladniki na 4 duze albo 6 mniejszych porcji

Mus czekoladowy:
120 g gorzkiej czekolady o 70% zawartosci kakao + do oproszenia
3 jajka, bialka i zoltka osobno
2 lyzki cukru pudru
3 lyzki mocnego espresso
200 ml smietanki kremowki
Krem sernikowy:
250 g kremowego serka Philadelphia
100 g bialej czekolady
Dodatkowo:
6 lyzek konfitury truskawkowej/wisniowej/malinowej
Przygotowanie musu: Czekolade roztopic w kapieli wodnej. Zoltka ubic do bialosci wraz z cukrem pudrem, a nastepnie dodac do nich czekolade, zmiksowac. Bita smietane ubic na sztywno. Polowe smietany i espresso zmiksowac wraz z masa zoltkowo-czekoladowa, a nastepnie bardzo delikatnie wmieszac do powstalej masy reszte smietany, najlepiej przy pomocy lyzki. Bialka ubic na sztywno i bardzo delikatnie wymieszac z reszta masy.

Przygotowanie kremu sernikowego: Biala czekolade rozpuscic w kapieli wodnej i zmiksowac z serkiem na gladka mase.

Przygotowanie deseru: Na dno szklanek/pucharkow wylozyc krem sernikowy. Na kremie delikatnie rozsmarowac konfiture i przykryc go musem czekoladowym. Wierzch udekorowac starta gorzka czekolada. Schlodzic w lodowce przez minimum 2-3h, a najlepiej przez cala noc.
Smacznego!

Sernik Davida Lebovitza i "Słodkie życie w Paryżu"

Jako, że jestem ogromną fanką wszelkiego rodzaju serników, na blogu pojawiła się już cała masa ró żnych przepisów na to ciasto. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy i smaczny. Dzisiaj mam dla Was przepis na sernik, który ujął mnie swoja prostotą i niesamowicie kremową, wręcz mazistą konsystencją. Przepis, lekko zmodyfikowany przeze mnie, jest autorstwa Davida Lebovitza, którego bardzo cenię i którego blogowe rozwazania czytam z wielką przyjemnością. Sernik jest bardzo delikatny w smaku, z subtelną nutą cytrynową i waniliową. Sekretem jego konsystencji jest temperatura pieczenia – zaczynamy od aż 260C i po 12 minutach obniżamy ją do 100C, piekąc kolejne 40 minut. Ciasto jest bardzo maziste i przypomina serniki z dodatkiem kremowego serka Philadelphia albo mascarpone. Jest jednak o wiele lepsze w smaku. Dzięki temu, że jest zrobione z mielonego twarogu, jest pozbawione lekkiej słoności, charakterystycznej dla wypieków z kremowego serka. Dla mnie bomba. Na pewno będę wracać do tego przepisu. Ba, zdradzę Wam, że już nawet przygotowałam świąteczną wersję tego sernika, która pojawi się na blogu w grudniu 🙂

Swój sernik posypałam domową kandyzowaną skórką pomarańczową i podalam go z kleksem ubitej kwaśnej śmietany z odrobiną cynamonu. Ubita kwaśna śmietana to moje odkrycie ostatnich tygodni – jest nieco lżejsza od kremówki i delikatnie kwaskowata. Sernik możecie podac także z sosem czekoladowym albo w towarzystwie świeżych owoców.

Jeśli lubicie serniki, to polecam Wam także te przepisy:

 

Przepis na ten sernik znalazłam w ksiażce „Słodkie życie w Paryżu” Davida Lebovitza, którą możecie kupić w księgarni internetowej Gandalf. Jak już wielokrotnie wspominałam, uwielbiam kupować książki kucharskie, a potem wieczorem przeglądać je, patrząc na zdjęcia i szybko skanując wzrokiem przepisy, szukając inspiracji do przygotowania co raz to nowych dań. „Słodkie życie w Paryżu” jest zdecydowanie jedną z najlepszych książek o tematyce kulinarnej, jakie w ostatnim czasie wpadły w moje ręce. Szczerze Wam ją polecam, zarówno dla siebie samych, jak i na prezent na zbliżające się małymi krokami święta. 

Informacja od wydawcy:
„Julia Child w Paryżu znalazła się przypadkiem i tam pokochała kuchnię francuską. David Lebovitz pokochał kuchnię francuską i dla niej przeprowadział się do Paryża!
Przeżyj wspaniałą kulinarną podróż po zakątkach stolicy Francji ze światowej sławy cukiernikiem!
Dzięki „Słodkiemu życiu w Paryżu
skosztujesz nie tylko smaku francuskich rarytasów, ale zaznasz także smaczków paryskiego życia.
Malownicze uliczki, zapach świeżego pieczywa unoszący się w powietrzu, spacery wzdłuż Sekwany, przepyszne wino i ciekawi ludzie. Miasto Świateł. Paryż!
David Lebovitz
zabiera nas w magiczną podróż. Zanurz się w niesamowity klimat Paryża, przyrządź smakowite ciasto absyntowe, które przyprawi cię o zawrót głowy. Oczaruj znajomych i rodzinę przepysznym duszonym indykiem w winie beaujolais nouveau ze śliwkami. Dowiedz się, jak stać się prawdziwym paryżaninem i dlaczego lepiej przebrać się w eleganckie ubrania, aby wynieść śmieci.
David zdradzi nam w książce 50 wspaniałych przepisów i szepnie co nieco o paryskim życiu.”

Jak widzicie, książka jest nie tylko pełna przepisów na smakowite potrawy, zarowno słodkie, jak i wytrawne, ale także zabawnych anegdot i opowieści o życiu w Paryżu, tamtejszych kulinarnych trendach i zwyczajach oraz mentalności Francuzów. Jest napisana w takiej formie, że każdy rozdział, w którym autor prezentuje nowy „smaczek” z życia Paryża i jego mieszkańcow, jest także okraszony przepisami, które są przysłowiową „kropką nad i”, doskonale ilustrującą to, co David Lebovitz ma do powiedzenia na dany temat.

Jedną z moich ulubionych opowieści jest ta, w której David zamierza wynieść śmieci do kontenera, znajdującego się dosłownie kilka kroków od windy, i w tym celu przebiera się w elegnackie, świeżo wyprasowane ubrania. Jak pisze: „Boże uchowaj, żebym spotkał któregoś z sąsiadów  ubrany w najgorsze domowe ciuchy. Wtedy właśnie, mes ami, moi drodzy, dotarło do mnie, że stałem się Paryżaninem”. Nic dodać, nic ująć 🙂 Rozbawił mnie także rozdział o tym, co David myśli o nowoczesnej kuchni molekularnej, pianach udających sosy, kwadratowych talerzach i wzorach z redukcji balsamicznej. Więcej Wam nie zdradzę – przeczytajcie sami! 🙂

W książce znajdziecie także wiele praktycznych informacji, które mogą się Wam przydać w trakcie wizyty w Paryżu. Dowiecie się, gdzie znajdują się ulubione sklepy Davida, w których zaopatruje się w świeże produkty, gdzie kupić najlepsze ręcznie robione czekoladki, czy jak zabrać się do konsumpcji tradycyjnej deski serów. Autor ostrzega też czytelników przed paryską biurokracją, niegrzecznym zachowaniem Paryżan (np. wpychaniem się do kolejki w sklepie), problemach z wydawaniem reszty w bankach i szalonymi kierowcami autobusów.

„Słodkie życie w Paryżu” polecam wszystkim tym, którzy lubią czytać o jedzeniu, bo właśnie ono, mimo, że z pozoru mogłoby się wydawać inaczej, jest wspólnym mianownikiem łączacym wszystkie opowieści Davida Lebovitza. Ksiażkę warto także kupić ze wzgledu na przepisy, które są dokładnie takie, jakich można się było spodziewać, śledząc blog Davidadopracowane, proste i całkowicie bezproblemowe, ale prawie zawsze dające pyszne rezultaty. Brownies z dulce de leche, sernik, polędwiczka wieprzowa z glazurą z brązowego cukru i bourbonu, marshmallows czekoladowo-kokosowe, cytrynowe magdalenki, ciasto mocha z crème fraîche, meksykański sos mole i indyk duszony w Beaujolais Nouveau z suszonymi śliwkami, boczkiem i niebieskim serem to tylko niektóre z pyszności, na które przepisy znajdziecie w tej książce.

Dane techniczne:

Tytuł: „Słodkie życie w Paryżu”
Autor: David Lebovitz
Wydawca: Wydawnictwo Pascal
Ilość stron: 336
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2012
Cena w ksiegarni internetowej Gandalf: 31,68 zł

Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm
przepis Davida Lebovitza zmodyfikowany przeze mnie
Spod:
150 g ciastek digestive
60 g roztopionego masła
Masa serowa:
700 g mielonego twarogu do sernika
150 ml gęstego jogurtu naturalnego, polecam grecki
4 jajka
2/3 szklanki cukru
skórka otarta z 1/2 cytryny
1 łka esencji waniliowej
1 łka mąki pszennej

Opcjonalnie do podania:
domowa kandyzowana skó rka pomarańczowa
250 ml kwaśnej śmietany (18%) ubitej z 2 łkami cukru i 1/2 łeczki cynamonu
albo
świeże owoce (np. maliny, truskawki, borówki)
albo
sos owocowy
albo
sos czekoladowy 
Ciasteczka zmielić w blenderze i wymieszać z roztopionym masłem. Masą ciasteczkową wylepić dno tortownicy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180C* na 8 minut. Wyjąć z piekarnika i lekko przestudzić.
Piekarnik nagrzać do 260C*.
Twarog ubić z cukrem, miksując, aż cukier się całkowicie rozpuści. Dodawać kolejno po jednym jajku, ciągle miksując. Dodać esencję waniliową, skórkę otartą z cytryny i mąkę pszenną. Zmiksować tylko do połączenia się składników, żeby zbytnio nie napowietrzyć masy. Na koniec za pomocą łyżki wmieszać jogurt.
Masę przełożyć do tortownicy, wyrównać. Przykryć wierzch folią aluminiową, żeby sernik zbytnio się nie zarumienił. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 260C* i piec przez 12 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 100C* i piec kolejne 40 minut. Gotowy sernik powinien być ścięty na bokach, ale wciąż lekko galaretkowaty na środku. Upieczony sernik wyjąć z piekarnika, ostudzić do temperatury pokojowej, a następnie schłodzić w lodówce przez całą noc. Nie bójcie się, że sernik po wyjęciu z piekarnika wygląda na nieco niedopieczony. Zauważycie, że już po 2h spędzonych w ciepłej formie po wyjęciu z piekarnika, zacznie się ścinać, a właściwą konsystencję osiągnie dopiero po całej nocy spędzonej w lodówce.
Przed podaniem polecam posypać sernik małymi kawałkami domowej kandyzowanej skórki pomarańczowej. Mozna podać go, tak jak ja, z kleksem ubitej kwasnej śmietany z cynamonową nutą. Pasować będą także świeże owoce (np. maliny, truskawki, orówki), sos owocowy albo sos czekoladowy.
*wszystkie temperatury podane są dla piekarnikow bez termoobiegu, na opcji grzania „góra-dół„. Jeśli używacie termoobiegu, obniżcie temperaturę o 15-20C.

Smacznego!

Ciasteczka potrójnie czekoladowe

  
 Dzisiaj zdjecia w nieco innej stylizacji niz zwykle – robione na szybko podczas po poludniowego spaceru nad morzem w Lyme Regis, w Anglii. W jesiennej aurze to miejsce podoba mi sie jeszcze bardziej niz latem. Byc morze dlatego, ze jest nieco spokojniejsze, wolne od halasu sezonu turystycznego, wrecz opustoszale.
 Ciasteczka, na ktore podam Wam dzisiaj przepis, sa szybkie w wykonaniu i przepyszne. Swietnie smakuja nie tylko podczas pieszych wycieczek w milym towarzystwie, ale takze w domowym zaciszu, przy kubku ulubionej herbaty. Sa bardzo mocno czekoladowe i wilgotne w srodku, dzieki czemu mnie bardzo przypominaja brownies. Dzieki temu, ze dodalam do nich czekolade o 70% zawartosci kakao, ciastka nie sa przeslodzone, mimo, ze sa w nich takze kawalki bialej i mlecznej czekolady. To prawdzia gratka dla czekoholikow i dobry pomysl na slodki upominek z okazji zblizajacych sie malymi krokami swiat 🙂

Skladniki na okolo 24 duze ciastka:
200 g gorzkiej czekolady o 70% zawartosci kakao
4 lyzki miekkiego masla
2/3 szklanki maki pszennej
2 lyzki ciemnego kakao bez cukru
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 jajka
1/3 szklanki cukru (mozna dac wiecej, jesli wolicie slodsze ciastka)
100 g posiekanej bialej czekolady
100 g posiekanej mlecznej czekolady
100 g posiekanej gorzkiej czekolady
200 g gorzkiej czekolady roztopic w kapieli wodnej wraz z maslem. Jajka ubic na jasna, puszysta mase wraz z cukrem. Make przesiac z proszkiem do pieczenia, sola i kakao. Do ubitej masy jajecznej wlac roztopiona czekolade, zmiskowac. Dodac suche skladniki i dokladnie wymieszac. Na sam koniec wmieszac kawalki posiekanej bialej, mlecznej i gorzkiej czekolady. 
Dwie duze blachy wylozyc papierem do pieczenia i za pomoca lyzki wykladac na nie mase czekoladowa w formie kulek wielkosci orzecha wloskiego, ktore nalezy lekko rozplaszczyc lyzka. Nalezy pamietac o zachowaniu odstepow miedzy ciasteczkami, zeby nie zlaly sie w trakcie pieczenia. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 175C. Piec okolo 12 minut, az na wierzchu ciasteczek pojawi sie chrupiaca skorupka, ale beda one ciagle lekko wilgotne w srodku. Studzic na blaszce.
Ciastka mozna przechowywac w szczelnie zamknietej puszce przez okolo 7 dni.
Smacznego!

Zapomniane warzywa: skorzonera. Pyszna zupa-krem.


Skorzonera, zwana takze „wezymordem”, „czarna salsefia” i „czarnymi korzonkami”, to zapomniane, ale bardzo smaczne warzywo korzeniowe. Prawdopodonie pochodzi z Hiszpanii, skad rozprzestrzenila sie do reszty Europy. Ludy celtyckie i germanskie wierzyly, ze spozycie czarnych korzonkow jest lekarstwem na ukaszenia zmij oraz dzume. Obecnie najwieksza ilosc skorzonery uprawia sie w Belgii, Francji, Holandii i Niemczech. W Polsce niestety bardzo ciezko ja dostac, ale jesli dobrze poszukacie, to na pewno ja znajdziecie – uwierzcie, ze warto. Ja kupilam skorzonere importowana z Niemiec w Hali Mirowskiej w Warszawie.

Niektorzy porownuja smak skorzonery do bialych szparagow, karczochow, czy nawet ostryg. Jednakze moim zdaniem czarna salsefia najbardziej przypomina pasternak – jest lekko slodkawa i „ziemista”, o konsystencji typowej dla warzyw korzeniowych. Podobnie jak inne warzywa korzeniowe, skorzonera jest bogata w skladniki cenne dla naszego zdrowia, takie jak, na przyklad, potas, choline, asparagine, wapn, fosfor, zelazo oraz witaminy A, C, E i B1.
Skorzonera swietnie smakuje z okrasa z bulki tartej, zapiekana w sosie holenderskim, czy pieczona w piekarniku w towarzystwie innych warzyw korzeniowych. Z mlodych listkow skorzonery we Francji przygotowuje sie salatki. Ja postanowilam przyrzadzic z niej zupe krem. Poza skorzonera znalazlo sie w niej duzo pieczonego czosnku, dzieki ktoremu nabrala niepowtarzalnego, intensywnego aromatu. Zupe zagescilam czerwona soczewica. Polecam ten sposob wszystkim tym, ktorzy dbaja o linie i chca dostarczyc organizmowi cennych mikroelementow (np. kwas foliowy, wapn, fosfor i zelazo).

Zupa krem ze skorzonery i pieczonego czosnku
Skladniki na 3-4 porcje:
6 duzych zabkow czosnku
500 g skorzonery
150 ml mleka
250-300 ml bulionu warzywnego
2 lyzki zimnego masla
1/3 lyzeczki mielonego kuminu
1/3 lyzeczki mielonej galki muszkatolowej
1 lyzka cukru
 sol i swiezo mielony pieprz do smaku
chleb/grzanki do podania
1 lyzka oliwy

Piekarnik nagrzac do 180C. Czosnek (nie obrany) ulozyc na blaszce do pieczenia i lekko skropic oliwa. Wstawic do piekarnika i piec okolo 20-25 minut, az czosnek zmieknie, a skorka ladnie sie zarumieni.
Skorzonere obrac ze skory, dokladnie umyc i pokroic na kawalki. Zalac 150 ml mleka i okolo 150 ml bulionu. Dodac lyzke cukru i 1/2 lyzeczki soli. Zagotowac, a nastepnie zmniejszyc ogien i gotowac do miekkosci – okolo 20 minut. Po tym czasie wyjac jeden duzy kawalek skorzonery i odlozyc na bok (bedzie potrzebny do dekoracji zupy). Do ugotowanej skorzonery dodac obrany pieczony czosnek, soczewice, reszte bulionu, kumin, galke muszkatolowa i maslo. Gotowac na malym ogniu przez okolo 20 minut. Po tym czasie zmiskowac blenderem na gladka mase. Jesli zupa bedzie za gesta, dodac wiecej bulionu albo wody. Doprawic do smaku sola i pieprzem.. Podawac ze skorzonera pokrojona na cienkie plasterki i kawalkiem swiezego chleba albo grzanka.

Smacznego!